czwartek, 26 lutego 2015

Rozdział VI

                Weszliśmy do kawiarni i skierowaliśmy się w stronę ostatniego stolika. Stał on przy wielkim oknie kafeterii, oświetlony i odsunięty od reszty.
                Usiedliśmy naprzeciwko siebie i zatopiliśmy oczy w menu.
- Szarlotka - powiedział Nikodem, a z jego głosu brzmiała taka powaga, jakby właśnie dokonał najważniejszego wyboru w swoim życiu.
- Oczywiście. - Kiwnąłem głową. - Ja także szarlotkę.
                Jabłecznik to ciasto, które zawsze będzie mi się kojarzyło z wczesnymi latami mojego życia. Ten placek bardzo często był robiony po jesiennych zbiorach jabłek, w których oczywiście pomagałem. Uwielbiałem wspinać się na drzewa i zbierać te dorodne, czerwone owoce z samego czubka drzewa. Zawsze był krzyk o to, że mogło mi się coś stać, a ja zawsze byłem dumny, bo niosłem babci same czerwone jabłka. A moja kochana babcia Helena robiła z nimi cuda. Uwielbiałem jej przetwory, a szarlotka robiona przez nią to był pokarm, który mógł spożywać sam Bóg.
                Jednak moja babcia to nie tylko osoba z darem do pieczenia pysznego ciasta. Ta kobieta nauczyła mnie wiele. Pokazała mi czym jest szacunek i miłość. Dzięki niej pojąłem podstawy savior-vivre'u. Pamiętam jak na przywitanie całowałem ją w dłoń, kłaniając się nisko. Śmialiśmy się z tego, ale tak naprawdę babcia była moim pierwszym życiowym przewodnikiem. Nie rodzice. Babcia Helena, której mąż zmarł krótko przed moimi narodzinami. Ta kobieta kochała mnie bezgranicznie, a ja również darzyłem ją tą miłością. Miałem wrażenie, że ona już wtedy wiedziała o mojej odmienności, bo gdy cofnę się pamięcią wstecz to nigdy nie mówiła o mojej przyszłej partnerce ani nie mówiła o prawnukach. Zawsze używała słowa "druga połówka", jakby wierzyła, że ludzie gdzieś na tym świecie ową połówkę mają, niezależnie od płci i wieku, a trzeba tą osobę tylko odszukać. Bo przecież świat jest taki mały.
                Poczciwa staruszka odeszła osiem lat temu, zostawiając mnie w rękach zapracowanych, choć mimo to kochających rodziców. Brakuje mi tej bliskości z babcią, ale nigdy nie miałem możliwości poznać tej rodzicielki mojego ojca, bo ona wraz z mężem zginęli w wypadku samochodowym, gdy mój tatuś był ledwo pełnoletni. Nasuwają mi się słowa: zostałem sam na tym świecie. Dziwnie było czuć się samotnym, mając obydwojga rodziców i pełno ciotek, wujków i kuzynów. No i Hopkinsów.
- Latte macchiato poproszę. - Głos Nikodema wyciągnął mnie z rozmyślań.
- Och, a ja wezmę... herbatę żurawinową. To idę zamówić.
                Nasze zamówienie zostało złożone i opłacone, więc wróciłem do Nikodema. Nawet żaden z nas nie zdążył otworzyć ust, aby rozpocząć rozmowę, gdy mój telefon zadzwonił. Sięgnąłem po niego i spojrzałem na wyświetlacz. Tata.
                Spojrzałem przepraszająco na Nikodema, a on kiwnął głową na znak, że wszystko dobrze i mogę rozmawiać. Nie chciałem wychodzić do łazienki, bo sygnał się kończył, a jeśli nie odbiorę za pierwszym razem to ta rozmowa na pewno będzie skazana na porażkę. Naciskam zieloną słuchawkę.
- Halo? Tata?
- Dzień dobry, synu. Gdzie jesteś?
- W kawiarni. Coś się stało? - Ledwo powstrzymałem drżenie głosu. Chodzi o mamę? Coś nie tak? – zacząłem się zastanawiać w myślach.
- Z kim? - Ominął moje pytanie. Niedobrze.
- Z kole... koleżanką. Chodzimy razem do klasy.
                Zdziwiłem się jak prosto kłamstwo przeszło mi przez gardło. Jednak nie znając powodu dla którego tata sam pofatygował się zadzwonić do mnie, wolałem nie dawać mu powodów do rozmyślań nad tym, że jego syn gej siedzi sobie w kawiarni z innym chłopakiem. Chociaż zastanawia mnie teraz fakt czy do końca życia będę dla niego synem gejem? Czy orientacja ma takie znaczenie? Czemu wcześniej nie byłem synem hetero? Niestety, znam dobrze odpowiedź na to pytanie i wolę nie roztrząsać znów tych myśli.
- Och! To wam nie przeszkadzam! - Mój ojciec nagle stał się bardzo zadowolony.
- Dlaczego dzwonisz? Coś się stało? - dopytywałem.
- Razem z matką chcemy, abyś dziś przyszedł do nas. Musimy porozmawiać. Jednak teraz wam nie przeszkadzam. Pozdrów ją ode mnie i mam nadzieję, że poznam tę dziewczynę. Pa. - Usłyszałem dźwięk oznajmiający koniec rozmowy.
                Czy ja zamiast "koleżanka" powiedziałem "narzeczona"? Mój ojciec zwariował. Rozumiem, że rodzice mają bujną wyobraźnię, szczególnie, gdy ich syn oznajmia im, że jest gejem, ale bez przesady. Mój tatuś musi pogodzić się z tym faktem, że nie będę mieć żony i nie będzie żadnych dzieci. Koniec kropka. Podnoszę wzrok i to jest mój zasadniczy błąd. Brew Nikodema poszybowała do góry, a usta wygięły się w zawadiackim uśmiechu.
- Koleżanka, co?
- Cicho bądź - fuknąłem, a on istotnie zamilkł, chociaż wątpię, żeby tego powodem były moje słowa. Kelnerka właśnie podstawiła nam pod nos nasze gorące napoje i kawałki szarlotki, więc Nikodem z jawną chciwością wbił w nią widelczyk i zjadł łakomie pierwszy kawałek, następnie popijając go kawą. Poszedłem za jego przykładem i również zatopiłem się w rozkoszy jabłecznika i mojej herbaty.
- A jak podoba ci się w naszym liceum? - zapytał, pomiędzy jednym łykiem kawy, a drugim. Westchnąłem.
- Jest strasznie. Ten budynek jest okropny. Taki mały i brzydki. Już widzę jak przyjmą mnie na studia po tej szkole. - Wykrzywiłem się, jakbym nagle w szarlotce znalazł kawałek cytryny.
- Przesadzasz - powiedział Nikodem, wskazując na mnie swoim widelczykiem. - Wiele osób bez problemu dostaje się na wymarzone studia. Chcieć to móc. - Uśmiechnął się szeroko, a ja pragnąc zmienić temat zapytałem:
- A na jakie studia się wybierasz?
- Studia prawnicze - odpowiedział bez zająknięcia.
- Kolejny humanista - mruknąłem cicho.
- Kolejny? A kto jeszcze?
- Natan... - I olśniło mnie, że oni się nie lubią. - No właśnie, a dlaczego wy za sobą nie przepadacie?
- Za Daviesonem? - zapytał, a ja potwierdziłem szybkim ruchem głowy. - Nieważne. Długa historia. Lepiej powiedz jak tam twoje samopoczucie?
                Wziąłem kawałek ciasta, aby przedłużyć czas na odpowiedź. Popiłem herbatą. Pomiędzy nami zapadła cisza, bo on oczekiwał odpowiedzi, a ja nie wiedziałem co mam powiedzieć. Wsłuchałem się w wolny utwór lecący cichutko z radia kawiarni. Przełknąłem ślinę.
- Dobrze. - Aby potwierdzić moje słowo, spojrzałem mu w oczy.
                Nikodem Carter. Przecież ten człowiek jest mi prawie obcy, a wie o mnie tak dużo. Poddałem go analizie i przeraziłem się ile on może od tak wywnioskować, poddając mnie właśnie takiej, zwykłej analizie umysłu. Człowiek to ciekawe zjawisko.
- Okey - mówi, ale nadal patrzy na mnie uważnie.
- Skończyłeś jeść?
- Tak, dziękuję bardzo za kawę i ciasto. - Znów się do mnie wyszczerzył. Lily też ciągle się uśmiecha, ale ten człowiek, o ile tak można, to uśmiech się natrętnie. Za często. Za radośnie. Mam wrażenie, że gdy to robi ktoś daje mi lampą błyskową po oczach.
- Co prawda to ty mnie na nie wyciągnąłeś, ale nie ma za co - burknąłem.
- No dobra, dobra, nie marudź, następnym razem ja stawiam. - Następnym razem? Chciałem to pytanie zadać, ale tym razem to jego telefon zadzwonił, ale on nie odebrał, tylko powiedział: - No cóż, już po mnie dzwonią. Muszę lecieć. Pa. I jeszcze raz dziękuję. - Kolejny oślepiający uśmiech.
- Do zobaczenia. - Kiwnął mi głową i wyszedł z kawiarni, a ja chwilę później również to zrobiłem, udając się w odwrotnym kierunku.

***

                Pociągnąłem za klamkę, ale drzwi były zamknięte. Nie miałem przy sobie kluczy, więc chcąc nie chcąc zadzwoniłem dzwonkiem. Czekając na otworzenie wrót piekielnych napisałem jeszcze SMS-a do Lils, aby się nie martwiła.
                Drzwi się otworzyły.
- Wchodź, Teo – powiedziała moja matka, a gdy przekroczyłem próg domu, wyściskała mnie. – Ojciec jest w salonie.
- Dzień dobry – powiedziałem, wchodząc do największego pokoju w domu.
- Dzień dobry, synu.
                Między nami zapanowała cisza, a ja skupiłem się na pomieszczeniu. Chyba nigdy tak dokładnie nie oglądałem tego pokoju. Milimetr po milimetrze. Przyglądałem się kanapie, telewizorowi. Sytuacja zmusiła mnie nawet do tego, żebym pooglądał własne dłonie. Byleby nie spojrzeć ojcu w oczy.
- Herbaty, kochanie? – zaświergotała matka.
Miałem wrażenie, że mój kat się spóźnia i moja śmierć odkładana jest na później. Nasuwa mi się pytanie: kto przejąłby się tym, że umrę? Jest to jedno z tych pytań na które odpowiedzi nie chcę znać.
- Nie, dziękuję. – Wolałem nie napominać o tym, że piłem już herbatę z moją „koleżanką” . – Dlaczego chcieliście się ze mną widzieć?
- Synku, tutaj jest twój dom i powinieneś już tu wrócić – oznajmiła moja matka.
- Stąd mam dalej do szkoły…
- Jednak nie możesz tak narzucać się rodzicom Lily – powiedział mój tatuś, przerywając mi wypowiedź.
- Ale ja się nie narzu…
- Narzucasz. To my mamy cię wychowywać, a nie oni! – warknął i wstał zdenerwowany. Natomiast moja matka uparcie milczała, co było trochę podejrzane.
- Chcę zostać u nich. Tam jest mi dobrze – oznajmiłem.
                Doskonale wiedziałem jak ryzykują moim ostatnim zdaniem. Zauważyłem, że żyłka na czole ojca zaczęła uporczywie pulsować. On nigdy nie lubił, gdy się z nim wykłócałem, a szczególnie wtedy, gdy moje argumenty były lepsze od niego. Tak naprawdę mój ojciec ma ciągle jedną śpiewkę o tym, że właśnie jest moim ojcem i na tym koniec. Ja moje zdanie mam zachować dla siebie i nie odzywać się na tematy, w których moje poglądy są inne niż rodziców. A teraz stałem się dla nich jedną wielką sprzecznością – synem, ale i gejem. Przecież on nigdy nie był taki oschły, a matka zawsze traktowała mnie jak malutkie dziecko. A teraz? Jestem dla nich śmieciem. Widzę to w ich oczach, w tym jak na mnie patrzą i mierzą wzrokiem. Zastanawiam się czy czasami nie żałują, że nie mają drugiego dziecka? Pewnie tak.
- Nie możesz! Nie pozwalamy ci! – krzyknął.
- Dlaczego? – szepnąłem, bo moje płuca za nic nie chciały przyjąć więcej tlenu i powiedzieć to należycie głośno.
- A jak ty sobie to wyobrażasz?! – krzyknął. Cały czas krzyczał i był wściekły. – Chodzisz teraz do szkoły i musimy cię przypilnować! Musisz się uczyć! A pewnie za chwile znajdziesz tam też takiego dewianta jak ty… Takiego pedała! Ciotę! A na to nie mogę pozwolić! Żebyś zrobił z naszej rodziny pośmiewisko! Co w pracy będą mówić, gdy ludzie dowiedzą się, że jesteś takim ohydnym odmieńcem?! – krzyczał, krzyczał, krzyczał.
                A mi zrobiło się smutno. Strasznie smutno. Nigdy nie liczyłem na wielką miłość ze strony ojca, ale chciałem chociaż trochę tolerancji względem mojej osoby. Miałem nadzieję, że zrozumie. Cóż, życie to nie jeden z tych seriali, gdzie wszystko się układa i kończy szczęśliwie. I właśnie te moje cichutkie marzenie zostało zdeptane i zmieszane z błotem. Mój ojciec mnie nie będzie tolerował.
                Zamknąłem oczy, a pod powiekami czułem nadchodzące łzy. Nie chciałem płakać. Nie mogę mu pokazać, że jestem zwykłą, zaryczaną ciotą. Nie mogę mu pozwolić się obrażać, bez względu na to kim ten człowiek dla mnie jest.
                Moje powieki uchyliły się, a ja spojrzałem na niego. Był czerwony ze złości i zmęczony krzykiem na mnie. Jego biała koszula była teraz lekko zszarzała i wygnieciona, a krawat leżał mu luźno na piersi. Westchnąłem i zacisnąłem dłonie. Nie dam się tak łatwo zniszczyć.
- Będę mieszkał gdzie chcę – oznajmiłem, dumnie unosząc głowę.
- Ani mi się waż, smarkaczu! Nie pozwalam ci, rozumiesz?! Masz być tu, w tym domu! – wrzasnął w odpowiedzi na moje słowa.
- Nie. – Wzruszyłem ramionami. – Idę do nich. Oni przynajmniej mnie tolerują. – Ostatnie słowo wysyczałem i od razu ugryzłem się w język. Oczy mojego ojca rozszerzyły się ze zdumienia.
- Powiedziałeś im?! – ryknął. Potwierdziłem głową. – Ty mały gnojku! Masz się zamknąć i nikomu o tym nie mówić!
                Jak chciałem bawić się w buntownika to na całego. Odwróciłem się plecami z zamiarem wyjścia z salonu i tego domu, ale był to mój pierwszy podstawowy błąd. Kolejnego nie zdążyłem popełnić, bo już po chwili leżałem na ziemi, czując pulsujący ból w ramieniu i policzku. Nie ma co, mój ojciec ma mocny chwyt i cios. Trochę mnie to otumaniło, bo przed oczami zrobiło mi się ciemno, a w uszach mi szumiało. Usłyszałem przerażający krzyk matki.
- Robert, zostaw go! – krzyknęła.
- Będziesz go teraz bronić?
                W tym czasie ja znów odzyskałem całkowitą kontrolę nad swoim ciałem i podniosłem się z ziemi. Miałem ochotę oddać ojcu, ale z drugiej strony nie chciałem poniżać się do jego poziomu. Policzek dalej bolał mnie od jego pięści, a sama myśl, że mój tata mnie uderzył… Nigdy tego nie zrobił. Nigdy.
                Odwróciłem się na pięcie i wybiegłem z domu. Wahałem się tylko chwilę czy nie zostać, bo w końcu ojciec był rozjuszony, a mama sama nie obroniłaby się. Jednak za co on miał ją bić? To ja byłem wyrodnym synem, a nie ona.
Trochę uspokojony ostatnią myślą, przemierzałem główną ulicę miasta. Nie wiedziałem co ze sobą począć i znałem tylko jedno miejsce, gdzie mógłbym odetchnąć. Las. I moje nogi bez woli umysłu poniosły mnie w tak znajomym kierunku.

***

                Wziąłem komórkę do ręki i wykręciłem numer telefonu, a po chwili usłyszałem znajomy odgłos świadczący o tym, że dzwonię do tej osoby. Nie wiem dlaczego, ale jakoś sam w tym lesie doszedłem do wniosku, że muszę z kimś pogadać. Mimo, że mogłem to zadzwonić do Lily, nie chciałem zamartwiać ją moimi problemami. Wystarczy mi jej podnoszący na duchu uśmiech, który widzę przed oczami na samą myśl o tej wariatce. Nie chciałem na nią wylewać wszystkich moich emocji, które kłębiły się teraz we mnie jak ciemne chmury przed burzą.
- Halo?
- Dzień dobry. Z tej strony Teodor. Pamiętasz mnie? - zapytałem.
- Oczywiście. Coś się stało?
- Czy mógłbym przyjść do gabinetu? Chciałbym porozmawiać - powiedziałem to płaczliwym głosem. Chciało mi się płakać. Jednak hamowałem te łzy z całej siły, jednak drżenia głosu i uczuć ukrytych w nim nie mogłem nijako zakryć.
- Dobrze, mam wolne za godzinę. Będziesz? - zapytała pani doktor Lucy Evans.
                Przytaknąłem i ruszyłem z obrzeży lasu w stronę domku mojego psychologa.
                A dokładnie po godzinie zjawiłem się w małym pokoju, w którym byłem poprzednim razem, a Lucy patrzyła na mnie uważnie. Dopiero wtedy zorientowałem się, że mój policzek jest cały siny i opuchnięty. Nagle straciłem ochotę na jakiekolwiek zwierzanie się, ale Lucy nie pozwoliła mi się od tego wymigać. Kobieta była zbyt przejęta moim widokiem, a wszystko spotęgował mój telefon do niej. Nie mając wyjścia, spuściłem wzrok - widok Lucy tak zdeterminowanej, zmartwionej i zdziwionej na pewno nic by nie ułatwił - i zacząłem opowiadać.
                Fakt, że podróżowałem przez miasto z połową twarzy fioletową jakoś niespecjalnie mnie przejął. Nawet poczułem się lepiej po wygadaniu wszystkiego Lucy i uwolnieniu paru niechcianych łez. Kobieta całkiem nieźle spisywała się jako psycholog i znów było mi lżej na duchu.
Jednak przerażało mnie to, że Lily zauważy i będę musiał jej opowiedzieć. A nie chciałem. Przecież nawet jakby była ślepa to po dotknięciu policzka, który piekł niemiłosiernie, wyczułaby opuchliznę. Nijak mógłbym to ukryć pod jakimkolwiek makijażem. Oznaczało to jedno; moja przyjaciółka będzie się o mnie martwić. Znowu.
                Przynajmniej Lils nie ma w życiu nudno, bo zawsze znajdę się taki ja, Teodor Samuel Pechowiec Nelson, który coś wywinie. Tym razem wszystko to jedna wielka reakcja łańcuchowa na moje wyznanie orientacji. Zachciało mi się mówić, że jestem gejem i mam.  
                Nawiedziła mnie ta okrutna myśl. Chciałbym mieć kochających rodziców. Chociaż tolerancyjnych rodziców. Muszę zadowolić się faktem, że mam rodziców. To takie niemiłe uczucie, ta świadomość, że oni są, ale nie mogę ich przytulić. I wiem, że na moje słowa „kocham was”, nie odpowiedzieliby „my ciebie też”. Gdy byłem mały zawsze myślałem, że rodzice to istoty stworzone do kochania swoich dzieci. Jednak moje życie od razu ściągnęło mnie na ziemię. I oto jestem, świadomy goryczy życia. Pewnie Natan, Lily i Laura zgodnym chórem powiedzieliby właśnie: „Life is brutal”, a ja skrzywiłbym się na takie głupie powiedzenie.




PS Logan Lerman na gifie 
PPS Liczę na komentarze... One naprawdę motywują, a ja nie mam ostatnio weny :( 

16 komentarzy:

  1. Nareszcie rozdział!
    Mam. Wkurwa.
    Gdybym mogła to zabiłabym ojca Theo gołymi rękami -_-
    Jak tak można...? Do syna...?
    Dobrze, że Theo wygadał się tej pani psycholog...
    Mam tylko nadzieję, że będzie lepiej...
    Pięknie! Czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz jak mnie boli serduszko, gdy piszę takie okropne rzeczy? Grr.
      I przepraszam, że tak zwlekam z pisaniem! :/ Mam ogromną nadzieję, że moja wena do mnie wróci. ;c

      Usuń
  2. Nie udało mi się skomentować jako pierwsza! ;-; ja czatuję na ten rozdział, jeden dzień sobie odpuściłam, a Ty dodajesz! :D na początku byłam szczęśliwa, bo bałam się już, że zarzuciłaś to pisanie :C ale w miarę czytania moja rozradowana mina zmieniła się w smutną podkówkę.
    NIE WIERZĘ!!!!
    Jak. Można. Uderzyć. Własnego. Syna. Tak Żeby. Aż. Został. Mu. Siniak!!!
    Do takiego czynu jest zdolny tylko narcystyczny idiota. Bardzo, bardzo rozczarowałam się na tym nietolerancyjnym człowieku. Homofob z krwi i kości -_-
    Czy w takiej sytuacji psycholożka nie powinna zaalarmować pogotowia rodzinnego czy podobnej organizacji? Mam nadzieję, że nic takiego się nie stanie. Ale może w innej rodzinie będzie miał szansę na normalne życie, ten mój kochany Theo.
    Piszesz, kochana, że nie masz weny, ale ja wcale tego nie widzę :) rozdział nie traci na niczym, a nawet znalazłam perełkę: " Wykrzywiłem się, jakbym nagle w szarlotce znalazł kawałek cytryny." To jest TO! :*
    Ogólnie rzecz biorąc, mam tylko jedną uwagę: Bierz się do pisania, bo zwariuję ;-; pfff wiemy wszyscy dobrze, że wena to kapryśna suka i albo jest, albo jej nie ma, ale spróbuj ją jakoś wywołać błagam...
    Ostatnia sprawa, jaka będzie poruszona w tym [przydługim] komencie to dość... hmm... mocna dygresja od tego, co teraz pisałam ^^ proszę, nie bądź zła :C ale w przypływie weny założyłam sobie bloga... i pomyślałam... że może jak znajdziesz chwilunię wolnego czasu to zerkniesz? :( Do niczego nie namawiam, ale czytelnicy są potrzebni :) kto wie, może czytając moje wypowiedzi wpadnie ci coś do głowy? :D ---> czarnooki.blogspot,com Tematyka: HP, lecz mam pewność, że jedyne w swoim rodzaju :3 pozdrawiam cieplutko i weny życzę
    Silent
    PS Powinnam się brać za bicie rekordu Guinessa pod względem długości komentarza -.-

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisania nie rzucę, w najgorszym wypadku (Boże uchroń!) zawieszę blogi... Ale nie mam zamiaru tego robić!
      Homofob w opowiadaniu homofobem, ale myśl o tym, że tacy ludzie istnieją w życiu realnym swoją drogą...
      Powiedzmy, że pani psycholog jest na tyle kochana, że znając sytuację woli pomóc niż wykonywać swoje obowiązki szablonowo. ;)
      Miło mi, dziękuję bardzo. ;) Cieszę się, że rozdział jest na tym samym poziomie, mimo mojego chwilowego (mam nadzieję, że chwilowego) załamania weny... Postaram się coś napisać, ale nie jest mi łatwo. Chciałam przez ferie nadrobić zaległości na obu blogach - nie udało mi się przez kapryśne natchnienie. :(
      Bardzo chętnie zajrzę na Twojego bloga! :D
      I jeszcze raz dziękuję za komentarz. c; No i nie mam nic przeciwko, żebyś zawsze się tak rozpisywała. Przynajmniej mam argument do tego, aby usiąść na tyłku i pisać. :D

      Usuń
  3. Oo taaak, coś czułam, że go uderzy.
    Cały tekst jest złożony z rewelacyjnych i bardzo mądrych zdań. Potrafisz przelać na czytelnika ogrome emocje, bo ja osobiście czytałam ten rozdział z wielkim "wow" :D Ogromnie podobają mi się myśli i odczucia Teo, bo dzięki temu, że piszesz w pierwszej osobie łatwo jest się wczuć w sytuację bohatera. Niezwykle dobry rozdział, jestem pod wrażeniem :)
    Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział, bo z każdym następnym coraz bardziej podoba mi się ta poruszająca historia.
    Pozdrawiam i życzę weny ;)
    vikosoi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, nie potrafię wyrazić słowami tego co czuję czytając taki komentarz. To tak miłe, a ciepło rozlewa się po moim serduszku... Bo bardzo się cieszę, że moje opowiadanie się podoba. I dziękuję bardzo. :3

      Usuń
  4. Aha, witam witam :3
    Zanim zacznę tradycyjną, normalną opinię i inne takie pierdoły, muszę oczywiście opowiedzieć historię mojego życia. Nie no, joke. Ale i tak coś muszę opowiedzieć. No i jeszcze napisać dwa ostrzeżenia.
    1. Jestem chamska i szczera, więc mój komentarz może być wredny.
    2. Jestem bardzo gadatliwa i lubię pisać o pierdołach, toteż komentarz ten może okazać się niesamowicie nudny i długi i w ogóle jakiś bez sensu xd
    A teraz przejdźmy do tej historii. Trafiłam do Ciebie na bloga dokładnie dwa razy. Zostawiłaś sobie u mnie na blogu jakąś reklamę, więc weszłam. Za pierwszym razem wyszłam od razu, bo nie spodobał mi się szablon. Za drugim razem chciałam wyjść, bo sobie przypomniałam: „Ej, ja tu byłam i mi się nie podobało”. Ale po chwili zobaczyłam tę informację, że uciekasz na wordpressa i już w ogóle chciałam zwiać, bo teraz wszyscy uciekają, a ja bardzo wordpressa nie lubię >.< No ale doczytałam dokładnie i odkryłam, że też wolisz bloggera... Dobrze zrozumiałam, tak? XD W każdym razie tak zostawiłam tę kartę otwartą – z Twoim blogiem. I tak sobie czekała chwilkę i czekała kolejną chwilkę i jakoś tak przeczytałam prolog. No a potem rozdział pierwszy. I tak wyszło, że przeczytałam wszystko, bo miałam taką ochotę. Robię, co chcę z reguły xd No ale żeby nie było tak tęczowo, to stwierdziłam jakoś w połowie Twojego opowiadania, że mi się nie chce czytać i już miałam uciekać! Prawie to zrobiłam, ale...
    Zobaczyłam, że masz na swoim blogu tę playlistę całą. I się wyświetlało: „Ed Sheeran – Skinny Love”. I prawdę mówiąc odstraszyłaś mnie tym cholernie. Bo nie lubię go. Znaczy, znam jedną piosenkę – I see fire, która po tym całym sukcesie hobbita tak bardzo zaczęła mnie irytować, że już nią rzygam. No i to mnie odstrasza i nie słucham Eda. Tak wyszło. W każdym razie, rozwinęłam całą tę playlistę i tu nagle rzuca mi się w oczy... CENTURIES! <3 No i decyzja podjęta, czytam dalej. I w międzyczasie mam takie pytanko małe... znasz tylko tę jedną piosenkę FOB czy może coś jeszcze? C:
    Domyślam się, że po powyższej części komentarza można być jedynie znudzonym, ale wspominałam na początku że jestem gadatliwa... xD wybacz, trzeba to przeżyć. W ogóle mam nadzieję, że przeczytasz cały ten komentarz. Znaczy, byłoby mi miło, bo jednak pisanie go trochę czasu zajmuje xd
    Przejdę teraz do czegoś, co wydaje mi się dużo bardziej będzie Cię interesować, a mianowicie do mojej opinii na temat Twojego opowiadania.
    Ogólnie wstępnie można powiedzieć, że mi się podoba. Nie no dobra, podoba mi się, no. Gratuluję Ci zatem zyskania moje zainteresowania, bo ostatnio wchodzę na blogi i prawie od razu wychodzę, bo nic mnie nie zadowala. Jeden mi się spodobał niedawno. I teraz jest drugi. Niezmiernie mnie to cieszy :3 Ech znowu paplam nie na temat ;-;
    No dobra. Ogólnie, opowiadanie wydaje się być ciekawe. Jest sporo opisów, trochę dialogów, trochę braku sensu... Żartuję z tym ostatnim. Albo nie. Sama jeszcze nie wiem, jak potoczy się ten komentarz. Ogólnie masz lajka(?) za te opisy, bo nie są takie puste, jak to się zdarza wielu autorom, pisać opisy o niczym.
    Nie ma błędów ortograficznych. I dzięki Ci za to, szanowna autorko, bo bym sobie inaczej oczy widelcem wydłubała. Teraz każdy może sobie założyć bloga z opowiadaniem i czasem ludzie wstawiają notatki z takimi bykami, że aż głowa boli. Najzabawniejsze, co kiedykolwiek spotkałam to: „poszli do sierotka”. Chodziło o wyraz „środka”, jak udało mi się zorientować z kontekstu, no ale błagam... co się dzieje z tymi ludźmi? ;-; Czy word już przestał podkreślać na czerwono błędy? o.O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Błędy interpunkcyjne za to są! No a jak, czemu miałoby nie być, no nie? Język polski taki pokićkany, że chyba nie ma osoby na tym świecie, która ogarniałaby te pieprzone przecinki! No, dobra. Są te całe głupie błędy, ale nie ma ich na szczęście bardzo dużo. Po prostu zwróciłam uwagę na... kilka...naście? Wiem, że samym początku albo nic nie było, albo nie zwracałam na to uwagi, ale potem zaczęły się jakieś pojedyncze pojawiać. Da się przeżyć. Tylko to co mnie najbardziej rozpieprzyło, to pisanie dialogu rozmowy przez telefon ze znakiem: „=”. Jak by nie było, nie da się zaprzeczyć, że to błąd. Ów znak nie występuje jako znak interpunkcyjny w języku polskim. Dla nas, Polaków, oznacza on jedynie tradycyjne „równa się” w matematyce.
      Na pozostałych typach błędów się nie znam, więc nic nie mówię c:
      Zastanawia mnie, kim są wszyscy bohaterowie Twojego opowiadania. W sensie, oni wszyscy mają polskie imiona (no, może poza Lily), ale nazwiska mają z kolei takie jakby angielskie. I za każdym razem jak pojawia się jakieś takie wspomnienie to ja spędzam chyba z dziesięć minut na rozkminie, jak to z nimi w końcu jest. Ech.
      Przypomniało mi się, za co miałam Cię zbesztać. Za czasy! Jakkolwiek dziwnie to brzmi, weź to na serio, bo sprawa jest bardzo poważna. Okay, jesteś gotowa na ból? Mieszasz czasy, a to jest upierdliwe okropnie. Ogólnie, z tego co poczytałam, wynika, że Twoje opowiadanie jest normalnym opowiadaniem w czasie przeszłym, czyli: „poszedłem”, „widziałem”, „udawałem” itd. Ale pojawiają się jakieś akapity albo, co gorsza, nawet pojedyncze zdania w środku całego tekstu, gdzie są zdania z orzeczeniem w czasie teraźniejszym, np.: „widzę”, „słyszę”, „unikam”. To jest błędem. Nie wspominając już o tym jakie to jest irytujące. Nie przepadam za literaturą w w czasie teraźniejszym i z reguły jak takową czytam, potrzebuję chwili by się przyzwyczaić. A jak tak mieszasz, to ja dostaję jakiegoś wkurwu, czy nie wiadomo czego. Jeśli lubisz używać różnych czasów, czy jakoś tak, to bohater może stosować czas teraźniejszy, np. w retrospekcji. Czasem jest to jak najbardziej wskazane. Jeśli jednak nie do końca jeszcze umiesz operować zmianami czasu, to lepiej trzymać się jednej ścieżki.
      Chyba chciałam jeszcze pooceniać bohaterów, ale trochę mi się odechciało, prawdę mówiąc. No dobra, spróbuję coś tam z siebie wykrzesać.
      Teodor. W ogóle nie podoba mi się jego imię. Skrót „Teo” jest całkiem uroczy. Co do kreacji, to chyba go nie rozumiem. Z tego, co wynika z prologu i rozdziału pierwszego chłopak czuje się chory przez swój homoseksualizm, a potem w reszcie niby się akceptuje. Już sama nie wiem, co o nim sądzić. Ach, i jeszcze ta sprawa z samobójstwem. Wydaje się być... zbyt banalna. Ludzie nie podejmują takiej decyzji, ot tak. A nawet jeśli, to z reguły mają jakiś powód, głębsze załamanie, depresja, okropny smutek. Kiedy Teo podejmuje decyzję kupna żyletki i tak się zastanawia nad tą swoją śmiercią, to niestety nie wyczuwam w nim takich emocji. Co więcej, on wydaje się być tylko trochę niezdecydowany. Te fragmenty w ogóle nie poruszają mojego serca i wydają się być płaskie i bezuczuciowe.
      Ojciec bohatera powyżej jest frajerem. I tyle w tej kwestii.
      Lily. Och, Lily jest słodziutka. I taka kochana. I jest tak uroczo otwarta. Ogólnie mam tak, że nie lubię jak ludzie są nazbyt otwarci (więcej przy Nikusiu :3), bo według mnie takie osoby po prostu nie istnieją. Autorzy czasem kreują takie postacie i robią tego jakiś kisiel, czy nie wiadomo co, a ta postać, która im wyjdzie jest po prostu nierealna. Z początku naprawdę miałam ochotę Cię zjechać za tę kreację Lilusi, ale potem dotarło do mnie, że jest to chyba jedna z najciekawszych postaci w tym opowiadaniu. No i zaczęła mi się też kojarzyć zachowaniem z moją bliską koleżanką. Są podobne. Obie takie urocze.
      Nikodem. No, ja bym nigdy się jawnie nie przyznała do swojej próby samobójczej, jak on to zrobił przy Teodorku, ale z drugiej strony... Ech, to takie naturalnie nienaturalne było. Więc podobało mi się.

      Usuń
    2. Gabriel! A wiem, że go mało było. Ale jak tylko rozpoczęłaś opis jego słodkości, to moja pierwsza myśl była: „GEJ <3333”. Cudowny bohater. Nie da się go nie kochać <3 Sparowałabym go z którymś z Wielkiej Czwórki. Nie pamiętam imienia, ale nie chodzi o tego zajętego od Niny(nie mylę nic?) ani o Nikusia. Chyba wiesz o którego mi chodzi? :D
      Natan. Miałam ochot coś o nim napisać, ale... nie no, chyba jest w porządku. Byleby Teo się w nim nie zakochał i wszystko będzie pięknie :3
      Więcej mi się nie chce. Albo może tak, więcej osób nie zapisało się jakoś szczególnie w mojej głowie, że mam ochotę ich jakoś bardzo rozpisywać.
      No dobra.
      Moje serduszko zdobyłaś zakończeniem rozdziału numer 2. „A ja nie mam Facebooka.” Mistrzowskie, mistrzowskie, mistrzowskie. Niby to takie oczywiste było, ale sposób w jaki to wprowadziłaś... Wygrałaś mnie tym totalnie. I od tego momentu ciekawiła mnie cały czas jak rozwinie się akcja Teo x Nikuś. Bo mam wielką nadzieję, że coś tam będzie ^^
      Rewelacyjne jeszcze jest to: „- Koleżanka, co?”. Acha, widzę ten uśmieszek na twarzy Nikodema, kiedy to mówił. No chyba, że się nie uśmiechał. Wtedy gorzej xd Ach, sprawdziłam! Był uśmiech :3
      Ogólnie, powiem tak. Twoje opowiadanie „taką totalną rewelacją, że umieram och i ach” nie jest. Ale jest na tyle fantastyczne, że z jakiegoś powodu zaciekawiła mnie ta historia i chcę chcę chcę wiedzieć, jak to się zakończy, rozwinie i inne.
      Więc czekam na kolejny rozdział.
      I mam do Ciebie jeszcze kilka spraw. Nieokreślenie konkretnej liczby wynika z tego, że sama jeszcze nie wiem, co będę chciała hahah xd
      Wiem! Jestem bardzo leniwa. To, że napisałam tak bardzo długi komentarz, nie oznacza, że następnym razem w ogóle skomentuję.
      Przepraszam też za długość tego komentarza, naprawdę miałam nadzieję, że może trochę mniej mi zejdzie... xd (i za to, że jest podzielony też, ale to blogger ma jakieś głupie ogarniczenia no! ;-;)
      Ach, no jeśli zablokują Cię na blogspocie i będziesz działa tylko na wordpresie to ze smutkiem stwierdzam, że najprawdopodobniej przyjdzie do mnie taki kaprys i powie: „Wordpress? Nie czytaj!”. Mam nadzieję, że tka nie zrobię, ale gdyby jednak... ech.
      Obserwuję! Muszę wiedzieć wszystko na bieżąco, co się dzieje :D W ogóle żałuję, że pierwszym razem odłączyłam się od Twojego bloga. To był. Ale pewnie jeszcze nie raz taki popełnię xd
      Ach, no i domyślam się, że w swoim komentarzu zwróciłam więcej uwagi na to, żeby się czegoś czepiać, a nie Cię chwalić, ale wierz mi, bardzo podoba mi się Twoje opowiadanie.
      Mam nadzieję na kolejne rozdział już niedługo.
      Buziaki ;*

      Usuń
    3. Jejku! Właśnie ustanowiłaś rekord najdłuższego komentarza dotyczącego mojej twórczości. I na początku chciałabym Ci podziękować za szczerość, bo oczywiście, że dałaś mi swoimi słowami solidnego kopa. No i nie wiem skąd Twoje wątpliwości, że nie chciałabym przeczytać go do końca. Jestem jak najbardziej za, gdy w grę wchodzi jakikolwiek komentarz. :D
      Co do Twojej historii z moim blogiem... Cóż, zmieniłabym szablon, ale jakoś tak mimo wszystko przyzwyczaiłam się do tego... Trudno.
      Jak najbardziej jestem za Bloggerem i tylko jak zmusi mnie sytuacja to będę na WordPressie. Jednak politykę wycofano, więc nie zamierzam z tą platformą mieć nic wspólnego.
      Szkoda, że zraziłaś się do Eda, bo ja osobiście kocham jego twórczość i przy okazji jego samego. c; Jednak dobrze wiedzieć, że moja play lista budzi takie sprzeczne emocje - i przyciąga, i odstrasza. :D A co do Fall Out Boy - znam piosenki, ale to "Centuries" wpadła mi jako pierwsza w ucho i tak usytuowała się wysoko w moich ulubionych piosenkach. c;
      Muszę przyznać, że okropnie ucieszyłam się czytając, że podoba Ci się opowiadanie, a do tego moje opisy są okej. :D
      Staram się nie robić błędów ortograficznych, bo przecież sama wiem jak to jest, gdy czyta się opowiadanie, gdzie jest byk za bykiem... Okropność. :/ A co do mojej interpunkcji... Wiem, że nadal leży i kwiczy, a te głupie kreski wychodzą sobie z mojego opowiadania na spacer i nie wracają, ale i tak jest lepiej niż kiedyś, no i mam nadzieję, że będzie coraz lepiej...
      Oczywiście już poprawiłam rozmowę telefoniczną. Uświadomiłaś mi moją głupotę i pozostawiam ją bez komentarza.
      A uwierzysz jak napiszę, że sama nie wiem jakiej narodowości są bohaterzy? Osobiście wolę myśleć, że są to Polacy, a nazwiska z grzeczności zapożyczyłam od aktorów i postaci z Harry'ego Pottera. A co do imienia Lily - nie wiem czy nie poprawić treści i zacząć nazywać ją Lilianą... Wiem, że to stawia mnie w złym świetle jako autorkę(bo w końcu nie potrafię określić pochodzenia bohaterów), ale ja naprawdę nie mogę znieść polskich nazwisk... :/
      Przyjmuję na klatę zarzuty odnośnie stosowania przeze mnie czasów. Mam pełną świadomość tego co z tym robię, ale jak piszę i potem zastanawiam się w jakim czasie to ma być to bzikuję... No i wychodzi tak jak jest. A czasami niechcący wkrada mi się czas teraźniejszy. Wiem, wiem, wiem i obiecuję, że będę nad tym pracować i postaram się to poprawić. Sama wiem jak jest.
      Następnym razem, gdy pojawią się myśli samobójcze, postaram się je napisać bardziej uczuciowo. I mam nadzieję, że wtedy nie popsuję tego tak jak wcześniej. 
      Teodor owszem, akceptuje to kim jest, ale ma też świadomość poglądów Kościoła na homoseksualizm. A jego stan emocjonalny, hmm... sądzę, że mogę go uznać o dwa kroki od depresji.
      Cieszę się, że kreowanie postaci Lily mi się udało. :D
      Jedyne co mogę powiedzieć to, to, że Gab znajdzie swoją drugą połówkę, ale to jeszcze trochę potrwa... Najpierw główny bohater! ;)
      No i jeszcze raz dziękuję za ten komentarz, bo jest on takim trochę kubłem zimnej wody połączonym z porządnym kopem w tyłek. :P Kurczę, sam fakt, że otrzymałam taką konstruktywną opinię robi na mnie wrażenie i napędza do działania. Sam fakt, że jednak opowiadanie przypadło Ci do gustu i chcesz znać dalsze losy... No cóż, teraz już nie mogę powiedzieć, że nie mam motywacji, bo dałaś mi jej roczny zapas. :D Dziękuję! :3

      Usuń
  5. Och, kocham tego bloga!
    Twój styl pisania, pomysł, narracja- geniusz! Jak to czytam, to mam wrażenie, jakbym czytał historię swojego życia xD Serio, początek dziwnie znajomy C:
    Lubię twoje postacie, są bardzo dobrze stworzone, mają swoje charaktery... Podoba mi się, że opisujesz bardzo dużo uczuć i rozważań Teo. No i nie ma zbyt dużo takich dialogów typu:
    -Hej mamo! Jestem gejem!
    -Aha. No dobrze. Idź się pobaw w komputer, synek.
    -Oke, idę się seksić z jakimś napakowanym facetem, którego jeszcze nie znam!
    Albo nie ma takiej sytuacji, że wszyscy go zaczęli od razu tolerować. To by było takie nienaturalne- zawsze się znajdzie taki ktoś, kto będzie na "nie, bo nie".
    Nie spodobało mi się troszkę ten motyw z myślami samobójczymi... Osoby z takimi myślami raczej nie porzucają tego od tak, najczęściej to prowadzi do prób samobójstwa. Teo tutaj niby coś tam myślał, chciał zrobić sobie krzywdę, a potem BUM i chyba o tym zapomniał. Takie troszkę... Niedociągnięcie. Ale może to zrobiłaś specjalnie? I taka Ty, siedząca przed kompem ze złośliwym uśmieszkiem, mówiąca " MRAHAHA! Takiego trola im zrobię jak stąd do Marsa! Mryhyhyy, zuo!"
    No nie wiem, nie wiem.
    Dodaję bloga do zakładek i czekam na WIĘCEJ!
    Dominik
    PS. Mimo, że podobno dorosły ze mnie facet, to jestem twoim opowiadaniem zachwycony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie spodziewałam się, że moje opowiadanie zostanie tak miło przyjęte. Sądziłam, że rozmyślaniem o uczuciach nie przyciągnę czytelników, a tu takie zaskoczenie. Nie wiem jak mam opisać aktualnie swoje uczucia! Bo mam wrażenie, że radość rozlewa się, a wręcz wylewa ze mnie! Kurczę, naprawdę się cieszę, że ktoś docenia mój styl pisania i ogół tego wszystkiego co tworzę.
      A co do Twoich przykładów dialogów - chroń mnie Boże przed czymś takim! ;-; Już wiem, że to co zrobił Nikodem na początku, pokazując blizny, było dość nienaturalne.
      Co do mojego „niedociągnięcia”. Niech pozostanie zagadką czy jest to błąd celowy, czy też nie, ale czy naprawdę mogłabym zostawić takie myśli samopas?
      Z resztą to wszystko dopiero się zaczyna… Ledwo to jest początek tego, co moja chora wyobraźnia sobie stworzyła. Ach, te problemy, które się pojawią… Właśnie w tym momencie mam ten złośliwy uśmieszek. ^^
      Nie mam innego sposobu, aby wyrazić wdzięczność, więc po prostu użyję słowa: dziękuję. Za komentarz z Twoją opinią, bo przecież to mnie nakręca do dalszego pisania i może się wydawać, że to puste słowa, ale tak jest naprawdę – parę słów krytyki, trochę komplementów, a mi rosną skrzydła, które pozwalają mi lecieć dalej. :) Dziękuję.

      Usuń
  6. Hej,
    agrh, co? nawet nie może wyjść gdzidś z kumplem? co za ojcec, dobrze zrobił wychodząc...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, ojciec w tym opowiadaniu jest małym problemem... Dziękuję!

      Usuń
  7. Hej,
    co za ojciec... co? w ogóle nie może nawet gdzieś wyjść z kumplem...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie może...
      Dzięki za komentarz :>

      Usuń

Obserwatorzy