czwartek, 2 lipca 2015

Rozdział XIII

                Usiadłem w środku lasu pod jednym ze starszych drzew. Jego pień był grubszy od pozostałych, a gałęzie rozchodziły się nad moją głową, tworząc żywy parasol - chroniły mnie przed zimnym deszczem, który kropił przez cały poranek.
                Dotknąłem kory dębu, pod którym siedziałem. Patrzyłem na chropowatą strukturę, na brązowawy kolor. Zimny wiatr przewiewał mnie do szpiku kości, lecz ja, mimo, że drżałem, nic sobie z tego nie robiłem.
                Wiało i padało, ale ja potrzebowałem chwili, aby wyciszyć myśli, które dudniły mi w głowie. Słowa wypowiedziane do mnie, wiadomości dostarczone na moją komórkę, wydarzenia z ostatnich miesięcy.
                Ciągle myślałem co się dzieje z moim życiem. Stawało się to rutyną, lecz ja starałem się wymyślić coś, aby polepszyć swój żywot. Chciałem sięgnąć szczęścia - zdawało mi się, że zdobędę je poprzez wyznanie prawdy. Myślałem, że gdy będę żył w prawdzie to po prostu znajdę szczęście, lecz to tylko oddaliło mnie od niego.
                Poczułem radość. Beztroskę. Trwało to chwilę, parę dni, które minęły, a mi pozostały wspomnienia. Minęły dwa tygodnie od momentu, gdy poczułem chęć poznania smaku warg Nikodema. Pragnąłem go pocałować, lecz to nie nastąpiło, a ja potem trwałem zawieszony w czasie. A przez czternaście dni nikt z nich się do mnie nie odezwał - nie liczyłem już zdawkowych przywitań oraz krótkich rozmów zaczynających się od pytania "Co tam?". Bałem się narzucać Nikodemowi czy Gabrielowi, więc kontakt z nimi urwał się od czasu urodzin. A ja straciłem poczucie szczęścia.
                Przecież szczęście mogłem osiągnąć dopiero w momencie, gdy moi rodzice byliby przy mnie. A oni od dwóch miesięcy się do mnie nie odzywali. Liczyłem, że matka się złamie, zadzwoni, poprosi, abym wrócił.
                Telefon milczał.
                Brałem moją komórkę i patrzyłem na nią, czasami nawet wybierałem jej numer. Miałem nadzieję, że chociaż ona okaże mi miłość. Byłem pewny, że u ojca byłem skreślony, lecz nie spodziewałem się, że u matki też to nastąpi.
                To wszystko bolało. Siedząc pod tym drzewem, przeklinałem Cartera, że zabrał mi moją żyletkę, a sam nie kupiłem sobie nowej. W tamtym momencie potrzebowałem bólu. Chciałem zagłuszyć cierpienie psychiczne bólem fizycznym. Żałowałem tylko, że ten drugi tak łatwo przechodził, a ten pierwszy ciągnął się za człowiekiem, gnębiąc go i odbierając chęci do życia.

***

                Wpatrywałem się w wyświetlacz z polem tekstowym. Nadawcą wiadomości była mama. Mama. Jak dawno tego słowa wtedy nie mówiłem na głos. Nie miałem odwagi podkreślać takimi słowami pokrewieństwa pomiędzy mną, a Anną i Robertem. Obawiałem się, że oni po prostu tego nie chcą. Czułem się okropnie, wiedząc, że przez gardło nie przechodzą mi wyrazy takie jak „mama” czy „tata”. Podstawowe wyrazy, które były moimi pierwszymi w życiu. Wyrazy, które powinny w sobie zawierać miłość, troskę i całą gammę uczuć. A niestety nie zawierały.
                Kolejna wizyta u pani Evans. Wyznaczona data tylko pokazywała mi, że powinienem dalej się leczyć. Przypominała mi, że jestem c h o r y. Ta wiadomość wręcz była pisemnym zaświadczeniem, że moi rodzice mnie nie akceptują.
Czasami gubiłem się w tym. Zatrzymywałem się i myślałem o tym czy powinienem patrzeć pod tym kątem na osoby o tej samej płci. Naprawdę chciałem to odmienić, ale przecież tak to nie działało. Nie mogłem nic na to poradzić.
Człowiek czasami ma problemy ze spojrzeniem w lustro. Jedni mają wyrzuty sumienia, drudzy chorują na zaburzenia odżywiania. A ja widziałem diabła. W swoich oczach, twarzy, posturze, dłoniach. Grzesznik. Diabeł. Chory człowiek.
                Gubiłem się we własnych myślach.
                Spojrzałem na okno po którym spływały smugi deszczu. Ciągle padało. Nie lubiłem ani zimna, ani deszczu. Krople wody, które spadały prosto z nieba, prymitywnie kojarzyły mi się ze łzami. Niebo nad nami płakało. A może jeśli gdzieś tam do góry są anioły to może one płaczą?
                - Co robisz? – zapytała Laura. Zablokowałem komórkę, na której ciągle wyświetlana była wiadomość od matki i odpowiedziałem:
- Nic specjalnego. Czemu pytasz?
- Teo, ja wiem, że to nie moja sprawa, ale martwimy się o ciebie. Czy na tej imprezie coś się stało? Nie musisz nawet mi mówić tylko chociaż z Lily pogadaj. Ona stwierdziła, że nie będzie cię pytać, bo sam byś powiedział, ale no… Zachowujesz się jak jakiś duch – powiedziała, a ja uśmiechnąłem się pod nosem. Przynajmniej były osoby, które się o mnie martwiły.
- Bez potrzeby zawracacie sobie głowę. Nic się nie stało i jest okej. To pogoda tak na mnie działa – skłamałem gładko.
- Mam nadzieję, Teo. – Kiwnęła głową, a potem jeszcze chwile mi się przyglądała, więc, jak na nastolatka przystało, pokazałem jej język. Odpowiedziała mi tym samym, po czym uśmiechnęła się i czmychnęła z pokoju.
                Znowu zapatrzyłem się na krople deszczu. To jak spokojnie płyną po szklanej tafli i dudnią o parapet, napawało mnie spokojem.
                Postanowiłem napisać do Cartera. Nawet nie wiedziałem, że ze mnie taki tchórz. Bałem się napisać, bo obawiałem się głupiego odrzucenia. Nie chciałem, aby ktoś jeszcze potraktował mnie tak jak rodzice, a milczenie ze strony Nikodema było dość jednoznaczne. A jednak miałem nadzieję, że nie spotkam się ze słowami, że sytuacja na urodzinach Gaba to był błąd.
                Chwyciłem telefon w ręce i w tym samym momencie przyszła do mnie nowa wiadomość. O wilku mowa – pomyślałem.

Od: Nikodem
„Hej. J Co porabiasz?”

                Na początku chciałem mu nie odpisywać, lecz po paru minutach złamałem się i po prostu wystukałem szybko odpowiedź. Liczyłem na słowa wyjaśnienia, lecz dowiedziałem się tylko bardzo ogólnie, że po prostu Carter miał dużo nauki.
                Zabijałem nudę w deszczowy dzień pisząc z Nikodemem. A drobne kropelki deszczu nadal obijały się o szybę i spływały smugami wzdłuż niej. Niebo dalej nad nami płakało.
***

                Zagapiłem się na zegarek. Patrzyłem jak wskazówka wyznaczająca sekundy przesuwa się spokojnie dookoła własnej osi, aż w końcu druga wskazówka także porusza się, aby przejść z minuty na kolejną. Czas płynął powoli na lekcji historii, a ja odpłynąłem wraz z nim, całkowicie wyłączając się ze świata żywych.
                Zamrugałem parę razy, gdy przed moją ławką ktoś stanął. Spojrzałem w bok – Felton śmiał się pod nosem. Potem uniosłem wzrok na srogo patrzącego na mnie nauczyciela. Widziałem w niego oczach naganę i aż miałem ochotę przekląć pod nosem.
- Hm… Słucham? – jęknąłem, mając nadzieję, że zadał mi jakieś pytanie i je powtórzy.
- Teodorze, zostań po lekcjach – powiedział tylko i dalej kontynuował temat lekcji.
                Gdy rozbrzmiał dzwonek, zacząłem się powoli pakować tak, aby nie musieć specjalnie czekać aż wszyscy wyjdą ze sali. Podszedłem do biurka historyka, gdzie ten wziął właśnie łyk – pewnie zimnej – kawy i zdjął okulary. Jako nauczyciel był srogi i sporo wymagał, lecz jakoś specjalnie nie zniechęcał do swojego przedmiotu, a czasami nawet potrafił do tematu opowiedzieć jakąś śmieszną anegdotę. Tylko moja własna głupota doprowadziła do tego, że straciłem w jego oczach uznanie.
- Ehm… - odchrząknąłem, bo nie bardzo wiedziałem jak zacząć.
- Teodorze, już od kilku lekcji jesteś nieobecny i dodatkowo ostatnie testy nie poszły ci najlepiej, bo stać cię na więcej. Coś się dzieje, chłopcze? – zapytał, a ja całkowicie nie tego się spodziewałem.
- Nie, panie profesorze. Ostatnio nie wyrabiam z materiałem – łgałem, lecz wolałem nie tłumaczyć prawdziwych powodów mojego olania historii. W końcu nie przyznałbym się ani do problemów rodzinnych, ani do tego, że wolę uczyć się biologii i chemii, bo żaden nauczyciel nie chce czegoś takiego słyszeć, co więcej, każdy nauczyciel ma zakodowane, że to jego przedmiot jest najważniejszy, więc historyk mógłby oburzyć się na to stwierdzenie.
- W takim razie może potrzebowałbyś dodatkowych lekcji? Jeśli nie ze mną to zawsze uczniowie z klas wyższych mogą ci pomóc. Wystartowałeś z naprawdę dobrymi ocenami. Masz potencjał do nauki.
- Dziękuję, panie profesorze. Jak będę potrzebował pomocy to zgłoszę się do pana… Pewnie jakiś znajomy mi pomoże.
- Dobrze, mam taką nadzieję. I na przyszłość, na litość boską, nie myśl o niebieskich migdałach na moich lekcjach.
- Przepraszam, panie profesorze. Mogę…? – Nie dokończyłem pytania, wskazując na drzwi.
- Idź, chłopcze.
- Do widzenia – powiedziałem i wyszedłem z klasy, a dopiero wtedy cały stres opadł ze mnie.
                Zrozumiałem też dlaczego bałem się rozmowy z historykiem – przecież jakby jakiś nauczyciel poznał prawdę to mogłyby zacząć się sprawy w sądzie na niekorzyść moich rodziców. Nie byłem pełnoletni i to, że mieszkałem u obcych (z punktu prawa) ludzi było nieodpowiedzialne.
                Ktoś szarpnął za mój plecak.
- Ej…! – krzyknąłem, ale w tym samym momencie zobaczyłem za sobą Cartera, który uśmiechnął się pod nosem. Mimo wymiany wiadomości, nadal nie rozmawialiśmy dłużej niż pięć minut na przerwie. Szczerze mówiąc to nawet odpuściłem sobie pisanie do niego i cokolwiek związanego z nim, a to, że ostatnio wystąpił w kampanii do jednej z sieciówek i wszędzie była jego podobizna denerwowało mnie jak diabli.
- Czyżbyś miał problemy z historią? – zapytał.
- A nawet jeśli to co? – odpowiedziałem pytaniem na pytanie i w mój głos wkradła się nuta urazy.
- Zawsze mogę ci pomóc. – Wzruszył ramionami. – W końcu jestem na profilu humanistycznym i tak dalej - mruknął.
- Nie sądzę, abyś miał czas, aby mnie uczyć.
- O tym to raczej ja decyduję – powiedział. – I mam czas.
- Super.
- Dzisiaj.
- Jeszcze lepiej.
- Nie to nie. – Wzruszył ramionami, słysząc moją ironię.
Wiedziałem, że gra i czeka tylko aż poproszę go o te lekcje, bo nie uwierzyłbym nikomu, kto powiedziałby, że Carter tak szybko się poddał.
Jednak po chwili, gdy nie doczekał się mojej odpowiedzi, po prostu odwrócił się na pięcie i ruszył w kierunku schodów. Myślałem tylko sekundę, zanim poszedłem za nim.
- Pomógłbyś mi ogarnąć historię? – zapytałem i znowu stanęliśmy na środku korytarza.
- Jasne – odpowiedział z uśmiechem. – Dzisiaj? – zapytał, a ja resztą świadomości zrozumiałem, że w tej grze nasza poprzednia rozmowa nie miała miejsca.
- Dobrze. U ciebie? – dopytałem.
- Tak.
                Rozbrzmiał dzwonek na lekcje i ludzie zaczęli krążyć wokół nas, aby przedostać się do odpowiednich sali i uniknąć spóźnienia się. Uzgodniliśmy jeszcze z Nikodemem o której kończymy i udaliśmy się do swoich klas.

***

                Nikodem czekał na mnie przed szkołą. Kiwnęliśmy sobie głowami na znak, że ruszamy i wolnym krokiem przemierzaliśmy uliczki miasta, rozmawiając o wszystkim i o niczym.
                Weszliśmy do jego wielkiego domu, gdzie panowała totalna cisza.
- Rodziców nie ma – usprawiedliwił się Carter. Wiedziałem, że jego siostra nie mieszka już z nimi. – Skoczymy do kuchni, a potem pójdziemy do mojego pokoju.
                Kiwnąłem tylko głową i ruszyłem za blondynem, w celu odnalezienia kuchni. Budynek już nie przytłaczał mnie swoją wielkością, ponieważ orientowałem się, w miarę swoich możliwości, gdzie co jest.
- Pani Diana zostawia dla mnie zawsze obiad, kiedy przychodzi sprzątać. Oczywiście, zawsze jest to kilka porcji, więc może chciałbyś zjeść ze mną?
                Zgodziłem się, ponieważ i tak byłem głodny, a nauka z pustym żołądkiem sensu nie miała. Mój umysł krążył tylko wokół faktu, że rodzina Cartera zatrudnia osobę, która sprząta cały budynek, a nawet panoszy się w ich kuchni i gotuje im obiady. W ciągu swojego życia nigdy nie znajdowałem się wśród osób, które są aż tak bogate i mogą sobie pozwolić na taki przywilej posiadania pomocy domowej. Zawsze wydawało mi się, że tacy ludzie są puści i, jak zauważyłem, mylnie wrzucałem wszystkich do jednego worka, bo Carter wcale nie był z tych, którzy na lewo i prawo chwalą się tym co posiadają.
                Po zjedzeniu ciepłego posiłku poszliśmy do pokoju Cartera i tam rozsiedliśmy się przy stoliku, zaczynając katusze związane z historią.
- No dobra, na początek sprawdzimy co pamiętasz z poprzednich lat… - zaczął Nik, a ja spojrzałem na niego z niedowierzaniem.
- Żartujesz? Przecież po co mi to wiedzieć! – wykrzyknąłem oburzony, bo doskonale zdawałem sobie sprawę, że akurat aby z historii mieć dobrą ocenę muszę się do niej przyłożyć, a niestety ten przedmiot podpinałem pod Zasadę Trzech Zet – Zakuć, Zdać, Zapomnieć.
- Musisz mieć minimalne pojęcie o poprzednich wiekach, jeśli chcesz kontynuować następne.
- Nie sądzę.
- A ja sądzę – uciął temat i przepytał mnie z podstawowego zakresu wiedzy, którą powinienem posiadać.
- Historia na biochemie nie jest mi potrzebna – burknąłem.
- A mi na humanie biologia i chemia też nie była potrzebna. – Wzruszył ramionami, a ja wziąłem głęboki oddech.
- Jesteś bardziej surowy od historyka… - wytknąłem mu mimochodem, a on udał, że nie usłyszał mojego komentarza. I tak byłem wdzięczny za to, że pomoże mi ogarnąć cały zakres wiedzy historycznej, więc przymknąłem się po tym jak powiedział:
- Dobra, to może na początek rozpiszmy wszystko we formie mapy myśli, a potem będziemy dopowiadać szczegóły…
                I tak właśnie uczyłem się historii z Nikodemem.
                Przerabialiśmy właśnie XVII wiek, gdy zadzwonił mój telefon. Spojrzałem na wyświetlacz i, zachowując pokerową twarz, przeprosiłem Nika, po czym wyszedłem z pokoju i dopiero wtedy odebrałem.
- H – halo?
- Dzień dobry, Teo – odpowiedział mi miły głos pani Lucy Evans. – Dzwonię zapytać czy u ciebie wszystko w porządku? Termin wizyty ci pasuje?
- U mnie wszystko w porządku, a przynajmniej tak jak było – powiedziałem lekko. – Właśnie uczę się u znajomego historii – dodałem, podświadomie mając nadzieję, że pani psycholog skończy rozmowę ze mną. – I tak, pasuje.
- Masz jakieś problemy w szkole?
- Nie, żadnych kłopotów. – Przecież te w domu mi wystarczą. – Po prostu muszę się przyłożyć do tego przedmiotu, ponieważ nigdy nie byłem w nim jakoś nadzwyczajnie dobry.
- Rozumiem. Ja tak miałam z chemią i fizyką – zaśmiała się. – No cóż, Teo. Wierzę, że u ciebie wszystko w porządku, ale pamiętaj, że jakby coś się działo, jestem do twojej dyspozycji i nie musisz przychodzić tylko na umówione spotkania.
- Dobrze, zapamiętam – mruknąłem. Posiadałem wrażenie, że pani Evans nie do końca wierzy w moje słowa.
                Pożegnaliśmy się i rozłączyłem rozmowę, a następnie wróciłem do Cartera. Zerknął na mnie podejrzliwie, gdy wszedłem do pokoju. Podziękowałem mu w duchu, gdy zaczął rozmowę:
- Nie wiem czy ci wspominałem, ale na cały listopad wyjeżdżam do Hong Kongu.
- Dlaczego? – zapytałem z niemałym zdziwieniem.
- Z Fabianem dostaliśmy ofertę z agencji modeli i modelek, wybiegi, sesje i takie tam.
- A co ze szkołą?
- Na miejscu będziemy mieli możliwość uczenia się, więc nic nie stracimy.
- Twoi rodzice się zgodzili na taki wyjazd w roku matury? A co z resztą? – Zalałem go gradem pytań, ale naprawdę byłem ciekawy. Moje myśli uciekły także w stronę urodzin Gabriela, gdy dostałem zaproszenie na sesje. Może warto byłoby spróbować? – pomyślałem.
- Do matury mam czas, a chcę po prostu korzystać z życia. Jak mam okazję to czemu nie? Niby nasza czwórka nie wiąże przyszłości z modelingiem, no, może Gab, ale jest to fajna przygoda, szczególnie, że zaczynaliśmy na blogu Niny – odpowiedział. – A jeśli chodzi ci o resztę to o Gabriela i Damiana? – Kiwnąłem głowa na potwierdzenie – Otóż Aniołek ma inną propozycję na wakacje, a Damian na razie nie może nigdzie wyjeżdżać, lecz będzie miał sesje w kraju.
- Wow, też bym tak chciał – mruknąłem nieco zazdrośnie. Moim marzeniem było zwiedzić świat, a odwiedzenie Hong Kongu… Marzenie ściętej głowy. Dodatkowo nie spodobał mi się fakt, że blondyn będzie tam z Fabianem. Jakoś niespecjalnie przepadałem za brunetem, z resztą on także nie pałał sympatią do mnie.
- No to musisz uderzyć w karierę modela – powiedział całkiem poważnie, po czym klasnął w dłonie i dodał: - Jednak teraz kontynuujemy historię.
                Jęknąłem głośno i starałem się skupić na słowach blondyna, odganiając ze swojej głowy wszelkie mrzonki odnośnie swojej przyszłości. Musiałem zająć się teraźniejszością, aby dopiero potem myśleć o studiach oraz spełnić choć jedno realne marzenie o noszeniu białego fartucha i leczeniu ludzi. Na podróże miałem jeszcze czas i mimo, że wydało mi się to być nierealnym marzeniem, jednak ziarnko nadziei na zwiedzenie świata zawsze pozostawało w moim sercu.





***


16 komentarzy:

  1. NIBY NIC NIESAMOWITEGO W TYM ROZDZIALE SIĘ NIE STAŁO, A MIMO TO JEST CUDOWNY I JAK ZAWSZE MA "TO COŚ"
    A JUŻ MIAŁAM NADZIEJE, ŻE COŚ KONKRETNEGO WYDARZY SIĘ POMIĘDZY TĄ DWÓJKĄ. NADZIEJA MATKĄ GŁUPICH.
    POZDRAWIAM I ŻYCZĘ WENY :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo ;)
      Hah, doczekacie się relacji Teo-Nik. Spokojnie. c;

      Usuń
  2. Ojojoj, dawno nie komentowałam. A to dlatego, że byłam zabiegana i naprawdę bardzo dużo działo się w moim życiu. Ale na szczęście, o 1 w nocy znalazłam chwilę wytchnienia :D
    Rozdział super, jak zwykle bardzo mi się podobał. Ta ciężka atmosfera trochę mnie przytłacza, ale wiem, że taki jest temat tego bloga i w żaden sposób mi to nie przeszkadza.
    Ja tak samo, jak pani u góry, wierzyłam, iż do czegoś pomiędzy chłopakami dojdzie. No, może nie marzyły mi się jakieś namiętne pocałunki, bo na to za wcześnie, ale ciekawa jestem kiedy wyjaśnią sobie tą dwuznaczną sytuację na urodzinach Gaba. Trzeba przyznać, że przyjaciele tak nie robią, ekhę, ekhę. Zresztą, coś mam podejrzenia, że Carter zrobił to specjalnie, aby sprawdzić orientację Teo, heheszki, takie tam moje wyszukiwanie drugiego dna. Nic mega szokującego na razie się nie zadziało, ale to dobrze, po powolna akcja to dobra akcja, przynajmniej w moich oczach :)
    W głębi serca wierzę, że życie Teo się jakoś ułoży. Jak nie z rodzicami, to z Nikodemem :P Bardzo mocno ich shippuję, a Fabian mnie niepokoi xd
    Pozdrawiam ciepło, życzę dużo weny i dużo czasu na pisanie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że jednak o mnie nie zapomniałaś! ;)
      Nie zamierzam zmieniać atmosfery, bo nie dogodzę wszystkim - jedni twierdzą, że jest za ciężka i nie czytają, a inni piszą, że oczekiwali czegoś innego i jest zbyt lekko. A ja chcę zachować nutę smutku, bo na tym uczuciu (a dokładniej na tych negatywnych uczuciach) opiera się to opowiadanie. c;
      Wieeem, wieeem, trzynaście rozdziałów i dalej nic. I tak akcję przyspieszyłam, ale nie zdradzę nic więcej. Będzie taki moment, gdzie wszystko będzie się dziać jak lawina. Jednak dopiero jak przeczytacie, zrozumiecie co mam na myśli. ;)
      Czy wyjaśnią sobie tę sytuację? No nie wiem. c;
      No cóż, moim zdaniem przyjaciele tak nie robią. A czy zrobił to specjalnie? Kiedyś to się wyjaśni. :) I tak za dużo paplam w tych odpowiedziach! Muszę uważać, bo mnie bardzo łatwo pociągnąć za język i wyjawię wszystko... A tego nikt by nie chciał. :D
      Dalsze losy Teo na ten czas pozostają w mojej głowie i czekają na przelanie ich do Worda. ;)
      Dziękuję bardzo! ;)

      Usuń
  3. Hhahaha pomoc naukowa powiadasz? ^^ Oczywiście. Jak to wyjeżdża? I nie będą się tak długo widzieć? Szkoda. Widać, że Teo bardzo przeżywa sytuacje w domu. I że wracamy do tych smutniejszych, bardziej melancholijnych chwil. Mam nadzieję , że nie karzesz nam długo czekać na relację Teo-Nik :D Pozdrawiam i czekam niecierpliwie na kolejny rozdział ~Pantera

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, Teo w życiu kolorowo nie ma. :(
      Trochę poczekacie. ;) Wszystko mam zaplanowane.
      Dziękuję bardzo. ;)

      Usuń
  4. Tak jak obiecałam...
    Wróciłam, przeczytałam i komentuję!
    Rozdział niesamowity jak zawsze.
    Miałam małą nadzieję, że pomiędzy tą dwójką coś się zdarzy, ale cóż. Mamy jeszcze na to czas.
    Przepraszam, że teraz nic więcej nie napiszę, ale jestem zmęczona jazdą i tymi dwoma tygodniami.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę weny. Jak zawsze :)
    ~ Benefactor.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że wredna ze mnie jędza, że tak przedłużam wszelkie wydarzenia, ale no... Muszę. Już dawno ustaliłam kiedy oraz jak ich relacje wejdą na wyższy poziom, więc trzymam się planu. ;)
      Myślę, że mam wszystko tak rozplanowane, że czas mamy. c;
      Nic nie szkodzi, cieszę się, że wróciłaś i skomentowałaś! :)
      Dziękuję bardzo!

      Usuń
    2. Rozumiem, że masz wszystko ustalone, dlatego nie narzekam na taki stan rzeczy.
      To nawet dobrze, że tak się to ciągnie bo to daje temu opowiadaniu jeszcze większego uroku i magii.
      I nadal trzymaj się tego planu bo tak jak jest, jest zdecydowanie Okay.
      Pozdrawiam serdecznie i życzę weny.
      ~ Benefactor.

      Usuń
    3. Jakby to przedłużanie już nudziło to zawsze możesz i Ty, i inni pisać, że opowiadanie jest okropne. :P Bo boję się, że do tego czasu się znudzicie i nikt mi tutaj nie zostanie. D:
      Postaram się trzymać, jednak nie mam pewności jak to wyjdzie. Najwyżej wiele osób będzie chciało mnie zabić za to, co wymyśliłam. :/
      Dziękuję bardzo!

      Usuń
  5. Czekam cierpliwie na rozdział.
    TA, CIERPLIWIE, EHE ._____.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam świadomość, że nawalam. Obiecałam w wakacje nadrobić zaległości w pisaniu, ale okazało się coś zupełnie innego. :/
      Wstyd mi przyznać, że dopiero zapisałam jedną stronę Worda.
      Postaram się wyrobić jak najszybciej... Przepraszam. :(

      Usuń
  6. Przeczytałam wszyściutko późną nocą i nie mogłam przestać, choć ciągle odczuwałam, że zaraz zasnę.
    Niesamowicie opisujesz te wszystkie sytuacje... Po prostu nie umiem Ci tego wyjaśnić, ale z każdym kolejnym słowem, chciałam przeczytać coraz więcej i więcej.
    Jesteś po prostu świetna ♥
    PS. Tak, to ja z grupy i pytania o blogi :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi w takim razie, że moja opowiadanie Cię zainteresowało. :D
      Dziękuję bardzo! ;)

      Usuń
  7. Hej,
    no, no Nikodem uczy go historii, ta, a może jednak spróbuje jako model...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy