piątek, 19 czerwca 2015

Rozdział XII

                Z wysuniętym językiem zapisałem pięknym, kaligraficznym pismem życzenia i podpisałem się pod nimi. Poczekałem aż tusz długopisu wyschnie i zamknąłem kartkę, a następnie przyglądałem się jej. Zawsze ceniłem sobie pocztę i podobało mi się wysyłanie listów. Posiadałem nawet mały zbiór korespondencji, którą wymieniałem się za czasów dzieciństwa z Lily i rodziną, a najbardziej dumny byłem z tych listów od ukochanej babci, które trzymałem już tyle lat, a których treść znałem niemalże na pamięć. Dlatego też Lils nie zdziwiła się, gdy wchodząc do mojego pokoju zauważyła, że pakuję urodzinową kartkę.
- Szykujesz się? – zapytała, rzucając się na łóżko.
- Mhm.
- Mamy co liczyć, że wrócisz przed północą?
- Przyjaciółko - westchnąłem. - Ja idę na dużą imprezę, gdzie będzie tłum ludzi. Wierzysz w to, że wytrzymam tam długo?
- Ej, no, Teo! Trochę wiary w siebie! Ludzie nie są tacy źli, wiesz? Nie ugryzą cię, - wyszczerzyła się w moją stronę - no, chyba, że będziesz tego chciał.
- Lily! - krzyknąłem oskarżycielskim tonem. Dopiero po chwili zrozumiałem jej aluzję. - O co ty mnie posądzasz?!
- Dzieci z tego nie będzie - mówiła niewzruszonym tonem, a w międzyczasie przyglądała się swoim paznokciom.
- Lily! - upomniałem ją, a ona tylko się zaśmiała.
- Przecież wiesz, że nie pozwoliłabym cię tknąć.
                Powróciłem myślami parę lat wstecz. Z Lily znałem się od małego i był to czysty przypadek. Po prostu Irma spacerowała z różowym, grubym niemowlakiem, którym była moja przyjaciółka, w parku, w którym także spacerowała moja mama ze mną. Rodzicielki złapały wspólny język i stało się tak, że młodsza ode mnie o trzy miesiące Lils po prostu wychowywała się ze mną. Zaczynając od nauki chodzenia i mówienia po piaskownicę, przedszkole, szkołę podstawową i gimnazjum - byliśmy razem. Chyba w wieku sześciu lat wpadliśmy na pomysł przedstawiania się jako rodzeństwo i nasza opiekunka z przedszkola prawie nam uwierzyła, zważywszy na fakt, że zawsze odbierała nas tylko jedna osoba - zazwyczaj ciocia. Było wtedy niemałe zamieszanie, bo skąd dwa małe aniołki mogłyby kłamać?
To z Lily pierwszy raz się całowałem i to z nią odwalałem najgorsze cyrki. Ta dziewczyna bardziej mnie demoralizowała niż ja ją. Jako prawdziwi przyjaciele, a wręcz rodzeńciele (słowo wymyślone przeze mnie w wieku lat ośmiu, aby nazwać relację między mną, a Lily - przyjaciele i rodzeństwo), składaliśmy sobie obietnice i powierzaliśmy sekrety. Jedną z takich „obietnic na paluszek” miała miejsce po nieudanej lekcji o wychowaniu do życia na której dowiedzieliśmy się o seksie. Wtedy przyrzekliśmy sobie z Lily, że my „nigdy tego nie zrobimy” ani „nie pozwolimy, aby ktokolwiek nas tknął”. Naprawdę, nie wiedziałem skąd we wczesnej młodości mieliśmy tak pełno głupot w głowie i zastanawiałem się czy wszystkie dzieci są tak niemądre w okresie dzieciństwa, czy po prostu był to wpływ „co dwie głowy to nie jedna”. Nigdy nie uzyskałem odwiedzi na to pytanie, ale byłem pewny, że głupota nie wyparowuje z wiekiem, bo mieliśmy na karku lat szesnaście i dalej byliśmy tak samo głupi, no, może trochę wzbogaciliśmy się o wiedzę szkolną (przynajmniej w moim przypadku).
                - Ej, słuchasz mnie? - W tym samym momencie oberwałem poduszką w głowę.
- Hm? - mruknąłem, dopiero co wyrwany z zamyślenia.
- Odpłynąłeś.
- Wiem, przepraszam - burknąłem nieszczere przeprosiny. - Zastanawiam się w co się ubrać. - Westchnąłem, a Lily otaksowała mnie spojrzeniem. Następnie zamrugała szybko, otworzyła usta, aby coś powiedzieć, zamknęła je i po chwili w końcu wydobyła z siebie odpowiedź:
- Odkąd powiedziałeś mi, że jesteś gejem coraz bardziej zauważam w tobie takie cechy.
- Ale, że gej to od razu laluś?! - obruszyłem się, ale po chwili zamarłem. Lily zaśmiała się zwycięsko.
- Ha! Sam się do tego przyznałeś!
- Nie jestem lalusiem - wyparłem się i czułem jak moje policzki robią się czerwone. Czy ja chociaż raz nie mogę przy niej ugryźć się w język? - pomyślałem niezadowolony.
- Niech ci będzie, że nie jesteś, - wzruszyła ramionami - ale musisz koniecznie ubrać czarne jeansy i tę koszulę w niebiesko-wiśniową kratkę. Dorzuć swoją skórzaną kurteczkę i Adidasy to może w końcu będziesz wyglądał jak człowiek z tym mopem na głowie.
- To nie mop tylko loki, które żyją własnym życiem. – Rzuciłem jej spojrzenie pełne jadu i urazy.
- Dobra, dobra, ale lepiej spakuj do końca ten prezent i szykuj się, bo masz półtorej godziny - powiedziała.
- Szlag! Nie zdążę! - syknąłem, a Lily zaczęła się ze mnie śmiać. Jednakże musiałem jeszcze dość pieszo na obrzeża miasta, gdzie miała być impreza, a byłem pewny, że zajmie mi to niecałą godzinę.
                Z pomocą przyjaciółki, która wyprasowała mi moją bawełnianą koszulę i spakowała do końca prezent, gdy ja ogarniałem się, dwadzieścia minut później wyruszyłem pieszo na osiemnastkę Gabriela z nadzieją, że będę się dobrze bawił.

***

                Impreza odbywała się w sporej sali restauracji. Dotarłem punktualnie na miejsce, gdzie przy drzwiach stał Gabriel i witał wszystkich przybyłych. Chyba także próbował kontrolować ilość osób, co szło mu raczej marnie.
- Teo! – wykrzyknął na mój widok.
- Hej, Gab. Wszystkiego najlepszego. Spełnienia marzeń – powiedziałem, a ku mojemu zdziwieniu, blondynek zamiast podać mi rękę, po prostu mnie przytulił. Odwzajemniłem krótki uścisk, a potem podałem mu prezent. – Proszę.
- Dziękuję bardzo za życzenia i prezent, ale naprawdę nie musiałeś – powiedział, a ja byłem pewny, że mówi to szczerze.
- Nie ma za co. Mam nadzieję, że ci się spodoba. – Wymieniliśmy się uśmiechami, a potem Gab tulił już jakieś dziewczyny, które obcałowywały jego policzki i czochrały włosy, śmiejąc się i składając mu głośno życzenia.
                Wszedłem do środka i rozejrzałem się po tłumie zgromadzonym w sali. Ludzie w większości ubrani byli z klasą i nie byłoby w gościach nic dziwnego oprócz faktu, że wielu z nich wyglądało na znacznie starszych. Zauważyłem mężczyzn i kobiety, które wyglądały na ponad trzydzieści lat. Gdzieś w tłumie mignął mi nawet Ed, który otworzył mi drzwi domu Cartera podczas ostatniej imprezy. Rozmawiał on z wysokim mężczyzną o śniadej cerze i czarnych, krótkich włosach. Wyglądał na jakiegoś obcokrajowca, choć w tłumie przewinęło mi się parę osób, które na pewno nie pochodziły stąd. Zastanawiałem się dłuższą chwilę skąd, do diabła, Gab może znać tych wszystkich ludzi?!
                Całkiem nieświadomie rozglądałem się i szukałem złotych włosów. W końcu mój wzrok zatrzymał się na Nikodemie, który rozmawiał z trzema dziewczynami ze szkoły. Nie miałem ochoty poznawać koleżanek Cartera, lecz był on jedyną osobą do której odważyłem się podejść i zagadać, więc ruszyłem w jego stronę.
                Przywitałem się z nimi i poznałem trzy niewiasty, których imion i tak nie zapamiętałem, a może nawet nie starałem się zapamiętać.
- No i jak? – zapytał Nikodem i całkowicie zignorował natrętne dziewczyny, które wręcz na siłę ciągle próbowały go oderwać od rozmowy ze mną. Strasznie mnie to wkurzało.
- No cóż… Sporo osób. Nie znam prawie nikogo. – Podrapałem się po głowie.
- Ja znam większość. Pewnie kojarzysz osoby ze szkoły, a reszta to ludzie z agencji modeli i modelek, fotografowie i inni. Może akurat ktoś cię zauważy i zaproponuje współpracę.
- Ja jako model? – zaśmiałem się. – No co ty. Jestem za niski.
- Na wybieg się nie nadajesz, ale jesteś przystojny – mruknął, a ja czułem jak oblewa mnie rumieniec. Przegryzłem wargę i uciekłem wzrokiem gdzieś w bok. – Mógłbyś pozować do zdjęć.
- Moje ciało nie nadaje się do fotografowania.
- Mięśnie da się wyrobić.
- Nie z moim lenistwem.
- Szukasz wymówek, Teo – wytknął mi, a ja wypuściłem głośno powietrze i wzruszyłem ramionami.
- Może – odpowiedziałem, a Nik zaczął się ze mnie śmiać.
                Spojrzeliśmy na siebie i w tym samym momencie błysk flesza zamroczył mnie. Spojrzałem w kierunku osoby, która zaatakowała nas aparatem.
- Gabriel, no nie! – jęknąłem.
- Ustawcie się do zdjęcia – rozkazał nam.
- Po co? – jęknąłem ponownie.
- Chcę mieć wasze wspólne zdjęcie – oznajmił głosem nie znającym sprzeciwu. Nie wiem skąd w takim grzecznym chłopcu wzięło się tyle siły, aby wydawać tak stanowcze rozkazy.
                Kolejny raz zrobił nam zdjęcie obok siebie, a gdy trzeci raz błysnęła lampa, poczułem w pasie rękę Nikodema. Przyciągnął mnie bliżej siebie, tak, że opierałem się o jego bok. Byliśmy blisko siebie, uśmiechnięci, a Gab zrobił nam jeszcze kilka zdjęć. 
                Sesję przerwał mu nieznajomy mężczyzna, który go zagadnął. Żałowałem, że nie słyszę co mu powiedział na ucho, gdy blondynek wybuchnął śmiechem i odpowiedział mu głośno:
- Spójrz tylko w tamtą stronę i sam sobie odpowiedz. Nie radziłbym nawet próbować.
                Mężczyzna zerknął na nas i powiedział coś jeszcze solenizantowi na ucho.
- Możesz spróbować.
- Teodor? – zwrócił się ku mnie. Spojrzałem na niego zdziwiony i poczułem, że ręka Nikodema na mojej talii wcale nie puszcza, lecz wzmacnia uścisk. Nie przeszkadzało mi to, ale Nik przyciągnął mnie jeszcze bliżej do siebie przez co z ledwością mogłem się skupić na rozmowie z nieznajomym, bo czułem na plecach ciepło jego klatki piersiowej promieniujące przez materiał błękitnej koszuli.
- T-Tak?
- Jestem fotografem. Demetrio Salerno. Chciałbym ci zaproponować sesję u mnie. Byłbyś zainteresowany? – zapytał, a ja analizowałem jego słowa.
- Nie wiem. Raczej nie – odpowiedziałem niepewnie.
- Jakbyś się namyślił to daj znać. – Podał mi prostokątną tekturkę, która okazała się być jego wizytówką. – Bardzo chętnie cię sfotografuję – powiedział i po prostu poszedł w drugą stronę.
- Sfotografuje – parsknął pod nosem Nik, jednak tego komentarza raczej miałem usłyszeć, choć dotarł on do moich uszu.
                Gabriel został odciągnięty od nas przez jakiś ludzi, więc chwilę staliśmy tak z Nikodemem, aż w końcu nabrałem powietrza i zapytałem:
- Nik, może… Puściłbyś mnie?
- Och! Tak, jasne! Przepraszam – powiedział i odsunął się ode mnie. Nie czułem już jego ciepła, a na dodatek obydwoje zmieszaliśmy się. Musiałem przyznać, że w jego ramionach było mi naprawdę przyjemnie.
                Wymieniliśmy się uśmiechami i Carter zaproponował, abyśmy podeszli do jego znajomych. Po chwili poznałem większą grupę osób i w większości słuchałem o czym rozmawiają, a czasami wtrącałem coś od siebie. Okazało się, że nie są oni aż tacy źli i naprawdę dobrze rozmawiało się w większej grupie. Śmialiśmy się, opowiadaliśmy dowcipy, dyskutowaliśmy. Czasami ktoś kogoś zaprosił do tańca. Kiedy kolejna para ruszyła na parkiet, Nikodem schylił się ku pewnej brunetce i byłem pewny, że poprosi ją do tańca. Myliłem się. Dziewczyna pociągnęła mnie za rękę i powiedziała przekrzykując muzykę:
- Chodź, zatańczymy!
- Nie, serio! Ja nie umiem! – broniłem się bezskutecznie.
                Po chwili wirowałem na parkiecie obok Gabriela, który tańczył z jakimś mężczyzną i obok jakiś nieznanych mi osób, które dobrze się bawiły. Jedni byli bardziej upojeni alkoholem, drudzy mniej. Każdego twarz rozpromieniona była od uśmiechu, a przede wszystkim solenizant bawił się wybornie, co było widać po świecących się z radości oczach. Na ten widok i ja uśmiechałem się, a gdy tylko natknąłem się na wzrok Cartera – pokazałem mu język i demonstracyjnie odwróciłem się od niego. Sam nie wszedł na parkiet, wręcz nie ruszył się z miejsca, a mnie wyciągnął. Jednak tak naprawdę nie miałem mu tego za złe. Cieszyłem się, że przekonał tę dziewczynę i zaciągnęła mnie do tańca, ponieważ tym samym widać było, że zależy mu na tym, abym się dobrze bawił. Cały czas zwracał na mnie uwagę, przyniósł mi nawet sok do picia. Musiałem przyznać, że to było naprawdę miłe.
                Gdy spojrzałem na zegarek, zbliżała się godzina 23:00. Postanowiłem trochę się przewietrzyć, więc wyszedłem z tłumu gibiących się osób, w większości już upojonych alkoholem. Na dworze panował przyjemny mrok, który rozświetlała lampa stojąca na parkingu obok oraz gwiazdy z księżycem, który krył się za cienką powłoką chmur. Chłodny wiatr owiał moje czerwone policzki, uspakajając mnie. Odetchnąłem trochę od zabawy i głośnej muzyki, która nadal dudniła mi w uszach.
                - Przeziębisz się. – Usłyszałem, a potem Nik podszedł do mnie i zarzucił mi na ramiona moją kurtkę.
- Dzięki – mruknąłem i ubrałem ją bez sprzeciwów. Miał rację, mogłem zachorować, ponieważ rozgrzany wyszedłem na dwór, gdzie było naprawdę chłodno. Tegoroczna jesień zapowiadała mroźną zimę.
- Nie ma za co.
                Słyszałem jak szuka czegoś w kieszeni, a następnie wyciąga coś i otwiera. Spojrzałem na niego. Stał obok mnie z paczką papierosów i jednym włożonym już w usta.
- Palisz? – zapytałem z lekkim zniesmaczeniem.
- Tak, czasami. Nie jestem nałogowcem. Przeszkadza ci to?
- Nie pal – poprosiłem. – Nie lubię patrzeć jak ludzie niszczą swoje zdrowie na własne życzenie.
                Odwróciłem się w stronę mojego rozmówcy, a on skinął głową i schował go z powrotem do paczki. Patrzyłem na niego z lekkim uśmiechem, który on także odwzajemnił. I w tamtej chwili zatapiając się w jego bursztynowych tęczówkach i przenosząc wzrok na usta, miałem ochotę go pocałować. Zawahałem się przed zbliżeniem do niego, lecz w tej chwili to Nikodem przysunął się do mnie. Stanąłem na palcach, aby dosięgnąć swojego celu, a on w tym momencie ułożył swoje ręce na moich plecach, przytrzymując mnie. Nasze twarze były tylko lekko oświetlone, spojrzałem jeszcze na gwiazdy – miałem nadzieję, że nam sprzyjają.
Nikodem nachylił się w moją stronę, a moje serce zaczęło pracować na większych obrotach, miałem wrażenie, że za chwilę wyskoczy mi z klatki piersiowej. Nasze twarze były zdecydowanie za blisko siebie i moja niecierpliwa natura domagała się, abym już poznał smak jego warg. Wziąłem drżący oddech i w tym samym momencie ktoś wyszedł na dwór.
                Odskoczyliśmy od siebie. Zrobiło mi się gorąco i czułem jak oblewa mnie od stóp do głów rumieniec zażenowania. Miałem nadzieję, że ktoś kto nam przeszkodził nie widział zaistniałej sytuacji.
                Spojrzałem w kierunku drzwi.
- Nikodem? Teodor? – zapytał lekko zachrypniętym głosem. Jego kolczyk błysnął w nikłym świetle latarni, a czarne włosy zlewały się z mrokiem.
- Fabian? – Głos Nikodema pełen był zdziwienia.
- Co wy tu robicie? Zimno jest – oznajmił.
- Chcieliśmy się przewietrzyć – powiedziałem lekkim tonem i wzruszyłem ramionami, lecz wątpiłem, aby Fabian zauważył ten gest. – Ale racja, jest bardzo chłodno. Mi chyba już starczy sterczenia tu.
- Racja – przyznał Carter. – Ja chyba wrócę do środka. Nie pogniewasz się, Fab?
- Nie no, idźcie, ja się przejdę kawałek.
                Zauważyłem jak Nikodem przytaknął ruchem głowy, więc ruszyłem w stronę drzwi. Fabian natomiast oddalił się w prawą stronę.
- Szczerze mówiąc to nie chce mi się już wracać na imprezę. Pożegnam się z Gabem i idę.
- Odprowadzę cię. Masz spory kawałek drogi do domu.
- A co potem z tobą? Po północy będziesz chodził sam po mieście?
- Nie ma problemu. – Uśmiechnął się do mnie jakby na potwierdzenie swoich słów.
- Ale… - zacząłem, lecz oberwałem pstryczka w nos.
- Cicho. Chodź się pożegnać ze solenizantem.
                Słowa Nikodema zakończyły naszą rozmowę. Weszliśmy sali, gdzie głośno dudniła muzyka, a ludzie tańczyli i robili różne inne rzeczy. Carter chwycił mnie za koszulkę, abyśmy się nie zgubili w tłumie i obydwoje szukaliśmy Gaba.
                Znaleźliśmy go tańczącego z grupką pijanych dziewczyn. Ani ja, ani Nikodem nie ruszyliśmy alkoholu. Nie wiedziałem dlaczego blondyn nic nie pił, lecz ja nie miałem zamiaru upijać się. Po prostu nigdy nie lubiłem żadnych z używek, które były tak popularne wśród moich rówieśników.
- Gab! Lecimy! – krzyknąłem, starając się, aby mnie usłyszał. Wskazałem na siebie i Cartera. – Dziękujemy za imprezę!
- Dziękuję, że przyszliście! – Uśmiechnął się słodko i przytulił każdego z nas na pożegnanie.
                Wracaliśmy pustymi ulicami miasta. Nasza rozmowa wydawała się być strasznie głośna wśród panującej wokół ciszy. Czułem nieprzyjemne zimno wiatru na policzkach, a moje palce zdrętwiały od chłodu. Zapiąłem się pod samą szyję i naciągnąłem rękawy kurtki na zmarznięte dłonie. Drżałem z zimna, jednakże jakoś doczołgałem się do domu Hopkinsów.
                - Kolejny raz mnie odprowadzasz – powiedziałem, ucinając poprzedni temat rozmowy. – Dziękuję.
- Nie dziękuj. Nie ma za co. Dobranoc, Teo – powiedział i ponownie, całkowicie niespodziewanie, pocałował mnie. Tym razem jego usta sparzyły mnie w czubek głowy. Przymknąłem na chwilę oczy, a gdy już je otworzyłem, on podążał samotnie ulicą.
- Dobranoc – odpowiedziałem na tyle głośno, aby mnie usłyszał.
                Po chwili otrzymałem SMS-a:

Od: Nikodem
„Kolorowych snów J

                Spojrzałem po raz dziesiąty na treść wiadomości i uśmiechnąłem się, leżąc w łóżku. Zablokowałem telefon i zamknąłem oczy. Potem kolorowe sny szybko zawładnęły moim umysłem.



***

Hej! 

Jeszcze nie było tak, żebym dodała rozdział sześć dni po opublikowaniu poprzedniego. Sukces.
Niby jest zasada "nie chwal dnia przed zachodem słońca", ale u mnie słońca nie widać tylko leje, więc mogę powiedzieć (a właściwie napisać), że dzisiejszy dzień jest wspaniały. 
Dzisiaj urodziny obchodzi Nikodem (co prawda - z opowiadania jeszcze tego nie wiecie, ale cóż) oraz ja starzeję się o kolejny rok. :)
Są tu może jacyś fani Florence? Bo ja otrzymałam cudowny prezent urodzinowy - bilet na jej koncert w Łodzi! :D Spełnię jedno z wielu marzeń i strasznie się cieszę. :)
Ale dzisiaj optymistycznie. Rozdział słodki, ja wesoła. Rzadkość. Nawet deszcz mi nie straszny. :D
Pozdrawiam,
Malina

24 komentarze:

  1. No kurcze! A było tak blisko pocałunku :/
    Świetny rozdział ^_^
    Najlepszego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pocałunek w XII rozdziale? Nieee, za łatwo by poszło. :D
      Dziękuję bardzo! :D

      Usuń
  2. Na początku chciałabym Ci życzyć Wszystkiego Najlepszego z okazji urodzin!!!! YeY!!!! Gratuluję! Chociaż nie mogę napisać ile lat gratuluję. ;)
    Jeśli chodzi Ci o Florence + The Machine to mam tego płytę i lubię tę muzykę.
    Co do rozdziału...
    Miałam ochotę Cię zamordować z bólem serca za to, że ominęłaś mój punkt kulminacyjny, tzn... POCAŁUNEK!
    EH...
    Ale odwdzięczyłaś się za to wspaniałą końcówką.
    Relacja Teodora z Nikodemem się rozwija... *porusza zabawnie brwiami ;)*
    Sesja zdjęciowa Teo?
    Coś mi w tym nie pasuje...
    Narazie nie wiem co, ale mam przeczucie. A ze swojego doświadczenia wiem, że nie mogę go ignorować nawet w najprostszej sprawie...
    Cóż.
    Rozdział jest niesamowity.
    Nie zawiodłam się!
    Miałam rację!
    Warto czekać.
    Ty masz optymistyczny dzień, a mnie boli głowa jakby ktoś mnie patelnią grzmotnął. To przez pogodę, bo u mnie również jest deszcz, więc nie mogę tego na nikogo zwalić.
    Ale cieszę się, że w swoje urodziny jesteś wesoła i pełna życia. :)
    Pozdrawiam i życzę weny!
    ~ Benefactor.
    PS. Jeszcze raz Wszystkiego Najlepszego 🎁!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za życzenia! Cieszę się, że nie muszę przyznawać się do swojego wieku. :P
      Tak, chodzi mi właśnie o ten zespół! <3
      Hah, kochana, nie może być tak prosto. ;) Ten rozdział to nie był czas na pocałunek. Fab musiał wkroczyć do akcji.
      Ale masz rację - relacja się rozwija i będzie tylko coraz lepiej (mam nadzieję). ;)
      Przyznam się, że z tą sesją to była czysta improwizacja. Sama nie wiem co z tego wyjdzie - dowiem się dopiero w momencie pisania.
      Cieszę się, że rozdział Ci się podoba. ;)
      Dziękuję bardzo! <3

      Usuń
    2. Rozumiem kwestię co do podawania wieku, bo ludzie mogli by mieć do tego pretensję albo whatever , dlatego nawet o to nie pytałam bo mi to niepotrzebne.
      Osobiście sama bym nie wiedziała czy bym odpisała komuś kogo nie znam jakby się mnie o to spytał, chociaż nie wiem.
      Ale nie ważne.
      Całkowicie rozumiem to, że to jeszcze nie czas na pocałunek, bo ja czytam jedno opowiadanie gdzie jest już 34 rozdziały, a nie ma tego momentu, ale przez to staje się to wyjątkowe, magiczne pozwalając na rozwój wydarzeń.
      Za co dziękuję, że wyzwalasz te uczucia, których nie umiem opisać bo jest to zbyt piękne.
      Czysta improwizacja powiadasz?
      Cóż.
      Z różnych przypadków wychodzą wspaniałe perełki.
      ~ Benefactor.
      PS. A ja się cieszę, że ty się cieszysz, że mi się podoba rozdział. ;) pogmatwane makabrycznie.
      PS2. Przepraszam za mój nieogarnięty i chaotyczny komentarz (tak mi się wydaję).

      Usuń
    3. Im mniej człowiek wie o tym drugim, tym bardziej ceni sobie jego pracę. Jeśli podałabym wiek to byłabym oceniana przez pryzmat niego. Nie chciałabym, aby ktoś zamiast skupić się na moim opowiadaniu, myślał o tym, że mam tyle lat i wszystko podstawiał pod kontekst niego. Uważam, że to zupełnie niepotrzebne i wiek to tylko głupie liczby. To nie wiek wyznacza dojrzałość. On mówi tylko ile żyjemy na tym świecie. I takiego patrzenia na świat będę się trzymać. :)
      Przyznam się, że wiem dokładnie kiedy nastąpi pocałunek Teo i Nika. :D Mam nadzieję, że nic nie schrzanię tego momentu, bo w mojej głowie wygląda to pięknie, cudnie i uroczo. :)
      Wierzę, że to wszystko, mimo, że jest depresyjne to także ma w sobie magię miłości. ;)
      Lubię improwizować z tekstem. Masz rację - wychodzi wtedy coś, czego w życiu bym się nie spodziewała.
      Boże, nawet nie wiesz jak bardzo podnosisz mnie na duchu i poprawiasz moją samoocenę. Czasami mam takie wrażenie, że powinnam przestać pisać, bo się do tego nie nadaję, ale potem pojawia się kolejny Twój komentarz... To tak jakbym spotkała swojego anioła, który czuwa nad moimi opowiadaniami. ;)
      Dziękuję bardzo!

      Usuń
    4. Gdy czytałam ostatni akapit Twojego komentarza uśmiech wkradł się na moje usta.
      To jest takie "Aw".
      Bardzo dziękuję.
      Bardzo miło mi się zrobiło przez Twoje zdanie. Naprawdę.
      I nie przestawaj pisać! Nadajesz się! Jesteś genialna. I zawszę będę to powtarzać.
      Bardzo się cieszę, że moje komentarze są tak pozytywnie odbierane. Nawet o tym nie myślę pisząc je.
      Piszę tylko prawdę, która autorowi może się wydawać przesadzona, ale tak nie jest.
      Nawet już nie myśl, że się nie nadajesz. Jeśli jeszcze raz to usłyszę (przeczytam :)) to znajdę Cię i wbiję do Tego Twojego Pełnego Pomysłów Łba, że się mylisz.
      Gdy wspomniałaś o aniele, przypomniało mi się opowiadanie, które czytałam może znasz... Niemy krzyk z Wattpada od Fakelilou (sorry za reklamę), gdzie tam jest dziewczyna, która potrzebuje pomocy, ale o nią nie prosi. I nagle pojawia się chłopak, który jej pomaga, nie oczekując przeprosin ani niczego. Noelle (bo tak ta dziewczyna ma na imię) nazywa go aniołem bez skrzydeł, który został zesłany z Nieba by pomagać.
      Jest to piękne opowiadanie, które łapie za serce.
      A do czego zmierzam?
      Cóż.
      Ja aniołem? Nie wydaje mi się, ale cieszę się, że tak pomyślałaś, chociaż na niego się nie nadaję bo jestem osobą, która niszczy wszystko wokół siebie i trudno przytrzymać przy sobie dłuższą znajomość (chociaż teraz się poszczęściło bo znalazłam przyjaciółkę z tak samo zrytą banią ;)) ale i tak mam z tym trudności. Palę mosty, które wiem, że nie będę ich używać, bo idę do kolejnego etapu życia.
      Ale za to w komentarzach, opowiadaniach jestem lojalna wobec danego autora / autorki. Tak mi się wydaję.
      Nie będę już Cię męczyć moimi zdaniami, które ostatnio ciężko mi wychodzą, bo są pogmatwane...
      Tak więc...
      Pozdrawiam serdecznie i życzę weny!
      ~ Benefactor.

      Usuń
    5. Jejku, naprawdę, Twoje komentarze pomagają. Wiem, że to głupie, że nie powinnam tak myśleć, ale czasami po prostu tak mam. Jestem silną osobą i walczę (odnoszę się do ogółu mojej egzystencji), lecz czasami po prostu jest tak niepewność. I gdy zaczynam się zastanawiać czy to ma sens... Ale wiem, że jesteś Ty, kilka innych osób komentujących i osoby, które nie ujawniają swojego bytu, a czytają. I od razu mi lepiej. :)
      Może Ci się wydawać, że nie jesteś, ale dla mnie będziesz. Nie znam Cię jako osoby w świecie realnym, ale tutaj jesteś dla mnie wielką podporą. To naprawdę cudowne uczucie wiedzieć, że jesteś i skomentujesz. A wręcz czekam na Twoje komentarze! :D
      Ja jestem bardzo sentymentalną osobą. Strasznie sentymentalną. :(
      I to, co poleciłaś - nie znam, ale koniecznie muszę przeczytać. :)
      A wracając do aniołów - przyznam Ci się w wielkiej tajemnicy (no cóż, i tak inni mogą to przeczytać haha), że gdy skończę tego bloga to automatycznie zaczynam drugiego, którego tematyka właśnie będzie odnosiła się do nieba, piekła i czyśćca oraz będzie także yaoi! :D Ach, ogólnie to mam plany na trzy opowiadania, a potem wiem co dalej zrobię - założę bloga ze zbiorem. Myślę, że o ile przeżyję i dalej będę pisać to za parę lat moje plany zrealizują się. ;)
      Jakkolwiek to zabrzmi - bardzo lubię Twoje myśli, zdania. Nie ważne jak pomieszane. Ja rozumiem Twoje komentarze i to najważniejsze! ;)
      Dziękuję bardzo!

      Usuń
    6. Boże...
      Przepraszam, że nie odpisałam od razu, ale mam ostatnio trochę szalone dni bo jestem zaangażowana w uroczystość końca roku szkolnego i po prostu nie mam zbytnio czasu...

      Nie wiem dlaczego, naprawdę. Ale gdy czytam twoje odpowiedzi mam takie uczucie jak gdy słucham ulubionej piosenki... Takie wielkie "Aw...!". Naprawdę!
      A gdy przeczytałam TĄ odpowiedź to "O jejku!! Dziękuję!".
      Nawet się nie spodziewałam, że mogę mieć taki "wpływ" na kogoś...
      Chociaż ludzie mówią, że mam straszne oczy.. Że przyszywam nimi ludzi/ich duszę, że aż MUSZĄ odwrócić wzrok.. (Ale to tak z innej beczki).
      Ale, że mam takie coś, że pomagam o tym nie wiedząc, nie świadomie? No to wow...
      Ale to nie moja zasługa..
      Wieksza jest zależna od Odbiorcy komentarzy/wiadomości...
      I gdy dowiedziałam się, że planujesz JUŻ kolejne opowiadania... To poprostu skakałam i szalałam po pokoju...
      Już nie mogę się doczekać!
      Kobieto...
      Twoje dzieła są po prostu niesamowite..
      Mają w sobie To Coś...
      Mają w sobie tę magię...
      Tę tajemniczość...
      TO COŚ!
      I co do tego co napisałaś...
      Lubisz moje myśli, zdania??
      Zawsze mi się zdawało, że nie różnią się niczym specjalnym od reszty, ale... Miło mi, że tak myślisz...
      Zawsze mi się zdawało, że nie umiem pisać..
      I to właśnie pokazuje moja ocena z Polskiego (3) i mój profil klasy (bio-geo)... Więc... Ja nigdy nie byłam dobra w pisaniu tego co myślę, tego co chcę, na papier (no w tym przypadku do internetowego komentarza).
      Ja raczej jestem typem ścisłowca.. Matma, Biologia i te sprawy.
      Więc... Naprawdę dziękuję za Twoją opinię...
      I Gratuluję, że rozumiesz te moje wypociny, które próbuję przekazać...
      Pozdrawiam serdecznie i życzę weny...!!!
      ~ Benefactor.

      Usuń
    7. Nie musisz przepraszać, ale przyznam, że czekałam na Twoją odpowiedź! :)
      Tak, zdecydowanie to, że Twoje komentarze mnie motywują, zależy ode mnie, od mojej osoby. Niestety, potrzebuję dawki motywacji jakiejkolwiek... Czasami wystarczy muzyka, jakieś obrazki, a czasami potrzebuję drugiego człowieka, który wyrazi swoje zdanie i da mi czasami porządnego kopa, abym cokolwiek ruszyła. Przecież to był dla mnie szok, kiedy zorientowałam się, że główny blog prowadzę od roku... Niestety, do wielu rzeczy mam "słomiany zapał".
      Naprawdę mi miło, że tak uważasz o moich opowiadaniach. :) No, zobaczę co z tych planów wyjdzie. Jedyne co mnie ogranicza to czas, bo gdybym miała go dwa razy więcej to na pewno posiadałabym trzeciego bloga ze zbiorem opowiadań yaoi. Jednak nie mogę się poświęcić tylko pisaniu, bo jakieś tam życie realne posiadam.
      Niech Ci się nie wydaje, że nie umiesz pisać. Ocena z polskiego nic nie znaczy, bo ona podsumowuje ogólnie wiedzę humanistyczną. Ja osobiście jestem osobą, która radzi sobie w obu dziedzinach (jakkolwiek to by nie zabrzmiało), ale wolę określać siebie jako ścisłowca. Szczególnie, że (mam nadzieję) jestem przyszłym lekarzem. ;)
      Dziękuję bardzo!

      Usuń
    8. Lekarz?! Serio?!
      Kobieto?!
      Gdzieś Ty była całe moje życie ;) ?!
      Ja od podstawówki albo nawet wcześniej byłam za medycyną weterynaryjną (w głównej mierze) lub za medycyną lekarska lub nawet sądową.
      Jeśli bym poszła w lekarza to chciałabym iść w stronę kardio lub neurochirurgii...
      Tsa...
      Ambitne plany...
      A jeśli wet to cóż... W zwierzęta takie jak węże, jaszczurki, a okolicznościowo zwierzęta domowe... (zobaczy się).
      Co do oceny z Polaka...
      Wiem, że to nie zależy od pisania, ale, że nie mam wiary we własną osobę, mówię sobie, że nie umiem...
      Mam strasznie niską samoocenę... Niestety...
      Rodzina mówi, że muszę to zmienić ale za chiny nie wiem jak, i nawet nie wiem czy chcę to zmieniać..
      Ale to mie ważne...
      Kilkanaście lat już z tym żyję i po prostu (tak mi się wydaje) przyzwyczaiłam się do takiego stanu rzeczy.
      Miło mi, że czekałaś na moją odpowiedź, bo nie ukrywam, ale ja niejednokrotnie czekałam na Twoją... c:
      A co do tego, że radzisz sobie w obu dziedzinach...
      To ja mam podobnie..
      Ja umiem polski, rozumiem... Ale oceny niestety pokazują co innego.. Lubię czytać "ciężkie" lektury, a nie takie coś jak Hamlet, przygody Tomka Sojera (czy jakoś tak). Ja lubię i rozumiem książki, takie jak np. Dziady, Dżuma...
      Z Biologii umiem załóżmy na to Genetykę, która wg nauczycieli jak i uczniów jest trudniejsza od cholernej Biotechnologii, która jest masą teorii...
      Ja lubię praktykę, rysunki, wykresy. A w Genetyce tak właśnie jest..
      Z Matmy umiem i lubię funkcję. Jej monotoniczność itd..
      Interesuje mnie Historia, ale tam gdzie jest akcja, (Noc Listopadowa, Powstanie Warszawskie, Czasy Stalina itd)
      Przepraszam, jak nie zrozumiesz o czym piszę..
      Ale chciałam przekazać, że wiem o co chodzi, że jest się tym i tym, ale ja jestem ścisłowcem i tak o tak i nic tego nie zmieni.. To że mnie to interesuje nie znaczy, że jestem w tym dobra..
      Ale już nie będę cię męczyć tymi słowami...
      Pozdrawiam serdecznie i życzę weny!
      ~ Benefactor.
      PS. Przepraszam gdy któreś ze zdań może nie być zrozumiane, ale że spałam dwie godziny + sześć godzin na próbie, przed końcem roku gdzie było głośno (perkusja, gitara i pianino =czasem bez sensowne granie, problemy z mikrofonem, rozwalanie bębenków przez złą głośność itd itp) nie jestem w stanie pisać lepiej i bardziej zrozumiale.

      Usuń
    9. Szczerze mówiąc nasze rozmowy (wymiana komentarzy czy jakkolwiek by to nazwać?) zaczynają mnie przerażać. Naprawdę. Zaczynało się od drobnych podobieństw, no, ale do cholery jasnej, fakt, że moim największym marzeniem z podstawówki było bycie weterynarzem, a teraz zastanawiam się nad dwoma specjalizacjami: kardiochirurgią i neurochirurgią... I to, że mam ambitne plany...
      I jeszcze to co napisałaś o samoocenie. Ja nie wiem, naprawdę. W tym momencie jest zaskoczona, wręcz zszokowana, bo opisałaś mnie. Mam niską samoocenę i się z tym pogodziłam, więc nie paplam o tym na prawo i na lewo. Także moja rodzina próbuje we mnie to zmienić. Akurat co do lektur to one były i są mi obojętne, z biologią i matmą radzę sobie dobrze, a odnośnie historii - lubię właśnie taką tematykę jak ty wymieniłaś! Najbardziej interesuje mnie II wojna światowa...
      Zastanawiam się teraz czy po prostu ja jestem taka zwyczajna, czy trafiłyśmy na siebie jako "bratnie dusze"? Niemniej to naprawdę dziwne, że mogę się utożsamić się z większością Twojego opisu.
      Przypominam, że niepotrzebnie przepraszasz. ;)
      Dziękuję bardzo za komentarz! ;)

      Usuń
    10. Cóż.
      Pierwsze co mi przyszło do głowy to...
      That's creepy!!!
      Serio!
      Omg!
      To jest przerażające...
      Jeszcze gorzej by było gdyby w przyszłości spotkałybyśmy się w tej samej uczelni, pracy!
      Omg!!
      Boję się.
      To jest bardziej schizowe od sytuacji kiedy moja przyjaciółka coś"mówiła" chociaż ona i jej siostra przyrzekają, że nic nie słyszały żeby coś mówiła.. Ona uważa, że to pomyślała, ale NIE mówiła. Ja to słyszałam i odpowiedziałam, a one się na mnie dziwnie patrzyły, że co ja mówię i im tłumaczę że odpowiedziałam na przyjaciólki "wypowiedzenie".
      To było dopiero straszne...
      Ale teraz?!
      To przechodzi wszelkie formy zbiegu okoliczności.
      I nie jesteś zwyczajna...
      Bo jakbyś była zwyczajna, to byłabyś normalnym szarym człowiekiem, który tylko żyje..
      A Ty to Przeżywasz.
      Więc nie mów, że jesteś zwyczajna!
      Nie jesteś.

      Ale wiesz co?
      Jest nawet miło ze świadomością, że jest na świecie ktoś nawet obcy, że może Cię zrozumieć, np z nakładem nauki, z tym samym celem życiowym. Z tymi samymi ulubionymi rzeczami (np. Zespól, filmy, książki, zainteresowania, hobby... Whatever)
      Ale z drugiej strony jest to przerażające. Dla tej jednej osoby jesteś zagadką, a zarazem otwartą księgą. Przewidywalna i przeciwnie, nie wiadomo co wpadnie do tej łepetyny. Tyle zbiegów okoliczności, które po prostu się dzieją, ale u tych samych osób...
      Nie wiem co o tym myśleć.
      Miałam już podobną sytuację ze zbiegiem okoliczności, przeznaczeniem (chociaż ja w to kompletnie nie wierzę).
      Tak samo mam z intuicją.
      Wiem, że może się coś np Dzisiaj zdążyć..i bum, zdarza się to, że skręcam kostkę.
      Mam tak samo ze snami... (Boże... Paranormalne zdolności... Tsa... Niezły temat... Ale tej jak o innych sytuacji nie umiem wytłumaczyć o to jest przerażająca wizja życia!)
      Ale to już mniejsza......
      Tak więc do napisania...
      I nie uważaj mnie za nawiedzoną po tym komentarzu... Po prostu mam takiego pecha w życiu, że coś się dzieje...
      No to...
      Pozdrawiam serdecznie i życzę weny!!!
      ~ Benefactor. - nawiedzona do szpiku kości...

      Usuń
    11. A najgorsze jest to, że nasze losy mogą się jakoś związać, a my nie będziemy miały pojęcia o tym, że rozmawiamy ze sobą czy coś w tym stylu... Życie płata figle, niestety.
      Owszem, ta świadomość jest miła, ale zważ na fakt ile rzeczy wymieniłaś, które mamy wspólne! Jak czytałam ten nawias to znowu doznałam tego szoku, bo w końcu to dużo! Rozumiem, że ktoś może być podobny do siebie z wyglądu, ale z charakteru/usposobienia? Przecież to przerażające. ;o
      Ja nie miałam nigdy żadnych dziwnych zdarzeń, lecz mam łatwość do analizowania sytuacji i potrafię stwierdzić czy coś się uda albo z łatwością patrząc na np. zaznaczanie prawda/fałsz potrafię strzelić wszystko dobrze. Ostatnio nie słuchając nagrania zaznaczyłam 6 odpowiedzi pod rząd poprawnie, a innym razem 8/12. To też mi się wydaje dziwną zdolnością, taka umiejętność analizowania (chociaż nie wiem jak to do końca nazwać)...
      Może obydwie jesteśmy nawiedzone? ;)
      Dziękuję bardzo! ;)

      Usuń
    12. Eh...
      Nie wiem co mam napisać na ten temat kompletnie..
      Nadal jestem w szoku.., naprawdę.
      No tak jak napisałaś... Żeby mieć takie można powiedzieć, same zainteresowania, w pewien sposób przemyślenia, cel, teorie a nawet czasem podejście do życia i pogodzenie się z niektórymi faktami to, to jest przerażające.
      Cóż. Ja za to nie mam szczęścia do tego. Ja muszę mieć przeanalizowane, czy to pasuje, czy to ma jakiekolwiek powiązanie z tematem.
      Tylko raz strzelałam na sprawdzianie tak, że dostałam 4... Wtedy doznałam szoku.. No bo jak?!
      No ale cóż... Czasem tak bywa...
      Może jesteśmy obydwie nawiedzione, dziwne, szalone nawet w pewien sposób... Ale czy to właśnie nie znaczy, że jesteśmy wyjątkowe?
      Świąt ma kilka barw, nie tylko biały i czarny.. Muszą być jakieś wyjątki... ;)
      Pozdrawiam serdecznie i życzę weny!
      ~ Benefactor ~ Nawiedzona do szpiku kości.

      Usuń
    13. To jest takie dziwne i niespotykane. Zawsze zdawało mi się, że najbardziej podobna jestem z przyjaciółką, a tu okazuje się, że są osoby, które są jeszcze bardziej podobne do mnie pod względem zdania i innych pierdół. ;)
      Chociaż jak tak myślę nad tym wszystkim... Każdy jest na swój sposób wyjątkowy... :)
      Uwielbiam metaforę odnośnie świata, a kolorów. Bo jakby nie spojrzeć to właśnie tak jest... Lubię sobie to tłumaczyć na taki sposoby, że kolory to uczucia, biały to dobro, czarny zło, a szary wynika z połączenia obu. Ach, muszę przestać ględzić, bo za mało spałam i za chwilę będę pisać totalne głupoty. :P
      Dziękuję bardzo! :)

      Usuń
    14. Nie ględzisz i nie piszesz głupot.
      A nawet jeśli tak Ci się wydaje jesteśmy kwita. :)
      Z większością komentarzem się z Tobą zgadzam.
      Nawet ten temat z przyjaciółką i podobieństwem.
      To aż dziw, że osoby totalnie nie znane mogą być "takie same".
      Ja podobnie patrzę na kolory i świat.
      Tyle, że nie ma dla mnie dobra i zła.
      Oczywiście jest coś mniej lub bardziej, ale nie można pisać (oczywiście nie zabraniam, każdy ma swoją wolę), że czarny to czarny charakter, a biały, czy inny jasny kolor to dobro i pokój.
      Tak samo z ubraniami.
      Załóżmy na to taka pozorna moja osoba.
      Ja noszę ciemne ubrania, jakbyś otworzyła moją szafę, nie zobaczyłabyś tam dużo jasnych.
      A jestem szczęśliwa. Nie jestem emo, wielką kupą depresji, czy wielkim smutkiem.
      Żyję, przeżywam jak najlepiej się da każdy dzień. Czasem lepiej, czasem trochę gorzej.
      Wiele ludzi się mnie pytało, dlaczego noszę ciemne rzeczy.
      Nie umiałam na to pytanie odpowiedzieć.
      Tak po prostu. Bo tak.
      Bo lubię siebie w tych rzeczach. Ale innej odpowiedzi ode mnie nie otrzymali.
      Pozdrawiam serdecznie i życzę weny!
      ~ Benefactor.
      PS. Czy nasze obnażanie się na wiele tematów wyjdzie nam na dobre? Czy dobre jest to, że odsłaniamy się na forum publicznym? Moja odpowiedź to Tak i Nie. Nie musisz odpowiadać. Tak mnie naszło nagle na takie oto pytania.
      PS2. Przez dwa tygodnie nie będzie mnie w domu, więc nie martw się, że nie odpiszę lub nie skomentuję nowego rozdziału, jeśli takowy będzie. Jak wrócę od razu przeczytam i skomentuję.

      Usuń
    15. Z kolorami bardziej chodzi mi o metaforę. Kolory to tylko przenośnia, coś, co możemy zobaczyć i dzięki temu możemy zidentyfikować coś, co jest niewidoczne, tj. właśnie to dobro, zło, uczucia.
      Ubrania to maska. Często ono ukazuje charakter osoby, lecz przecież dobrze dobrane, może zmylić. W końcu wygląd zewnętrzny liczy się tylko w jakimś stopniu, a najważniejszy jest charakter, to co mamy w środku. ;)
      Każdy w jakiś sposób patrzy na wygląd i jest to nieuniknione - przecież przy pierwszym kontakcie z człowiekiem to wzrok jest pierwszy... A jednak nie lubię oceniania przez zewnętrze cechy. :(
      Dziękuję bardzo! :)
      PS. Od jakiegoś czasu myślałam o tym, aby zaproponować Ci, abyśmy przeszły na jakieś wiadomości prywatne, bo nasze myśli odbiegają od mojego opowiadania totalnie... Chętnie przeszłabym na Facebooka czy chociaż na e-maila (malinka9166@onet.pl). ;)
      PS2. Rozumiem, a przyznam Ci się, że kolejny rozdział już prawie skończyłam! :) Będę wyczekiwała Twojego komentarza. ;)
      Jeszcze raz dziękuję! ;)

      Usuń
  3. Świetne. Boskie. Nieziemskie.Mogę tak wymieniać godzinami. Jak mogłaś nam to zrobić... w takim momencie. No, ale jak dłużej poczekamy to bardziej będziemy zadowoleni później. Już nie mogę doczekać się następnego rozdziału.Pozdrawiam. ~Pantera

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj poczekacie, pocze... A nie, ja nic nie mówię (ani nie piszę)! :D
      Następny rozdział nie wiem kiedy się ukaże, lecz postaram się pisać coraz częściej. :)
      Dziękuję bardzo za tak miłe słowa! ;)

      Usuń
  4. Przeczytałam już wszystkie rozdziały. Bez obrazy, ale odrobinę się zawiodłam. Od początku obawiałam się, że problem akceptacji oraz Kościoła zostanie zepchnięty na dalszy plan, ale po prologu i pierwszym rozdziale liczyłam na to, że będę mile zaskoczona i skupisz się na tych wątkach, a nie na romansie... A mam wrażenie, że robisz zupełnie na odwrót :( Już nie wspomnę o tym smutku i depresyjnym nastroju, który mi tak obiecano... No, ja tam może jestem wypraną z uczuć wydrą, ale w prologu czułam takie klimaty angst... i nie czułam ich w następnych wpisach :(
    Mimo wszystko - bardzo mi się podobało. Posmak zawodu pozostał, jednak i tak na pewno tu wrócę ;) Liczę, że wątek akceptacji, religii i braku tolerancji w rodzinie zostanie rozwinięty :3 Postacie przypadły mi do gustu - zwłaszcza główny bohater. Pozostali wydają się być schematyczni, zwłaszcza ,,siostrzyczka" i Gabriel. Chociaż po tym ostatnim to spodziewam się, że jeszcze mnie czymś zaskoczy ;)
    No nic... Pozostaje mi liczyć na to, że nowe wpisy będą już niedługo :3 Weny!!!

    + Jak chcesz, to zgłoś się w moim Katalogu Opowiadań - Tęczowe Historie katalog-opowiadan-lgbt.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem. Każdemu pasuje coś innego - jedni poganiali mnie z romansem, inni wolą wątki poboczne. Nie potrafię obiecać, że dalsze części będą Ci się podobać. Po prostu tak to sobie wyobraziłam, lecz pamiętajmy, że ludzie w depresji także mają lepsze dni, więc klimat nie może być ciągle smutny, bo byłoby zbyt ciężko. Na pewno nie będzie tu zawsze wesoło, lecz myślę, że każdy rozdział i tak posiada w sobie jakieś ziarnka smutku albo chociaż gorycz z poprzedniego rozdziału zostaje.
      Odnośnie wiary - temat będzie się przewijał, lecz nie sądzę, aby był na tyle ważny, aby ciągle o nim pisać. Natomiast akceptacja... Nie zapominajmy, że jest to dopiero rozdział XII, a rodzice nie odzywają się do głównego bohatera. Nie mogę Ci opowiedzieć co będzie dalej, lecz temat nietolerancji będzie, ale aktualnie nie ma kto i jak go powielać. ;)
      No cóż. Teo musi mieć w kimś oparcie, więc została stworzona Lily. Natomiast Gabriel będzie miał swój debiut później, myślę, że jego historię opiszę w trzecim tomie (o ile podzielę to na tomy), a jak nie to pojawią się one-shoty z nim. Ale to jest odległa przyszłość.
      Dziękuję bardzo. ;)
      No i jak tylko czas mi pozwoli to pozapisuję to opowiadanie do różnych katalogów, w tym do Twojego.

      Usuń
  5. Hej,
    impreza wspaniała, Nikodem zaborczy zwłaszcza jak pojawił się ten fotograf... a tak było blisko do pocałunku...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy