wtorek, 10 lutego 2015

Rozdział IV

                Kilka dni później do domu wrócili państwo Adam i Irma Hopkins wraz z czternastoletnią córką, czyli młodszą siostrą mojej przyjaciółki – Laurą. Nie spytali mnie oni nawet o to dlaczego mieszkam w ich domu. Nie tylko Lils jest dla mnie przybraną rodziną. Jej rodzice raz jak byliśmy młodsi poprosili mnie o nazywanie siebie ciocią i wujkiem. Tak więc się przyjęło, a Laura to moja nieoficjalna druga siostrzyczka, którą wyściskałem, gdy tylko zobaczyłem ją przy uliczce.
- Jak dobrze cię widzieć, mała – rzuciłem do niej, a ona dała mi kuksańca w bok.
Mam wrażenie, że bicie mnie kobiety w rodzinie Hopkins mają zapisane genetycznie, bo gdy tylko weszliśmy do kuchni, gdzie panoszyła się ciocia oberwałem ścierką.
- A to za co?! – oburzyłem się. Lils i Laura zaśmiały się, a ja spojrzałem na nie miną zbitego szczeniaczka.
-Za chudy jesteś, Teodorze – odpowiedziała mi Irma. – Czy ty coś jadłeś przez ostatni miesiąc? – Spojrzała na mnie karcąco.
- Coście się tak uczepili tego jedzenia. – Przewróciłem oczami i wzniosłem ręce ku górze. Lily znowu parsknęła śmiechem, a ja spiorunowałem ją swoim spojrzeniem.
- Po prostu próbujemy ci uświadomić, że jesteś za chudy – powiedziała Lils. – Taki kościsty nie znajdziesz sobie żadnego chłopaka – wyszeptała mi na ucho.
- Ej! – oburzyła się Laura. – Nie ma tajemnic w towarzystwie!
- Za mała jesteś, aby wiedzieć wszystko. – Lily wytknęła w jej stronę język, na co siostrzyczka odpowiedziała tym samym. Po chwili dziewczyny rozpoczęły walkę na śmieszne miny, a ja udałem się do wujka pomóc mu z bagażami.
- Z roku na rok biorą coraz więcej tych klamotów – westchnął Adam podając mi ciężką, różową walizkę.
- Całe szczęście, że nie wyjechała z wami Lily, bo potrzebowalibyście przyczepki – zażartowałem, a wujek roześmiał się.
- Święta racja, Teo – przytaknął mi. Po kilku rundkach z torbami w końcu ukończyliśmy swoją pracę i zostaliśmy nagrodzeni pysznym obiadem. A mnie nurtowało jedno pytanie. Czy mam im powiedzieć, o tym kim jestem?

***

                Siedzieliśmy wszyscy razem na wielkiej kanapie w salonie. Wcześniej dyskretnie wypytałem Lils co jej rodzice myślą na te tematy. Osobiście bałem się i czułem jak najzwyklejszy tchórz, bo w końcu traktuję tych ludzi jak rodzinę i kocham ich. Lepiej teraz przyznać się do tego niż za parę lat, które spędzę pod męczeńskimi pytaniami o to, dlaczego nie mam dziewczyny. A z resztą muszę ich poinformować o zmianie szkoły.
- Ciociu? Wujku? Lauro? – Spojrzałem na nich. Wstałem i przyciągnąłem sobie krzesło tak, aby usiąść naprzeciwko nich.
- Coś się stało, Teo? – Irma była wyraźnie zaniepokojona.
- Ja tylko chciałbym wam powiedzieć o tym, że będę chodził do tutejszej szkoły – powiedziałem i przerwałem na moment – oraz jestem gejem – dodałem po dłuższej chwili. Z tego co zauważyłem bardziej zdziwili się pierwszą informacją niż drugą.
- Podejrzewaliśmy to – przyznał Adam, a ja niezbyt zrozumiałem zaistniałą sytuację.
- A może zamieszkasz u nas? Pokój masz, a z naszego domu masz pięć minut drogi do szkoły, a tak to od siebie będziesz miał czterdzieści minut tułania się autobusem – zaproponowała ciocia. Szczerze mówiąc o tym samym pomyślałem, ale nie chciałem się narzucać.
- A mogę? – W mój głos wkradła się nadzieja.
- Oczywiście, Teo. Jesteś dla nas jak syn – zapewnił mnie Adam.
- Miło mi to słyszeć – powiedziałem i uśmiechnąłem się do nich. Jak to możliwe, że osoby z którymi nie łączą mnie więzy krwi są mi bliżsi od prawdziwej rodziny?
- Kanapka! – krzyknęła Laura, która nie odzywała się do tej pory. Rzuciliśmy się wszyscy na siebie nawzajem, zduszając i nawet ciocia z wujkiem nie bronili się przed naszą zabawą. Czułem kolano Lily wbijające się w brzuch oraz łokieć Adama na moim barku. Póki miałem dostęp do powietrza i wygrywałem będąc na górze, wcale nie chciałem kończyć „kanapki”. To była forma przytulenia i wiedziałem, że w ten sposób wszyscy okazali mi, że są ze mną. Zrobiło mi się ciepło na sercu. Jak ja ich kocham.

***

                Coraz większym krokiem zbliżał się koniec sierpnia. Zakupiłem już wszystko co potrzebne do szkoły, ale nadal miałem wrażenie, że tak naprawdę jest czerwiec. Słońce grzało z niemniejszą siłą, a dni mimo, że krótsze, nadal były wypełnione wolnością. Mogłem wylegiwać się do późna i nie miałem żadnych obowiązków. Oczywiście sprzątałem po sobie i starałem się nie przeszkadzać innym domownikom, ale po pewnym czasie zauważyłem, że cokolwiek bym robił to im i tak nie przeszkadzam. Wyluzowałem się trochę i spędzałem miło czas z Natanem, Lily i Laurą. Ta trójka nie dawała mi czasu na samotność, rozmyślanie i czytanie książek. Raz, gdy Lily zauważyła mnie czytającego od razu wyrwała mi moją lekturę i powiedziała z pełnym grozy głosem:
- Co to, to nie, mój drogi!
I tak właśnie mijały moje wakacje. Miało się obyć bez wszelkich problemów, kłopotów i konfliktów. Chciałem spędzić je spokojnie i miałem na to ogromną nadzieję.

***

                Niezbyt uśmiechało mi się to, że mamy jechać na zakupy do pobliskiego miasta, które było przepełnione galeriami. Dwie pary lśniących z podekscytowania oczu wlepiały się na mnie oskarżycielsko:
- Masz jechać – zarządziła Lily.
- Czy ty kobieto siebie słyszysz? Cały dzień mam łazić po sklepach i doradzać wam w wyborze ciuchów? – jęknąłem.
- Jestem gejem, a geje są podobno dobrzy w wybieraniu ciuchów. – Laura wytknęła w moją stronę swój paluch.
- Trudno, ale u mnie funkcje geja nie działają i nie potrafię ci powiedzieć nawet jakie kolory do siebie pasują – odpowiedziałem dumnie. Nie, nie miałem zamiaru jechać z nimi i w końcu po pół godzinnej kłótni zadecydowaliśmy.
- Nie jedziesz. – Dzięki Bogu.
- Ale nie będziesz siedział w domu – dodała szybko Lily.
-A co mam niby robić?
- Spotkasz się z Natem – powiedziała i już rzuciła się na swoją komórkę i zadzwoniła do niego. Usłyszałem tylko poszczególne słówka jak „cześć”, „kochanie”, „prośba”, „Teo”. Po zakończeniu rozmowy Lils oznajmiła z wielkim, mściwym uśmiechem:
- Załatwione.
- Przyjaźnię się z wiedźmą – powiedziałem, kiwając ze smutkiem głową. Na moje słowa dziewczyny się roześmiały, a ja uśmiechnąłem się szeroko.
                Dziewczyny pojechały na zakupy, a ja nie zdążyłem się nawet ogarnąć, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Oczywiście dzwonek w wykonaniu Nata oznacza tyle co „Właśnie wchodzę” i nie zdziwiłem się, gdy po kilku sekundach stanął on w drzwiach zamieszkiwanego przeze mnie pokoju. Nadal nie byłem pewny co do niego. Spędzałem z nim sporo czasu ze względu na Lily, a z resztą wszystko zaczęło się od szkoły podstawowej. Dziewięć lat w jednej klasie łączy ludzi. Co prawda nadal dziwię się, że Lils z Natanem zeszli się dopiero w połowie gimnazjum, ale dzięki wcześniejszej przyjaźni ich miłość jest silna i aż za słodka. Chyba zapatrzyłem się na niego, bo zaczął machać rękoma przed moją twarzą.
- Ziemia do Teo! – krzyknął. Zauważyłem, że Natan próbuje z całej siły się nie roześmiać.
- Ja żyję, już, dobra. Nie machaj tak tymi łapami – warknąłem i odsunąłem od siebie jego dłonie. Spojrzałem jeszcze raz na chłopaka. Miał spodenki i bluzkę z krótkim rękawem, a z jednego ramienia zjeżdżał mu przewieszony czarny plecak. Poczułem się głupio, bo ja byłem w bluzie z kapturem i jeansach. Nie uszło to uwadze Natowi.
- Wybieramy się na Syberię? – zapytał i wyszczerzył w moją stronę swoje olśniewająco białe kły. Warknąłem pod nosem. Nie miałem ochoty nigdzie jechać, a wiedziałem, że jak tego nie zrobią to ściągnę na siebie zemstę Lily.
- Nie wiem dokąd się wybieramy – odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Również spakowałem swój plecak i przebrałem się w lżejsze ubranie.
- Wycieczka rowerowa – poinformował mnie Davies.
- Nie mam roweru – odpowiedziałem chyba trochę za szybko, a ten spojrzał tylko na mnie z jakąś taką iskrą w oku.
- Pojedziesz na rowerze Adama – Westchnąłem i podniosłem ręce w oznace poddania się. – Gotowy? – Skinąłem głową i ruszyliśmy do garażu.
                Na początku utrzymywałem tempo Natana, a po pewnym czasie złapałem zadyszkę. Czy to moja wina, że wysportowany ja to oksymoron? Widziałem jak chłopak uśmiecha się półgębkiem, gdyż on nawet nie oddychał szybciej, a dalej pędził jak diabeł na swoim rowerze. Przemierzaliśmy nowo otwartą trasę, która ciągnęła się dwa kilometry prostą drogą, a następnie skręcała na dość nierówny asfalt i w końcu wyprowadziła nas do pobliskiej wsi. Zjechaliśmy do przyciemnionego przez drzewa miejsca i rozłożyłem koc. Usiedliśmy i piliśmy wodę.  
- Słaba kondycja, co nie? – zażartował ze mnie.
- Nie każdy musi być tak wysportowany – odszczekałem. Musiałem przyznać, że opinająca go bluzka wyglądała kusząco. Od razu miałem ochotę walnąć się w łeb, bo o kim ja myślę? To chłopak mojej przyjaciółki!
- Teo powiedz mi… Czy dla geja też jestem atrakcyjny? – zapytał mnie. Moja reakcja była natychmiastowa. Zakrztusiłem się pitą wodą, a w dodatku oblałem się nią. Przez dobre kilka minut kaszlałem i plułem, a oczy zaszły mi łzami. Byłem w tak wielkim szoku, że jakbym nie siedział na tym kocu to pewnie już dawno leżałbym na ziemi. Nat widząc to wszystko walnął mnie w plecy, pomiędzy łopatki.
- Dzięki – powiedziałem słabym głosem, bo dalej kaszlałem. W końcu uspokoiłem się i spojrzałem na niego.
- No co masz taką minę? – zapytał, ale nawet ślepy by zauważył, że chłopak cały czas ma z tego niezły ubaw.
- A dlaczego akurat mnie pytasz o takie rzeczy? – odpowiedziałem pytaniem na pytanie, choć znałem dobrze odpowiedź. Ta wiedźma zapłaci mi za to, że mu powiedziała.
- Dobra, przyznaję, Lily mi powiedziała. – Chyba zauważył moją oburzoną minę, bo od razu dodał: - Ale to ja z niej to wyciągnąłem! Gadaliśmy, a ona się zapomniała i powiedziała „Teo to g…” i po serii tortur wyciągnąłem to z niej! Ale błagam, nie bądź na nią zły, bo to teraz ja nie dożyję jutra! – Natan błagał mnie na kolanach. Oczywiście na ten widok i na jego słowa roześmiałem się tak, że później ledwo co łapałem oddech. Chyba dawno tak długo nie śmiałem się z kogoś.
- A ty nie masz nic przeciwko? – zapytałem, gdy unormowałem swój śmiech do wielkiego uśmiechu.
- Przeciwko gejom? – dopytał, a ja potwierdziłem kiwnięciem głowy. – To, że moi rodzice mają jakieś chore wyobrażenia na ten temat to nie znaczy, że ja też muszę. A w dodatku to ma swój plus… - powiedział i zaciął się w swoich słowach. Nat był wyjątkowo zakłopotany.
- Jaki plus? – Nie miałem pojęcia o czym on mówi.
- No, bo ja byłem zazdrosny o ciebie i Lils – wyrzucił te słowa z szybkością karabinu maszynowego. – No wiesz, bliscy przyjaciele i tak dalej… - tłumaczył się. – I nie wiedziałem zawsze co mam o tobie myśleć. Byłeś dla niej taki miły, dobry i kochany. Dopiero w drugiej klasie zapytałem ją o chodzenie, bo bałem się, że mnie odrzuci dla ciebie. A z resztą to wyjaśnia twoją czerwcową wpadkę z przebieralnie. – Na ostatnie słowa znowu wyszczerzył swoje zęby w moją stronę. Miał zagranie, skubany. Żebym go nie wyśmiał, zjechał na tor mojej kompromitacji.
                Krótko przed zakończeniem roku szkolnego odbyła się nasza ostatnia lekcja wf’u. Wypadło akurat tak, że mieliśmy ją wraz z dziewczynami z naszej klasy. One grały w siatkówkę na sali gimnastycznej, a my wybraliśmy piłkę nożną na boisku szkolnym. Po około dziewięćdziesięciu minutach meczu w pełnym, popołudniowym słońcu byłem spocony jak nigdy dotąd i również miałem świadomość tego, że śmierdzę. Nigdy wcześniej przez całe dziewięć lat mojej edukacji sytuacja nie zmusiła mnie do wzięcia prysznica, no, ale co ja poradzę, że na drugie imię zamiast Samuel powinienem mieć Pechowiec? Cały zdenerwowany wziąłem żel, gąbkę oraz ręcznik i udałem się do łazienki. Niektórzy chłopacy już zdążyli zająć prysznice, a inni spod nich wychodzili. Przynajmniej tu miałem szczęście, że od razu ktoś wpuścił mnie do „kabiny”. Prysznice w szkole były dość oryginalne, ponieważ owe „kabiny” to były najprostsze zasłony prysznicowe. I nic więcej. Ja nie wiem kto wymyślił, żeby w szkole prysznice składały się z zasłon. ZASŁON. Rozumiecie to? W każdym razie ta osoba jest odpowiedzialna za moją wpadkę. Otóż moi koledzy najwyraźniej nie krępowali się swoim wyglądem, bo nie pofatygowali się zasłonięciem czegokolwiek. Nie chciałem wychodzić na kogoś nienormalnego, bo pewnie byłbym narażony na wszelkie komentarze, gdybym chwycił materiał i osunął wokół swojego miejsca. Starałem się nie podglądać nikogo i spuściłem wzrok na swoje ciało, ale sam fakt, że obok kąpie się pięciu przystojnych chłopaków i są nadzy, a ich ciała zmoczone… To zadziałało na moją wyobraźnię, a przecież ją miałem bardzo bujną, zważywszy na fakt ile książek fantasty czytam. Uległem sam sobie i pewnym momencie wpatrzyłem się w Alberta, który dzięki swojej obsesji pływania miał naprawdę cudowne ciało. Śledziłem ruch jego dłoni, kiedy gąbką namydlał swoje ciało i zrobiło mi się duszno. Mógłbym to wytłumaczyć parą w pomieszczeniu, ale po co, skoro dobrze wiedziałem, że to kłamstwo? Dzięki pięknemu widokowi i mojej wyobraźni, która podsuwała wszelkie możliwe fantazje mój członek stał na baczność. I wiedziałem, że właśnie w tym stanie muszę pojawić się w przebieralni, ubrać się i spędzić resztę lekcji. Nie byłoby tak źle, bo mój plecak znajdował się bardzo blisko drzwi od łazienki. Niestety jeszcze bliżej znajdowały się rzeczy Natana obok którego przemknąłem starając się był niezauważalnym. Nie udało się.
- Zamiast myśleć o tym, kto jest w przebieralni obok powinieneś myć się pod prysznicem – powiedział z przekąsem i wskazał wzrokiem moje krocze, które było owinięte tylko ręcznikiem. Nie od razu zrozumiałem o czym Nat mówił, ale iskra złości pomogła mi zrozumieć, że obok przebierały się dziewczyny i w tym Lils. Oczywiście chłopak korzystając z okazji szepnął o tym paru znajomym i kilku dziewczynom, ale sam fakt, że ktoś o tym wie i to, że Nat zauważył było żenujące. Wiecie, starałem się być szarą postacią w budynku, nikogo sobą nie interesować oraz dobrze się uczyć, a taka wpadka całkowicie zburzyła mury obronne osoby nijakiej, które wokół siebie postawiałem. Owszem, Lily też zrobiła w nim kilka dziur, bo w końcu ludzie wiedzieli, że się z nią przyjaźnię, a ona sama była na tyle popularna i lubiana, że czasami ktoś zainteresował się moją postacią i puścił na mój temat plotkę, ale to już inna sprawa.
                Davies był zazdrosny. Jego oschłość, która budziła we mnie niepokój była po prostu wywołana zazdrością. Nigdy w życiu nie wpadłbym na to! Miałem w tej chwili ogromną ochotę walnąć się otwartą dłonią w twarz, bo przecież to bardzo logiczny wniosek, gdybym zamienił nasze role. Ja jako chłopak Lily też bym pewnie czuł się źle w tej sytuacji. I mentalnie zdzieliłem się za swoją bezmyślność.
- Przez cały ten czas byłeś na mnie zły o to, że przyjaźnie się z Lils? – zapytałem z głupiutkim uśmiechem.
- No tak – odpowiedział mi niechętnie. – Przepraszam, jeśli wydawałem się niemiły. Szczerze mówiąc to Lily zapomniała się z twoją orientacją, bo kłóciliśmy się o ciebie.
- O mnie? – Nie wierzyłem w jego słowa. Czy ja swoim zachowaniem nieświadomie prowokowałem kłótnie tej pary?
- Teraz wiem, że to było głupie – przyznał. – Dobra, skończmy ten temat. Wracamy?
                Wzięliśmy rzeczy i wróciliśmy tą samą drogą do domu. Słońce zachodziło już za horyzontem i barwiło, dotąd bez skazy, błękitne niebo różowymi i pomarańczowymi wstęgami. Natan zwolnił tempo, a ja przyjąłem to z wyraźną ulgą i postanowiłem sobie w duchu, że muszę nadrobić choć trochę kondycji. Przyjechaliśmy pod dom Hopkinsów, a ja odstawiłem rower wujka na jego miejsce.
- To ja będę się zbierał – poinformował mnie Nat.
- Okey. Dzięki za fajny dzień. – Wyszczerzyliśmy się do siebie. Co jak co, ale jednak nie było aż tak źle jak się spodziewałem.
- No to na razie! – rzucił i już wychodził, lecz ja zawołałem:
- Jesteś.
- Co jestem? – Zmarszczył brwi w geście niezrozumienia.
- „Jesteś” to odpowiedź na twoje pytanie, gdy zrobiliśmy przerwę w jeździe – powiedziałem i wytknąłem w jego stronę język. Czy jest atrakcyjny dla geja? Jest. I chyba w tym momencie go oświeciło. Zaśmiał się.
- Widziałem.
- Pa! – krzyknąłem, będąc prawie za drzwiami domu. Jeszcze parę godzin temu nigdy nie powiedziałbym Natanowi Daviesowi, że jest atrakcyjny, nawet zważając na fakt, że byłbym świadomy jego wiedzy na temat mojej orientacji. Jednak teraz śmiało przeszło mi to przez gardło, bo czuję się jakbyśmy na tej krótkiej wycieczce rowerowej przeszli z stopnia „dobry kolega” w „przyjaciel”. Uśmiechnąłem się sam do siebie na myśl, że brzmi to jak przechodzenie kolejnym levelów gier komputerowych. Chociaż może gry i życie mają jakieś wspólne cechy, ale ja nie jestem najlepszy w wymyślaniu tak filozoficznych porównań, a Lils nie zapytam w obawie wystąpienia u niej syndromu gadatliwości. Jak ta kobieta zacznie ględzić to nie skończy! Pozostanę więc po prostu na stwierdzeniu, że gry i życie mają coś wspólnego.





***

Rozdział prawie dwa razy dłuższy od poprzedniego! Sukces!
Och, mam okropne wrażenie, że mimo mojej dumy, że napisałam na siedem stron Worda to i tak popsułam rozdział. :/ Mam jednak nadzieję, że to tylko moje chore wrażenie. ;-; 
Liczę na Wasze komentarze! c;
Pozdrawiam.
Malina

13 komentarzy:

  1. Moja wena ma wolne, a ty dodajesz zajebiste rozdziały.
    Żyć nie umierać :D
    Do dupy z taką robotą xd
    Super rozdział
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie
    Ru By
    ferro-igni-dramione.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może Twoja wena nawiedziła mnie? :D
      Dziękuję bardzo i cieszę się, że rozdział jednak się podoba. ;)

      Usuń
  2. Świetne!
    Matko! Jestem dumna z rodziców! Że tak to przyjęli! Nie tak jak ci biologiczni...
    Podoba mi się też Natan! Jest bardzo fajny i to pytanie xD
    Nie mogę doczekać się dalszych rozdziałów! ^w^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba byłabym naprawdę wredną osobom, gdybym stworzyła kolejne, homofobiczne potwory wśród dorosłych. ;o Z resztą mam nadzieję, że widać różnice między rodziną Nelson, a rodziną Hopkins. ~
      Natan to mistrz :D Bardzo go lubię (nie ma to jak lubić wymyślone przez siebie postacie...). :D
      Kolejny rozdział w głowie już mam, teraz muszę go przelać do Worda. ^^

      Usuń
    2. Czuj się obserwowana!
      Pisz, bo cię znajdę!

      Usuń
    3. Haha, okej!

      A tak ogółem... Przepraszam za błędy z powyższej odpowiedzi. :| OSOBOM? SERIO? Mój mózg wyjechał na wakacje, nanana... I te latające przecinki... Och, Boże, przepraszam. ;-;

      Usuń
  3. Ah, boskie :3 A ta kompromitująca sytuacja pod prysznicem zajebista :P Genialne, supi i wgl wspaniałe! Jestem mega ciekawa, jak to się dalej potoczy :3 Czekam niecierpliwie na dalsze rozdziały mając cichą nadzieję, że coś się zacznie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam się, że do napisania tej sytuacji podchodziłam trzy razy i ciągle nie byłam zadowolona z efektu. :P No, ale jeśli się podoba - to najważniejsze! ;)
      Oho! Wiedźma ze mnie, bo mój misternie ułożony plan nie zezwala na szybki rozwój akcji. :P
      "Co ma być to będzie… a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć." - jakoś tak ten cytat Hagrida nasuwa mi się do odpowiedzi na Twój komentarz. :D

      Usuń
  4. Hej,
    więc Nat nie ma nic przeciwko Theo, a rodzice Lili są naprawdę wspaniałymi ludźmi, akceptują go takiego jakim jest, i tak są mu bliźsi niż biologiczni rodzice...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zdecydowanie rodzice Lily są wspaniali :)
      Dziękuję!

      Usuń
  5. Hej,
    n więc tak... cieszę się, że Nat nie ma nic przeciwko Theodorowi, a rodzice Lili tak są naprawdę wspaniałymi ludźmi, akceptują go takiem jakim jest, i tak są mu bliźsi niż biologiczni rodzice...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej,
    rozdział mi się bardzo podobał, no więc zacznijmy tak... cieszę się bardzo, że Nat nie ma nic przeciwko Theodorowi, a jak widać rodzice Lili są naprawdę wspaniałymi ludźmi, akceptują go takiem jakim jest właśnie, i tak naprawdę są mu bliżsi niż biologiczni...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy