wtorek, 17 lutego 2015

Rozdział V

                Pierwszego września o godzinie dziesiątej osiemnaście stałem przed żółtymi drzwiami mojej nowej szkoły. Westchnąłem cichutko. Sam budynek wyglądał okropnie. Z zewnątrz był szary, a jego dach brudnoczerwony. Gdyby zamontować w oknach kraty, uważam, że równie dobrze działałby jako więzienie. W środku nie było lepiej. Jasnofioletowe ściany przypominały te z szpitala psychiatrycznego. Szczerze? Brakowało mi izolatek na kretynów i puste idiotki, zwanych potocznie moimi rówieśnikami. Muszę przyznać, że patrzę trochę na to wszystko w krzywym zwierciadle, ale w końcu ta szkoła to moja kara za orientacje. To tak jakby karać mnie za to, że mam brązowe oczy. Przecież to nie moja fanaberia, że podobają mi się mężczyźni. Jednak jak widzę do moich rodziców to nie dociera, bo wybrali mi małe liceum, z którego okien rozciąga się widok na przykościelny cmentarz. Motywację do nauki mam gwarantowaną. Dziwię się, że hasłem liceum nie jest „Memento mori”.
                Aby dodać sobie otuchy, przyjechałem razem z Natanem i to z nim przekroczyłem prób mojej nowej szkoły. Na samą myśl, że mam tu spędzić trzy lata mojego cudownego życia i zdać w tym miejscu maturę chce mi się płakać. Jednak idziemy dalej, wolnym krokiem niczym na pogrzebie. Spuszczam głowę, aby włosy choć trochę mnie zasłoniły. Pragnę być niewidzialny. Kątem oka zauważam gablotkę, bo koło niej skręcamy w lewo. Byłem w tym liceum na drzwiach otwartych, więc doskonale zapamiętałem, gdzie musimy iść. Minęliśmy salę numer dwanaście i sekretariat. Następnie kawałek dalej po prawej były łazienki – damska i męska, a po lewej przebieralnie. Czułem, że wchodzimy z Natem w punkt kulminacyjny, bo przeszliśmy obok drzwi prowadzących do dobudowanego pomieszczenia i już po chwili przed nami stały otworem brązowe drzwi sali gimnastycznej.
                Rozejrzałem się po zebranych osobach. Niestety, niektórych kojarzyłem z poprzedniej szkoły. W pomieszczeniu panował natłok białych i czarnych ubrań, a gwar był wszechobecny w każdym zakamarku sali. Niektórzy siedzieli na ustawionych w rzędy ławkach, inni stali. W większości ludzie rozmawiali, śmiali się lub ściskali po dwumiesięcznej rozłące.
- To ja idę do swoich – mruknął Natan i wskazał dyskretnie palcem grupkę osób. – Spotkamy się koło drzwi wyjściowych? – zapytał, a ja potwierdziłem skinieniem głowy. No tak, Nat wiedział z kim jest w klasie i znał te osoby z gimnazjum, a ja nie miałem zielonego pojęcia na ten temat. Postanowiłem więc oprzeć się o słupek bramki i wygodnie ułożyłem na nim plecy, obserwując ludzi. Oczywiście nie pomyślałem i wystawiłem stopę do przodu, więc już po chwili ktoś swoją nogą zahaczył o moją, pisnął i runął przede mną. Mentalnie zdzieliłem się za to, że nie próbowałem tej osóbki złapać, bo okazała się być niską i kruchą dziewczyną. Natomiast fizycznie pomogłem jej wstać.
- Przepraszam – powiedziałem. Dziewczyna nadal otrzepywała swoją spódniczkę z niewidzialnego pyłu. Czułem się naprawdę głupio. Nie minęło dziesięć minut, a ja już coś wywinąłem. - Nic ci nie jest?
- Nie, nie, wszystko dobrze - zapewniła mnie, oglądając swój strój. - To ja jestem taka niezdarna. Tak w ogóle to Sara jestem - dodała i podała mi drobną rękę, którą uścisnąłem.
- Teodor - przedstawiłem się i uśmiechnąłem, próbując przełamać pierwsze lody.
- Z jakiej klasy jesteś? - zapytała przyglądając mi się uważnie. Nie wiedziałem czy mam coś z twarzą, czy po prostu próbuje mnie skojarzyć.
- Z 1B, biologia - chemia.
- Och! To tak jak ja! – pisnęła.
- Może znasz więcej osób z naszego profilu? - Dziewczyna była dobrą przepustką do poznania reszty klasy, o ile sama nie była w podobnej sytuacji.
- Oczywiście - uśmiechnęła się z satysfakcją, a ja przyjrzałem się jej. Miała jasne, falowane włosy, błękitne oczy i promienny uśmiech. Wyglądała jak księżniczka, a dokładniej przypominała mi Aurorę z bajki Disney’a. - Chodź za mną.
I ruszyłem za niską, zgrabną Księżniczką. Poprowadziła mnie w stronę dwóch dziewczyn.
- To moje przyjaciółki - oznajmiła. - Gloria i Nina.
              Pierwsza dziewczyna miała pucułowate policzki i czerwone okulary na nosie. Była nieco tęższa od swoich dwóch pozostałych przyjaciółek. Natomiast Nina okazała się być tą popularną jak diabli w moim mieście dziewczyną. Z tego co się orientuję to prowadzi bloga o modzie, a sama fotografuje i jest modelką. Muszę przyznać, że nadaje się do tego zawodu, bo była wysoka, a jej szczupła talia i długie nogi zostały podkreślone przez czarną sukienkę. Do tego posiadała dość nietypową urodę, ponieważ jej twarz była pokryta piegami, a włosy czerwone jak ogień. Jednak nadal przyglądałem się Glorii, bo skądś ją kojarzyłem. I wtedy mnie olśniło! Przecież to ona zajęła wysokie miejsce w ogólnokrajowym konkursie chemicznym! Co ona w takim razie robi w tej szkole?!
- Miło mi was poznać. Jestem Teodor. - Nigdy nie lubiłem tych oficjalnym przedstawień. Pewnie później będzie jakieś spotkanie integracyjne pod tytułem "Opowiedz coś o sobie". To bardzo męczące, gdy próbujesz być niezauważalnym, a oni patrzą się na ciebie i oczekują wyczerpującej wypowiedzi na swój temat.
- Nam również miło cię poznać, Teo - odpowiedziała Nina. - Mogę tak mówić; Teo? – dodała i uśmiechnęła się.
- Tak, oczywiście – odpowiedziałem i zapadła między nami cisza, więc rozejrzałem się ponownie po zgromadzonych.
              I wtedy zauważyłem ich. Czwórka chłopaków weszła do sali gimnastycznej. Większość spojrzała na nich, a ja wiedziałem, że oni muszą być królami tej szkoły. Czterej chłopacy ubrani w garnitury, które wręcz krzyczały: „Jesteśmy okropnie drogie!”. Jednak to nie ich ubranie robiło największe wrażenie. To jak wyglądali, bo wyglądali jak młodzi bogowie. Każdy z nich był na swój sposób charakterystyczny.
              Pierwszy chłopak, wysoki i smukły, miał czarne jak smoła włosy, które nadawały mu wygląd niegrzecznego, a dodatkowo w promieniach słońca błyszczał mu w uchu kolczyk. Za nim szedł najniższy z czwórki przypominający aniołka. A może archanioła, bo to ja miałem tą przyjemność posiadać anielski uśmiech, ale temu chłopakowi nie dorównywałem do pięt. Ten tytuł zyskał ode mnie przez rumieniec pokrywający policzki i platynowe loki, które były tak gęste i skręcone, że zastanawiałem się przez chwile czy on w ogóle je rozczesze. Zauważyłem, że to Aniołek zdobywał największą ilość odgłosów, świadczących o rozczuleniu się dziewcząt zebranych w sali. Na pewno te jęki zauroczenia nie były skierowane do Damiana. Był to trzeci z czterech chłopaków i znałem go, bo nie da się go nie zauważyć na mieście. A wszystko za sprawą jego fioletowych włosów i groźnie wyglądających prawie białych oczu. Jednak wyglądał niemniej przystojnie od pozostałej trójki. Na końcu szedł mój wybawiciel z lasu. Nikodem. Jego złote włosy tworzące koronę poznałbym wszędzie.
- Nie widzieli się dwa tygodnie, bo ona wyjechała do Paryża - mruknęła Sara. Zapatrzony w złotowłosego nie zauważyłem, że Nina podbiegła do Damiana i mocno go teraz ściskała.
- A właściwie kim jest ta czwórka? – zapytałem. Glo i Księżniczka spojrzały na mnie ze zdziwieniem.
- Pewnie nie orientujesz się w świecie mody, co? – Na ustach Glorii wykwitł uśmiech pełen zlitowania nad moją niewiedzą.
- Ach! Faceci ignoranci mody – jęknęła Sara.
- To są modele. Zaczynali pod okiem Niny, ale ostatnio zainteresowały się nimi agencje, wiesz, kariera się kręci – poinformowała mnie Glo.
- Są nazywani Lalusiami – dodała Sara.
- La… co? – Parsknąłem śmiechem.
- Lalusiami. Nie mów tylko tak przy Ninie, bo ją to złości. Woli już określenie Wielka Czwórka.
- Okey – odpowiedziałem i znów przyjrzałem się Lalusiom. Jednak Sara nadal nie milkła.
- Ten niski i uroczy chłopak to Gabriel. Przyjaźni się z nami, więc będziesz mógł go poznać. Ten z Niną to Damian, a koło nich siedzi Nikodem. Natomiast ta czarna smoła to Fabek. On tylko wygląda na takiego strasznego, a tak serio to całkiem fajny chłopak – świergotała.
- Mhmm – mruknąłem. – Wiesz, Sara? Moja przyjaciółka też tak dużo gada, zupełnie jak ty. Chyba będę musiał was ze sobą zapoznać.
Na moje słowa Sara zaśmiała się, ale od razu wróciła do gadania. Słuchałem ją, kątem oka obserwując Wielką Czwórkę. Gloria natomiast wyglądała na znudzoną opowieściami Księżniczki – pewnie Sara miała w zwyczaju dużo gadać o Lalusiach.
- Jeden z Wielkiej Czwórki jest gejem – westchnęła zasmucona. – A Damian zajęty. Dwaj stanu niewiadomego, bo dranie nic nie chcą powiedzieć.
- Gej? - zapytałem niby od niechcenia, ale w środku nagle coś mnie zainteresowało: Który? Który? Który? Ja jednak jestem żałosny.
- A co, jesteś nietolerancyjny? – wtrąciła się Glo z jakimś złym błyskiem w oku. Pewnie wraz z Sarą zabiłyby mnie i zakopały w parku, gdyby odpowiedź brzmiała „Tak”.
- Nie, oczywiście, że nie – wymamrotałem. Sam jestem gejem – dodałem w myślach.
- Nasz kochany Gab – powiedziała rozmarzona Gloria. – On jest taki słodki! – Na jej słowa wraz z Sarą zaśmialiśmy się.
- Mówisz jakbyś była jego matką – zauważyłem.
- Troszczę się o niego – odparła zarzut Glo, a Sara pociągnęła mnie, aby szepnąć mi na ucho:
- Za wcześnie włączył jej się instynkt macierzyński.
              I znowu parsknęliśmy śmiechem, a brunetka była niepocieszona naszą wspólną tajemnicą.
              I wtedy moje spojrzenie skrzyżowało się ze wzrokiem Nikodema, która zdawał się być zdziwiony moim widokiem. Ja też nie spodziewałem się być przez niego rozpoznanym, szczególnie, że to on był świadkiem moich myśli samobójczych. Odwróciłem wzrok, ale Sara z Glo uśmiechnęły się i pokiwały komuś, kto był za moimi plecami.
- Nie masz Facebooka – powiedział głosem oskarżyciela i poczułem jego palec wbijający się w moje ramię. Podniosłem wzrok i znów spojrzałem w te bursztynowe oczy, nieświadomie rozpoczynając walkę na spojrzenia.
- Trzeba było zaczekać na odpowiedź. – Uśmiechnąłem się zawadiacko. Nikodem prychnął.
- Teodorze Nelsonie grabisz sobie – powiedział i pomachał mi palcem wskazującym przed oczami jak rodzic mówiący do niegrzecznego dziecka. A następnie zwrócił się do dziewczyn: - Witam panie. – Ukłonił się nisko. – Zawsze cudowne i piękne.
- Witamy pana. Zawsze czarujący. – Zachichotały lekko zarumienione. Znikąd obok nas pojawili się Gabriel i Fabian, więc teraz chyba cała szkoła obserwowała naszą grupkę i tylko Nina z Damianem wyglądali, jakby żyli w innym świecie. No cóż, zakochani tak mają. A ja z radością przypatrywałem się Gabrielowi, który był naprawdę uroczy.
- Co jest, Nikuś? – zapytał brunet.
- Nie nazywaj mnie Nikusiem – warknął Nikuś, a ja widziałem, że chętnie walnąłby się otwartą dłonią w twarz z zażenowania. Fabian i Gabriel przewrócili oczami.
- Dobrze, Nikodemie – powiedział Gab, a potem przejechał wzrokiem po mnie i dziewczynach. – Gloria, Sara! – krzyknął i przytulił do siebie moje koleżanki. Obydwie zaśmiały się na jego entuzjastyczne powitanie.
- Gab, Gab, Gab… - Sara pokręciła głową.
- Dwa miesiące bez ciebie, Aniołku, to katorga – zaświergotała Glo, a Gabriel uśmiechnął się szeroko.
              Prowadzenie dalszej rozmowy zostało nam brutalnie przerwane przez dyrektorkę, która zaczęła ględzić o różnych bzdurach tak, że zanudziła nas prawie na śmierć. Po pewnym czasie odpłynięcia w myślach poczułem szturchnięcie. Odwróciłem się do swojego oprawcy.
- Teo, apel się skończył jakbyś nie zauważył. Idziemy do klas. – Gloria przewróciła oczami. Wstałem i poczłapałem do klasy numer dwadzieścia sześć.
                Poznałem moją wychowawczynię i resztę klasy, którzy niestety nie okazali się tak fajni jak Sara i Gloria. Z radością przyjąłem słowa pani Moran, które mówiły o zakończeniu spotkania informacyjnego i ruszyłem jako jeden z pierwszych w stronę drzwi.
- Teodor! – Usłyszałem i odwróciłem się. Koło drzwi stał Nikodem, którego wychodząc nie zauważyłem.
- Tak? – Zmarszczyłem brwi, a chłopak podszedł do mnie z uśmiechem. – Nie powinieneś mieć jeszcze spotkania? W końcu jesteś w klasie maturalnej.
- Wyszedłem chwile przed. – Wstrząsnął ramionami. – W końcu nie może mnie ominąć darmowa kawa.
- Darmowa kawa? – zapytałem ze zdziwieniem, no, bo o co mu chodziło?
- Za to, że nie poinformowałeś mnie, że nie masz fejsa. – Uśmiechnął się triumfalnie i poszedł przed siebie.
              Poczłapałem za Nikodemem po schodach, aby następnie skręcić w prawo aż w końcu przed nami otworem stały żółte drzwi budynku. Wyszliśmy na dwór i od razu wziąłem głęboki oddech. Powietrze nie było świeże, w końcu znajdowaliśmy się w środku miasta, ale i tak było lepsze od tego w szkole. W budynku było duszno i nawet nie chcę myśleć jak będzie tam w lato.
- Teo! Ileż można na ciebie czekać! – krzyknął głos z mojej lewej strony. Jak na komendę wraz z Nikodemem odwróciliśmy się w stronę Natana.
- Natan Davies? – zapytał z wyraźnym szokiem na twarzy Nikodem. Nat zmrużył oczy i miałem nieodparte wrażenie, że oni się nie lubią.
- Nikodem Carter? – mlasnął z niesmakiem mój przyjaciel.
- Widzę, że się znacie – wtrąciłem się bardziej nieśmiało niż zamierzałem, ale u licha, powietrze między nimi można byłoby ciąć nożem!
- Znamy – odparli jednocześnie.
              Westchnąłem kolejny raz tego dnia. Nie mogłem w tej chwili olać Nikodema, bo dobrym wyjściem byłoby iść z nim na tą kawę w formie łapówki za milczenie o żyletce. Jednak w tej chwili Natan, który z niewyjaśnionych przyczyn nie lubi Cartera – Ha! Poznałem jego nazwisko! – może być na mnie zły za bratanie się z wrogiem. Jednak odmówić modelowi, którego lubi cała szkoła to tak jakbym spisał się na potępienie. Już nie wspominając, że bardzo chętnie pójdę z nim na tą kawę ze względu na to jak on wygląda. Pewnie Lily by teraz prychnęła: „Faceci to wzrokowcy”, ale cóż, nie moja wina, że on wygląda jak jakiś cud.
                Staliśmy więc w ciszy, bo ruch zależał ode mnie. To było niczym granie w szachy. Jednak zamiast pionków mieliśmy bomby. Niewłaściwe posunięcie i bum! Gra skończona. Życie skończone. Odchrząknąłem.
- To… Nikodem, idziemy? – zapytałem cichutko z nadzieją, że mnie nie usłyszą.
- Och! – Chyba był zaskoczony, że nie wybrałem Nata. – Jasne.
              Posłałem zaskoczonemu Natanowi przepraszające spojrzenie i zrównałem się krokiem do Nikodema, który nie tylko był ode mnie wyższy, ale i posiadał dłuższe nogi, stawiając kroki godne koszykarza.
- No dobra to do jakiej kawiarni idziemy? – zapytałem.
- Do „Manii”. Kojarzysz, ta na początku głównej ulicy?
              Wyszczerzył się w moją stronę. Kiwnąłem na potwierdzenie głową i lekko uśmiechnąłem, czując, jak w policzkach tworzą się dołeczki. Zapowiada się ciekawie, a tam mają też bardzo dobrą herbatę. Nie cierpię kawy.



10 komentarzy:

  1. Super rozdział!
    Pozdrawiam
    Anastasia.
    ferro-igni-dramione.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajny rozdział!
    Podobało mi się ci Lalusiowie xD
    Nie mogę się doczekać następnego ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że rozdział przypadł ci do gustu. ;)
      A następny może pojawi się jeszcze w tym tygodniu... c;

      Usuń
  3. Kiedy był rozdział? WE WTOREK. A kiedy komentujesz, kretynko? W piątek ;-; przepraszam za małą przerwę w komentowaniu :3 niestety pierwiastki skutecznie uniemożliwiły mi znalezienie choćby wolnej chwilki, aby napisać porządny komentarz :P
    Teraz to już mi całkowicie namieszałaś... nie lubię, kiedy blog jest tak nieprzewidywany -_- muszę się wtedy emocjonować XD nie no wiesz, że żartuję :D rozdział jak zwykle przegenialny, jedyny maleńki błędzik jaki znalazłam to: "Wiesz, Sara? Gadasz tyle samo co moja przyjaciółka. Muszę was koniecznie poznać". Nie żebym była jakąś mega super polonistką z wykształceniem co najmniej wyższym, ale coś nie pasuje mi w tym zdaniu i nie wiem jak go traktować c; postanowiłam Ci jednak powiedzieć mimo wszystko :P hmm to liceum nie zapowiada się chyba jednak tak źle... no nic pozostaje mi czekać na następny rozdział i rozpływać się w międzyczasie nad tym zajebistym cytatem: "Ja jestem tylko pięknie złamany" <3 <3 no to jak zwykle weny życzę i pozdrawiam ciepluuutko :P
    Silent
    PS Mamy chyba podobny gust muzyczny ;-; jak jak kocham Perfect - Wszystko ma swój czas :O
    PS2 :D ja to zawsze coś muszę pododawać :D :D chyba nie masz wyboru i musisz się przyzwyczaić się do moich PSów XD ale gubię wątek główny tego Post Scriptum: gify jakie dodajesz są niesamowicie klimatyczne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, na takie komentarze mogę czekać. :D
      Ja namieszałam? A coś jest nie tak? *mrugam zdziwiona* Pojawił się Nikodem, wyglądający jak chodzący cud? :D Drobiazg!
      No cóż, słyszałam, że przez depresyjny stan mojego bloga nic się nie dzieje, więc nie wiem czy jest nieprzewidywalny. :P W każdym cieszę się, że dziwią Cię wydarzenia tego rozdziału. ~
      Przyznam Ci rację co do tego zdania. Mam nadzieję, że teraz (po poprawieniu) lepiej brzmi. c;
      Nie zapowiada się tak źle to liceum? Jeszcze zobaczymy. :D
      Oczywiście przypominam, że ten cytat pochodzi z piosenki Boy Epic - Wicked. Jednak przyznam, że to on w większości ukierunkował mi tematykę tego bloga, a Hozier - Take me to church pomaga mi dalej. :D I właśnie muzyka jest nierozłącznym elementem mojego natchnienia (piosenki z Playera mają na mnie szczególny, zbawienny wpływ + całe albumy Eda Sheerana). :)
      Fajnie, że zwróciłaś uwagę na gify, bo w większości poszukanie ich zajmuje mi prawie tyle samo czasu co ogarnięcie rozdziału... I w pewnym sensie mają wynagrodzić brak odpowiedniego szablonu, którego nie umiem stworzyć. :P
      Dziękuję bardzo za taki wspaniały komentarz! :3

      Usuń
  4. Hej,
    tak właśnie myślałam, że Theo spotka Nikodem w tym liceum, ciekwe dlaczego się nie lubią...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz! ;) Życzę miłego czytania dalszych części!

      Usuń
  5. Hej,
    tak, tak właśnie miałam podejrzenia, że Theodor spotka w tym liceum Nikodema... zastanwia mnie czemu się nie lubią...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W dalszej części się tego dowiesz :)
      Dzięki!

      Usuń

Obserwatorzy