sobota, 3 stycznia 2015

Prolog

                Urodziłem się chory. Nie widać tego na pierwszy rzut oka. Gdy patrzysz na mnie, na Teodora Samuela Nelsona, widzisz uroczego 16-latka z ciemnymi włosami oraz czekoladowymi oczami oprawionymi kurtyną ciemnych rzęs i brwi. Moja postura nie jest zachwycająca. Mierzę 175 cm i jestem nieprzyzwoicie szczupły. Gdy się uśmiecham w moich policzkach pojawiają się dołeczki. Podobno wyglądam jak aniołek. Szkoda, że czuję się jak diabeł.
Wracając do mojej choroby. Nie widać jej. Jest niewidoczna i zakazana przez samego Boga. Jakie to uczucie, gdy wiem, że przyznając się do mojej wady będę potępiony przez Niego, rodziców i znajomych? Czuję jak coś pali mnie od środka, tak, jakbym tam obumierał. Staram się być idealny, naprawdę. Jestem najlepszym uczniem mojego rocznika, pomagam w pracach domowych, udzielam bezpłatnych korepetycji, nigdy nie zażywam żadnych używek. Jestem spokojny, grzeczny i nienaganny w swoim zachowaniu. A jednak już dawno przestałem pytać Go dlaczego ja. Tak wiele razy to powtarzałem, ale nigdy nie otrzymałem odpowiedzi.
 „Przysięgam, nie jestem grzesznikiem
Jestem tylko pięknie złamany”
                Powtarzam to Mu wiele razy podczas modlitw, ale czy On mnie słyszy? Powierzam Mu swoje tajemnice, żale i pytania, a nigdy nie otrzymuję odpowiedzi. Mówię Mu, że przestaję w niego wierzyć, a On nic sobie z tego nie robi. Czy Bóg mnie opuścił? Zostawił mnie samego ze swoimi problemami?
                Westchnąłem. Zawsze w mojej głowie jest pełno myśli. Staram się je ignorować, wyrzucać albo anulować. Tak się nie da. Wszystko mnie przerasta. Nie potrafię. Nie chcę. Nie!
                Zamykam oczy, biorę parę głębokich wdechów i wychodzę z pokoju. Drżącymi dłońmi zamykam białe drzwi za sobą. Idę w stronę salonu. Na kanapie moi rodzice siedzą i oglądają telewizor. Przegryzam wargę ze zdenerwowania. Nie chcę już tego kryć, dusić swojej choroby w sobie. Chcę, aby oprócz Niego wiedział ktoś jeszcze. Przemierzam pewnym krokiem jakieś dwadzieścia metrów, biorę krzesło i siadam naprzeciwko rodziców.
- Mamo, tato - szepcę, bo głos odmawia mi posłuszeństwa. Drżę zauważalnie. Moja rodzicielka wyłącza telewizor i teraz obydwoje kierują na mnie swój wzrok. Tata patrzy na mnie badawczo, a mama troskliwie. Przełykam gulę w gardle i dalej mówię: - Jestem chory. - Patrzą na mnie z jawnym pytaniem: na co? A może powinni zapytać: na kogo? - Jestem homoseksualny. - Zduszony okrzyk matki i wrzask ojca bębnią w moich uszach. Ja czuję jak moje serce łomoce w klatce piersiowej tak mocno, jakby chciało wylecieć. Zamykam oczy, aby nie widzieć moich rodziców. Po obu policzkach płyną mi łzy. Ścieram je i nie słuchając nikogo wychodzę z domu – bez kurtki, telefonu, z groszami w kieszeni.




*Tekst pisany kursywą to cytat z przetłumaczonej piosenki Boy Epic - Wicked

19 komentarzy:

  1. Tekst fajnie napisany ale nie odoba mi się nastrój bloga, jest typowo depresyjny. I to, że sam Teodor uważa się za chorego, to niech się leczy i na siłę ugania za panienkami...
    Reakcja rodziców była do przeidzenia i była dość naturalna, ale zkoro on to przetrawił na tyle by powiedzieć głośno, że jest gejem i to nie znajomym tylko rodzinie, to jego wewnętrzne monologi są nie na miejscu.
    W dodatku poirytowała mnie jego postawa wobec Boga, od razu założył, że Bóg go nie słucha.No i tu wchodzi absurdalność kościoła chrześcijańskiego gdzie Bóg nienawidzi stworzonych przez siebie homoseksualistów, no ale to już nie Twoja wina.
    Zobaczę jak dalej będzie się rozwijać akcja i mam nadzieję, że weźmiesz mój komentarz sobie do serca, bo wiesz, ze nie piszę tego by Cię dobić, tylko by zwrócić uwagę na rzeczy nielogiczne lub według mnie wymagające zmieny/poprawy :)
    Pozdrawiam i weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybacz, ale nastrój na początku będzie depresyjny.
      Wiem, że prolog nie przedstawia tego wszystkiego tak jakbym chciała. Raczej staram się ukazać to, że Teo pogodzony ze swoją orientacją jest zagubiony w tym wszystkim, bo według jego wierzeń to jest choroba. Jeśli chodzi o jego monologi; wracam do punktu wyjścia - wie, że jest gejem i również wie, że to choroba. Nie wiem czy powinnam pisać (szczególnie, że wszystko może ulec zmianie), ale w moim ogólnym zamyśle on zakłada, że Bóg go nie słucha, bo modli się do niego od małego. Ma aktualnie 16 lat i nadal nie widzi zmiany, nadal jest gejem.
      I właśnie ma wyjść ten absurd. O niego tu chodzi. :) To nie będzie (mam nadzieję) słodkie opowiadanie yaoi. ;)
      Myślę, że powinnam wszystko ogarnąć w pierwszych rozdziałach, a jeśli dalej będzie to takie nielogiczne to zamknę bloga, albo będę go pisać sama dla siebie.
      Widzisz, tu znowu pojawia się ten problem, że ja rozumiem swoje zamiary, ale czytelnik nie.
      Dziękuję za komentarz i mam nadzieję, że to opowiadanie jednak wyjdzie.
      Również pozdrawiam. c;

      Usuń
  2. Świetny prolog. Ogólnie lubię poczytać czasem takie smutaśne i depresyjne opowiadania, więc od razu przypada mi do gustu :D Bardzo ciekawie się rozpoczęło, a cytat przepiękny i idealnie pasuje do tematyki. Już nie mogę się doczekać pierwszego rozdziału ^^
    Pozdrawiam i życzę duużo weny!
    Megan

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że zajrzałaś. ^-^ I jestem podwójnie szczęśliwa, że komuś się podoba. :D Dziękuję bardzo za komentarz!

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  4. To było piękne :')
    Gdybyś miała możliwość to mogłabyś mnie informować o rozdziałach?
    Nie mogę się doczekać dalszych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo. :3
      A gdzie informować? c;

      Usuń
    2. Możesz w wiadomości albo tu:
      http://maleficis-tribus-tres-differentiae.blogspot.com/
      Powodzenia ;)

      Usuń
  5. Hejka! Znam Cię z bloga Megan i przeczytałam o Twoim w komentarzach pod jednym z rozdziałów. Nie muszę chyba mówić, że do homo nie mam nic, a tak szczerze to po prostu ich uwielbiam. :P no ale dość o mnie XD zabieram się za komentowanie Twojego bloga.
    Po pierwsze: skradłaś moje serce tymi nieziemskimi opisami przeżyć, czytając je miałam zamiar krzyknąć: WOOOOOOW CZEMU JA TAK NIE POTRAFIĘ??? Dziewczyno, ty masz niesamowity talent, jak mi zarzucisz tego bloga to osobiście Cię zabiję!!! To, jaki jest delikatny, to, że czyta się praktycznie jak dobre książki... tylko tak dalej :*
    Po drugie, jest to niesamowicie ciekawy temat. Jestem już po lekturze wszystkich rozdziałów i nie mogę się doczekać ciągu dalszego. Piszę jednakże jako psychiczna wielbicielka fantasy (taaak, HP między innymi :3) i żałuję, że jest on jak najbardziej realistyczny, ale nic mu to nie ujmuje :)
    Po trzecie, pośpiesz się z tym wątkiem miłosnym, błagam ^_^ fanki czekają :*** ciekawa jestem, jak masz zamiar to rozwiązać: przecież Nat jest hetero 0.o a co na to Lily?? Pozostaje mi tylko czekać c;
    No i po czwarte, trafiłaś w mój gust :P jestem niesamowicie depresyjnym człowiekiem :D
    Ostatnia rzecz jest taka, że nie dopatrzyłam się większych błędów, nawet nie warto wypisywać :P
    Uff, ale się opisałam ^^ podziwiam, jeśli będzie Ci się chciało czytać :D
    Pozdrawiam serdecznie :* i umieram z ciekawości
    Silent
    PS :P masz jakieś pojęcie, kiedy będzie następny rozdział na blogu Megan? Też nie mogę się doczekać ;-; :* :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zacznę tak od końca twojego komentarza, ale oczywiście, że chce mi się takie komentarze czytać! To przecież miód na moje serduszko! ;3 I cieszę się, że znalazłaś mojego bloga, bo motywacja do pisania skoczyła mi tak, że chyba będę siedzieć do nocy i pisać. :P Co do kochanej Megan - niestety nie wiem, kiedy będzie następny rozdział na jej blogu, ale na nią to zawsze warto czekać. <3
      Jejku, jak mi miło. Nawet nie wiem co mam ci odpisać. :D Strasznie się cieszę, że komuś depresyjny styl i wszelkie opisy przeżyć w tym opowiadaniu odpowiadają i podobają. To tak jakbym znalazła moją bratnią duszę, bo sama to lubię. :D
      Bloga nie rzucę, bo muszę chociażby dla siebie dokończyć historię Teo, bo zaczęła mi się śnić po nocach, a to trochę męczące. :P
      Ciąg dalszy jest napisany i czeka go już tylko korekta błędów i wszelkich niedociągnięć. :3 W najfajniejszym przypadku rozdział piąty pojawi się jutro. ;)
      Nananana, ominę twój punkt trzeci udając, że nic na ten temat nie wiem, nananana. *gwiżdże i odpowiada dalej*
      Dziękuję bardzo za tak długi i motywujący komentarz. Chyba nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo szczerzę się teraz do ekranu (a propos - bolą mnie już policzki). :D Jeszcze raz dziękuję! :3 Jejku, serio, dowartościowałaś mnie. XD ^^

      Usuń
  6. Siemka. Trafiłam tu z pewnej pięknej grupy na FB, spodziewając się jakiegoś pretensjonalnego, ponurego bloga o gimnazjalnych emosiach... I się zawiodłam, gdyż nie ma w tym prologu nic, co mogłabym skrytykować!
    A tak poważnie: podoba mi się, nawet bardzo. Cieszę się, że nie czeka mnie miliard opisów wewnętrznych rozterek typu: ,,powiedzieć im czy nie", gdyż to mnie nudzi, a czasami nawet irytuje. Od razu zaczyna się historia. Bardzo mi się ona podoba! :)
    Szczerze? To, co teraz najbardziej czuję, to zazdrość. Nie potrafię pisać tak, jak Ty. Nie mówię o samym nastroju - mi w opach udało się zaledwie parę razy osiągnąć stan, w którym ludzie płakali :/ Dodatkowo, w moich opowiadaniach unikam tego tematu. Może dlatego, iż te historie są odskocznią od rzeczywistości, więc nie ma szans na homofobię? Przyznaję, że nigdy nie zahaczam o tematykę homoseksualizm a akceptacja i religia, gdyż ja sama nie miałam z problemów z comming outem i ciężko mi zrozumieć, że człowiek może bać się wyznania prawdy rodzicom... Albo kościół - dla mnie było oczywiste, że ,,jestem grzeczna, przestrzegam Dekalogu, więc Bóg nie ma o co się czepiać"... a tutaj coś czuję, że Teo nie był uczony przez rodziców tolerancji, a otrzymał od nich wręcz pranie mózgu. Ty uderzasz w to, z czym naprawdę rzadko się spotykam - akceptacja samego siebie, akceptacja przez społeczeństwo... i przez Boga. Swoją drogą - specjalnie dałaś bohaterowi na imię ,,Teo" (Teo, Teodor, jedno i to samo, a jednak bardzo bliskie do ,,theos")?
    Pozostaje mi tylko czytać ciąg dalszy i życzyć weny!
    Serdecznie Cię pozdrawiam,
    Sarabeth M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, cała historia Teo ma początek od tego wyznania. Wszystko. Gdyby nie ono, jego losy potoczyłyby się zupełnie inaczej. Na razie napisałam dwanaście rozdziałów i sądzę, że już można to z nich wywnioskować.
      Rozumiem Twoją zazdrość. Ileż to razy ja marudziłam, że chciałabym pisać jak jakiś autor, którego uwielbiam? Nawet wzorować się na nich nie potrafię, a niektórzy umieją odwzorowywać styl pisania innych. No cóż, ja piszę tak i cieszę się, że mimo wszystko mój styl przypadł Ci do gustu. ;)
      Poruszam temat nietolerancji, ponieważ obracam się w gronie osób, które niestety są strasznie nietolerancyjne. A temat religii wyszedł z tego, ponieważ znam osobę homoseksualną, która jest bardzo religijna. I tak właśnie wplatam to w moje opowiadanie, a wszystkie przemyślenia są wynikiem moich rozmyślań i obserwacji.
      Masz rację. Teo otrzymał jak to określiłaś "pranie mózgu". Kilka osób oburzało się o moje stwierdzenie, że "Teo chory jest na homoseksualizm". Jednak piszę to jego punktem widzenia, a według niego jest to choroba. Owszem, akceptuje on swój homoseksualizm, nie ma z tym problemów, ale nadal ma w głowie fakt, że to choroba. Po prostu się z nią pogodził.
      Imię Teodor wybrałam, ponieważ spodobało mi się ono z serii o Harrym Potterze (postać Teodora Notta, który jest taki tajemniczy!), lecz znaczenie utwierdziło mnie w wyborze. ;) Niektóre imiona wybieram właśnie przez znaczenie, a inne przez to, że mi się podobają. Teo jest idealne, bo spełnia oba kryteria.
      Dziękuję bardzo!

      Usuń
    2. Tak mi się zdaje, że właśnie ludzie najlepiej piszą o tym, co im jest bliskie... Mój wielki comming out:
      ,, - Mamo, to jest moja dziewczyna.
      - Ta, od razu narzeczona. Dziecko, weź ty wreszcie skoś trawnik." :/
      Psychika Teo jest najbardziej intrygująca. Nie spodziewam się tutaj jakiegoś romansidła z pseudo problemami rodzinnymi, tylko naprawdę ciężkiej drogi do pełni akceptacji. Jego tolerancję homoseksualizmu widzę jako takie: ,,Jestem chory i pogodziłem się z tym, gdyż nic nie mogę z tym zrobić, chociaż chciałbym być zdrowym i akceptowanym". Ja osobiście uważam, że Bóg, jeśli istnieje, to zaakceptuje homoseksualistę. Może i taki gej nie będzie mieć dzieci - a czy będzie je mieć kobieta, która miała np. raka? Nie... sądzę, że Teo mógłby zostać w pełni przyjęty przez Stwórcę... Ale szkoda, iż biedaczek nie zdaje sobie z tego sprawy :(
      Ja tam imiona wybieram tak: ,,Kleon był wspaniałym Grekiem! Dam to imię mojemu ulubionemu bohaterowi! Isagoras to takie paskudne imię, jak u tego okropnego Ateńczyka... to nazwę tak jedną postać!" :') Ewentualnie patrzę na znaczenie ;)

      Usuń
    3. W takim razie niejedni mogą Ci pozazdrościć mamy z takim podejściem. ;)
      Mimo, że napisałaś mi w komentarzu pod rozdziałem XII (ach, wiem, odpowiadam na komentarze bardzo chronologicznie), że się zawiodłaś to myślę, że kiedy zakończę to opowiadanie nie stwierdzisz tak jak teraz, że jednak zeszłam z toru tego, co miało być na początku. Chociaż nie jestem pewna czy mimo wszystko Ci się spodoba to naprawdę droga do akceptacji będzie. Nie wiem czy opisywanie jej mi wyjdzie, bo przecież jadę na spontanie. c;
      Dokładnie tak postrzega się Teo. Po prostu jakby mógł coś z tym zrobić, to by to zrobił. Jednak cóż może?
      W opowiadaniu już podkreśliłam swoje zdanie na temat Boga - myślę, że on kocha każdego i to, że mężczyzna kocha mężczyznę czy kobieta kobietę nie ma nic do rzeczy, jeśli chodzi o Jego miłość.
      Dla mnie wybieranie imion to jedna z trudniejszych rzeczy i jedna z pierwszych, którą robię, zanim zacznę pisać i opracowywać tematykę itd. Dopiero potem potrafię coś stworzyć. c;

      Usuń
  7. Witam,
    no dobra zaczynam chociaż ten prolog przeczytać, bo coś mi się wydaje, że znów jakiś dłuższy czas mnie teraz może nie być....
    bardzo mi smutno, wyznał o sobie prawdę i spotkał się z czymś takim ze strony rodziców, mam nadzieję, że zrozumieją swój błąd...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się jednak, że tu zajrzałaś :)
      Dziękuję za komentarz!

      Usuń
  8. Hej,
    autorko trafiłam już jakiś czas temu na Twoje blogi, jednak dopiero teraz zaczynam, i właśnie od tego, ale tamten o Harry Potterze też przeczytam...
    bardzo mismutno, biedny Theodor wyznał rodzicom prawdę o sobie i spotkał się z czymś takim... zamiast go wspierać, tak potraktowali, mam nadzieję, że zrozumieją swój błąd...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że trafiłaś na moje blogi i życzę miłego czytania :>
      Dziękuję za komentarz.

      Usuń
  9. Hej, hej,
    trafiłam tak jakoś przypadkowo na Twój blog, i bardzo mi się spodobało, za drugi też się zabiorę, ale nie wiem czy na przemiennie czy najpierw ten przeczytam, z racji tego że jest zakończony, ale oba przeczytam...
    smutno mi, Theodor wyznał rodzicom że jest gejem, a oni... spotkał się z czymś takim... zamiast go wspierać, potraktowali go jak... mam nadzieję, że zrozumieją swój błąd...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy