niedziela, 24 maja 2015

Rozdział X

                Czas to istna abstrakcja. Czy zdarzyło Wam się zatrzymać i myśleć o nim? Pod słowem „czas” kryje się tak wiele. Wpisana w nim jest nasza historia – przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Każde wypowiedziane słowo staje się przeszłością. Należy cieszyć się teraźniejszością, a przyszłość musimy sami napisać. Czas to określenie względne. Pod tym pojęciem można określić godzinę, minutę i sekundę. Mówimy: „Nie mam czasu”, ale przecież każdy go ma tylko nie potrafimy go odpowiednio rozdysponować.
                Możemy cofać się w czasie. Wystarczy, że zamkniemy oczy i pomyślimy o tym, co się już zdarzyło. Osobiście uwielbiałem rozmyślać nad wszystkimi wesołymi momentami mojego życia, a wtedy uśmiech błądził po mojej twarzy i promieniałem. Miło jest wrócić do radości, dlatego warto cieszyć się chwilami, które zapisane w pamięci, będą podnosić nas na duchu w trudnych momentach.
                To jest jakiś absurd, że czas potrafi mijać szybciej i wolniej. Jest to okropne, że dni płyną tak prędko, a te godziny spędzone w szkole wleką się, a wtedy minuta staje się godziną, a godzina wiecznością.
                I właśnie kolejne trzy dni mojego nędznego żywota mijały mi wolno i w pełnej melancholii. Byłem obiektem kpin ze strony Laury, która co rusz śmiała się, że za chwilę zbuduję sobie fortecę z książek i będę dzielnie bronił swojego łóżka, ale cóż miałem zrobić? W nauce chciałem dać z siebie nie sto, lecz dwieście procent. Jak na razie udawało mi się to i byłem sam z siebie dumny. Dlatego też i wtorek, i środa, i czwartek minął mi bez większych wrażeń, a w te dni nic godnego zapamiętania się nie wydarzyło. Trochę pogadałem z Natem, parę razy na przerwach pogawędziłem z Wielką Czwórką, a z Feltonem dalej paplałem beztrosko na większości lekcji. Może godne zauważenia były spojrzenia Fabiana rzucane w moją stronę? Chyba tak. Taki mroźny wzrok, jakby chciał mnie zabić. Cóż, nie zamierzałem się jeszcze nim przejmować. Jeśli chciał być obrażony o imprezę i o to, co widziałem to miał drogę wolną, bo ja nie miałem zamiaru prosić o to, aby ktoś mnie lubił czy zmieniał nastawienie względem mnie.
                Na rano zawsze byłem nie do życia. Herbata nie posiadała dla mnie odpowiedniej ilości kofeiny, a kawy nie lubiłem, więc o ósmej rano straszyłem ludzi w szkole niczym rasowy zombie. Dodatkowo, aby moja aspołeczność była widoczna jeszcze bardziej, wetknąłem sobie w uszy moje małe, białe słuchawki, których kabelek kończył się podłączony do telefonu. Z radością wsłuchiwałem się w muzykę i przemierzałem schodki szkolne, aby udać się na piętro do klasy.
                Pociągnięcie mnie za plecak automatycznie zatrzymało moją osobę na półpiętrze. Odwróciłem się z zamiarem zbesztania człowieka, który ośmielił się mnie zaczepić w tak brutalny sposób i to jeszcze na rano, gdzie mój humor pozostawiał wiele do życzenia. Jednak jak mogłem strofować Aniołka, który stał przede mną, wielce rozbawiony?
- Cześć – mruknąłem, wyciągając słuchawki i zatrzymując muzykę na telefonie.
- Darłem się jak głupi jeszcze przed szkołą na ciebie, że masz zaczekać. – Wytknął mi, udając obrażonego, lecz doskonale widziałem, że Gab ma ochotę roześmiać się.
- Przepraszam, miałem słuchawki – odpowiedziałem nieco skruszony. Musiało to głupio wyglądać, skoro on mnie tyle czasu wołał, a ja go typowo zlewałem.
- Okej, okej – powiedział, po czym uśmiechnął się szerzej, jeszcze bardziej pogłębiając urocze dołeczki w policzkach. – Wołałem cię, bo mam zaproszenie na moje urodziny. Co prawda, to dopiero za tydzień, ale muszę wiedzieć ile ludzi przyjdzie. No i teraz rozdaję zaproszenia VIP.
- Znając twoje możliwości… Zapraszasz całą szkołę? – Zaśmiałem się, Gabriel sprzedał mi kuksańca w bok.
- Nie. Tylko połowę – odpowiedział w żartobliwym tonie, ale miałem chyba słuszne obawy, że jego słowa mogą być prawdziwe. - Proszę. – Wręczył mi kopertę, na której pochyłym pismem zostało zapisane moje imię i nazwisko.
- Dziękuję. Na pewno przyjdę – zapewniłem go. Przecież na przyjęcia urodzinowe wypada przyjść, zwłaszcza, że jest to jego osiemnastka!  
- W takim razie cieszę się, lecz teraz lecę rozdawać dalej! – krzyknął i tyle go widziałem, bo szybko czmychnął po schodach i rozpłynął się, nie wiadomo gdzie. A ja stanąłem przed drzwiami sali, akurat w momencie, gdy dzwonek oznajmił początek lekcji.

***

                Po szkole siedziałem na kanapie w salonie i oglądałem telewizję. Dałem sobie chwilę spokoju od nauki, więc plecak wrzuciłem do pokoju i padłem na miękki mebel, w celu odpoczynku po ciężkim tygodniu. Jednak zanim pogrążyłem się w śnie, otworzyłem zaproszenie od Gaba. Dowiedziałem się z niego, że impreza jest w sobotę o godzinie szesnastej, a następnie po przeczytaniu, odłożyłem kartkę na stolik.
                Nie dane mi było dłużej odpocząć, a nawet nie zdążyłem zamknąć oczu, gdy usłyszałem trzaśnięcie drzwiami.
- Jesteśmy! – oznajmiła od progu Lily.
- Dzień dobry! – Usłyszałem powitanie, a po głosie poznałem, że z moją przyjaciółką przylazł też Natan.
- Jestem w salonie! – okrzyknąłem. Przecież nikt normalny nie będzie się fatygował, aby iść do nich i pokazać się, prawda?
                Już po chwili moi przyjaciele wpakowali się na kanapę i włączyli telewizor.
- A Laury jeszcze nie ma? – zapytała Lils.
- Najwidoczniej. Pewnie znów się z kimś zagadała – odpowiedziałem.
- Teo, a wiesz, że ona ma chyba chłopaka?! – powiedziała z wielkim entuzjazmem. Nat tylko na jej słowa wywrócił oczami i wytłumaczył mi:
- Lily podsłuchała jej rozmowę przez telefon.
- Od razu podsłuchałam! – obruszyła się. – Po prostu… stałam obok drzwi, o! I na to wychodzi, że teraz ty musisz sobie kogoś znaleźć, Teooo. – Przeciągnęła moje imię, a ja jej słowa skwitowałem prychnięciem. Babsztyl rozejrzał się po pokoju i w końcu Lils spojrzała na stolik. – A to co to? – mruknęła, a ja od razu podniosłem się do siadu.
- Zostaw to, wiedźmo! – krzyknąłem i spojrzałem na nią, lecz już po chwili to ona trzymała zaproszenie i czytała je z wielkim zaciekawieniem. Natomiast Natan zamiast stać po mojej stronie, śmiał się z nas.
- Teoś! Ktoś cię jednak polubił! – wrzasnęła cała w skowronkach. Tym razem to ja przewróciłem oczami. – Ty idziesz znowu na imprezę?! Ty?!
- Dziękuję za wiarę we mnie. To bardzo miłe z twojej strony – odpowiedziałem ironicznym tonem.
- A może masz już kogoś na oku, co? – zapytała z uśmiechem diabła.
- Och, zamknij się już. – Westchnąłem i pokiwałem ze zrezygnowaniem głową. Następnie podniosłem tyłek z kanapy i udałem się do swojego pokoju, aby tam zażywać odpoczynku w ciszy na łóżku.
                Uśmiechnąłem się sam do siebie, wtulając w poduszkę. Nawet, jeśli Lily była taka złośliwa to niewątpliwie przypominała mi uroczego chochlika, którego kochałem. Jednakże musiałem na czas przerwać jej wir pytań, bo dobrze wiedziałem, że z takich sytuacji to ona wychodziła zwycięsko. Moja kochana przyjaciółka potrafiła rozplątać mi język i pociągnąć za niego tak, że pewnie nim bym się zorientował, to ona byłaby poinformowana na wszelkie tematy, które wolałem zachować dla siebie. A to czy ktoś mi się podoba, czy nie, było zdecydowanie jednym z wątków, o których ona wiedzieć nie powinna. Niestety, dziewczę miało skłonności do czytania dużej ilości romansideł i byłem więcej niż pewny, że zatrułaby mi życie swoją paplaniną na temat wielkiej miłości, a punktem jej honoru byłoby połączyć mnie z danym chłopakiem. A ja nie chciałem z nikim wiązać się na siłę. Czekałem po prostu na odpowiedni moment i wiedziałem, że brzmię jak beznadziejny romantyk, ale owszem, czekałem na miłość.


***

                Z krótkiej drzemki wyrwał mnie dźwięk mojego dzwonka, który poinformował mnie o nowym SMS-ie. Spojrzałem na wyświetlacz i był to mój błąd, bo od razu zamknąłem ponownie oczy. Jasne światło oślepiło mnie na moment, lecz po chwili dzielnie przeczytałem wiadomość.

Od: Nikodem
„Jesteś w domu?”

                Uśmiechnąłem się i szybko odpisałem krótkie słówko potwierdzające moją obecność w budynku. I równie szybko otrzymałem odpowiedź zwrotną:

Od: Nikodem
„A możesz wyjść?”

                Zauważyłem, że owija w bawełnę. Mógł przecież zapytać mnie o to w jednej wiadomości. Wystukałem pięć literek układających się w słowo „Jasne” i cały czas patrzyłem na wyświetlacz, póki nie zaświecił się z powiadomieniem o odpowiedzi.

Od: Nikodem
„To chodź.”

                Nie wiedziałem o co chodzi, ale jedyne co mi przyszło do głowy to wyjrzenie na ulicę. Nie kłopotałem się z zakładaniem butów, więc w samych skarpetkach otworzyłem drzwi i zrobiłem parę kroków po bruku tworzącym chodnik aż do uliczki. Zerknąłem na osobę stojącą przed płotem i oczywiście poznałem kim jest ona. Wysoki, złotowłosy… Nikodem.
- Cześć – przywitałem się, a on spojrzał w moją stronę i… zaczął się śmiać. – Hm? Coś nie tak? – dopytywałem z niezrozumieniem.
                Nikodem nadal z szerokim uśmiechem, wszedł na posesję i stanął naprzeciwko mnie. Zlustrował moją osobę i wyciągnął rękę, gładząc mój policzek.
- Spałeś? – zapytał, a ja zrozumiałem co go musiało rozbawić. Wyjrzałem na dwór nawet nie przeglądając się w lustrze. Pewnie posiadałem jeszcze lekko zamglony wzrok po drzemce, już nie wspominając o potarganych włosach i odciśniętym śladzie od poduszki na policzku.
- Mhm – mruknąłem i z niezadowoleniem przyjąłem fakt, że Nikodem wziął dłoń, która chwilę gładziła mnie po twarzy.
- Nie chcę się wpraszać, ale lepiej będzie jak wejdziesz do domu w tych skarpetkach – rzucił do mnie, a ja w momencie poczułem, że robię się czerwony jak burak. No cóż, moje skarpetki nie były szczytem męskości, szczególnie, że były w takie urocze kotki. No, ale… Kotki… To samo za siebie tłumaczyło , dlaczego je posiadałem w swoim zbiorze i nosiłem.
- Jasne, wchodź.
                Weszliśmy do środka, a trzask zamykanych drzwi do przedpokoju zwabił Lily i Nata. Mój przyjaciel łypnął na mnie jakimś takim oskarżycielskim wzrokiem, natomiast Nik był chyba zdziwiony tym, że Davies tu jest. Natomiast ja czułem się jak mistrz wprowadzania ludzi w niekomfortowe sytuacje.
- Uch… Nie wiem czy się znacie. Lils to jest Nikodem, Nik to jest Lily, moja przyjaciółka – wymamrotałem.
- Nikodem Carter? – dopytała. Nik potwierdził to ruchem głowy. – Miło mi poznać.
- Mi również – odpowiedział. Natan natomiast nie odzywał się, co mnie trochę skołowało.
- No to może my pójdziemy już do pokoju? – zaproponowałem, z nadzieją, że po prostu sobie odejdziemy. Tak, nadzieja matką głupich.
                Drzwi otworzyły się, a przez nie weszła Laura. Była cała uśmiechnięta, w skowronkach, a gdy nas zobaczyła, zrobiła głupią minę, którą zatytułowałbym „Co wy robicie w przedpokoju?”.
- Heej – powiedziała i jej wzrok utkwił się w moim gościu. – Chwila… Nikodem Carter? Model?! – zapytała i jej oczy zrobiły się wielkie jak monety. Zauważyłem, że swoją bezpośredniością zawstydziła Nika, co było na swój sposób urocze.
- Yhm, tak. – Chrząknął, próbując ukryć to zakłopotanie.
- Natan! Nie mówiłeś nic o tym, że znasz Nikodema! To w takim razie pewnie jeszcze kolegujesz się z resztą Wielkiej Czwórki, prawda? – zaświergotała w stronę chłopaka mojej przyjaciółki. Na sekundę na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenia, lecz szybko znikł pod maską obojętności na daną sytuację.
- To nie jest mój znajomy – wycedził przez zęby, a ja westchnąłem.
- Kolejny raz dzisiaj dajecie mi do zrozumienia, że jestem aspołeczną jednostką. Ponownie dziękuję za wiarę we mnie. – Zapiłem oczywiście do wcześniejszej sytuacji, gdzie Lils dziwiła się, że mam znajomych i idę w tak krótkim odstępie czasu na drugą imprezę.
- Serio? Jestem pod wrażeniem, Teo. Robisz postępy – powiedziała z zadowolonym uśmieszkiem i puściła mi oczko. Moją jedyną odpowiedzią było uderzenie otwartą dłonią o czoło w geście popularnego „facepalm’a”. Wiedziałem, że teraz żyć mi nie da swoimi domysłami odnośnie mojego kolegi.
                Niezręczną ciszę przerwał Nikodem:
- To co, Teo? – mruknął. – Ogarniesz się i idziemy?
- Tak, jasne – bąknąłem pod nosem. – Chodź za mną. - Pociągnąłem go w stronę mojego pokoju.
                Carter usiadł na moim łóżku, a ja otworzyłem drzwiczki szafy i przejrzałem się w lustrze. Odbicie od poduszki zniknęło z mojej twarzy, lecz moje włosy dalej prezentowały wolny styl życia, więc chcąc nie chcąc chwyciłem za grzebień i uczesałem się. Następnym moim ruchem była zmiana koszulki, ponieważ tą, którą miałem na sobie, musiałbym wyprasować – oczywiście było to zbyt pracochłonne jak dla mnie i wolałem zamienić ją na prostą, białą bluzkę z krótkim rękawem i jakimś nadrukiem. Trochę niezręcznie było mi przebierać się przy Nikodemie, lecz zdzierżyłem jego wzrok na sobie i zmieniłem koszulkę.
- Tak właściwie to dokąd idziemy? – zapytałem, aby zabić milczenie.
- Nie wiem. Masz jaką propozycję?
- Możemy iść po prostu na spacer. – Wzruszyłem ramionami.
- Okej. Ważne, że będę w doborowym towarzystwie. – Na jego słowa uśmiechnąłem się i wyszedłem do łazienki, aby przemyć twarz wodą i tym samym zmyć resztki snu.
                Zabrałem parę potrzebnych rzeczy, założyłem kurtkę, ubrałem buty i już mieliśmy wychodzić, gdy przypomniało mi się, że przecież powinienem o tym poinformować kogokolwiek z domowników.
                Wpadłem do salonu, gdzie na mój widok zapadła cisza. Wyjaśnienie było jedno: gadali o mnie. Westchnąłem tylko i powiedziałem:
- Idę na spacer.
- Z Nikodemem, taaaak? – zaświergotała Laura, a ja wywróciłem oczami i nie odpowiadając, wyszedłem razem z Carterem.

***

                Obawiałem się ciszy. Tego niekomfortowego milczenia, gdy nie wiadomo co powiedzieć i jak podjąć temat. Byłem jednak zdziwiony, że moje obawy okazały się zupełnie nietrafione i nasza rozmowa była również żywiołowa jak tempo w jakim szliśmy. Nikodem naprawdę był ode mnie o sporo wyższy, posiadał lepszą kondycję, a ja robiłem wielkie susy, aby dotrzymać mu kroku. Dziękowałem Bogu za to, że po chwili zatrzymaliśmy się w parku i usiedliśmy na ławce.
                Od dawna nie rozmawiałem z kimś poza mojego wąskiego grona znajomych tak luźno. W tamtym momencie byłem całkowicie odprężony, cały czas uśmiechnięty i radość wypełniała mnie od środka… Czułem to przyjemne ciepło, które rozchodzi się po ciele, gdy człowiekowi towarzyszy to uczucie zwyczajnego szczęścia. I w tamtym okresie było mi to bardzo potrzebne.
                Miałem wrażenie, że jestem wolny. Nic mnie nie ograniczało, nie myślałem o niczym innym tylko skupiłem się na rozmowie z Nikodemem. A dzięki temu mogłem śmiać się tak dużo, że rozbolał mnie brzuch. Przy okazji poznawaliśmy się lepiej – dowiedziałem się trochę o rodzicach Nikodema, o jego starszej siostrze i karierze modela. Oczywiście ze mnie trudno było cokolwiek wyciągnąć, a na sam temat o matce i ojcu spiąłem się, aczkolwiek nie chciałem dać nic po sobie znać. Miałem tylko nadzieję, że przyjdzie czas, w którym będę miał do tego złotowłosego takie zaufanie, że opowiem mu o wszystkim.
- A Gabriel określił już ile osób będzie na imprezie? – zapytałem zmieniając temat.
- No co ty. – Pokiwał głową z politowaniem. – Nawet w dzień urodzin nie będziemy wiedzieć ile osób przybędzie.
- Okej – mruknąłem. – Jeszcze muszę kupić mu jakiś prezent.
- Tylko nie wymyślaj. Dla Gaba będzie liczyć się, że jesteś – ostrzegł mnie. Nie zamierzałem szaleć, zwłaszcza, że z pieniędzmi u mnie było krucho. Rodzice od czasu wyprowadzki nie dali mi nic, a wszystko kupowałem albo ze swoich oszczędności, albo za pieniądze Hopkinsów.
                Kiwnąłem głową na potwierdzenie, że rozumiem i tę chwilę wybrał mój żołądek, aby ukazać swój bunt przeciwko braku pożywienia. Dopiero wtedy zauważyłem, że nie jadłem obiadu i jestem głodny.
- No to może zamiast siedzieć w parku pójdziemy coś zjeść? – zasugerował Nikodem.
- Nie wziąłem pieniędzy… - zacząłem tłumaczyć, ale Carter mi przerwał.
- Nie przesadzaj – wywrócił oczami – i chodź, bo padniesz mi tutaj to dopiero będzie się działo.
- No dobra – zgodziłem się. – Pod warunkiem, że następnym razem to ja będę płacił. – Nawet nie zdałem sobie sprawy, że w tamtej chwili po prostu zasugerowałem mu, że chcę się z nim ponownie spotkać. Jednak Nik to wyłapał, bo na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech, po czym odpowiedział:
- Nie ma sprawy. Masz jakieś wymagania kulinarne?
- Jeśli już musi być mięso to pierś z kurczaka. Tak poza tym to mi obojętne. – Wzruszyłem ramionami.
- No to się w tej kwestii dogadamy, bo ja nie jem wcale mięsa oraz znam fajną knajpkę, gdzie smacznie i wegetariańsko zjemy. Idziemy? – zapytał, całkiem niepotrzebnie, bo gdy tylko wstał to ja ruszyłem za nim, a resztę drogi rozmawialiśmy o wegetarianizmie, zwierzętach i wszelkich podobnych tematach, a okazało się, że mamy podobne zdanie na wiele z nich.               
                Obiadokolację zjedliśmy w małej restauracji, którą zaproponował Nikodem. Nie znałem tego miejsca, więc z ciekawością rozglądałem się naokoło i oglądałem wystrój, który był naprawdę przytulny. Było to miejsce zderzenia trzech wielkich miast – Londynu, Nowego Jorku i Paryża w jednym, aczkolwiek projektantowi naprawdę udało się to połączyć i gdy ktoś po raz pierwszy wchodził do knajpki z pewnością był tak jak ja zauroczony tak jasnym i ładnym wystrojem.
Z jeszcze większą ciekawością zabrałem się za jedzenie zamówionego dania, które okazało się naprawdę smaczne i w moim żołądku nie odgrywano żadnych serenad z głodu.
Głupio mi się zrobiło, gdy to Carter zapłacił za posiłek. Mimo, że wiedziałem o tym, że jem na jego koszt to i tak czułem się zażenowany. Naprawdę obiecałem sobie, że przy najbliższej okazji jakoś oddam mu te pieniądze, bo nie lubiłem mieć długów wdzięczności – takich denerwujących zobowiązań, inaczej kredytów, których nie można spłacić pieniężnie, lecz trzeba się wysilić, aby dać temu drugiemu to co on dał tobie. No, bo przecież Nik nie tylko wydał pieniądze, ale także dotrzymał mi towarzystwa i poprawił humor na resztę dnia.
                - Dziękuję – mruknąłem i umknąłem spojrzeniem gdzieś w bok. Staliśmy już przy furtce domu Hopkinsów, a ja czułem jak oblewa mnie rumieniec, którego tak bardzo nie lubiłem.
- Nie ma za co. – Byłem pewny, że zrozumiał moje podziękowania, które odnosiły się do ogółu. – Wiesz co?
- Hm? – Spojrzałem na jego twarz, która była zdecydowanie lepsza od kostki brukowej. Patrzyłem mu prosto w oczy i mogłem podziwiać ich głęboki, bursztynowo-złoty kolor.
- Nasze spotkanie przypomina trochę randkę, ale brakuje pewnego elementu. – Na to stwierdzenie podniosłem brew, a on tylko uśmiechnął się, jakby zadowolony ze swojego spostrzeżenia. Nie spodziewałem się tego, że moment później nachyli się ku mnie i tak po prostu cmoknie w policzek. Jeszcze zanim się odwrócił i odszedł, puścił w moją stronę oczko i dodał: - Teraz lepiej. Do poniedziałku.
- Pa – bąknąłem.
                Jeszcze stałem chwilę i patrzyłem jak idzie, a gdy zniknął za linią widoczności na ulicy, odwróciłem się i wróciłem do domu. Gdy tylko spojrzałem w lustro nadal byłem czerwony po same cebulki włosów i czułem jego miękkie usta na policzku.
                Podniosłem dłoń do kawałka skóry, który był jak sparzony pocałunkiem i wyszczerzyłem się jak głupek do swojego odbicia. I ten uśmiech nie chciał mi zejść z twarzy nawet wtedy, gdy kładłem się spać. A nawet we śnie widziałem złotowłosego modela. Mój umysł ciągle powtarzał chwilę cmoknięcia w policzek niczym mózg nastolatki, lecz… to było przyjemne. To uczucie było przyjemne. Nikodem okazał mi taką drobną czułość, jednak to wystarczyło, aby coś we mnie wzbudził - chyba wpadłem, ale nie były to sidła miłości, lecz delikatnego zauroczenia jego osobą. I nadal było to przyjemne.





***
Nie spodziewałam się, że skończę ten rozdział jeszcze dziś. Myślę, że jest to zaskoczenie nie tylko dla mnie. :P
I jak wyszło? ;) 
Pozdrawiam,
Malina

32 komentarze:

  1. Cudownie. Nawet nie wiem co napisać,a może tylko ze dziewczyny są bardzo nachalne 😊 pozdrawiam Agata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)
      Owszem, dziewczęta są nachalne, lecz raczej w ten przyjemny, przyjacielski sposób. ;) Ani Teodorowi, ani mi to nie przeszkadza. c;

      Usuń
  2. O jejku ... to było słodkie ♡ A rozdział jak zwykle genialny ; ) Czekam na następny!
    G.

    OdpowiedzUsuń
  3. O.
    M.
    G.
    AAA........!!!!!!
    O mój Boże!!! Mam Atak Fangirlu!!! ( chyba tak się to odmienia ;))
    Szczerze nie spodziewałam się zobaczyć tu nowego rozdziału. Weszłam na stronę przed lekcjami i teraz się cieszę, że nie czytałam tego podczas bo by ludzie do psychiatry zawieźli.
    Taki teraz mam uśmiech na twarzy!!!
    To było takie zaskoczenie ze strony Nika! O Gosh!!!
    Przepraszam, za mój brak elokwencji. Naprawdę, ale nie wiem co innego napisać, tak mnie zaskoczyłaś! Oczywiście pozytywnie!
    Kobieto! Uwielbiam Cię!
    Znowu się powtórzę. Twoje opowiadania są GE-NIA-LNE!!! TY jesteś genialna! Twój styl pisania jest GENIALNY!
    I tradycji stanie się zadość...
    Pozdrawiam i życzę weny!!!
    ~ Benefactor.
    PS. I się nie myliłam, że po każdej dłuższej przerwie, powstaje z Twoich rąk, coraz to doskonalsza perełka w opowiadaniu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra decyzja z tym odłożeniem czytania. Wiem jakie to emocje, gdy czyta się opowiadanie i także znam te krzywe spojrzenia, gdy uśmiecham się jak głupia do tekstów. :P
      Nik bierze sprawy w swoje ręce. ^^ Sama jestem z niego dumna, że był tak pewny siebie w swoim działaniu. Było to dość ryzykowne, jednakże dzięki temu Teo jest uśmiechnięty. <3 (Nie wiem czy to okej, że przeżywam własne opowiadanie... Trochę narcystycznie to wychodzi xdd)
      Jejku, naprawdę dziękuję bardzo. Niezbyt umiem skleić zdanie, gdy ktoś mnie komplementuje, lecz... chyba wiesz, że strasznie mnie to podnosi na duchu i ilekroć bym tego nie powtarzała, to tak jest i takie słowa mnie cieszą. :) Jeszcze raz dziękuję! c;

      Usuń
  4. Wcale twoje przeżywanie własnego opowiadanie nie podchodzi pod narcyzm. Takie jest moje zdanie, gdyż to czyni Cię odpowiedzialną osobą. Nie piszesz tego opowiadania tylko dla Nas, lecz dla siebie również. I to jest dobre.
    Zapomniałam dodać w poprzednim komentarzu (z powodu tych emocji!!!), że początek rozdziału bardzo mi przypomniał wiersz Szymborskiej...
    "Trzy słowa najdziwniejsze
    Kiedy wymamiam słowo przyszłość, pierwsza sylaba jest już z przeszłości.
    Kiedy wymawiam słowo „cisza”, niszczę ją.
    Kiedy wymawiam słowo „nic”, stwarzam coś, co nie mieści się w żadnym niebycie".
    Kompletnie nie mam czarnego pojęcia dlaczego. Naprawdę. Nie wiem. Może posłużyłaś się nim?? IDC. *i don't care :)*. Chciałam tylko tak o, powiadomić o tym moim małym spostrzeżeniu, nie wiem czy trafnym ;)
    Pozdrawiam i życzę weny.
    ~ Benefactor.
    PS. I nie proszę Cię byś przestała dziękować bo wiem, że jest to bezcelowe... (znam Cię już w jakiś tam sposób. ;) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I przepraszam, że nie napisałam tego w odpowiedzi pod poprzednim. Coś mi się pokićkało. :)
      ~ Benefactor.

      Usuń
    2. Moje opowiadania z zamysłu są pisane dla mnie, ponieważ byłam święcie przekonana, że i tak nikt tego nie przeczyta. A jednak cuda się zdarzają. ;)
      Nie miałam pojęcia o tym wierszu, więc fajnie, że mi coś takiego pokazałaś. Wychodzi na to, że moje myśli są podobne do myśli Pani Szymborskiej, co mnie cieszy (i dodatkowo schlebia) - czyli myślę coraz bardziej jak poetycko. :)
      A czytając Twój postscriptum naszła mnie taka dygresja, że ciekawe jest to jak znamy osoby, które... w praktyce są nam obce. Przecież na ulicy nie poznałybyśmy się, a jednak wiemy o sobie więcej niż niejedne znajome. :P Ale racja, jestem zbyt uparta, abym nie podziękowała Ci za komentarz! :D
      Dziękuję!

      Usuń
    3. Cóż. To prawda. Nie znamy się, ale coś o sobie wiemy.
      Wydaje mi się, (przynajmniej w moim przypadku) że łatwiej mi poznać uczucia, emocje, cechy, czytając załóżmy na to komentarz lub wiadomość. Nie wiem dlaczego, doprawdy.
      Dajmy na to moją przyjaciółkę. Gdy ze mną pisze, mogę w jakiś sposób określić czy ma podły, zwariowany, czy wściekły humor. Wiem, czy jest to sytuacja by, aż zadzwonić, bo wiem, że może będzie chciała pogadać, przynajmniej przez telefon.
      Z rozmową face to face, czasem; rzadziej, zdarza mi się to wszystko zaobserwować.
      Czytałam gdzieś, albo słyszałam (nieważne), że osobą nieznanym można powiedzieć więcej niż swojej nawet rodzinie.
      Kiedyś to uznawałam, za mit. Po kilku rozmowach z nieznanymi osobami, powoli zmieniam zdanie.
      Do czego zmierzam?
      Cóż. Sama nie wiem...
      Chyba do tego, że po kilku komentarzach, po kilku zmianach słów, można zaobserwować pewien schemat, pewne myśli oraz pewne przyzwyczajenia.
      To chyba koniec na ten czas.
      Pozdrawiam i życzę weny, jak zawsze zresztą.
      ~ Benefactor.
      PS. Przepraszam za moje "filozoficzne" podejście. A dlaczego to robię? Bo niektórych z mojego otoczenia denerwuje to, że mogę tak niektóre zdania złożyć, choć nie wiem dlaczego.

      Usuń
    4. Masz oczywiście rację. Komentarz może wiele powiedzieć o osobie i dzięki niemu możemy ją poznać (nie całkowicie, lecz w pewnym stopniu owszem) - tak jak pisałaś; po komentarzach dostrzeżemy przyzwyczajenia i schemat, w którym torują się myśli danej osoby. Wystarczy tylko być obserwatorem i analizować wypowiedzi tego kogoś. ;)
      Wydaje mi się, że jak tak po prostu piszemy to jesteśmy też bardziej szczerzy i nasze słowa pisane są lepiej dobrane niż te wypowiedziane. :)
      Osobiście kilka razy pisałam na temat problemów z zupełnie obcymi osobami - jedna rozmowa i koniec. Przy kimś takim łatwiej się otworzyć, oczywiście nie wszyscy będą tak potrafili, ale na przykład mi łatwiej pisać o tym wszystkim osobom, których nie poznałam osobiście - pewnie jest to związane z tym, że psychicznie czuję się bezpieczna, że moje słowa pozostaną u tej osoby, a nawet jeśli poda je dalej to nikt z "mojego świata realnego" nie dowie się o tym. Należy uważać na to co się pisze, lecz nie czuję tego dyskomfortu niżeli przy rozmowy w cztery oczy z kimś. I sądzę, że dlatego wiele osób zawiera przyjaźnie przez Internet (już nie mówiąc o tym, że ma to swój plus: najpierw jesteśmy oceniani za nasze wnętrze). c;
      I tutaj znowu mamy tak samo - także podchodzę do wielu rzeczy "filozoficznie". Widać to nawet po moim opowiadaniu. :D
      Tak tradycyjnie: dziękuję za komentarz!

      Usuń
    5. Całkowicie się z Tobą zgadzam... ;)
      I tradycja musi być... :)
      Pozdrawiam i życzę weny!
      ~ Benefactor.
      PS. I nie musisz dziękować bo komentowanie, czy raczej "rozmowa" to dla mnie przyjemność. c:

      Usuń
    6. Osobiście uważam, że słowem podziękowania przesyłam w dużym skrócie swoje uczucia. Nie ma słowa, które pasowałoby do tego stanu, gdy człowiek widzi, że ktoś inny docenia twoją pracę. To takie pozytywne, a zwrot grzecznościowy wyraża moją wdzięczność za ten stan, który dodaje skrzydeł (piszę bardzo często o podnoszeniu na duchu i dodawaniu skrzydeł, lecz te słowa są najbardziej adekwatne jeśli chodzi o uczucia autora, gdy przeczyta coś miłego). :)
      PS. Mam nadzieję, że zrozumiałaś coś z powyższego bełkotu, bo trudno to ubrać w zdania, ale postarałam się wyjaśnić, czemu ciągle dziękuję. ;)
      I będę Ci dziękować, bo jestem uparta i mi tego nie wybijesz z głowy. :P
      Oczywiście po raz kolejny napiszę: dziękuję! :)

      Usuń
    7. Zrozumiałam za drugim razem ;)
      Ale tak, masz rację.
      I oczywiście rozumiem twoje podejście do Słowa"dziękuję" bo ja mam taki sam do każdego aspektu kultury osobistej (dziękuję, proszę itd.) więc, okay. Ale wiedz, że i tak nie masz za co.
      Ale miło mi, że jednak te moje komentarze są odbierane w pozytywny sposób... :)
      Pozdrawiam i życzę weny, jak zawsze ;)
      ~ Benefactor.

      Usuń
    8. I tak gratuluję, że zrozumiałaś. :D
      Cóż, jest to wymiana z korzyściami dla obu osób: Tobie jest miło, że Twoje komentarze tak są odbierane, a mi jest miło, że je piszesz. ;) Ech... I mimo, że ja mam z komentarzy większą korzyść to (mam nadzieję), że Ty masz jakąś przyjemność z czytania moich tekstów (choć nie powiem, ja naprawdę lubię czytać swoje opowiadania). :D I tu bym mogła filozofować, ale nie zanudzam Cię już.
      I jeszcze raz dziękuję za wszystko, a przede wszystkim za to, że jesteś i piszesz komentarze! :D

      Usuń
    9. Postaram się być jak najdłużej się da, Moja Droga Autorko!
      Pozdrawiam i życzę weny!
      ~ Benefactor.
      PS. I nie waż się pisać, że zanudzasz mnie swoim filozofowaniem! Że zanudzasz mnie swoją odpowiedzią! To dla mnie przyjemność, czytać Twoje odpowiedzi, choć nie musisz ich pisać. To ja powinnam podziękować, że marnujesz specjalnie czas na odpisywanie mi!

      Usuń
    10. Mieć czytelniczkę, która będzie ze mną tak długo to wielki zaszczyt dla mnie. ;)
      Dziękuję. :)

      Usuń
    11. Nie przesadzajmy z tym. Masz dużo lepsze czytelniczki ode mnie. I o wiele dłużej są z Tobą.
      Ale jednak miło mi się zrobiło jak to napisałaś.
      Pozdrawiam i życzę weny.
      ~ Benefactor.

      Usuń
    12. Czytelnicy może i są, bo wyświetlenia same się nie nabijają, lecz grupa, która komentuje jest malutka, a ty należysz do tych najaktywniejszych, więc to mówi samo za siebie. ;)
      Dziękuję bardzo! ;)

      Usuń
  5. Znam to :D
    Czas jest czymś wyjątkowo pięknym i okrutnym. Daje nam szczęście by po chwili je zabrać. Daje spędzać szczęśliwe momenty z rodziną, by później kazać patrzeć nam na ich nieżywe ciała. Czasem niemiłosiernie się wlecze, a czasem pędzi jak ludzie po karpie za 1 zł.
    Pozwala nam cieszyć się wspomnieniami jednak z czasem je nam odbiera. Ja już dawno zapomniałam jak brzmiał głos czy śmiech mojego dziadka, gdyby nie jego zdjęcie nie wiedziałabym jak wyglądał. Czas jest bardzo złośliwy.
    Skup się Theo! Fabian może coś knuć. Ta mała parszywa świnia.
    Urodzinki naszego aniołka? Ej tak btw. to śmieszne, ale też mam taką postać. Takiego aniołka o imieniu Gabriel, ale mój ma rozdwojenie jaźni, bo jego matka BARDZO chciała mieć dziewczynkę...
    Uuu...18. Piwo i wódka strumieniami? Ciekawe co Theo mu kupi...
    Oglądał telewizor? To trochę nudne siedzieć i patrzeć na wyłączony telewizor... Chyba, że oglądał telewizję.
    Theo ma sobie kogoś znaleźć? Jeszcze czego XD Theo to taki bohater tragiczny wieczny Forever Alone.
    Nie lubię Lily. Tej z tego opowiadania i Lily Evans z HP. Wszystkie Lily to małe podłe mendy ;-;
    To nie przypadek! On podświadomie wie, że Nikodem jest mu przeznaczony!

    "Jesteś w domu?"
    "Tak"
    "Stoję nagi na balkonie wpuść mnie"

    To by było piękne :')
    Kotki tłumaczą wszystko (y) Chociaż bardziej przekonujące byłyby Alpaki.
    Są zajebiste, słodkie i męskie :3
    Theo... Masz wpierdziel od Natana jak tylko Nikuś wyjdzie. A Lils nie da ci spokoju xD Od dzisiaj Nikodem to twój nowy chłopak xD
    Zawstydzony Nikodem? Uuu... Brawo Laura!
    Biedny aspołeczny Theo xD Nie martw się. Ja też jestem aspołeczna. Mam uczulenie na innych ludzi.
    Hym, hym, hym. No wiesz co Theo? Oni są na dole nie rozbieraj się tak przy Nikusiu, bo jeszcze ktoś wpadnie i będzie jazda >:)
    Spacerek. Romantyczny. Nocą. Jeszcze mi powiedz, że księżyc w pełni świecił?
    Miłą pogawędka w parku? Jeszcze czego! Jestem fujoshi!
    Słodkie szczęśliwe maleństwo ♥
    Biedny Theo :C Znowu rodzice.
    Po co się określać? Niech przybędzie cała szkoła!
    To dobrze, że Gab nie jest materialistą ♥
    Moje kochanie ♥ Tak btw. też jestem wegetarianką.
    Też tego nienawidzę. Już wolę pożyczać od kogoś pieniądze (co robię bardzo niechętnie) niż wisieć komuś przysługę :/
    HA!
    Nikuś ty moja mądra myszo! Taki podstęp! Wyciągnął go na randkę i skradł całusa :3
    "Zauroczenia"? Już ja ci dobrze radzę, że masz się w nim zakochać do szaleństwa!
    Ty małe podłe...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha. Jak ja uwielbiam, gdy komentarze podsumowują każdy fragment opowiadania! :D Twój rozpierniczył system. :D
      Ej, ej, ej. Skąd mi tu wniosek, że Fabian może coś knuć? :o
      Oczywiście, alkohol obowiązkowo. I przyznam się szczerze, że nie mam pojęcia co ma mu Teo kupić... :(
      Ups. Mój błąd. Racja, muszę poprawić. c;
      Nieee. Blog może i nie jest poświęcony w 100% romansowi m/m, lecz wątek taki będzie (już jest?)! :D
      Ech... Cóż za pech, bo Lily ma imię właśnie po tej Lily Evans. D:
      To kto zdobędzie serducho Teodora się okaże za jakiś czas. I proszę mi tu nie demoralizować bohatera - on jest jeszcze zbyt niewinny, aby cokolwiek ten-teges. :'D
      Cała szkoła? Nie, będzie tylko połowa osób ze szkoły! :D
      Osobiście jako matka całego opowiadania jestem z Nikodema dumna, że chłopak zrobił tak wielki krok... Ale nic więcej nie powiem na temat mojego złotowłosego modela. Moja słodka tajemnica. <3
      I spokojnie. Na miłość przyjdzie czas. :3
      Dziękuję za komentarz!

      Usuń
    2. Ja nie umiem pisać inaczej xd
      Aj, bo wszystkie te Fabiany to takie knujące istotki... Ale jak sobie kogoś znajdą to takie urocze i kochające (Przykład: http://moonlight-secret.blog.onet.pl/ )
      Ja nigdy nie wiem co kupić znajomym na urodziny ;-;
      Ja ją kiedyś lubiłam i pisałam bloga Jily, ale... Zakochałam się w yaoi, no i...
      Ja? Demoralizuję? A skąd! Ja tylko podpowiadam ^^"
      Na moich urodzinach największa liczba osób które zaprosiłam to 10 :')
      No czemu? ;-; I ja mam czekać do następnego? *oczy szczeniaczka* Prooooooooszę!

      Usuń
    3. Fabian jest jedną z ważniejszych postaci opowiadania. Nie napiszę nic więcej, bo wiem, że jak już zacznę to nie skończę. Jednakże... Będzie się działo. ^^
      Ja osobiście uwielbiam wszelkie opowiadania, fanficki... Czytam wszystko, byleby miało ręce i nogi. :D Jednakże w yaoi się miłuję i pokochałam miłość m/m (chociaż yuri także, ale to yaoi potrafię pisać xdd).
      Podpowiadać mi nie musisz, bo co to byłby za blog yaoi bez odpowiednich scen? ^^ Jednakże na wszystko przyjdzie czas.
      No cóż. Gab jest popularnym, uroczym chłopakiem, a na dodatek modelem. To mówi samo za siebie ile osób będzie na jego osiemnastce. :D
      O kurczę, z tymi oczami szczeniaczka to trafiłaś, bo zwierzęta kocham, ale... nie mogę. :( Zepsułabym opowiadanie, a tego nie chcę. :c I przykro mi, ale punkt kulminacyjny, gdzie cała historia się rozwiąże jeszcze daleko przed nami. Jednak chociaż Nik i Teo się do siebie zbliżają. :D

      Usuń
    4. Pobudziłaś moją ciekawość! ;-; I tak go nie lubię :<
      Gabi mój skarb :') Wiesz, że mam BARDZO podobnego OC?
      Obrażam się na ciebie ;-;
      *idzie płakać w kącie*
      Wiesz co? Jutro mam konkurs-występ. Cholerne (cholera taka choroba) 8 godzin i 45 minut w Grójcu ;-; A ty mi zepsułaś humorek i będę się stresować :C

      Usuń
    5. No zobaczymy co z nim będzie. c;
      Gab jest uroczy, ale teraz ważniejszy jest Teo. Do jego postaci także wrócimy. <3
      Mam nadzieję, że konkurs poszedł Ci świetnie. ;) I wybacz, mam nadzieję, że nowym rozdziałem odpokutuję Twój popsuty humor. Została mi końcówka do napisania. :(

      Usuń
  6. Wspaniałe serio. Rozdział świetny a mój komentarz oczywiście nie w terminie. Możesz mi powiedzieć tak mniej więcej co ile pojawiają się rozdziałki, pomijam oczywiście kaprysy weny :) ? Co do wydarzeń, oj czuję, że na tej imprezie będzie się działo. No i mały przełom w relacji Nik-Teo. Przyznaję, jestem bliska uzależnieniu od tego opowiadania. Ale tak już mam jak jakieś mi się spodoba to będę wyczekiwać nowych wpisów nawet w środku nocy. Trzymaj tak dalej. ~Pantera

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ważne czy w terminie, czy nie. Liczy się, że piszesz! :)
      Naprawdę, chciałabym być tak idealna jak niektórzy autorzy, jednak... Ja nie potrafię wyznaczać terminów, planować. Jestem więcej niż pewna, że będę przepraszać za nie wyrobienie się w terminie, a to będzie trochę monotonne przepraszać Was przy każdym rozdziale. :( Z resztą mam już za co przepraszać - za to, że rzadko dodaję nowy tekst. :(
      Przyznam się, że jeszcze nie wiem co wydarzy się na imprezie. ;)
      Znam to uczucie "uzależnienia" i jeśli jesteś bliska to naprawdę dla mnie wielki komplement!
      Dziękuję bardzo!

      Usuń
  7. O M G!
    Jejku, ten rozdział był taki słodki! Od razu zauroczył mnie początek, był taki tajemniczy, życiowy, lekko psychologiczny- czyli idealnie opisywał Twojego bloga. Matko, tyle czekałam na ten rozdział i warto było! Nie mogę się doczekać imprezy u Aniołka i oczywiście dalszej przygody z dużym naciskiem na Teo x Nikodem *uśmiech diabła a'la Lily xd*
    Kurcze, to opowiadanie czyta się rewelacyjnie! Po mimo ciężkiej fabuły (tzn. smutek, problemy z homofobią u rodziców, mieszkanie u rodziców przyjaciółki, wiesz o co chodzi, taka przygnębiająca atmosferka) czyta się to lekko i po prostu niewiarygodnie dobrze. Idealnie rozłożyłaś wszystkie wątki, żaden rozdział nie nudził, ani nie był przesadzony, masz bardzo dobre wyczucie :)
    A co do treści- awwww, Nikuś jest taki słodziaszny ♥ Matko, jaki miałam zaciesz na twarzy jak on go pocałował! (nie pomijając faktu, że uśmiech na twarzy miałam już jak tylko zobaczyłam, że jest rozdział) No i nasz Teoś już coś tam czuje, coś się kiełkuje i to w tak uroczy, powolny sposób! Jestem bardzo ciekawa co wydarzy się dalej, bo z każdym rozdziałem jest coraz bardziej ciekawie i o matko zaraz zemdleję z namiaru emocji, nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak ja szybko pisze ten komentarz, ajajajjaja nie wytrzymam!!! Życzę mnóstwo weny, dużo czasu i masyyy pozytywnych komentarzy. Niecierpliwie czekam na kolejny rozdzialik :)
    Pozdrawiam cieplusio <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwsze trzy literki Twojego komentarza odpowiadają mojej reakcji na niego: OMG! :D
      Przyznam się, że te rozmyślania, które umieszczam w tekstach są po prostu moje osobiste. I cieszę się, że moje rozmyślania trafiają do czytelnika. :)
      Oj tak, będzie się działo w opowiadaniu. :)
      Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że są osoby, którym atmosfera "Pięknie złamanego" przypadła do gustu. Obawiałam się, że rzucam się na głęboką wodę z tematem homofobii i religii, lecz teraz widzę, że jest warto i dobrze zrobiłam - a jak mnie to cieszy! :D
      Wiadomo, Teo i Nik są słodcy, bo moi! :3
      Powtórzę się: oj, będzie się działo. ;) Mamy za sobą dopiero początek, więc jak będziesz tak podchodziła emocjonalnie do tego (co mi bardzo schlebia) to na pewno mi tu padniesz! :D
      Dziękuję bardzo! ;)

      Usuń
  8. Hej,
    dostał zaproszenie na urodziny Gabriela, tak wszyscy uważają za azpołeczną osobę i ten pocałunek w policzek...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej,
    świetny rozdział, o tak Theo dostał zaproszenie na urodziny od Gabriela, i tak wszyscy uważają go za aspołeczną osobę i jeszcze ten pocałunek w policzek...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy