niedziela, 25 stycznia 2015

Rozdział II

                - Dzwoniła twoja mama - poinformowała mnie Lily, gdy tylko otworzyłem oczy. Ściągnąłem usta w wąską linię i westchnąłem.
- Co mówiła? - zapytałem, chociaż nie interesowało mnie to. Odwróciłem głowę nie mogąc patrzeć na zmartwiony wyraz twarzy mojej przyjaciółki.
- Chce cię widzieć wraz z ojcem i masz najpóźniej zjawić się na obiad - powiedziała. - Teo? - znów spojrzałem na nią.
- Hm? - mruknąłem.
- Moi rodzice wyjechali nad morze, więc mam wolny dom. Jakby coś... Zawsze jesteś tutaj mile widziany. - Uśmiechnąłem się lekko i wstałem, nie zważając na fakt, że jestem dalej w pidżamie. Oczywiście, mam u Lily swoje rzeczy w razie "w". Podszedłem do niej i przytuliłem ją.
- Kochana jesteś - powiedziałem cicho.
- Nie bądź taki miły. - Wytknęła język w moją stronę. - A teraz ubierz się, zjedz śniadanie i marsz do domu - rozkazała władczym tonem.
- Dobrze, mamooo. - Zaśmiałem się i od razu pożałowałem, bo otrzymałem kuksańca w bok.

***

                Ubrany i najedzony ruszyłem w stronę powrotną, tą samą drogą, którą wczoraj trochę bardzo psychicznie skołowany pokonałem w deszczu. Dzisiejszy dzień był słoneczny i miałem wrażenie, że niebo śmieje się ze mnie, idącego w jeansach i czarnej koszuli. Było mi strasznie gorąco, ale nie miałem innych rzeczy na przebranie u Lily. Cały czas myślałem o tym, co zastanę w domu i jaką przemową uraczą mnie moi rodzice.
                Gdy dotarłem na miejsce i chwyciłem metalową klamkę, ogrzaną promieniami słonecznymi moje serce zaczęło bić, jakbym właśnie przebiegł maraton. Szepnąłem:
- Będzie dobrze - i nacisnąłem klamkę. Drzwi otworzyły się, a ja przeszedłem przez próg i zamknąłem je tuż za sobą.
- Mamo? Tato? - zapytałem tak cicho, mając nadzieję, że ich nie ma albo mnie nie usłyszą, a ja pójdę do swojego pokoju.
- Jesteśmy w salonie. - Usłyszałem doniosły głos ojca. Po chwili stanąłem przed nimi. Miałem wrażenie, że przez cały dzień czekają na mnie.
- Koch… Musimy porozmawiać. - Auć. Zabolało. Moja własna matka cofnęła się przed powiedzeniem do mnie per kochanie.
- Oczywiście. - Kiwnąłem w ich stronę głową.
- Zdecydowaliśmy, że zamiast do szkoły z internatem pójdziesz do miejscowego liceum - powiedział ojciec, a ja zamarłem. Miałem we wrześniu zamieszkać sto kilometrów od domu, bo wybraliśmy razem z rodzicami jedną z lepszych szkół. Oczywiście, nie wiedzieli wtedy o moim homoseksualizmie, więc z radością wysłali papiery do męskiej placówki.
- Ale jak to? Przecież ją odrzuciliśmy na samym początku… - szepnąłem z łzami w oczach. Przecież to było jasne jak słońce, że kończąc to okropne liceum w moim miasteczku nie zostanę żadnym lekarzem, a studia w większym mieście będą dla mnie marzeniem bez realizacji. Po prostu ta szkoła była kiepska, a nauczyciele jeszcze słabsi.
- Zważając na to, co powiedziałeś nam wczoraj nie wyślemy cię do męskiej szkoły - fuknął. -  Dodatkowo będziesz chodził do psychologa. Pani Lucy Evans była na tyle miła, że jeszcze teraz, w sierpniu, przyjmie cię na pierwsze rozmowy. Musisz koniecznie się z tego wyleczyć - powiedział z wielkim obrzydzeniem malującym się na twarzy. Mój własny ojciec… A matka nawet się nie odezwała. Milczała i słuchała, co mówi.
- Ty się mnie brzydzisz? - zapytałem.
- To niedopuszczalne, abym miał syna geja. Pedały są i będą obrzydliwe! - krzyknął. - Po pierwsze nie jest to zgodne z naszą religią, a po drugie co sobie o nas ludzie pomyślą?! Ani mi się waż z tym ujawniać! - krzyczał dalej, a łzy stanęły w moich oczach. Spuściłem wzrok, zacząłem się trząść i starłem szybko te z łez, które popłynęły po moich policzkach.
- Jestem twoim synem… To nic nie zmienia… W wieku dwunastu lat byłem także gejem i czy wtedy byłem inny? - zapytałem cicho drżącym głosem.
- Ciebie musiał opętać szatan! Albo to pewnie rodzaj buntu! Zawsze wiedziałem, że jesteś za grzeczny! - prychnął i wyszedł z pokoju. Zostałem sam z matką, której spojrzenie wywiercało we mnie dziurę.
- Jeśli od tylu lat wiesz, dlaczego do nas z tym nie przyszedłeś? - zapytała, a mnie zaskoczyło jej pytanie. Liczyłem na taką samą litanię obraźliwych słów, a może nawet gorszych, które wypowiedział ojciec.
- Żebyście zrujnowali mi wcześniej życie? - zapytałem, śmieją się ironicznie. - Nie, dziękuję. Wystarczy, że pewnie zrobicie to teraz, ale mało mnie to obchodzi. Dwa lata i już mnie tu nie będzie. Nawet jutro może mnie tu już nie być. - Chwyciłem się za kieszeń, w której znajdowała się żyletka.
- Nie rób nic głupiego. - Podniosłem głowę, a nasze spojrzenia się skrzyżowały. Potem mama spojrzała na moją kieszeń. - Żyj. Nie próbuj się zabijać, Teo. Pani Bagshot powiedziała mi o żyletce. I pamiętaj, że masz mnie. Nie jestem do twojej orientacji nastawiona pozytywnie, ale nadal pamiętam, że jesteś moim synem. I znajdę w sobie tyle pokładu tolerancji dla ciebie. Ojcu minie… - powiedziała, a ja patrzyłem na nią szczerze zdziwiony.
- Dziękuję. - Tylko tyle byłem w stanie jej odpowiedzieć. Uśmiechnęła się do mnie i zbliżyła, by poczochrać mi włosy. - Przez najbliższy czas będę u Lily - dodałem, bo nagle poczułem, że muszę jej to powiedzieć.
- Dobrze. - Pokiwała głową. - Pani Lucy oczekuję cię piątego sierpnia o godzinie piętnastej. Adres masz na wizytówce. - i podała mi mały, papierowy prostokącik.
-Okey - powiedziałem i ruszyłem w stronę swojego pokoju. W torbę podróżną włożyłem potrzebne rzeczy, przebrałem się w letnie ciuchy i wyszedłem z domu, tym razem kierując się w stronę mojego ulubionego miejsca.

***

                Byłem praktycznie w środku lasu. Od małego przychodziłem tutaj odprężyć się. Zapach drzew działał na mnie kojąco i w tym przypadku sprawdziło się to. Powolnym krokiem przemierzałem niewydeptaną ścieżkę. Jeszcze nigdy nie spotkałem tutaj innego człowieka. Nawet grzybiarze nie wędrują tędy, ponieważ można się tutaj zgubić. Jak miałem osiem lat nieraz zakręciłem się w tym lesie, ale nigdy nie byłem na tyle ślamazarny, aby z niego nie wyjść. Teraz znałem każde drzewo na pamięć i musiałbym być niemniej odurzonym jakimiś środkami, aby się tutaj zgubić. Zamknąłem więc oczy i postawiłem kolejny krok na mchu, który zapadł się pod moim ciężarem. Wdychałem świeże powietrze, słuchałem śpiewu ptaków i delektowałem się moimi krokami na ziemi, pokrytej zieloną roślinnością. Czułem się wspaniale i nie było najmniejszego porównania tak wspaniałego miejsca jak las do miasta. Ruszyłem żwawszym krokiem, zwracając uwagę na niebo, które spod licznych gałęzi wyłaniało się swoją słoneczną poświatę. Wyciągnąłem z kieszeni żyletkę i spojrzałem na nią pod promieniami słonecznymi, tak, jak sprawdza się banknoty. Metalowy przedmiot zabłyszczał, a mi przez myśli przebiegł pomysł, aby zrobić to tu i teraz. W końcu i tak nikt by mnie nie znalazł. Umarłbym. I wtedy, zupełnie nieoczekiwanie potknąłem się o korzeń. Czułem jak lecę na twarz, a zapakowana żyletka wyleciała mi z rąk i poszybowała przede mnie. Wszystko działo się w ułamku sekundy i byłem przygotowany na twardy upadek, gdy nagle ktoś mnie złapał w swoje ramiona. Krzyknąłem i to bardzo głośno. Co ten człowiek robi w środku lasu?! I dlaczego nie słyszałem kroków?! Odwróciłem się natychmiastowo, a moja twarz była bardzo blisko twarzy chłopaka, który zdawał się być w podobnym do mnie wieku. Patrzyłem w jego oczy, które miały bursztynowy kolor z złotym błyskiem. Rzucającym elementem jego wyglądu były także równie złociste włosy, które znajdowały się w artystycznym nieładzie. Chłopak był wyższy ode mnie o jakieś dziesięć centymetrów i zdecydowanie bardziej umięśniony. Trzymał mnie w swoich ramionach, a ja poczułem się skrępowany. Wyswobodziłem się z tego uścisku.
- Uhm. Dzięki - mruknąłem, nadal go podziwiając. Czułem jak rumieńce wkraczają na moje policzki, więc usilnie starałem się spojrzeć mu w oczy. Muszę przyznać, że był przystojny.
- Nie ma za co. - Miał taki radosny wyraz twarzy i śmiał się ze mnie, a jego złote oczy aż mieniły się przez iskierki rozbawienia. No cóż, piszczałem jak mała dziewczynka. Przez to zawstydziłem się jeszcze bardziej.- Jestem Nikodem. - Uśmiechnął się do mnie półgębkiem.
- Teodor - powiedziałem i uścisnąłem jego dłoń, którą podał w moją stronę.
- Tak więc Teodorze co robisz w środku lasu? - zapytał, a ja spojrzałem na niego ze zmarszczonymi brwiami.
- O to samo mogę zapytać ciebie… - mruknąłem.
- Biegam tutaj. Idealne miejsce - odpowiedział wesoło.
- A ja spaceruję.
- I przy okazji myślami jesteś daleko stąd - zauważył trafnie.
- Po to jestem w środku lasu. Aby pomyśleć - fuknąłem, bo nadal czułem się głupio, że mnie złapał, a ja… Ech…
- Problemy sercowe? - zażartował. - Jakaś piękna pani wzięła i zdeptała twoje wielkie serduszko? - powiedział z nutą śmiechu i sarkazmu w głosie.
- Takie problemy mnie nie dotyczą. - Machnąłem ręką w geście pogardy dla tych, którzy ubolewają nad swoimi złamanymi sercami. Zauważyłem, że chłopak patrzy przez moje ramię. W końcu zaintrygowany również tam spojrzałem, a on zrobił parę kroków do przodu, nachylił się i sięgnął coś z ziemi. O nie, nie, nie…
- To twoje, prawda? - zapytał, a ja już chciałem zaprzeczać, gdy dodał: - Widziałem jak wylatuje z twojej dłoni, Teodorze. Nie kłam.
- Tak. To moje, więc dziękuję bardzo, że to podniosłeś. Teraz możesz mi to oddać - powiedziałem szybko.
- Otóż Teo. Posiadając to przy sobie, oglądając to i myśląc o śmierci robisz najgłupszą rzecz na świecie. Przemyśl to - warknął do mnie, a ja spojrzałem na niego ze zdziwieniem. Znałem kolesia od pięciu minut, a on już mi daje złote rady na moje życie. Widząc moją naburmuszoną minę przysunął mi swoją rękę pod oczy. - Wiem. Co. Mówię. - wysyczał każde słowo, a ja dotknąłem blizn na jego ręce. Było ich pełno, małych i delikatnych od okaleczania się, a na samym dole, tuż przy dłoni widniały dwie, wielkie po głębokich ranach. Zrobiło mi się głupio, a on jeszcze otwarcie przyznał się mi, obcemu człowiekowi, do swojej próby samobójczej. - Jak masz na nazwisko? - zapytał znienacka całkowicie zbijając mnie z tropu.
- Nelson - odpowiedziałem, kierując wzrok z jego blizn na twarz.
- Teodorze Nelsonie znajdę cię na Facebooku! - krzyknął, oddalając się szybko i nie dając mi czasu na odpowiedź. Zabrał moją żyletkę i pobiegł sobie dalej. A ja nie mam Facebooka.



19 komentarzy:

  1. Hum.
    Nie lubię komentować tekstów, co do których mam mieszane uczucia. A ten bez wątpienia do nich należy.
    Sam pomysł założenia takiego bloga i prowadzenia tego rodzaju opowiadania... Jest godny podziwu. Trzymam kciuki, bo mam nadzieję, że wiesz, iż opowiadania z romansem męsko-męskim (nie wątpię, że ten wątek się pojawi, choć na razie jest spokojnie) są bardzo często i usilnie hejtowane, a w komentarzach równie nierzadko pojawiają się dyskusję na temat poglądów na ten temat.
    Zarys fabularny wygląda dość zwyczajnie, ale dziwnie przyciągająco. Czyta się lekko, szybko, z przyjemnością. Akcji na razie nie ma zbyt wiele, ale w klimatach depresyjnych ciężko o jakąkolwiek.
    Błędów ortograficznych nie wyłapuję, ale betą nie jestem. Natomiast widzę dwa, niewielkie, ale powtarzające się błędy interpunkcyjne/gramatyczne: brak odstępu przy pauzie w zapisie dialogów i znaki na końcu dialogów. Poprawny zapis będzie wyglądać tak:
    - Teodor - powiedziałem i uścisnąłem jego dłoń, którą podał w moją stronę.
    A nie tak:
    -Teodor.-powiedziałem i uścisnąłem jego dłoń, którą podał w moją stronę.

    To chyba tyle. Dobry tekst. Życzę weny i chętnie tutaj jeszcze zajrzę.
    - szczygłowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do tematyki romansu męsko-męskiego... Niestety, wiem, że budzi to kontrowersje. Nie mam zamiaru nikogo nakłaniać do tolerancji, a tym bardziej wywoływać kłótni na ten temat. Mam nadzieję, że nie zaistnieje tu żadne starcie poglądów ani nie znajdę tu bezpodstawnych hejtów na temat homoseksualizmu. Wiem, że wierzę w cuda, ale cóż... Nadzieja matką głupich.
      Dziękuję za spostrzeżenie co do dialogów - przystosuję się do tego. ;)
      Miło było czytać taki szczery komentarz. Dziękuję bardzo. c;

      Usuń
  2. O jaaa. Kurde, to było bardzo fajne.
    Serio niezwykle miło mi się czytało i tak nadzwyczajnie lekko. Od razu, jak tylko Teo pomyślał, że nikt tutaj nie chodzi, wiedziałam, że ktoś tu przyjdzie. A opis tego Nikodema... ah, moja wyobraźnia ma talent, oj ma :'D Ale Ty też masz talent! I to mega wielki!
    Bardzo mi się podoba ten klimat. Żyletki, depresja, chodzenie do psychologa, NIKODEM ♥ Oj, lubię takie rzeczy, oj lubię :3
    Serio, tak dobrze Ci to wszyło, że aż mnie powaliłaś! MÓJ SCORBUS MOŻE SIĘ PRZY TYM SCHOWAĆ :C
    I ogólnie rzadko zdarza mi się czytać czyjeś opowiadania yaoi, ale kurde, teraz to musiałam czytać i to bez wyjątku! Serio, to było superaśne.
    Na pewno zostanę na dłużej i będę czytać i komentować!
    Czekam niecierpliwie na następny rozdział i ma być migiem!
    PS to ostatnie zdanie mnie rozwaliło hahhaa xd "A ja nie mam Facebooka" xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Boże. Zasłodziłaś mnie komentarzem. Chyba nikt jeszcze nie wypowiedział się tak na temat moich opowiadań. :D
      Z tym talentem to bym nie przesadzała, bo po prostu coś tam sobie piszę i sklejam w całość jakieś wizje.
      Twój Scorbus może się chować? Albo nie doceniasz swojego opowiadania, albo przeceniasz moje. :D
      Dziękuję bardzo za taki miły komentarz. To naprawdę dodaje Weny, skrzydeł i poczucia, że muszę tu i zaraz zacząć pisać! c;

      Usuń
  3. Rozryczałam się jak czytałam początek :'(
    Chciałoby się mieć takich przyjaciół...
    Wracając.
    Biedny Theo... Tak go polubiłam :(
    Jego ojciec! Grrrr.... Mam ochotę mu łeb ukręcić -_-
    Nikodem <3
    Ratuj Theo! Powierzam ci tę misję!
    Jak oni mogli mu tak zniszczyć marzenia?!
    No po prostu...!
    Ochłoń, ochłoń....
    Zauważyłam tylko kilka drobnych błędów :)
    Pisz dalej! I Dłużej!
    (No kurde hipokryzja :') )

    OdpowiedzUsuń
  4. To piękny komplement, że płakałaś czytając moje opowiadanie. Chyba jeden z najlepszych jakie mogę usłyszeć pisząc depresyjnego bloga. ~
    Nikodem, Nikodem, Nikodem... Nic co do niego zdradzić nie mogę. Po prostu się pojawił. ;)
    Marzenia zniszczone, ale... Dobra, zamykam się, bo nie lubię spoilerów. :P
    Wiem, że rozdziały są trochę za krótkie, ale będzie ich dużo, a chciałabym nie pakować do jednego worka (czyli do jednego rozdziału) całego miesiąca z życia Teo, szczególnie, że dzieje się i będzie się dziać dużo. ;)
    Dziękuję bardzo za komentarz! <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiesz co? Mam focha. Nie powiem ci dlaczego, ale mam focha.

    ---

    Rozdział i opowiadanie super, na tyle, na ile super mogą być rozmyślania o samobójstwie :)

    Ruby Amanda Rosalie Anastasia Snape - Malfoy
    czyli w skrócie
    Ru By

    ferro-igni-dramione.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale ja nie wiem dlaczego masz focha. :( Myślę i myślę, i nie wiem. :c
    No cóż, mimo mojej dalszej niewiedzy na temat focha i tak dziękuję za komentarz. c;

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiem, że przede mną jeszcze kilkanaście rozdziałów, ale nie mogę powstrzymać się od komentarza :')
    Opowiadanie zapowiada się obiecująco, sposobał mi się twój styl pisania i w końcu mi się lekko czyta (może przez to, że wcześniej wpadałam na takie grafomańskie teksty, że wakacje sobie niszczyłam). Wybrałaś sobie interesujący temat, albowiem niewiele osób chce poruszać strefę religii. Mam nadzieję, że przynajmniej u ciebie nie każdy naokoło okaże się gejem!
    W minionym roku szkolnym pisałam pracę na religię właśnie dotyczącą homoseksualizmu. Nie uważam się za osobę wierzącą, ale no cóż, w końcu znalazła się okazja, by samemu znaleźć sobie odpowiedzi na nurtujące pytania i doszłam do wniosku, że Bóg tępi homoseksualistów jedynie od strony seksualnej. Możesz być gejem i uczyć religii, ale niestety musisz nauczyć się powstrzymywać, co może wydawać się z lekka abstrakcyjne. Sama niestety nie potrafię tego do końca pojąć, ale to już zależy od człowieka. Zastanawiam się, jak ty tutaj wybrniesz z sytuacji :3
    Lecę dalej i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło i na początku oczywiście dziękuję Ci za miłe słowa. ;)
      Co do tego kto okaże się gejem - postaram się rozstrzygnąć to tak, aby było dobrze. Tak samo w kwestii religii - nie będzie ona pojawiała się ciągle, ale owszem, wspomnę o niej. I tak, masz rację, to czyny homoseksualne są niedozwolone. Chociaż dla mnie to jest co najmniej dziwne.
      Mam nadzieję, że przeczytałaś dalej i się nie zawiodłaś. Jeszcze raz dziękuję za komentarz! c;

      Usuń
  8. Jejku to było kochane. Zakochałam się w tym rozdziale i w Nikodemie xd Już kocham ten blog <3
    Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Witam,
    biedny Teo rodzice go nie akceptują, a o jest najważniejsze akceptacja najbliższych... choć matka będzie się starała, ciekawe co z jej starań wyniknie..., ciekawi mnie bardzo Nikodem...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, akceptacja przez najbliższe osoby jest bardzo ważna.
      Dziękuję bardzo!

      Usuń
  10. Zapamiętaj!
    Ja oczekujĘ
    On oczekujE

    Trudne? Niezbyt, ale do zapamiętania.

    Uczą tego w podstawówce (wiem, chodzę do takowej), więc sama rozumiesz. Wypadałoby znać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę, powstrzymaj swoją arogancję. Miło, że pokazujesz błąd w opowiadaniu, ale nie musisz to robić w taki sposób jakbym nie wiedziała, że w pierwszej osobie liczby pojedynczej w czasowniku występuje "ę". Pisząc na klawiaturze, po prostu nie wcisnął się klawisz alt i tyle. Word nie podkreśla takiego błędu, a ja tego nie zauważyłam.

      Usuń
  11. Hej,
    ech biedny Theodor rodzice go nie akceptują, a to jest najważniejsza rzecz - akceptacja najbliższych... choć matka będzie się starała, no ciekawe co z jej starań wyniknie... Nikodem mnie bardzo ciekawi...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie akceptacja jest człowiekowi potrzebna, ponieważ nie idzie żyć w całkowitej samotności ;)
      Dziękuję!

      Usuń
  12. Hej,
    wracam do tego rozdziału, bo nie wiem dlaczego, ale nie wstawiło mi tutaj mojego komentarza...
    świetny rozdział, Theodor, żal mi go, rodzice nie akceptują tego, że jest gejem, a akceptacja rodziców to jest najważniejsza rzecz, choć pocieszające jest to, że jego matka będzie się starała, no ciekawe co z jej starań wyniknie... postać Nikodema mnie bardzo ciekawi...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy