sobota, 13 czerwca 2015

Rozdział XI

                Przeciągnąłem się na łóżku i ziewnąłem głośno. Po chwili na mojej twarzy znów malował się błogi uśmiech spowodowany wczorajszym dniem i odzyskaniem energii. Sobota zwiastowała mi bezkarne lenistwo, gdzie nikt nie mógł mi wydać rozkazu, abym coś zrobił.
                Po kilku minutach stwierdziłem, że nie zasnę ponownie, więc wstałem i zerknąłem na zegarek, który wskazywał godzinę 11:30. Ziewnąłem ponownie z myślą, że jest tak wcześnie, a ja ruszyłem się z łóżka. Poczłapałem do kuchni, gdzie zastałem Lily pijącą kakao.
- Dzień dobry – przywitałem się.
- Dzień dobry, ranny ptaszku – odpowiedziała. – Masz jakieś plany na dziś?
- Tak – mruknąłem i czekałem chwilę na jej reakcję. Od razu swój wzrok z kubka przeniosła na mnie i czekała aż będę kontynuował, więc dodałem: - Leżenie, spanie i obżeranie się chipsami.
- To żadne plany, – wywróciła oczami – więc może chciałbyś się wybrać ze mną i Natem do kina?
- A to nie powinna być wasza randka we dwoje? – Podniosłem brwi do góry, w geście zdziwienia.
                W międzyczasie chwyciłem parę kawałków chleba i zrobiłem sobie pyszne kanapki z pomidorkiem. Wbiłem więc zęby w jedną z przyrządzonych kanapek, słuchając odpowiedzi Lils.
- Bez przesady – żachnęła. – Przecież Nat nie będzie zły.
- A mówił coś o wczoraj? – zapytałem mimochodem. Wolałem wybadać grunt, aby za chwile nie okazało się, że Davies jest na mnie obrażony. Co prawda fochanie się nie leżało w jego „męskiej naturze”, lecz w końcu jednałem się z jego wrogiem –w każdym razie miałem takie wrażenie.
- Nie, nic nie komentował, więc spokojnie. – Uśmiechnęła się do mnie i chyba wiedziała dlaczego o to zapytałem. – To co, ruszysz się i pójdziesz z nami?
- Będę piątym kołem u wozu – westchnąłem.
- Marudzisz i szukasz usprawiedliwienia, aby nie iść – wytknęła mi rozbawiona Lily. Podniosłem dłonie w geście kapitulacji.
- No dobra, masz mnie – odpowiedziałem i dostałem za to pstryczka w nos. Dokończyłem ostatni kęs trzeciej kanapki i dodałem: - No, ale pójdę. I tak nie mam nic do robienia.
- Świetnie. – Klasnęła w dłonie.
                Wymieniliśmy się uśmiechami i resztę śniadania dokończyłem w przyjemnej ciszy.

***

                Po obiedzie, bliżej godziny piętnastej, przybył po mnie i Lily, Davies. Odetchnąłem z ulgą, gdy po prostu normalnie zaczął rozmowę nad tym jaki film wybieramy.
- Horror odpada – powiedziała Lily, a ja przyznałem jej w duchu rację. Nie lubiłem tego typu filmów, zawsze potem bałem się gdziekolwiek iść i wszędzie widziałem zjawy.
- Może jakaś komedia? – zaproponowałem.
- Ale komedia może być albo świetna, albo do dupy. – Skrzywił się Nat.
- To może zobaczymy najpierw co grają w kinie, a nie, wybieramy gatunek? – Lily przewróciła oczami, a ja z Natanem chętnie przystałem na jej propozycję.
                Poszliśmy pieszo do galerii, w której na piętrze znajdowało się kino. Nie mieliśmy potrzeby korzystać z środków transportu miejskiego, ponieważ z domu Hopkinsów do centrum było bardzo blisko – zdecydowanie bliżej niż z mojego domu.
- Teo, a może od razu kupisz prezent na urodziny? Co prawda impreza za tydzień, ale jak już jesteśmy tutaj, no i my – wskazała na siebie i Nata – służymy pomocą.
- Szczerze mówiąc to nie mam pojęcia co kupić Gabowi… - Westchnąłem i zajrzałem w głąb umysłu. Naprawdę nie wiedziałem. Nic mi nie świtało, aby prezent był sensowny i fajny.
- Idziesz na urodziny Gabriela – Lalusia? – zapytał Nat, a ja kiwnąłem głową na znak potwierdzenia. – Z tego co wiem to on lubi czytać. Napisz do Cartera jaką książkę możesz mu kupić, dorzuć słodycze i po sprawie. – Mówił to z obojętną miną, a na koniec wzruszył ramionami, jakby na znak, że go to niezbyt obchodzi.
- A skąd ty to wiesz? – Trochę za późno ugryzłem się w język. Natan spojrzał na mnie litościwie, lecz nie odpowiedział, więc uznałem temat za skończony.
                Usiedliśmy na kanapie, która stała po środku galerii, toteż szybko wyciągnąłem telefon i wystukałem na dotykowej klawiaturze:

Do: Nikodem
„Cześć. J Chciałbym kupić na urodziny Gabrielowi książkę, lecz nie wiem jaką wybrać. Mógłbyś mi pomóc?”

                Odpowiedź przyszła szybciej niż się spodziewałem:

Od: Nikodem
„Hejka. Świetny pomysł na prezent – Gabowi się spodoba. Ostatnio cały czas gada o tym, że chciałby przeczytać „Igrzyska Śmierci”, więc może kupisz mu tę książkę?”

Do: Nikodem
„Okej. Dziękuję bardzo za pomoc.”

Od: Nikodem
„Nie ma sprawy. J

                Uśmiechnąłem się od ucha do ucha – ponownie tego dnia.
- I co? – zapytała Lils, pijąc shake’a. Uniosłem brwi w geście zdziwienia, bo nie zauważyłem nawet, że poszła kupić sobie ten napój.
- Sprawa załatwiona. Lecimy do księgarni.
                Już po dwudziestu minutach wyszedłem z sklepu, a za mną Lily i Nat. Kupiłem od razu całą trylogię, bo jak się okazało – wychodziło to i korzystniej cenowo, i korzystniej dla Gaba, który będzie miał od razu pod ręką wszystkie książki. Zadowolony z zakupu, udałem się wraz z przyjaciółmi do kina, gdzie przegryzając popcorn, oglądałem całkiem dobrą komedię. Nie wiem czy śmiałem się z filmu, czy po prostu dlatego, bo miałem dobry humor – liczyło się to, że uśmiech zagościł na mojej twarzy na tak długo jak nigdy w ostatnich dniach.
                - Nie no, te teksty były zajebiste! – powiedział Natan. Wyszliśmy z sali kinowej i to właśnie mój przyjaciel jako pierwszy zaczął komentować obejrzaną wcześniej komedię.
- Akcja z autem była najlepsza – dodałem, a oni obydwoje pokiwali zgodnie głowami.
                Prowadziliśmy dość głośną i żywą rozmowę na temat filmu i ogółem kina. Jednak gdy wyszliśmy z galerii, nasunęło mi się pytanie:
- To gdzie teraz idziemy?
- Nikt chyba głodny nie jest, więc możemy iść albo do mnie, albo do Hopkinsów – zaproponował Davies.
- Chodźmy do mnie, jest bliżej – wypowiedziała się Lily, a ja tylko wzruszyłem ramionami w geście, że wszystko mi jedno.
                Zagadani i uśmiechnięci wróciliśmy do domu, a ja byłem pewny, że kolejny dzień minął mi przyjemnie. A jednak cały czas nie zapominałem, że na drugim końcu miasta są moi rodzice i nawet, gdy śmiałem się siedząc w salonie z całą rodziną mojej przyjaciółki – wiedziałem, że powinienem był być w tym momencie w salonie u siebie z mamą i tatą. I ta świadomość ciążyła mi na sercu jak kamień przyczepiony do nogi, który ciągnie człowieka w dół – na samo dno.

***

                Siódmy dzień tygodnia minął mi na najzwyklejszym lenistwie. Najpierw odrobiłem lekcje, lecz potem ponownie położyłem się do łóżka i obżerając się chipsami myślałem. A w moim przypadku oznaczało to powrót złego humoru i rozpamiętywanie wszystkich momentów z ostatnich trzech miesięcy mojego życia.
                Natomiast poniedziałek nie zdawał się być lepszy. Nie wspominając już o tym, że spóźniłem się na pierwszą lekcję to dzień mijał mi po prostu nudno. Prawie zasypiałem na lekcjach, a na przerwach obserwowałem ludność szkoły. Lubiłem obserwować ludzi. Mimo, że miałem coś z aspołecznej istoty to ludzie wzbudzali we mnie tak różne emocje. Nie rozumiałem tak wielu rzeczy w człowieku. Nie potrafiłem pojąć tego, dlaczego większość osób jest tak nietolerancyjna i nie potrafi zaakceptować kogoś tylko z jakiejś błahej przyczyny. Przecież każdy człowiek jest inny i to czy jeździ na wózku albo czy jest homoseksualistą nie powinno mieć większego znaczenia w relacji z nim. A ile razy przechodząc obok grupki znajomych rozmawiających trochę głośniej słyszałem obraźliwe komentarze na temat osób, których oni nawet nie znali. Czy naprawdę ludzie są tak płytcy, aby oceniać po wyglądzie i pozorach?
                Po kilku godzinach nastąpił długo wyczekiwany ostatni dzwonek. Wyszedłem spokojnie z klasy, nie spiesząc się nigdzie. Skręciłem w prawo, aby przejść obok gablotek i wyjść ze szkoły, lecz wpadłem prosto na Natana.
- Ej, a ty nie kończyłeś dziś lekcji wcześniej? – zapytałem na wstępie, lekko zdziwiony jego widokiem i nagłym zderzeniem.
- Tak, ale zgubiłem klucze, a znajomy powiedział mi, że zostały oddane do sekretariatu – wyjaśnił.
- Ach, okej – mruknąłem. – Wpadasz dzisiaj do Hopkinsów?
- Nie mam czasu.
- No dobra. - Westchnąłem. - Ja lecę, pa. – Pożegnaliśmy się i wyszedłem ze szkoły.
                Pogoda zmieniała się z dnia na dzień na coraz gorszą. Deszcz padał coraz częściej, a wiatr, który wiał, nie był już tym letnim, przyjemnym wiaterkiem. Dodatkowo liście na koronach drzew zaczęły zmieniać barwy. Akurat to zjawisko było fascynujące i uwielbiałem krajobrazy jesienne, a szczególnie spacery po lesie, gdy te liście przy drobnym powiewie wiatru spadały z drzew, których kolorowe korony kołysały się szumiąc przyjemnie. Lecz samej tej pory roku nie znosiłem. Nie dość, że wtedy dość łatwo było się przeziębić to jeszcze jesień zwiastowała nadchodzenie zimy. A zimy nienawidziłem. Ironią losu nazywałem to, że urodziłem się w styczniu, a moi rodzice nieraz opowiadali mi, że dzień moich narodzin był najmroźniejszym dniem tamtej zimy. A ja na złość zasadom byłem ciepłolubny i przy niższych temperaturach trząsłem się jak osika, a gdy termometr wskazywał stopnie na minusie, miałem ochotę owinąć się ciepłą kołderką, zrobić sobie kakao i nie wychodzić z ogrzanego domu do końca tej okropnej pogody.
                Skrzywiłem się więc, gdy stanąłem na progu szkoły, a silny podmuch wiatru przeszył mnie do samych kości. Zadrżałem, gdy poczułem to nieprzyjemne zimno.
                Naprzeciwko mnie stała jakaś grupka znajomych, którzy gawędzili wesoło. Po prawej stronie jakaś dziewczyna pewnie na kogoś czekała. Na drodze panował ruch i różne auta co chwile przejeżdżały przez przejście dla pieszych. Już miałem się na nie kierować, aby zaigrać z życiem i śmiercią, czyli spróbować przedostać się na drugą stronę ulicy nie lądując w szpitalu bądź kostnicy, gdy moją uwagę przykuła jeszcze jedna osoba, która siedziała na murku po lewej stronie. Złote włosy tej osoby nie pozostawiały wątpliwości kim jest. Podszedłem więc do Nikodema i zagadnąłem:
- Hej.
- O cześć, właśnie na ciebie czekałem. – Wyszczerzył się w moją stronę, a ja odpowiedziałem lekkim uśmiechem.
- Na mnie?
- Chciałem zapytać jak tam zakup prezentu – wzruszył ramionami – i wiedziałem, że ni wyszedłeś jeszcze ze szkoły. Nie mam nic do roboty, a wszyscy są dzisiaj zajęci.
- Kupiłem trylogię – pochwaliłem się. – No cóż, trochę na jutro jest zadane. – Skrzywiłem się na myśl o nauce. Nauczyciele nie posiadali czegoś takiego jak litość. Przynajmniej serca u nich szukać na próżno. Nie dość, że tyle musieliśmy siedzieć w tym ponurym budynku to jeszcze po powrocie do domu mieliśmy zadane tak dużo, że kolejne tyle czasu musieliśmy poświęcić na zadania domowe.
- To nie wyrwiesz się chociaż na chwilę, aby iść do kawiarni? – zapytał, a ja zawahałem się. Nik musiał zauważyć moją niepewność, bo dodał: - Chodź na ciepłą herbatkę i kawałek ciasta…
- Masz mnie – westchnąłem. – Herbata i ciasto? Zawsze. – On tylko zaśmiał się na moje słowa i ruszyliśmy w stronę kawiarni, w której już kiedyś byliśmy razem.

***

                - Na serio ten babsztyl tak się uwziął na was? – zapytałem, śmiejąc się. Rozmawialiśmy na luzie o wszystkim. Nawet nie zauważyłem, gdy z mojego talerzyka zniknął jabłecznik i wypiłem ostatni łyk herbaty, która przyjemnie mnie rozgrzała. Tym razem nie pozwoliłem Carterowi zapłacić, więc to na mój koszt jedliśmy tą ambrozję bogów i piliśmy życiodajny nektar.
- Ona ma cały czas problem z moim zachowaniem na lekcji. Ja nie widzę żadnego problemu. – Wzruszył ramionami. – No to co, Teo, zbieramy się?
- Mhm, chyba na to by wychodziło. – Kiwnąłem głową.
- Odprowadzę cię – zaproponował.
- A stąd nie masz bliżej do domu? – Zmarszczyłem brwi i udałem, że się zastanawiam, aby nie było widać mojego zakłopotania jego nadmierną uprzejmością. To naprawdę mnie zawstydzało, gdy Nikodem był dla mnie tak bardzo miły i za każdym razem czułem, że się rumienię.
- Daj spokój. – Uśmiechnął się szerzej. – I tak nie mam nic takiego do robienia, a ty musisz się uczyć.
- Ja muszę się uczyć? – Podniosłem brew w geście zdziwienia. – To chyba ty piszesz za parę miesięcy maturę.
- Dopiero za parę miesięcy. Jeszcze mam dużo czasu na naukę. – Wątpiłem w jego słowa, acz nie komentowałem już ich i nie ciągnąłem tematu edukacji.
                Już parę razy Nikodem odprowadzał mnie pod dom. Za każdym razem było to bardzo miłe z jego strony. Sam nie mogłem uwierzyć, że w tak krótkim czasie aż tak bardzo go polubiłem, a on zdawał się lubić mnie. W moim zwyczaju nie leżało zaprzyjaźnianie się z nowymi ludźmi i choć ich poznawałem to nigdy nie wgłębiałem się w żadne relacje. Moimi jedynymi prawdziwymi przyjaciółmi byli Lils i Nat, więc nie sądziłem, że moja aspołeczna skorupka pęknie i zakoleguję się z Carterem. A jednak tak się stało.
                Pożegnaliśmy się. Tak jak miałem w zwyczaju, patrzyłem jak Nik odwraca się i oddala. A gdy już zaszedł dość daleko, wszedłem do domu i przywitałem się z domownikami. Nie miałem nic ciekawego do robienia – zjadłem obiad, odrobiłem lekcje i spojrzałem jeszcze w inne podręczniki, aby być na bieżąco z tematami. W domu Hopkinsów nie da się nudzić. Wraz z wujostwem, Lily i Laurą obejrzeliśmy teleturniej w telewizji przy czym wybuchały typowe, rodzinne kłótnie zakończone słowami „Wiecie może gdzie są ciasteczka?”. Ciocia Irma odpowiedzi na to pytanie nie uzyskała, a złodziej ciasteczkowy nie został znaleziony. 
                Potem wziąłem gorącą kąpiel, aby następnie położyć się i zasnąć snem niewinnego, wyczerpany po całym dniu szkolnym. Coś mi się śniło, lecz nie pamiętałem dokładnie o co chodziło w tym śnie. Jednak byłem pewny, że byli w nim wszystkie ważne dla mnie osoby, a co najważniejsze – wszyscy byliśmy uśmiechnięci i szczęśliwi. Czasami chciałbym, aby moje sny stawały się rzeczywistością.




***

Hej! 
No cóż, w rozdziale Teo dopiero zaczyna rok szkolny pełną parą... biedaczek. Postanowiłam opisać też właśnie takie typowe, nudne dni. Trzeba jakoś zbilansować ilość imprez, bo w rozdziale XII będą urodziny Gabriela. :D
No i takie małe wtrącenie odnośnie trylogii "Igrzysk Śmierci". Ojejku, jaka jestem podjarana zwiastunem "Kosogłosa cz.2"! :D Czy są jacyś Trybuci na sali?
Ponarzekałabym Wam tutaj trochę odnośnie moich ostatnich masakrycznych zdarzeń dotyczących nietolerancji, ale już naprawdę mam dość. Teksty moich "znajomych" dobijają mnie i każda ich głupota to nowy gwóźdź do mojej trumny. Nie wiem, ale odnoszę wrażenie, że jestem poza ich poziomem intelektualnym czy coś w tym stylu. :(
O drugiej w nocy zebrało mi się na marudzenie Wam tutaj. Wybaczcie.
Pozdrawiam, 
Malina
P.S Wiecie, że główny blog Opowiadania - Harry Potter prowadzę już ponad rok?! :DD

16 komentarzy:

  1. O ludzie!
    Właśnie wchodziłam na stronę by napisać (prosić Cię) byś już dodała nowy rozdział...
    A tu?!
    Jest!
    Ludzie. Czytasz mi w myślach? ;)
    Tak, jestem fanką Igrzysk!
    Osobiście czytałam tylko dwie części po dwa razy, bo za trzecią nie mam siły się zabrać. Nie mam pojęcia dlaczego.
    Chyba dlatego bo mam świadomość co tam będzie... Ta niektórzy mi zaspojlerowali (idk, jak się to pisze), niestety.
    A co do samego rozdziału.
    Jest boski. Nawet jak według Ciebie jest nudny, to czasem potrzeba takiej odskoczni id imprez itd.
    Bardzo się cieszę, że dodałaś go.
    A co do tekstów Twoich "znajomych".
    Nie przejmuj się. Zagryź zęby, podnieś głowę do góry i idź dalej.
    I dla mnie możesz marudzić. Czasem potrzeba się wygadać nawet jak są to narzekania, bzdury, czy po prostu słowa bez ładu i składu, które tylko Ty zrozumiesz.
    I tradycyjnie...
    Pozdrawiam i życzę weny!
    ~ Benefactor.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wieeem, mam świadomość, że piszę to opowiadanie tempem ślimaka. Chociaż ślimak mógłby się za to stwierdzenie obrazić. D:
      Niestety, trzeba by było się zamknąć w czterech ścianach, aby nie wiedzieć co będzie w kolejnych częściach czegokolwiek. :( Wszędzie spoilery. :(
      To dobrze, że rozumiesz dlaczego dodałam taki rozdział. :) Cieszę się, że został on zaakceptowany. :P
      No cóż. Komentarze mnie nie dotyczą, lecz ileż mogę słuchać o tym, że "dobrze osobom homo, że są prześladowani" albo tekst mojego kolegi: "Chciałem obejrzeć 'Salę samobójców', ale jak się dowiedziałem, że to o pedałach to już nie chcę". No to człowieka krew może zalać! Ich głupota aż mnie boli. D:
      Dziękuję bardzo!

      Usuń
    2. Eh... No bez przesady. Znam blogi co nawet po kilku miesiącach dodają (czyt. 3-6), więc to nie jest źle ;).
      Mnie również krew zalewa, gdy słyszę, że pedały to i pedały tamto. Ludzie! Nienawidzę tego!
      Albo najgorsze jest uczucie, gdy ktoś obraża zespól, którego słuchasz, aktora, którego uwielbiasz, parring, który czytasz!
      Eghr....!
      To, że mają inną orientację, to nie znaczy, że trzeba się od niego odsuwać, jak od chorego zakaźnie!
      Eh...
      Przepraszam za mój wybuch, ale ten temat jest dla mnie dość... Wrażliwy.
      Bo nie rozumiem ludzi, którzy ich obrażają.
      Tak samo z religią. Albo z pochodzeniem.
      W mojej klasie jest taki gościu co uważa, że Żydzi to mordercy, czy jakoś w ten deseń.
      Tak sami z Rumunami. Że niby oni zawsze kradną.
      Eh...
      To jest patrzenie ze względu na stereotypy.
      Tak samo z Historia. Chodzi o nazizm, faszyzm itd.
      Chyba wiesz co mam na myśli.
      Nie będę ciągnęła tego tematu, bo do pisania jest dużo, a do mówienia jeszcze więcej.
      Chodziło mi o to, że w każdej grupie społecznej, w każdym mieście, w każdym państwie jest taki sam problem z tolerancją inności.
      Świąt próbuje z tym walczyć, różnymi akcjami, programami.
      Ale niestety nic nie poradzimy na to.
      Nawet kłótnie z tą osobą, wytłumaczenie jej, że niczym się nie różnymi od innych jest jak walka z wiatrakami.
      Każdy ma prawo mieć swoje zdanie (nawet to głupie), swój styl, swój gust.
      I na tym o to zdaniu skończę mój beznadziejny komentarz, który jest tylko częścią z całości o moim stosunku do tego tematu.
      Pozdrawiam i życzę weny!
      ~ Benefactor.
      PS. Przepraszam za moje wypociny.
      PS2. Oraz za długość.

      Usuń
    3. PS3. Przepraszam za błędy ortograficzne, ale jestem na telefonie.
      Jeszcze raz pozdrawiam i życzę weny!
      ~ Benefactor.

      Usuń
    4. Ale i tak jestem fatalna w planowaniu, gdyż widzę jak niektórzy autorzy potrafią podać dokładną datę i dotrzymują terminów... Tylko zazdrościć. :( Ale przynajmniej wiem co będzie w następnym rozdziale, więc tylko muszę to przelać z głowy do Worda! ;D
      Ja także tego nie rozumiem. Nie rozumiem ludzi. Nietolerancji. Dużo na ten temat myślę i im więcej myślę tym mniej wiem, naprawdę. Nie potrafię pojąć jak człowiek może być tak sprzecznym istnieniem: mówi o pomocy, miłości bliźniego i innych pierdołach, a sam mówi tak straszne rzeczy. Jak można życzyć drugiej osobie, aby spotkało ją czegoś złego? Ja osobiście nie potrafię tak powiedzieć do wroga, a co dopiero mówić tak o nieznanych mi osobach. A oni potrafią skreślić kogoś, bo coś im w ich postaci nie pasuje. To straszne i tragiczne, a wręcz nie mogę uwierzyć, że żyję wśród takich ludzi. :(
      Nie musisz za nic przepraszać. :) Osobiście cieszę się, że są jednak ludzie, którzy mają takie podejście do tego jak ja, a niestety, mam wrażenie, że jest ich niewiele (w każdym razie w moim otoczeniu).
      Dziękuję!

      Usuń
    5. Przelać myśli na papier (w tym przypadku Worda) jest ciężkim orzechem do zgryzienia. Przynajmniej w moim wypadku. Wiem co chce napisać, o czym, ale za kij nie mogę tego OPISAĆ.
      Eh...
      Więc rozumiem (po części).
      Nie dużo jest takich osób, niestety, ale ważne, że ci, którzy są, próbują z tym walczyć.
      Niestety nie ma skutków, które widać, które zmienią nastawienie ludzi do nietolerancji. Nad czym ubolewam.
      Ale nie możemy nic poradzić, za co pluję sobie w brodę. Za to, że jestem bezsilna, a ja nienawidzę tego uczucia.
      Czasem mam ochotę płakać nad głupotą ludzi. Naprawdę.
      Ale co ja mam jeszcze Ci pisać, jak Ty sama napisałaś, że jesteś tego świadoma? Że myślisz jak ja?
      Eh...
      Dobra. Kończę mój kolejny bez sensowny komentarz.
      Pozdrawiam, pozdrawiam i jeszcze raz pozdrawiam oraz życzę mnóstwo czasu oraz weny!!!
      ~ Benefactor.
      PS. Przepraszam za błędy, które mogły mi się napatoczyć przy okazji!
      Pa!

      Usuń
    6. U mnie najciężej jest zabrać się do pisania. Zawsze zrobię to i tamto, a i jeszcze to i nagle okazuje się, że nie mam czasu ani chęci. ;c Ale chcę zdążyć i dodać rozdział w moje urodziny (oraz przy okazji w urodziny Nikodema). :D Mam nadzieję, że mi się to uda.
      Racja, bezsilność jest najgorsza. :(
      Dziękuję bardzo! Weny nigdy nie jest za mało. :P
      I naprawdę, przestań przepraszać za błędy, bo mi to nie przeszkadza. Sama robię czasami takie, że aż wstyd potem mi jest się przyznać, że coś tak głupiego napisałam. ;P No i Twoje komentarze mają sens. c;

      Usuń
    7. Oh Dziękuję bardzo.
      Postaram się nie przepraszać. Ale będzie to trudne, bo według moich znajomych mam do tego tendencje. Cóż, niestety taka prawda.
      I nie przejmuj się jak nie dodasz rozdziału.
      Po twoich predyspozycjach do zaskakiwania, warto czekać. ;)
      Pozdrawiam i życzę weny!
      ~ Benefactor.
      PS. I jeszcze raz dziękuję. :)

      Usuń
    8. No cóż. Akurat pod tym względem różnimy się - mi bardzo trudno przychodzi mówić "przepraszam". Zazwyczaj dlatego, że jest to dla mnie słowo na wagę złota i jak je mówię to wypowiadam je w 100% tak czując. Oczywiście nie mówię, że ty wypowiadasz/piszesz je nieszczerze, lecz jakoś mi przeprosiny ciężko przychodzą. D:
      Rozdział chcę dodać, jednakże mam chęci, a to jest na plus u mnie. :P A czy Was zaskoczę? Nie potrafię tego stwierdzić. :o
      Dziękuję bardzo! ;)

      Usuń
  2. O jejku, ale przyjemny rozdzialik. Fajna atmosferka, ale zmartwiło mnie to, że mało było tutaj Nikodem x Teo (TAK, TAK WIEM, JESTEM NIECIERPLIWA, UGH, TO MOJA NAJWIĘKSZA WADA) No, ale mimo wszystko bardzo mi się podobało. Biedny Teoś będzie musiał się uczyć...może by tak spotkał się z Nikusiem na jakąś wspólną naukę, czy coś? Fajnie by było :P
    Pozdrawiam ciepło i życzę dużo czasu i weny na pisanie :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wielką nadzieję, że dotrwasz do końca tego opowiadania bez chęci mordu na mnie, bo akurat ich relacja będzie się ciąąąągnąć. A z resztą co ja będę Ci opowiadała? Sama zobaczysz. :D
      Spokojnie, moi chłopcy znają się dopiero niecały miesiąc. ;) Wszystko mam rozplanowane w czasie, a nawet pochwalę się, że wyznaczyłam ostatnio dwie ważne daty na które pewnie większość z Was czeka. 8) *pozostawiam domysły czego te daty mogą dotyczyć*
      Może się spotkają, może nie. :D Pożyjemy, zobaczymy.
      Dziękuję bardzo!

      Usuń
  3. Świetne opowiadanie! :D Takie prawdziwe, bardzo łatwo utożsamić się z głównym bohaterem i wczuć w jego sytuację. Będę zaglądała regularnie, już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału...
    Powodzenia z pisaniem, odwalasz kawał dobrej roboty!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wyobrażasz sobie jaką radość sprawiasz mi pisząc ten komentarz. ;) Dziękuję bardzo! :D

      Usuń
  4. Hej,
    rozdział spokojny, Nikodem często kręci się obok Theo, czyżby naprawdę był nim zainteresowany...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej,
    cudnie, spokojnie, coś Nikodem bardzo często kręci się obok Theodora, czyżby naprawdę był nim zainteresowany?
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy