niedziela, 18 stycznia 2015

Rozdział I

                Wypadłem jak z procy ze swojego domu i ruszyłem w lewo. Nie wiedziałem dokąd idę i co zastanę w domu, gdy wrócę. Nie chcę, aby moi rodzice mnie odrzucili. Tego boję się najbardziej – wyrzucenia z grona rodziny. Moja matka to jedyna kobieta, którą darzę miłością, a ojciec mimo swoich surowych zasad nadal zajmuje wysokie miejsce w moim sercu.
Jestem gejem. Nawet nie macie pojęcia jak trudno coś takiego wykrztusić. Dwa słowa smakujące tak gorzko pozostawiają po sobie nieprzyjemny posmak. Powinienem się nawrócić, znaleźć żonę i mieć z nią dzieci. Tego wymaga się od kogoś, kto stwarza pozory idealnego. Ja nie chcę żadnej z tych rzecz. Marzę o ciepłych, silnych ramionach owiniętych wokół mnie. O słodkich ustach dotykających grzesznie moich warg. Chciałbym pod swoimi palcami poczuć umięśnioną klatkę piersiową ukochanego mężczyzny i pozostawiać na niej zaczerwienione miejsca po moich pocałunkach. Chciałbym się zakochać, bez ograniczeń, zmartwień i myśli, które mnie nękają.
Pochodzę z chrześcijańskiej rodziny i w tej wierze dorastałem. Co mam myśleć, pamiętając, jak na pytanie: „Czy mężczyzna może być z mężczyzną?” usłyszałem odpowiedź: „To grzech”? Boże, wybacz mi to. Jak to możliwe, że stworzyłeś mnie i wiele takich osób jak ja, a mimo wszystko potępiasz naszą miłość? Nie rozumiem tego. Kiedyś broniłem swojej wiary, nawet, jeśli koledzy w klasie śmiali się z tego. Teraz nie jestem taki pewien czy dobrze robię. Bóg stworzył mnie chorym, wiedząc, że jest to potępiane. Mam być wyrzutkiem w społeczeństwie?
                Im dalej byłem od domu, tym lepiej się czułem. W końcu podniosłem głowę i otarłem oczy, w których stojące łzy zamazywały mi obraz. Zatrzymałem się właśnie obok kiosku z lat dziewięćdziesiątych – jednego z nielicznych, które nadal istnieją w moim mieście. Przez głowę przebiegł mi pewien pomysł, a w kieszeni metalowe monety zderzyły się, wydają cichy, brzęczący dźwięk. Sięgnąłem po nie i stanąłem przed malutkim okienkiem budki. Pani Bagshot, bo tak nazywa się właścicielka kiosku, jest przemiłą, starszą kobietą, którą lubię bardziej od własnych ciotek.
- Dzień dobry, kochanieńki! - powiedziała z ogromnym uśmiechem, gdy tylko mnie zauważyła. Odpowiedziałem jej bardziej ponurym powitaniem, ale i tak postarałem się posłać w jej stronę moją „anielską minkę”. -Co cię sprowadza, Teo?
- Poproszę żyletkę - powiedziałem nadal próbując być pogodnym i miłym chłopcem. Starałem się nie ukazać niczego, co mogłoby panią Bagshot zaniepokoić. Nie posiadała ona własnych wnuków, więc to mnie przypadała rola grania ich i jeśli zauważyłaby cokolwiek negatywnego to jestem święcie przekonany, że ta kobieta w biały dzień zamknęłaby swój słabo kręcący się interes i ruszyła prosto w stronę domu, gdzie nadal byli moi zszokowani rodzice. Jednak najwidoczniej mój uśmiech zadziałał i już po chwili na brzegu leżała zapakowany, metalowy prostokącik o ostrych brzegach. Może wypróbuję ją na własnej skórze?
                Zapłaciłem i gorąco pożegnałem kochaną sprzedawczynię. Zamiast pieniędzy miałem teraz w kieszeni żyletkę i było mi z tym faktem lżej na duszy. Nagle moje zmartwienia na chwilę odpłynęły, a ja szczerze się uśmiechnąłem. Obok siebie mam metalową broń, która może załatwić mi moje problemy.
Zrób to, Teo - powiedział cichy głosik w mojej głowie.
Zmarszczyłem brwi i potrząsnąłem przecząco głową i powiedziałem:
- Jeszcze nie teraz.
                Maszerowałem dalej i po dziesięciu minutach wiedziałem już, gdzie moje nogi mnie niosą. Ciepły, letni deszcz zaczął sączyć się z nieba, a ja dalej spacerowałem w stronę wyznaczoną przez moje serce. Szedłem prosto do domu mojej najlepszej przyjaciółki – Lily Hopkins. Znam ją od dziecięcych lat. Lils to piękna dziewczyna, za którą chłopcy się uganiają. Ma proste, jasnobrązowe włosy i oliwkowe oczy. Na samo wspomnienie jej radosnej twarzy, na mojej pojawia się uśmiech. Ta dziewczyna zaraża śmiechem i optymizmem. A mimo wszystko Lily, moim zdaniem, zdecydowanie za dużo się martwi i troszczy, szczególnie o mnie. Traktuje mnie jak brata i ja osobiście twierdzę, że ona jest moją rodziną, bo przyjaciele to rodzina, ale wybrana, prawda?
                Znajdowałem się już niedaleko. Widziałem dach jej domu, a myśli nagle zaczęły biegać po moim mózgu jak szalone. Jeśli powiedziałem rodzicom to jej też muszę. Jednak pojawiła się u mnie pewna obawa, która nazywa się Natan Davis. Nat to aktualny chłopak Lily. Są oni ze sobą już od półtora roku, a sam Davis jest moim dobrym kumplem, a mógłby zostać nawet przyjacielem, gdyby nie jedna wada. Jego rodzice są bardzo religijnymi ludźmi i pod względem wychowania nie różnią się niczym od moich, więc pojono nam, że homoseksualizm to choroba i jest to złe. Ja może bym w to uwierzył, gdybym sam nie był na to „chory”. Jednak zdaje mi się, że Nat wierzy w to, że ludzie homoseksualni są źli. Nie wiem i nie chcę go nawet o to pytać. I dlatego wolę się trzymać od niego z daleka. Natan. Wysoki, przystojny chłopak, który ma idealną sylwetkę dzięki ćwiczeniom. Uwielbiam jego oczy. Są srebrne i błyszczą tak jak moja żyletka, jeśli położyłbym ją na słońce. Davis to mój ideał z wyglądu. Uwielbiam go i czuję się z nim naprawdę dobrze. Jest on silnym owocem pokusy dla mnie. A jednak mieć go nie mogę.
                Stojąc pod drzwiami Lily wyglądałem tak, jakby ktoś wylał na mnie całe dwa wiadra wody. Nawet nie zauważyłem, kiedy zmokłem. Przełknąłem gulę w gardle, gdy usłyszałem wołanie „Chwileczkę!” i szczęk otwieranych drzwi. Wykonane z ciemnego drewna wejście uchyliło się, ukazując w nich trochę niższą ode mnie dziewczynę. Na mój widok zmarszczyła brwi. Pewnie zastanawiała się co ja tutaj robię. Cały przemoknięty, kilka kilometrów od domu i bez zapowiedzi.
- Teo! Skarbie, co cię tu sprowadza? Wejdź, będziesz chory! - zaczęła ględzić. - Jest ci bardzo zimno? Już idę po koc. Herbaty? - zaczęła trajkotać jak nakręcona, a ja nie mogłem jej przekrzyczeć. Cóż, nawet nie próbowałem. Patrzyłem tylko na nią i pewnie byłem blady jak trup, bo ona zaniepokoiła się jeszcze bardziej. - Teo, co się stało?
- Zdenerwowałem rodziców. - Ona roześmiała się i nie zważając na to, że jestem cały mokry, przytuliła mnie.
- Czasami nawet święty może zrobić coś nie tak. - Jej głos pełen był wesołości. Pewnie myślała, że to dlatego jestem taki przybity. Wziąłem głęboki oddech, z nosem zanurzonym w jej długich włosach, które pachniały kwiatami.
- Lily, co sądzisz o gejach? - wypaliłem. Dziewczyna odsunęła się ode mnie i spojrzała badawczo.
- Nic do nich nie mam, a dlaczego pytasz? - Jej zmarszczone brwi i zacięty wyraz twarzy zawsze odplątywały mi język. W takim momencie Lily wyglądała jak typowa matka przesłuchująca swoje dziecko.
- Bo przed tobą stoi jeden z nich. - Zacząłem się trząść, a gdy zapytała:
- I powiedziałeś rodzicom? - Pokiwałem głową i już byłem w jej objęciach. Nagle wszystkie moje emocje spadły na mnie ze zdwojoną siłą. Po policzkach ponownie poleciały słone łzy, a moje ciało doznawało dziwnych drgawek. Serce pracowało na najwyższych trybikach, a żołądek splótł się w supełek. Lily bawiła się moimi włosami zakręcając je na palce. Gdy uspokoiłem się na tyle, aby mój oddech był w miarę regularny i spokojny, szatynka zapytała:
- Chcesz u mnie nocować? - Moja przyjaciółka to prawdziwy skarb.
- Wolałbym nie wracać w paszczę lwa. - Uśmiechnąłem się do niej i przytuliłem ją. - Lily, dziękuję.
- Za co? - Spojrzała na mnie jak na wariata, a po domu zabrzmiał mój śmiech.
- Za to, że mnie nie odtrąciłaś. I za to, że mi pomagasz. Pocieszasz - wyliczałem. - I za to, że jesteś.
- Bo jestem twoją przyjaciółką, matole. - Rzuciła we mnie poduszką i tym razem zaśmialiśmy się oboje. Czy wspominałem, że Lily zaraża optymizmem? Chyba tak, ale nigdy nie przeszkadza się powtórzyć. Szczególnie, że chodzi tu o tak kochaną osóbkę, która nazywa mnie swoim przyjacielem, a jej śmiech dźwięczy w moich uszach jeszcze do czasu, gdy oddaje się w ramiona Morfeusza na łóżku w pokoju gościnnym.



13 komentarzy:

  1. Piękne!
    Ja naprawdę nie rozumiem tych wszystkich ludzi...
    Mam ochotę powbijać wszystkim homofobom ołówki w oczy skoro widok gejów tak im przeszkadza -_-
    Niestety z jednym mieszkam...
    Rozdział świetny i nie mogę doczekać się następnego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, dokładnie. Szkoda, że jest tyle takich osób. Szkoda, że to homofobia wychodzi ze strony Kościoła, który raczej powinien wspierać. Szkoda, że znam tylu homofobów. No cóż, ja także z jednym mieszkam. :/

      Cieszę się, że rozdział się podoba! :3

      Usuń
  2. Ekhem, przybyłam!
    Rany, tak milutko się to czytało, a w szczególności w taki pochmurny dzień, który cały przeleżałam w łóżku -_- No, a piękny raj złożony z kołdry i poduszek się zaraz kończy, bo muszę iść obejrzeć mieszkania w stolicy ;-; (nieważne xd)
    No ten, superowo i fajnie. Masz superaśny styl i wgl mi się podoba :)
    Sama tematyka mnie kręci, bo wiesz, te całe pedalstwa to moje życie i stan umysłu. + jestem ciekawa jak to się potoczy.
    Szkoda mi tego chłopaka. Kurde, nie ma to jak mieszkać w mega chrześcijańskiej rodzinie i stać się gejem. Phi, między innymi właśnie dlatego nic nie wyznaję. ><
    Wracając- rozdział superaśny, bardzo mi się podobał i z pewnością przeczytam następny :) No i jeszcze wiedz, że czekam niecierpliwie :P
    Pozdrawiam cieplutko i życzę weny, Megan :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że tutaj przybyłaś i skomentowałaś. :3 Dziękuję bardzo za te miłe słowa. Zdecydowanie rozwiałaś moje obawy, czy aby ten rozdział nie jest porażką. c; Dziękuję. <3

      Usuń
  3. wspaniałe... Przepraszam, że nie napiszę porządnego, przyzwoitego komentarza, ale jestem już senna... :( Powiem tylko tyle, że nie podoba mi się ta żyletka. Koleżanka Teo także mi nie przypadła do gustu, ale ona chyba dba o przyjaciela :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo. ;)
      Jednak gdzieś popełniłam błąd tworząc Lily, ponieważ nikt jej nie lubi, a miała być sympatyczną osobą. D: No trudno.

      Usuń
  4. Tematyka mnie bardzo zaciekawiła. Szkoda mi chłopaka i także nie potrafię zrozumieć homofobów, najchętniej coś bym im zrobiła. Bardzo spodobała mi się też przyjaciółka Teo. Faktycznie jest sympatyczną osobą:)
    pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje serducho także ubolewa, że muszę tak krzywdzić Teo. Niestety, nie potrafię pisać wesołych opowiadań, więc musi trochę pocierpieć. D:
      Cieszę się, że Lily przypadła Ci się spodobała - wiele osób narzekało na nią. Najwidoczniej jest to kwestia gustu, chociaż fajnie, że Ty ją polubiłaś. ;)
      Dziękuję bardzo za komentarz! c;

      Usuń
  5. Witam,
    postanowiłam, że będę czytała na przemiennie tutaj i na drugim Twoim blogu, bo tak to chyba po bardzo długim czasie zacznę naprawdę tutaj czytać...
    pięknie, mam jednak nadzieję, że Teo nie wykorzysta tej żyletki, och Lili to wspaniała przyjaciółka, Nat niech nie odrzuci go ;]
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi w takim razie.
      Mam nadzieję, że to opowiadanie będzie Ci się podobało! :)
      Dziękuję za komentarz!

      Usuń
  6. Hej,
    pięknie, mam nadzieję, że jednak Theodor nie użyje tej żyletki... a Lili to wspaniała przyjaciółka... Niech Nat go nie odrzuca...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej,
    rozdział jest cudowny, mam nadzieję, że jednak Theodor nie użyje tej żyletki... a Lili tak to wspaniała przyjaciółka...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy