wtorek, 5 maja 2015

Rozdział IX

                - Wstawaj leniu śmierdzący!
Entuzjastyczny okrzyk Laury wybudził mnie z dość głębokiego snu. Nie byłem nawet w stanie podnieść powiek, ponieważ ta mała, wredna menda rozsunęła rolety i w moim pokoju nastała okropna jasność, a jedyną odpowiedzią jaką uraczyłem młodą Hopkins był przeciągły jęk i zmienienie pozycji tak, aby zakryć dłońmi oraz kołdrą twarz.
- O nie, wstawaj. Nie możesz przespać całej niedzieli, a jest już prawie dwunasta. Właśnie wróciliśmy z kościoła - poinformowała mnie, a ja odpowiedziałem kolejnym jęknięciem.
                Od czasu wyprowadzki moja wiara w Boga ulotniła się. Owszem, kiedyś byłem młodym, praktykującym chrześcijaninem, chodziłem na nabożeństwa i lekcje religii w szkole, a co więcej, dużo kosztowało mnie to cierpliwości, bo rówieśnicy byli bezwzględni w docinkach na temat mojej wiary, ale ja wybrnąłem z tego. A potem moją wiarę trzasnął piorun i rozpadła się na tysiące małych kawałeczków, których nijak mogłem złączyć, aby znowu uwierzyć. Trudno było mi iść do kościoła i patrzeć na ołtarz, gdy byłem w pełni świadomy tego, że nikt w tym miejscu mnie nie akceptuje, ale czarę goryczy dopełnił fakt, że właśnie wiara rozbiła moje życie, bo gdyby moi rodzice nie wierzyli i nie żyli zgodnie z zasadami to pewnie tolerowaliby homoseksualistów. Winiłem za wszystko Boga.
                I dlatego przestałem chodzić do kościoła, na lekcje religii i unikałem tego tematu jak ognia. Było to dla mnie nie do pojęcia, że ktoś kto mówi, że powinno się kochać bliźniego potrafi odepchnąć człowieka tylko ze względu na jego orientację seksualną. Nie rozumiałem zachowania chrześcijan, ludzi, którzy zdawali mi się być tymi, co wyciągają pomocną dłoń i otaczają zrozumieniem innych, a tymczasem mnie z ich strony spotkały same przykre rzeczy, usłyszałem same smutne słowa, które były skierowane do ogółu społeczeństwa homoseksualnego, ale przecież ja się w niego wpisywałem. I nie wiedziałem gdzie podziała się u nich ta miłość do bliźniego… Próbowałem zrozumieć, ale nic to nie dało, więc po pewnym czasie mieszkania u Hopkinsów po prostu odpuściłem sobie chodzenie do kościoła. Może i nadal w moim sercu znajdowało się ziarenko nadziei, że Bóg istnieje, ale mnie kocha i zrozumie to, że ja pewnie będę kochał drugiego mężczyznę. Liczyłem, że chociaż Bóg da mi odrobinę akceptacji, bo w końcu mnie stworzył, więc po co miałby mnie stworzyć z błędem? Miałbym być czymś nieudanym?
- Teo, wstawaj skarbie – zaświergotała od progu Lily Hopkins. – Musisz mi opowiedzieć wszystko co działo się wczoraj. Ze szczegółami. – Wcale się nie dziwiłem, że jej ton głosu był taki przesłodzony. Po prostu starała się być miła, aby wciągnąć ode mnie informacje, ale po dokładnej analizie wczorajszego dnia doszedłem do wniosku, że nie będę do niego wracał.                
                Usłyszałem jak siostry szepczą między sobą, a potem któraś z nich wychodzi z pokoju. Wcale mi to nie przeszkadzało, bo nagle zapadła cisza tak przyjemna, że znów znajdowałem się na granicy snu, a świata realnego. No cóż, było to milczenie przed burzą.
                Kubeł lodowatej wody spadł na mnie tak nieoczekiwanie, że aż straciłem dech w klatce piersiowej, która tak a propos po chwili była cała mokra, a woda spływała po mnie całym, mocząc łóżko, pościel, kołdrę i poduszkę.
- CZY WYŚCIE OSZALAŁY?! – Poderwałem się z krzykiem, zaraz, gdy dotarło do mnie co w ogóle się stało. – STRACIŁYŚCIE ROZUM CZY JAK?! NA MÓZG WAM SIADŁO?! – krzyczałem, a mój wrzask musiał zwabić do pokoju Irmę i Adama, bo po chwili stanęli w drzwiach i przyglądali się całemu zajściu.
                Nie trudno było się domyśleć co się stało, ponieważ Laura trzymała wiadro, a ja stałem na mokrym łóżku w samych spodniach od pidżamy, które ponieważ także zostały oblane wodą, przylegały mi do tyłka. Moje loczki przykleiły mi się do czoła, a ja po chwili takiego stania zadzwoniłem zębami, bo moje ciało przeszyły dreszcze z zimna.
- Laura, Lily. Co wam odbiło? – zapytała nieco zdziwiona ciocia. Owszem, wszyscy byliśmy przyzwyczajeni, że te kochane dziewczęta mają swoją drugą stronę kierowaną przez samego szatana, ale żeby tak z wiadrem wody na człowieka napaść? Tego to się chyba nawet wujostwo nie spodziewało.
                Obydwie siostry niczym bliźniaczki wzruszyły ramionami, a starsza rzekła:
- Po prostu nie chciał wstać.
I tyle je widziałem, bo po chwili uciekły, gnane surowym spojrzeniem Adama.
- Skarbie, lepiej weź gorącą kąpiel – powiedziała do mnie ciocia, a ja usłyszałem w jej głosie troskę. Spojrzałem na nią i potulnie zgodziłem się z jej słowami, po czym ruszyłem w stronę łazienki.

***

                Może i moja złość na te dwie niewiasty zelżała po prawie półgodzinnej kąpieli, ale i tak do kuchni wszedłem z mordem w oczach. Usiadłem naprzeciwko nich i nie odezwałem się ani słowem. Po takim numerze obydwie mogły tylko pomarzyć, że cokolwiek im wyśpiewam.
                Spałaszowałem kilka kanapek, popiłem wszystko cieplutką herbatką i od razu zrobiło mi się lepiej. Zauważyłem, że Lily w moją stronę podsuwa talerzyk z plackiem, na co tylko prychnąłem i wyszedłem z pomieszczenia niczym obrażona primadonna. W końcu musiałem trochę poudawać, że jestem na nią zły, chociaż wcześniej odwalała gorsze numery… A niby to takie grzeczne, urocze i słodziutkie się wydaje, a jak przychodzi co do czego to zmienia się w najgorszą jędze, która ma łeb pełen głupich pomysłów.
                Westchnąłem przy drzwiach pokoju, do którego wparowałem. O dziwo, ktoś posprzątał bajzel, więc pierwszą czynnością jaką wykonałem po przekroczeniu progu było odnalezienie komórki.
                Na ekranie telefonu pojawiła się informacja, że mam dwie wiadomości. Troszeczkę zdziwiony, kliknąłem w kopertę i spojrzałem na nadawców. Moje zdumienie pogłębiło się, gdy w skrzynce pod znaczkami najnowszych wiadomości ukazał się napis „Mama” oraz „Tata”. Czym prędzej otworzyłem wiadomość od ojca, ponieważ wiedziałem, że będzie to ta gorsza informacja.
                „Nadal jesteś lachociągiem?” – głosiła. Ukłucie w sercu było tak bolesne, a świadomość, że napisał to do mnie mój rodzic… Wciągnąłem drżąco powietrze, starając się nie rozpłakać. Przecież nie mogłem ryczeć za każdym razem. Byłem w pełni świadomy, że muszę się wziąć w garść i zebrać do kupy, aby powstrzymać działanie takich słów na mnie. A jednak mimo starań, to dalej przygniatało mnie boleśnie i odbierało na moment wszelkie chęci do życia. Każde nowe zranienie po prostu dopełniało czarkę, której niewiele brakowało do przelania się.
                Wiadomość od matki była surowa i taka oficjalna. Poinformowała mnie jednym krótkim zdaniem, że w poniedziałek mam zjawić się w gabinecie pani psycholog od razu po szkole. Nie byłem pewny czy to moja matka, czy zupełnie obca kobieta. Znowu poczułem tę obojętność z jej strony. Nawet nie zapytała jak się czuję, po prostu, ot tak poinformowała mnie o spotkaniu z psychologiem i tyle.
                Niedzielę spędziłem trochę nad książkami, ale także nad tą przyjemniejszą częścią lektur, czyli czytałem dla własnej przyjemności. W końcu dorwałem się do powieści Marcusa Zusaka, którą zauważyłem na regale u psycholożki i wciągnąłem się w jej historię, nawet nie zauważając, że nastaje na dworze mrok i zbliża się wielkimi krokami poniedziałkowy poranek.
Długo rozważałem drobną uwagę Śmierci – narratora „Złodziejki książek” – zapisaną na pierwszej stronie książki. „Wszyscy umrzecie” – brzmiała, a ja zastanawiałem się nad tym jak to by było umrzeć teraz. Zostawić wszystko i po prostu sprawić, że serce przestaje bić, a mózg z braku tlenu obumiera. I ku mojemu zdziwieniu ta wizja nie przerażała mnie, wręcz przywitałbym Śmierć jak starego przyjaciela i odszedł z nią. A takie myślenie było chyba gorsze od strachu przed nią.

***

                Poniedziałek w szkole nie wniósł nic ciekawego do mojego życia. Siedziałem na lekcjach i albo słuchałem nauczyciela robiąc pilnie notatki, albo paplałem z Feltonem, gdyż nie każda lekcja okazywała się godna mojego zainteresowania. Szczególną nieuwagę wykazywałem na historii, przez co nauczyciel przesiadł mnie wśród jakieś dziewczyny, których imiona nadal przekręcałem i myliłem. Nie byłem zadowolony z nowego miejsca, bo choć te dziewczyny ciągle mnie zaczepiały to nie rozmawiało mi się z nimi tak dobrze jak z Edwinem.
- Co dzisiaj robisz, Teo? – zaświergotała jedna z nich. Nie miałem zielonego pojęcia czy była to Paula, czy Olga. – Może chciałbyś się wybrać z nami na pizzę? – Uśmiechnęła się do mnie.
- Uhm, przepraszam, ale dzisiaj jestem zajęty – odpowiedziałem grzecznie prawdę. Z resztą nawet jakbym nie musiał iść do pani psycholog to pewnie udałbym, że mam coś pilnego do załatwienia. Te dziewczyny potrafiły doprowadzić mnie swoim gderaniem do silnego bólu głowy.
- A może jutro? – zapytała zasmucona.
- Nie wiem… Jak będę miał czas to was o tym poinformuję. – Uśmiechnąłem się wymuszenie, a ku mojej radości właśnie rozbrzmiał dzwonek i szybko czmychnąłem z klasy.
                Po drodze do biblioteki, gdzie chciałem spędzić dziesięć minut przerwy pomiędzy lekcjami, spotkałem Gabriela, Nikodema oraz Fabiana. Ten ostatni nie odpowiedział na moje przywitanie tylko otaksował mnie wzrokiem. Jego spojrzenie nie było miłe, ale nie przejmowałem się nim, szczególnie, że nie wiedziałem o co chodzi. Natomiast na widok Gaba i Nikusia mimowolnie uśmiechnąłem się, a oni także wyszczerzyli się w moją stronę.
- Co teraz masz? – zagadnął Gab.
- Chemię, a wy? – Na moje słowa obydwoje się skrzywili, a ja zacząłem się śmiać z ich min. Wyglądali jak małe dzieci, które pierwszy raz w życiu poczuły smak cytryny. – Humaniści się znaleźli – mruknąłem pod nosem.
- Chemię, fizykę i matematykę trzymaj ode mnie z daleka – burknął Nikodem. – My mamy historię. – Na co ja się skrzywiłem i tym razem oni wybuchli gromkim śmiechem.
- No cóż, w sprawię nauki to my się nie dogadamy – westchnął Gabriel.
- Teo, może chciałbyś dzisiaj połazić po mieście? – zapytał mnie Nikodem, całkowicie zmieniając temat naszej rozmowy.
- Dziś nie mogę. – Akurat tej odmowy żałowałem, ale byłem świadomy tego, że jak nie przyjdę do pani Evans to moi rodzice zostaną o tym poinformowani, a nie chciałem narobić sobie jeszcze większych kłopotów.
- No trudno – westchnął.
                Dziesięć minut przerwy zleciało szybciej niż zazwyczaj i po chwili musiałem pędzić do sali chemicznej, bo moja wychowawczyni dałaby mi popalić, gdybym się spóźnił. Przez krótką chwilę zastanawiałem się nad tym, dlaczego Fabian był dla mnie taki… oschły? Chyba tak mogłem określić jego zachowanie. Nie odpowiedział na moje „cześć” i nawet nie odezwał się ani słowem podczas rozmowy. Jedynie na samym początku zaszczycił mnie chłodnym wzrokiem. Postanowiłem w tamtej chwili tego nie roztrząsać tylko zająć się lekcją i z pełnym zafascynowaniem oddałem się tematowi, o którym mówiła nauczycielka.

***

                Ostatnie kroki do domu pani psycholog pokonałem w żółwim tempie. Nienawidziłem siebie za to, że tak wszystko analizuję. Mój mózg jakby sam bez mojej zgody podsuwa mi obrazy, a ja myślę o danym wydarzeniu. Wszędzie dopatruję się negatywnych cech, szukam kłamstw i oszustwa. A pani Lucy Evans pasowała idealnie do tego, aby jej postać rozpatrywać pod takimi kątami.
                Ta kobieta budziła we mnie tak sprzeczne emocje. Nie chciałem jej ufać, bo może owszem, była miła, ale nie mogłem zapominać, że to mój ojciec mnie do niej posłał. A jednak przy niej magicznie rozwiązywał mi się język. Po prostu nie posiadałem osoby, której mogłem tak po prostu powiedzieć wszystko. Lily martwić nie chciałem, a z resztą jej porady zdawały mi się być zbyt osobiste. Potrzebowałem oceny osoby trzeciej, którą znalazłem w psycholożce. Obawiałem się jednak, że to wszystko jest grą pozorów i pewnego razu, gdy się u niej zjawię, po kilku chwilach wbiegną mężczyźni z kaftanem i wywiozą mnie do psychiatryka, zamkną w odosobnieniu, bo mój ojciec sobie będzie tego życzył. Z resztą miałem podstawy by twierdzić, że matka nie płakałaby za mną i ochoczo wyraziłaby zgodę na zabranie mnie z dala od nich.
                Tak samo jak poprzednio, zadzwoniłem domofonem, a gdy usłyszałem brzęczenie, popchnąłem drzwi i wszedłem do budynku. Nic od ostatniej wizyty nie zmieniło się w poczekalni ani w gabinecie pani Evans.
                Kobieta czekała na mnie w swoich czterech ścianach. Siedziała przy biurku i pisała, a gdy zjawiłem się w drzwiach, spojrzała na mnie i powiedziała:
- Dzień dobry, Teo. Siadaj, proszę. – Uśmiechnęła się promiennie, co odjęło jej parę lat.
- Dzień dobry. Z jakiej to okazji mieliśmy się spotkać? – zapytałem z podniesionymi brwiami.
- Twój ojciec jest przekonany, że ta terapia ma na celu wybicie ci z głowy homoseksualizmu. Oczywiście nie zamierzam go wyprowadzać z błędu, dla twojego dobra. Jednak mimo to chcę wiedzieć co u ciebie. Jeśli chcesz, już ci mówiłam, możesz mówić mi na „ty”, a nawet możemy przenieść się do salonu i napić się kawy. Chcę, abyś czuł się dobrze, Teo – powiedziała.
                Westchnąłem przeciągle i wyjaśniłem, że możemy zostać w gabinecie. Zacząłem odpowiadać na jej pytania. Niektóre były banalne, inne godne zastanowienia. Wyciągnęła ze mnie trochę wiadomości odnośnie ostatnich dni, ale byłem z siebie dumny, że nie pisnąłem słowa o Nikodemie. Jednak o imprezie niechcący wspomniałem, przez co przycisnęła mnie trochę odnoście tego tematu.
                Jednym powodem przez który jej nie ufałem to ten, że spoufalała się ze mną trochę za bardzo jak na panią psycholog. Jednak swoją przemową znowu namieszała mi w głowie. Niby było to logiczne, że robi to dla mojego dobra. Aczkolwiek dostawała za każde spotkanie pieniądze i dodatkowo okłamywała moich rodziców co do „terapii”. Chyba niezbyt rozumiałem zachowanie tej kobiety i jej tok myślenia. Postanowiłem się w to nie wgłębiać – prawdopodobnie uczyniłem to ze strachu przed prawdą odnośnie pani psycholog. Po prostu wiedziałem tyle, ile chciałem i wolałem nie szukać dziury w całym, bo za chwile zwariowałbym od swoich domysłów i podejrzeń.

***

                Od początku roku szkolnego pogoda dopisywała. Miałem wrażenie, że słońce śmieje się z nas i robi na złość, świecąc wtedy, gdy musiałem siedzieć prawie że przykuty do szkolnej ławki. Przez te dwa tygodnie nie miałem czasu wyjść na porządny spacer, jedynie łykałem świeże powietrze podczas drogi od i do budynku zagłady (to jest – szkoły). Z radością przyjąłem myśl, która wpadła mi do głowy, gdy zamykałem za sobą drzwi domu pani Evans. Postanowiłem zrobić sobie mini piknik w lesie i przy okazji odrobić lekcje. Wtorek nie był dniem wymagających przedmiotów, ale zawsze mogłem przeczytać temat w razie, gdyby nauczyciel wpadł na genialny pomysł zrobienia kartkówki.
                Wiele osób nie lubi samotności. Boją się jej, ponieważ ona tak naprawdę pokazuje jakim człowiekiem jesteśmy. Bo kimże jest człowiek bez drugiego człowieka? Nikim. Tak naprawdę jesteśmy wszyscy od siebie zależni, a samotność ukazuje nam nasze drugie oblicze – wytyka nam nasze wady, zaczynamy myśleć i rozważać swoje zachowanie oraz wygląd. Ludzie boją się samotności, ponieważ ona potrafi doprowadzić do zniknięcia człowieka. A nikt nie chce być zapomniany.
                Zawsze lubiłem samotność. Owszem, nie stroniłem od obecności ludzi w moim życiu, lecz gdy mogłem mieć chwilę dla siebie – brałem ją. A gdy tak siedziałem otoczony naturą, czułem jaki jestem bezwartościowy. W pewnym sensie to przerażające jak łatwo sobie uświadomić, że jest się po prostu marną jednostką na świecie, której istnienie nie jest aż tak ważne jak może się wydawać. I chyba to myślenie w jakiś sposób mnie pocieszało, gdy zamartwiałem się, że nic nie znaczę dla rodziców – przecież tak samo nic nie znaczę dla reszty ludzi na Ziemi, więc czym się przejmować, prawda?
                Rozsiadłem się wygodnie pod grubym pniem drzewa i odgoniłem egzystencjalne myśli. Wyciągnąłem potrzebne rzeczy i spojrzałem w notesik z zadaniami domowymi oraz klasówkami. Wskazywał on, że muszę dokończyć zadanie z matematyki, zrobić notatki z chemii oraz biologii, a dodatkowo przygotować się ze WOS-u. Nie było to dużo, co przyjąłem z ulgą i zabrałem się do zadań matematycznych.
- Dziś nie możesz? – Męski głos wyrwał mnie z głębokiego zamyślenia nad notatką z chemii. Właśnie kończyłem lekcje, gdy moją koncentrację szlag trafił, a sam podskoczyłem z miejsca i krzyknąłem wystraszony. Czułem jak serce zaczęło szybciej pracować ze strachu.
                Odwróciłem się w stronę Nikodema, bo nie miałem żadnych wątpliwości, że to on jest moim prawie-mordercą. Kolejny raz przez niego miałem niemalże zawał.
- I dlatego musisz mnie straszyć? – zapytałem niezbyt zadowolony, że Carter mnie zdekoncentrował i na dodatek wystraszył, a ja ponownie zareagowałem na to jak panienka, krzycząc.
- Myślałem, że słyszysz jak biegnę. – Wzruszył ramionami, a ja pokręciłem przecząco głową na znak, że wcale nie słyszałem.
- No i naprawdę nie mogłem wcześniej się spotkać. – Próbowałem wybrnąć z niezręcznej sytuacji, tłumacząc się z postawionych mi wcześniej zarzutów. Zrobiło mi się strasznie głupio ze świadomością, że Carter mógł się poczuć w tej chwili urażony. – A teraz muszę wracać. Może… - spuściłem wzrok i przegryzłem wargę – może chciałbyś mnie odprowadzić?
                Nikodem uśmiechnął się do mnie, a jego oczy zalśniły dokładnie tak jak szczęśliwemu szczeniaczkowi. Nie wiem dlaczego, ale miałem wrażenie, że brakuje mu tylko puszystego ogona, którym merdałby wesoło. Ta wizja rozbawiła mnie, a nagła zmiana humoru blondyna wpłynęła również na mnie. Uśmiechnąłem się i poprowadziłem w stronę wyjścia z lasu, a następnie przemierzyliśmy ulice, aby dotrzeć do średniej wielkości domku Hopkinsów.
- Tutaj mieszkasz? – zapytał i uniósł jedną brew do góry.
- Nie do końca. To dom mojej przyjaciółki, a ja tu mieszkam, bo jest stąd bliżej do szkoły. – Starałem się nie dać po sobie poznać, że tak naprawdę ta historia ma drugie dno, które boleśnie zaległo w moim sercu… W końcu moi rodzice… Nie był to najlepszy czas na rozdrapywanie ran.
                Ku mojemu zadowoleniu blondyn nie skomentował tego ani nie pytał o nic więcej – pewnie uznał to za sprawę prywatną i dobrze, bo musiałbym łgać, a wiadomo, że każde kłamstwo ma krótkie nogi.
- No to do jutra. – Posłał mi jeden ze swoich uśmiechów, a moje serce jakoś zabiło mocniej na ten delikatny gest skierowany w moją stronę.
- Do jutra – odpowiedziałem i cały w skowronkach ruszyłem w stronę ciemnobrązowych drzwi domu, aby po chwili uchylić je i z błogim uśmiechem przekroczyć próg budynku, natrafiając na przyklejoną do okna Laurę, która z szatańskim uśmieszkiem zwróciła się w moją stronę. Wywróciłem oczami i już wiedziałem co się stanie. Zdążyłem tylko westchnąć, zanim zostałem zasypany gradem pytań.  




***

Macie prawo mnie torturować, a potem zabić... Ale ostrzegam, że nie poddam się bez walki! Taak, też miałabym chęć mordu, gdyby autor dodawał kolejny rozdział po ponad miesiącu... 
Nawet nie wyobrażacie sobie jak mi w tej chwili jest głupio pisząc te przeprosiny. :( 
Przepraszam, przepraszam, przepraszam.
Jednak życia nie da się zaplanować. Wena mnie nie słucha. Nic nie idzie po mojej myśli. 
Postaram się pisać częściej! Nie wiem czy to wyjdzie, ale mam taką nadzieję... ;)
Pozdrawiam,
Malina.

31 komentarzy:

  1. O, tak, tak, tak, tak! jest! jeeeest kolejny rozdział! Rany, ale fajnie się to czytało. Mimo tego, że zrobiło mi się słabo i krucho w sercu jak Teo dostał sms'a od ojca...masakra...szkoda mi chłopaka. Całe opowiadanie ma taką dużą nutę smutku, ale w tym wypadku mi to w ogóle nie przeszkadza, jedynie pozwala mi się wczuć w głównego bohatera.
    Mam nadzieję, że tym razem wena się ogarnie, a Ty zaskoczysz nas kolejnym fantastycznym rozdziałem :)
    Pozdrawiam cieplutko :3
    PS przepraszam za błędy w tym komentarzu, ale piszę na telefonie xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja wena już powoli doprowadza się do porządku... Było z nią źle, ale to też wina przemęczenia, które tak dawało mi się we znaki, że nawet nie miałam siły usiąść przed laptopem i pisać. :c
      I wiem, że to dziwne, ale mi także jest szkoda Teo. Szczególnie, że powstał on w mojej głowie i to ja piszę mu taki okropny los. A najgorsze jest to, że wiem co spotka go dalej... :(
      Dziękuję bardzo za komentarz! <3

      Usuń
  2. JEST W KOŃCU!!! Yeah!
    Rozdział jak każdy poprzedni niesamowity. Trochę mi brakuję relacji Teo-Nik, ale rekompensujesz się ilością opisów, uczuć itd, więc jest idealnie. Co do zachowania Fabiana. Hm... Ciekawe o co poszło. Mam pewną teorię, ale na razie zostawię ją dla siebie... :)
    Pozdrawiam i życzę DUŻO weny.
    ~ Benefactor.
    PS. Myślałam, że cię ukatrupię patrząc na brak nowego rozdziału, ale można to wybaczyć patrząc na nowy rozdział.
    PS2. Czyżby moja mentalna prośba podziałała??? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, mamy czas na relację Teo-Nik. ^^ Całe opowiadanie będzie trwało do czerwca, a mamy dopiero połowę września... :D
      Chętnie poznałabym Twoją teorię odnośnie Fabiana. ;)
      I przepraszam jeszcze raz za brak rozdziału. :( A Twoja prośba zmotywowała mnie do dokończenia części i poprawienia jej, bo z moim lenistwem pewnie dodałabym rozdział IX dopiero w niedzielę... :/
      Dziękuję bardzo za komentarz! :3

      Usuń
    2. Przepraszam, że nie odpowiedziałam na Twój dopisek. Naprawdę. Nie miałam w tym tygodniu na nic czasu... Naprawdę przepraszam.
      I pozwól, że zostawię tę teorię dla siebie. Zobaczy się czy miałam rację. ;)
      I tak btw. To nadal z niecierpliwością czekam na nowy rozdział!!! Ale patrząc na tę przerwę przed rozdziałem ix to warto.
      Pozdrawiam i życzę DUŻO weny :).
      ~ Benefactor.

      Usuń
    3. Ech, mam ogromny problem, bo już dawno powinnam dodać nowy rozdział, a przyznam się, że... nie napisałam jeszcze ani słowa. Jestem w wielkiej kropce, nie wiem jak zacząć. :(
      A szkoda. Boję się, że za dużo wyjawię przed "punktem kulminacyjnym" opowiadania. Tak bardzo ciągnie mnie do pisania ostatnich rozdziałów, a muszę jeszcze wykombinować cały okres pomiędzy! Aktualnie jadę na żywca... Otwieram Worda i piszę to, co dyktuje mi jakiś taki dziwny głosik w głowie. Jednakże czasami wątpię, żeby ten głos miał połączenie z mózgiem... :P No i ostatnio znowu mi on nic nie dyktuje. :/
      Chyba za bardzo mi pochlebiasz. c; Dziękuję bardzo! ;)

      Usuń
    4. Eghr... Nie oceniaj siebie, tak źle. To, że nie masz pojęcia jak przenieść wyobrażenia, czy nawet myśli, uczucia na papier to nie znaczy, że twój głosik-jak go nazwałaś- nie jest połączony z mózgiem.
      No dobra.
      Czasem ten GŁOSIK podpowiada bzdury, ale z tych bzdur może wyjść coś naprawdę niesamowitego.
      Gdy nie masz pojęcia jak to wszystko przelać to też nie jest znów złe, bo to czyni Cię perfekcjonistką. Starasz się by każdy szczegół tego jakże niesamowitego opowiadania był niezwykle precyzyjny.
      TO NIE JEST NIC ZŁEGO.
      Naprawdę.
      A jeśli masz taką potrzebę, by nie pisać to nic. Zaczekam bo wiem, że warto. :)
      Pozdrawiam i życzę weny.
      ~ Benefactor.

      Usuń
    5. Hah, potrafię znieść krytykę, lecz nie mam pojęcia jak przyjąć miłe słowa. Idealnie trafiłaś dodając odpowiedź na mój komentarz i podnosząc mnie tym na duchu, bo właśnie ktoś całkowicie zmiażdżył mnie odnośnie mojego głównego bloga. D:
      W sumie masz rację... Chcę, aby to opowiadanie poszło po mojej myśli i było takie, jak ja sobie je wymarzyłam. Nie chcę wlepiać rozdziału, który nie będzie mi się podobał tylko dlatego, bo wypada coś dodać.
      Cieszę się, że tak bardzo cenisz sobie mojego bloga. Kurczę, to naprawdę bardzo, bardzo miłe! :D
      Dziękuję bardzo!

      Usuń
    6. Nie przejmuj się, gdy ktoś pisze, mówi cokolwiek złego na temat tego czego piszesz i tego jak się zachowujesz.
      Nie zwracaj uwagi na takie osoby, gdyż dajesz im chorą satysfakcję tego, że cierpisz.
      Zlewaj ich, mówiąc Sobie, że nie są zaszczyceni byś dawała im więcej uwagi niż na to zasługują.
      Pamiętaj również w takich upadkach, że masz również swych fanów (idk jak to inaczej nazwać), którzy będą chwalić nawet (dla CIEBIE, oczywiście bo masz za niskie mniemanie o sobie!!!!) najgorsze rozdziały. Które będą czekać na Ciebie i Twój rozdział z utęsknieniem.
      Naprawdę nie ma się czym przejmować, kiedy masz SWOICH fanów.
      NAPRAWDĘ NIE WARTO DAWAĆ TYM SZUJĄ, (KTÓRZY NIE UMIEJĄ ZROZUMIEĆ ILE TRUDU AUTOR TEKSTU PRZELAŁ NA TO DZIEŁO) SATYSFAKCJI!!!
      JAKBY SIĘ COŚ DZIAŁO, COŚ KIEDY ZWĄTPISZ JAKA JESTEŚ WARTOŚCIOWA, WYJĄTKOWA, PRZYPOMNIJ SOBIE MOJE SŁOWA!
      I sorry za caps lock, ale chciałam, żebyś wzięła to sobie do serca, to co Ci właśnie przekazuję!
      I nie ma za co dziękować. Naprawdę.
      ~ Benefactor.
      PS. I moje oczywiście "POZDRAWIAM I ŻYCZĘ WENY"
      PS2. Nie przejmuj się tymi szujami, bo nie warto.

      Usuń
    7. Akurat ta sprawa została w bardzo kulturalny sposób rozwiązana, bo dziewczyna wręcz przeprosiła i zrobiło jej się głupio. Jednak komentarzami w Internecie nie przejmuję się tak jak tymi w świecie realnym, ale to już inna sprawa.
      Sądzę, że każdy autor boi się reakcji czytelnika, a ja tym bardziej, ponieważ to mój debiut w długich opowiadaniach - obawiam się, że to po prostu nie wyjdzie...
      Mam za co dziękować. ;) Przecież jesteś jedną z nielicznych osób, która nie tylko wstawia jeden komentarz, lecz ciągnie dalej rozmowę ze mną i mnie motywuje! :D Dziękuję, dziękuję, dziękuję i będę pewnie to słowo powtarzać w każdym komentarzu. c;
      I przepraszam, że tak długo odpowiadałam, ale teraz to jakaś masakra. Czas wolny u mnie przeznaczony jest na sen, bo reszta to szkoła lub inne obowiązki. :c

      Usuń
    8. Całkowicie rozumiem, twój brak odpowiedzi przez jakiś czas i nie ma za co przepraszać.
      Ostatnio przecież ja nie odpowiadałam przez jakiś czas.
      Nie wiem dlaczego, ale pochlebiają mi twoje słowa, a najlepsze jest to, że nie wiem w prawdzie za co. Mówię (piszę) to co myślę.
      Ja niestety (albo stety) bardzo przejmuję się osobami, nawet takimi co nie znam. Przywiązuję się do nich, aż nadto.
      Niektórych męczy, moje dobre serce (szczególnie mojej przyjaciółce, która jest totalnym przeciwieństwem, bo ona niszczyłaby każdego) chętnie bym pomogła każdemu. Chętnie bym wyeliminowała wojny i inne przekleństwa. Nie lubię niesprawiedliwości. Dlatego w poprzednim wpisie powiedziałam to co myślę na temat ludzi, co obrażają bez podstawnie. To, że piszą złe rzeczy na np. opowiadania. Jeśli im się nie podoba to po jaką cholerę komentują?
      A co do ciągnięcia rozmowy z autorem. Jedną z nielicznych? Zawsze mi się zdawało, że jest takich osób mnóstwo. Może źle myślałam.
      I jestem strasznie uparta, więc powtórzę moje słowa jeśli pozwolisz... NIE MASZ ZA CO DZIĘKOWAĆ. Naprawdę. Tak jak wspomniałam wcześniej. Piszę to co myślę. Wydaje mi się, że każdy czytelnik czytający to opowiadanie i komentujący je, myśli to co ja (oczywiście mówię to co mi się WYDAJĘ), że jest to niesamowite.
      To jak opisujesz odczucia, reakcje i tym podobne, jest genialne. Osobiście nie umiałabym tak tego rozegrać.
      Jesteś silna. Nie poddajesz się. Próbujesz napisać to jak najlepiej potrafisz. A to, że nie dodajesz rozdziału to nic takiego.
      Ja piszę opowiadania "do szuflady", jak się to mówi. Stanęłam w miejscu. Od kilku miesięcy nie napisałam ani jednego słowa. Najgorsze jest to, że wiem co chcę dalej, ale nie wiem jak to opisać.
      Do czego dążę?
      Do tego, że cie podziwiam, że za wszelką cenę starasz się by było to perfekcyjne, działając z presją czytelników. (wiem powtarzam się, tak mi się wydaje). Że próbujesz pisać, ciągle i ciągle. Próbujesz trzymać się terminów.
      I jak to na tradycję przystało...
      Pozdrawiam i życzę weny!!!
      ~ Benefactor.
      PS. Przepraszam za rozpisanie się. Pewnie są to bzdury. Tak jak, że jest to wpis bez ładu i składu. I tylko zaśmiecam Ci pocztę, czy cokolwiek to jest. Pisałam to co chciałam przekazać. Ale jak mówiłam, nie umiem/nie lubię okazywać czułości nawet te najprostsze, jak okazanie zmartwienia, szczególnie pisemnie. Nie ukrywam, że zmartwiłaś mnie wpisem, że ktoś cię obraził, ale cieszę się, że zostało to rozprostowane.
      PS2. GOD! Naprawdę bardzo przepraszam, za te bzdury. Ale jak to czytam jeszcze raz, to nie mogę nic usunąć bo straci to sens przekazy jaki chcę dać.
      PS3 *I OSTATNI, Obiecuję! ;)* "Przesyłam" Ci moją siłę na następny rozdział... Tsa. Trochę zwariowane, ale chciałam dodać trochę humoru do tego, jakże beznadziejnego wpisu. :)

      Usuń
    9. Przepraszam za to wypracowanie jakie Ci zafundowałam.
      I kolejny raz Pozdrawiam ponownie!!! :)
      ~ Benefactor. - Od siedmiu boleści.

      Usuń
    10. O Boże! W żadnym wypadku nie jest to komentarz, który zaśmieca mi powiadomienia czy jest bez sensu i nie możesz za niego przepraszać. :D
      Ja mam podobne wrażenie, że posiadam za miękkie serce i chyba jestem za to w życiu realnym trochę wykorzystywana, jednak... cóż mogę poradzić?
      Mój błąd. Jesteś jedną z nielicznych, która rozmawia ze mną (oczywiście pewnie się powtórzę: co jest bardzo miłe). c;
      Jednak każdy tak myśli, ale niestety nie pisze tego. A ty piszesz i to z nawiązką dodatkowych komentarzy, za co moim zdaniem zdecydowanie należy dziękować. ;)
      Nie potrafię się odnieść do tego, że aż tak komplementujesz to co piszę. Wręcz dziwi mnie to, że mój tekst jest odbierany tak pozytywnie, bo ja go naprawdę tak nie widzę.
      No cóż, a opowiadanie piszę tak jak chcę, ponieważ... jestem sentymentalna. Ułożyłam sobie w głowie coś i chcę, aby to się spełniło. To takie trochę wychowywanie dziecka... Rośnie, rozwija się, nie zawsze jest tak jak chcę, ale kocham je i chcę, aby było jak najlepsze. Trochę dziwne porównanie, aczkolwiek pasuje mi do tej sytuacji. :P
      A co do presji czytelników - jest mi strasznie głupio, bo wiem, że czekacie, a ja ani be, ani be na żadnym z blogów. :/
      Dziękuję! :)

      Usuń
    11. Heh. To się dobrałyśmy... ;)
      Jedna będzie pozdrawiać i mówić, że nie ma za co dziękować, a Ty pochlebiasz, że komentuję i rozmawiam i dodatkowo ZNOWU dziękujesz.
      Ale cieszę się, że moje komentarze tak miło odbierasz, nawet jeśli są to wypracowania bez ładu z pewnie wieloma błędami.
      ~ Benefactor. - Od siedmiu boleści!

      Usuń
    12. Hahah, racja! Widać - trafił swój na swego. :D

      Usuń
    13. Dokładnie, Moja Droga! ;) Lepiej bym tego nie ujęła. :)
      Pozdrawiam i życzę weny!!!!
      ~ Benefactor.

      Usuń
  3. Oj nawet nie masz pojęcia jak bardzo mam ochotę… ci cos zrobić.
    Tym bardziej, że to opowiadania jest jednym z moich ulubionych a tu twoja wena cię opuszcza…
    A rozdział jest super, ale za krótki.
    Więcej nie mogę napisać, bo sama nie wiem, co tym wszystkim mogę myśleć. Jakoś tak… inaczej wyszło. No nie wiem..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba mam pojęcie i dlatego przepraszam! :( Jednak nie zmienia to faktu, że miło mi czytać, że moje opowiadanie mimo to Ci się podoba. ;)
      Inaczej wyszło? W jakim sensie? :(
      Dziękuję za komentarz! ;)

      Usuń
  4. Uważam, że jeśli każdy rozdział ma być tak fajny jak ten ,to warto trochę poczekać. Mam nadzieję że twoja wena jest gdzieś w pobliżu i więcej nie ucieknie : ). Czekam na kolejny ; )
    G.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. ;) To bardzo pochlebne słowa i jest mi strasznie miło je czytać! ;) I postaram się kolejny rozdział dodać szybciej. c;

      Usuń
  5. Ja sama jestem ateistką. No nie do końca. Wierzę w naukę i odrobinę w greckich Bogów. Myślę, że gdzieś tam są, ale nie mogę ich znaleźć -_-
    Moim zdaniem to trochę hipokryzja. Ponoć Bóg kocha wszystkich po równo, więc czemu nie homoseksualistów? Szanuj bliźniego swego jak siebie samego. Dobre żarty...
    A poza tym Bóg stworzył nas na swoje podobieństwo, więc to oznacza, że w 0,00000000001 on też jest homo.
    Ja tak zawsze brata budzę w lany poniedziałek xD
    Na wiadomość ojca napisałabym "Tak nadal jestem. Chcesz spróbować?"
    A na spotkanie z psychologiem bym nie poszła. Niech się walą.
    "Złodziejka Książek" O Bogowie, kocham ♥ Do tej pory nie miałam szansy książki przeczytać, ale film oglądałam dwa razy i za każdym razem ryczałam pod koniec.
    Ta książka pokazuje wojnę od drugiej strony, a także udowadnia, że nie wszystko jest takie jakie nam się wydaje. Np. Ci wszyscy ludzie mogliby żyć, ale amerykanie źle odczytali mapę.
    Ten tekst ze Śmiercią- starym przyjacielem kojarzy mi się Harrym Potterem ☻
    Podejrzałeś jak liże się ze swoim kumplem w łazience. Hmmm... Dlaczego cię nie lubi?
    Znam to. Siedzisz w szkole? Słoneczko. Już wychodzisz? Zimno, deszcz i grad.
    Aha.
    Ja jestem sobą kiedy jestem samotna. Lubię samotność i nie za bardzo umiem działać w grupie :/ Jak dla mnie spoko.
    Też tak mam. Robię coś, koncentruję się i nie zwracam uwagi na nikogo, a tu nagle puff! Ktoś przyłazi i mi wszystko psuje!
    Szczęśliwy szczeniaczek ♥ Jeszcze tylko uszka i ogonek ♥
    Tak btw. u mnie w lipcu będą maleństwa ^^
    Hahahha biedactwo xD
    Strasznie podoba mi się ten gif ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odnośnie moich poglądów - jestem Chrześcijanką, jednak z rzeczami nie zgadzam się z Kościołem. :(
      No cóż, moja przyjaciółka bardzo często budzona jest wiadrem wody... Ja osobiście doświadczam tego tylko czasami. :P
      Teo to mój słodki, uległy uke, a co za tym idzie nie potrafi być tak buntowniczy i postawić się ojcu. Z resztą to będzie miało swoje skutki, ale o tym potem. ;)
      Jeśli film Cię wzruszył to książka będzie dla Ciebie istną bombą! Ja - na szczęście - najpierw przeczytałam lekturę... Przeryczałam pół nocy. :( Ale akurat film mi się nie podoba, ponieważ nie ma tego czegoś co jest w książce... Jak przeczytasz to może ogarniesz o co mi chodzi, bo ja niezbyt potrafię to nazwać. ;)
      A to o Śmierci dobrze Ci się kojarzy, aczkolwiek także w "Złodziejce książek" przy śmierci pewnego bohatera było coś w tym stylu. :) Ten tekst był trochę taki "dla wtajemniczonych" hah. :P
      Wiele rozmyślań Teodora są tak naprawdę moimi rozmyśleniami, więc odnośnie samotności mam takie zdanie jak on, a z pogodą i koncentracją mam tak samo jak ty i Teo. :P
      Przyznam nieskromnie, że mi także bardzo przypadł do gustu ten gif. ;D
      Dziękuję za komentarz i miłe słowa! Pewnie ja teraz wyglądam jak szczenia... Chwila, ja nie jestem taka słodka. Uhh... W każdym razie siedzę przed ekranem laptopa i szczerzę się jak głupia! :D Dziękuję. c;

      Usuń
  6. Właśnie skończyłam czytać i muszę stwierdzić, że umiesz pisać, naprawdę. Osobiście nie mam nic przeciwko, ha jestem nawet za homoseksualizmem. Byłam wychowywana w wierze chrześcijańskiej, ale nie praktykuję i nie jestem za Kościołem. Obecnie jest czymś innym, czymś czym stanowczo być nie powinien. Tak jak ktoś wspomniał wyżej to przykład niezłej hipokryzji. I bardzo cieszę się, że poruszasz takie tematy. Naprawdę napisanie TAKIEGO opowiadania opartego na religijnych poglądach zasługuje na uznanie. Świetnie to przedstawiłaś i to w jakim stylu. Tak jak wspomniałam do samej składni nie mam zastrzeżeń, bardzo dobrze się czyta. Oby tak dalej i mam nadzieję, że uda ci się wstawiać rozdziały częściej. Czekam z niecierpliwością i pozdrawiam :) Pantera

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, komplementy odnośnie mojego pisania zawstydzają mnie. Jednakże dziękuję i za miłe słowa, i za komentarz! ;)
      Cieszę się, że temat religijny w opowiadaniu przyjął się. Obawiałam się go poruszać, nadal obawiam, bo wiem, że wiąże się to z jeszcze większą krytyką niżeli blog miałby być tylko o homoseksualistach. Jednak takie komentarze mnie naprawdę podnoszą na duchu, że moja praca nie jest bez sensu i to co piszę, jest okej. ;)
      Jeszcze raz dziękuję bardzo!

      Usuń
  7. Kiedy nowy rozdział?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie wiem. :( Liczę na to, że dodam go jeszcze w tym tygodniu!

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. Wiem, lecz rozdział jest dopiero w wersji surowej :c Szkoła i inne obowiązki nie dają mi możliwości, abym pisała. :/ Przepraszam. :c

      Usuń
  9. Hej,
    ciekawe dlaczego Fabian się tak zachowuje, Nikodem bardzo stara się być obok Theodora...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyjaśnienie zachowania Fabiana nastąpi za pewien czas ;)
      Dziękuję!

      Usuń
  10. Hej,
    ciekawi mnie czemu Fabian się tak zachowuje, a Nikodem stara się być zawsze obok Theodora...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy