czwartek, 30 lipca 2015

Rozdział XV

                Szczęście jest pojęciem względnym. Każdy człowiek wartości rozpatruje inaczej i również każdy z nas szczęście widzi inaczej. To wszystko zależy od wielu czynników i nie idzie określić, co daje najwięcej szczęścia. To uczucie pojawia się u każdego w innym momencie, ponieważ zależy od jego duszy i serca, w którym każdy ukrywa swoje największe pragnienia.
                Jednak światem żądzą pieniądze. Bo czy uśmiech ukochanej osoby będzie czynił drugą osobę szczęśliwą, gdy pod jego warstwą krył się będzie cierpienie? Czy człowiek może być szczęśliwy wyjeżdżając w podróż bez ani jednej monety? Przecież żaden człowiek nie potrafiłby być szczęśliwy, gdy jego rodzina głoduje, a on nie miałby za co kupić jedzenia. I mimo, że najważniejsze wartości są niematerialne to nie można zapominać o tych materialnych, jak pieniądze.
                Ktoś na moje pytania odpowiedziałby, że tak, da się. Może miałby rację, ale ja czułem się źle, gdy w swoim portfelu widziałem tylko parę okrągłych monet i papierowych prostokątów.
                Prawda była taka, że z dnia na dzień moje oszczędności topniały, bo choć starałem zapewnić sobie wyżywienie, kupować potrzebny asortyment to i tak czułem, że naciągam rodzinę Hopkinsów. Korzystałem z ich wody, mieszkałem w ich domu, a oni przyjmowali mnie z taką gościną… Przez tyle miesięcy nie miałem styczności z własnym domem, a zbliżały się święta Bożego Narodzenia. A może ja już nie mam domu? – przelatywało mi przez myśl. Jednak to nie zmieniało faktu, że musiałem kupić prezenty dla najważniejszych osób. Myślałem o drobnych podarkach, choć i tak nie było mnie na nie stać. I to był kolejny dołujący fakt.
                Gdy Nikodem wyjechał i tylko od czasu do czasu wymieniałem z nim wiadomości, miałem więcej cennych minut na rozmyślanie o wszystkim. I rozpaczliwie szukałem sposobu, aby gotówki w portfelu przybyło choć o troszeczkę… Liczyłem na drobny prezent ze strony rodziców, chociażby taki, który oznaczałby „Nie zbliżaj się do nas, nie przyznawaj się, że jesteś Nelsonem, tylko bierz kasę”. Przyjąłbym te pieniądze, mimo wszystko. Jednak to rodzice musieliby pierwsi się do mnie odezwać. I choć nie raz załamany, sięgałem po telefon, aby zadzwonić do matki, coś odwodziło mnie od pomysłu dzwonienia do nich – prawdopodobnie resztki zdrowego rozsądku wraz z dumą i honorem.
                Raz, gdy leżałem na łóżku i bujałem w obłokach, w końcu naszła mnie myśl, a dokładniej pewna nadzieja. Wiedziałem, że modele zarabiają, a ja przecież na urodzinach Gaba otrzymałem ofertę od fotografa i nawet w jednej z książek nadal miałem jego wizytówkę, którą mi dał, więc szybko wyciągnąłem ją na wierzch. Zacząłem się zastanawiać nad tym – ten kawałek papieru w moich rękach wyglądał jak moja ostatnia deska ratunku. Miałem pewną nadzieję, że za sesję pan Salerno zapłaciłby mi chociaż trochę. Wahałem się przez moment czy najpierw nie skonsultować się z Gabrielem, lecz szybko porzuciłem ten pomysł, bo wiedziałem, że musiałbym się mu tłumaczyć, a na to nie miałem siły ani nerwów.  
                Wziąłem komórkę do ręki i przepisałem numer z wizytówki. Następnie nacisnąłem zieloną słuchawkę i czekałem sygnał za sygnałem.
W końcu za drugim podejściem odebrał.
- Halo? – Usłyszałem jego głos z silnym akcentem.
- Ehm… Dzień dobry – zacząłem kulawo.
- Dzień dobry. Kto mówi?
- Te-teodor – sapnąłem. – Teodor Nelson, poznaliśmy się na urodzinach Gabriela… - dodałem, w nadziei, że mężczyzna dozna olśnienia.
- Och! Oczywiście. Teodor – powiedział miękko moje imię. – Czyżbyś się namyślił?
- Hm… Myślę, że tak. Chciałbym chociaż spróbować – dokończyłem cicho, czekając na decyzję.
- D'accordo! To najpierw spotkajmy się na sesje próbną, hm? I jak wszystko będzie okej to potem ustalimy dokładniej jak to ma wyglądać – rzucił, a ja przegryzłem zdenerwowany wargę.
- Mhm – mruknąłem. – Kiedy mam przyjść?
- Możesz jutro? Na przykład o szesnastej?
- Nie ma problemu – odpowiedziałem szybko.
- D'accordo! – powtórzył włoski zwrot. Niezbyt rozumiałem jego znaczenie. – Adres wyślę ci SMS-em.
- Okej. Do widzenia.
- Do zobaczenia – rzucił i potem usłyszałem sygnał oznajmiający koniec rozmowy.
                Odetchnąłem głęboko. Gdzieś w głębi duszy byłem z siebie zadowolony. Zdawało mi się, że jakoś sobie radzę. A próba sesja z Włochem napawała mnie dziwnym podekscytowaniem.

***

                Zadzwoniłem dzwonkiem i stanąłem przed drzwiami niewielkiego domku. Kojarzyłem to miejsce, a dokładniej to osiedle, gdzie często jeździłem rowerem i podziwiałem budynki oraz spokojne życie ich mieszkańców.
                Nie minęła chwila, a drzwi otworzył mi Demetrio Salerno. W białej koszuli rozpiętej pod szyją wyglądał całkiem interesująco, szczególnie, że wyróżniała go typowa, włoska uroda. Potarł się po policzku z kilkudniowym zarostem, a potem przywitaliśmy się i zaprosił mnie do środka.
- Prosto i w lewo, Teo – poinstruował mnie, a ja udałem się we wskazanym kierunku.
                Demetrio wprowadził mnie do pokoju, który wyglądał jak małe studio fotograficzne. Przy jednej ścianie stało białe tło fotograficzne, a wokół niego lampy i naprzeciwko statyw z aparatem.
- Zdejmij kurtkę i za chwilę zobaczymy jak to z tobą będzie. Chcesz może coś do picia? – zapytał, starając się nawiązać luźną rozmowę. Jednak ja byłem chyba lekko zbyt zdenerwowany i zawstydzony, aby ją pociągnąć. Czułem jak na moje policzki wkrada się zdradliwy rumieniec.
- Nie, dziękuję.
- Okej – opowiedział. – Pierwszy raz przed obiektywem? – Uśmiechnął się krzywo, co jeszcze bardziej zarysowało jego ostre rysy twarzy.
- Uhm… Przed takim tak.
- Nie stresuj się, spokojnie. Uważam, że się do tego nadajesz – powiedział pokrzepiająco, a ja tylko uśmiechnąłem się delikatnie i stanąłem przed obiektywem.
                Na początku byłem mocno skrępowany, bo czułem silny wzrok fotografa na sobie. Nerwowo zagryzałem wargi i naciągałem rękawy koszuli, aby zerkać nieśmiało do aparatu. Po pierwszym wrażeniu zrozumiałem jednak, że to całkiem inne, lecz nie nieprzyjemne uczucie, gdy ktoś robi ci serię fotek, a ty musisz zmieniać pozy. Komentarze fotografa także pomagały mi dostosować się do jego wymagać i zdawało mi się, że wszystko poszło całkiem nieźle.
- Gotowe – oznajmił Demetrio, a ja wziąłem głębszy oddech. – Teraz zobaczymy jak ci poszło.
                Kiwnąłem głową i przeszedłem z mężczyzną w stronę laptopa, na którego zgrał zdjęcia do folderu „Teo – próba”. Potem przejrzeliśmy wszystkie fotki, a ja czekałem tylko na werdykt fotografa, bo ja nie znałem się na tym w ogóle. Z resztą trudno byłoby ocenić fotografie, na których jest się na pierwszym planie.
- No, Teo – zaczął. – Wiesz co? – zapytał, a ja tylko kiwnąłem, że nie wiem. – Jak dalej będziesz tak cholernie uroczy przed obiektywem to wróżę ci świetną karierę – zaśmiał się.
- P-przesadzasz – jęknąłem, zawstydzony.
- No co ty? – zerknął na mnie, a potem wskazał laptopa, gdzie ponownie odpalił zdjęcia – Patrz… Nawet te z samego początku… O, o te… Naprawdę to się nadaje. Widzę cię w kilku zleceniach, które dostałem, więc teraz spokojnie możemy pogadać o twoich zarobkach. Za tę sesję ci wyjątkowo zapłacę, bo zdjęcia są dobre. I dam ci umowę, przeczytasz na spokojnie i jak chcesz to podpiszesz. Zgoda? – dopytał, a ja uśmiechnąłem się do niego.
- Jasne – powiedziałem nieco weselej, bo stres i wstyd poszły w zapomnienie, no, może to drugie uczucie wróciło po kolejnym komentarzu mężczyzny.
- Boże, Teo, jak tak będziesz się uśmiechał do obiektywu to ja ci się nie wypłacę za te zdjęcia! – krzyknął, śmiejąc się, a ja jęknąłem i zażenowany, zasłoniłem dłońmi twarz, a widząc to Demetrio zaśmiał się jeszcze głośniej.

***

                Przejrzałem papiery, które dał mi Demetrio i podpisałem je, zgadzając się tym samym na cztery sesje. Dodatkowo sumka za nie była na tyle przyzwoita, że nie musiałem się martwić o to, że nie starczy mi pieniędzy na prezenty i nawet w zanadrzu zostałoby mi trochę gotówki.
                Zadowolony, poinformowałem fotografa o dokonanym podpisie, a ten od razu poprosił mnie o na sesję.
                W wyznaczonym terminie zjawiłem się pod domem pana Salerno i nadusiłem dzwonek. Po chwili drzwi się uchyliły, a Włoch zaprosił mnie do środka.
- Mam nadzieję, że nie będziesz narzekał na zdjęcia w plenerze? – zapytał na wstępie. – Pasujesz mi do jednego zgłoszenia, więc pojechalibyśmy do lasu, hm?
- Jasne, nie ma najmniejszego problemu – zapewniłem.
- To poczekajmy chwilę, bo moja stylistka się spóźnia.
                Dosłownie sekundę później rozległ się dźwięk dzwonka i do salonu wpadła kobieta, na oko starsza ode mnie o dziesięć lat. Moją uwagę przykuł jej długi warkocz, który przerzucony był do przodu i opadał na pierś.
- Teodor-Dina, Dina-Teodor – przedstawił nas sobie.
- No dobrze – zabrała głos Dina. – Tutaj masz ubranie, idź się przebierz, a potem cię trochę poprawimy – powiedziała, a Demetrio wskazał mi łazienkę, do której posłusznie udałem się przebrać.
                Strój nie był wyszukany. Składał się z czerwono-czarnej koszuli flanelowej i czarnych, dość obcisłych spodni. Oczywiście wszystko na mnie w miarę pasowało, ponieważ wcześniej musiałem podać dokładnie swoje wymiary.
                Wyszedłem z łazienki i od razu na mnie spoczęły dwie pary oczu.
- Wszystko pasuje? – zapytał fotograf.
- Tak, jest dobre – mruknąłem.
- To jest sesja do zwykłego katalogu, więc jak widzisz jest z górki. Tam bardziej chodzi o słodką buzię modela niż o pozostałe czynniki – zapewnił mnie Salerno, a ja przegryzłem wargę. Nie byłem przyzwyczajony, żeby prawie obcy mi człowiek określał mnie mianem „słodkiego”.
                Następnie Dina z moim zduszonym pomrukiem niezadowolenia nałożyła mi na twarz parę specyfików. Z większą aprobatą przyjąłem poprawę fryzury, ponieważ tej niepozornej blondynce całkiem nieźle poszło okiełznanie moich loków, a gdy spojrzałem w lustro widziałem naprawdę ładne, sprężyste loczki na czubku mojej głowy.
                Nie odczuwałem już takiego stresu jak na początku, choć dalej obiektyw mnie peszył. Nie czułem tego, abym nadawał się na fotomodela, jednak nie mnie to było oceniać, a jeśli Demetrio twierdził, że pasuję do jego zgłoszeń to ślepo mu w to wierzyłem.
                Dałem się zawieźć do lasu. Temperatura nie sprzyjała robieniu zdjęć w samej koszuli, lecz nie narzekałem. Co jakiś czas była przerwa, abym się ogrzał, a potem wracaliśmy do pracy.
- Teo, paliłeś kiedyś papierosy? – zapytał Demetrio podczas jednej z krótkich przerw, podczas których siedziałem w ogrzanym aucie i wtulałem się w kurtkę.
- Nie, a dlaczego pytasz? – Spojrzałem na niego niepewnie.
                Nie chciałem nigdy próbować żadnych używek. A tym bardziej niszczyć sobie zdrowia papierosami. Jednak jeśli było to potrzebne do sesji to prawdopodobnie rozważyłbym pomysł wzięcia do ust szluga.
- Bo trochę mógłbyś teraz pobawić się papierosami na zdjęciu, ale jak masz opory to rozumiem i tak to co mamy jest dobre.
                Zawahałem się na moment, a następnie odpowiedziałem:
- Nie ma problemu. Spróbuję.
                I tym sposobem po dziesięciu minutach stałem wśród liści z papierosem, pozując. Zimne, listopadowe powietrze smagało moje ciało i nabawiało mnie rumieńców, a ja spełniałem polecenia fotografa, dodając też od czasu do czasu coś swojego. Dina, która stała obok, co jakiś czas poprawiała moje włosy, które wiatr i tak rozwiewał lub prostowała koszulę, która była jedynym izolatorem mojej skóry od powietrza.
- D'accordo! – zawołał po ostatnim pstryknięciu aparatem. – Na dziś to tyle, Teo.
                Wsiedliśmy do samochodu, w którym było przyjemnie ciepło. Z radia leciała cicho muzyka, a Demetrio prowadził auto, uważnie skupiając się na drodze. Zdawał mi się być dobrym kierowcą, bo wcześniej nawet upomniał nas o zapięcie pasów.
- Podwieź mnie do galerii, Dem – zwróciła się do niego Dina.
- Spieszy ci się? Bo możemy iść do pizzerii, aby zjeść coś ciepłego – zaoferował.
- Jestem umówiona za godzinę, więc wolę już być na miejscu i poczekać, ale zawsze możesz wziąć Teo. – Odwróciła się ku mnie z przedniego siedzenia.
- Nie chcę sprawiać problemów… - zacząłem, ale przerwało mi prychnięcie fotografa.
- No co ty, Teo. Nie będziesz mi przeszkadzał, a tym bardziej, że jesteś przyjacielem Gaba – zaśmiał się.
                W tym wypadku nie byłem w stanie odmówić, szczególnie, że była to propozycja pizzy, a sam byłem głodny jak diabli. Odwieźliśmy więc Dinę do galerii handlowej, potem jeszcze wróciliśmy do domu fotografa, gdzie zostawił sprzęt, a ja przebrałem się w swoje ubrania. I potem ze spokojem pojechaliśmy do pizzerii. Mimo, że Demetrio był ode mnie starszy o parę lat to i tak dogadywaliśmy się całkiem nieźle, rozmawiając na różne tematy.
                Gdy początkowy głód został pokonany i w naszych żołądkach wylądowała ciepła pizza, przerwałem ciszę:
- Uhm, a tak w ogóle to skąd znasz Gabriela? Byłeś też jego fotografem? – zapytałem, ciekawy odpowiedzi.
- Nie do końca byłem tylko fotografem – odpowiedział pokrętnie, ale ja wyłapałem iluzję i spojrzałem na niego z szerzej otworzonymi oczami i rozdziawionymi ustami. Po prostu dodałem dwa do dwóch, bo już wcześniej zauważyłem, że Demetrio fotografował tylko chłopaków, więc zostawiało to już jakieś podejrzenia odnośnie jego orientacji.
- Serio? – mruknąłem. – W sensie… No… - zaciąłem się, patrząc na niego ze zdziwieniem. Zarumieniłem się, wiedząc jak głupio wyglądam.
- Tak, spełniałem też rolę kochanka. – Uśmiechnął się kącikiem ust. Miałem wrażenie, że moja reakcja sprawia mu satysfakcję. Nie wyglądał na specjalnie skrępowanego tym, co właśnie powiedział. – Mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza – dodał nieco wrednie, gdyż nawet jakbym okazał się homofobem i chciał zerwać umowę to byłoby bardziej niekorzystne dla mnie, a on straciłby tylko początkującego modela.
- Nie, nie przeszkadza – wymamrotałem. – A macie kontakt? Mówiłeś mu, że ja zgłosiłem się do ciebie?
- Kontakt owszem, mamy, ale nie wspominałem mu o tobie. Nie uważam, żeby to było potrzebne, bo to twoja sprawa – zapewnił mnie.
- Dzięki.
- A w ogóle, Teo, co cię podkusiło, aby spróbować swoich sił przed obiektywem? – zapytał, a w jego głosie było słychać zaciekawienie. Ugryzłem kawałek pizzy, aby przedłużyć sobie czas na odpowiedź.
- Tak po prostu wyszło – skłamałem, a dla lepszego efektu wzruszyłem ramionami.
- Kasa?
                Spojrzałem na fotografa z ukosa, a on wyłapując moje spojrzenie, kiwnął głową. Rozmowa niewerbalna była całkiem intrygująca.
- Chyba ominę to pytanie – stwierdziłem, krzywiąc się.
- To zmieniając temat… Co tam u Cartera, bo słyszałem, że robi światową karierę? – zaśmiał się lekko, lecz w jego głosie wyczułem nutę ironii i czegoś niemiłego, tak, jakby nie całkiem Nika lubił.
- A dlaczego mnie o to pytasz?
- Gabriel to papla. – Uśmiechnął się szeroko. – I z tego co słyszałem to ty z Carterem… - urwał swoje zdanie, robiąc jasną aluzję do tematu.
- Nie, nie jesteśmy razem – mruknąłem oschle, bo wcale nie podobało mi się jak fotograf lawirował pomiędzy słowami i bezczelnie wypytywał mnie o moje życie. Żałowałem, że skusiłem się na pizzę, bo równie dobrze mogłem zjeść coś ciepłego u Lily. – Ja będę się zbierał. Odetnij mi za jedzenie z pensji – rzuciłem.
                Ubrałem kurtkę i zapiąłem się po samą szyję, po czym burknąłem pod nosem jakieś pożegnanie i wyszedłem z pizzerii. Zimne powietrze uderzyło we mnie z silną siłą, wpychając się w moje płuca i mrożąc mnie od środka. Także w szyję było mi nadal zimno, bo mimo, że jakiś czas temu to Nikodem pożyczył mi swój szalik, nie pomyślałem, aby zainwestować we własny.
W zdecydowanie gorszym humorze wracałem przez miasto, gdy z nieba zaczęły sypać pierwsze płatki śniegu. Prószyły delikatnie, spadając na moje włosy i topiąc się na mojej kurtce. Wystawiłem dłoń przed siebie i czekałem chwilę, aż zbłąkany płatek spadnie na nią, a gdy poczułem chłód bijący od śnieżynki, obejrzałem ją i patrzyłem jak powoli zostaje z niej tylko woda.
                Po chwili zorientowałem się, że stoję w miejscu i obserwuję zwyczajny śnieg. Ruszyłem więc w swoją stronę, prosto do domu Hopkinsów.



*Zwrot, którego używa fotograf powinien po włosku oznaczać "dobrze" i mam nadzieję, że został przetłumaczony poprawnie.

***

Hej!
Kolejny rozdział, znowu skończony w nocy, więc mam nadzieję, że nie przegapiłam żadnych głupich błędów. 
Całkiem przyjemnie mi się go pisało, więc mam nadzieję, że równie przyjemnie się Wam go czytało. :) 
Pozdrawiam
Malina

18 komentarzy:

  1. dleczego tak rzadko wstawiasz??? Powinnaś choć raz na tydzień!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że częstość dodawania rozdziałów nie jest powalająca i większość wręcz odpycha, lecz ja nie jestem robotem. ;) Wszystko piszę na bieżąco, a chcę, aby to opowiadanie napawało mnie dumą, a nie wstydem, że coś zrobiłam nie tak z pośpiechu. ;) Mam swoje życie prywatne i nie mam tyle czasu... Dlatego też na ten czas dodawanie rozdziałów raz na tydzień jest niewykonalne. c;

      Usuń
  2. No proszę, Teo się jednak zdecydował ;) Ciekawe dlaczego ten fotograf nie lubi Cartera... Masz literówkę, zabrakło "ć" w "zawieźć". Weny! ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do fotografa to sprawa wyjaśni się w następnych rozdziałach. ;)
      I dziękuję za wyłapanie literówki!

      Usuń
  3. Boże.
    Dostałam ataku fangirlu, chociaż nie wiem dlaczego!
    Teo, słodki, uroczy, niepewny... Eh... Kocham!
    Rozdział jest niesamowity, jak zawsze :)
    Ten gościu (fotograf)... Mam wrażenie, że coś jest nie tak... Mam takie wrażenie, aż do kości! Carter... Hm... Dlaczego go nie lubi? Odrzucił jego zaloty? Kręcił się koło Gaba?
    Nwm.
    Dowiem się w swoim czasie...
    Pozdrawiam serdecznie i życzę weny.
    ~ Benefactor.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teo jest kochany, oczywiście! :)
      Akurat fotograf jest postacią chwilową i mogę chyba stwierdzić, że nie odgrywa ważnej roli. Hm... ewentualnie mogę go nazwać takim elementem łączącym wątki. c; Lecz już nic więcej nie zdradzam.
      Dziękuję bardzo!

      Usuń
    2. Dziękuję, że podzieliłaś się tymi wiadomościami.
      I oczywiście niczego więcej nie zdradzaj, bo nie będzie przyjemności z czytania.
      Pozdrawiam serdecznie i życzę weny.
      ~ Benefactor.

      Usuń
    3. Uważam, że takie małe sprostowania czasami się przydają. ;)
      Nie mam zamiaru niczego zdradzać, wręcz z uśmiechem przyjmuję informacje, że tylko ja wiem co będzie dalej, a akcja się przecież dopiero rozkręca. ^^
      Dziękuję bardzo!

      Usuń
    4. Oczywiście rozumiem.
      Pozdrawiam serdecznie i życzę weny.
      ~ Benefactor.

      Usuń
    5. ;)
      Dziękuję bardzo i również pozdrawiam! c;

      Usuń
  4. Dobry wieczór!
    Bez zbędnych ceregieli przejdę do komentowania rozdziału, który swoją drogą wydał mi się dłuższy, niż zazwyczaj miałaś w zwyczaju pisać. Ale to wszyło tylko na plus!
    Niesamowicie lekko i miło się czytało. Akcja się powolutku rozkręca, Teoś ma źródło kasy, no i wszystko w miarę zaczyna się układać.
    Mega podoba mi się to, że Teodor miał/będzie miał kilak tych sesji. I tak, Teoś jest uroczy. W mojej wyobraźni jest bardzo uroczy, cudownie wykreowałaś jego osobowość, an której podstawie wyobraziłam sobie postać, no oczywiście trzymając się opisu, który zawarłaś w opowiadaniu.
    Czekam aż Nikodem wróci *3* I jestem bardzo ciekawa tego, co stanie się dalej.
    Życzę Ci dużo weny, dużo czasu na pisanie i dużo motywujących komentarzy :3 Pozdrawiam ciepło ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, ten rozdział był nieco dłuższy od poprzedniego. Staram się zawsze pisać na przynajmniej sześć stron Worda, a tutaj jest trochę więcej... ;)
      Cieszę się, że moja główna postać tak miło się przyjęła. Zawsze jest jakieś ryzyko, że bohater nie przypadnie do gustu, lecz najwidoczniej mogę odetchnąć z ulgą, że jednak jest okej.
      Oczywiście jestem też zadowolona z faktu, że z tego co piszę, udało Ci się wykreować Teodora. To chyba świadczy na plus o moich zdolnościach pisarskich. c;
      Nic więcej odpowiedzieć nie mogę, aby zbyt dużo nie zdradzić.
      Dziękuję bardzo! :)

      Usuń
  5. Bardzo lubię to opowiadanie ;;> Romans męsko-męski to cos, co kocham ;> Już obserwuję, dodaje do polecanych na blogu i wgl. Teoś jest super, mimo ciężkiego losu, nie upadł, tylko dźwignął i poszedł dalej. Świetnie, że miał sesję ;3 Doceniają go, do bardzo dobrze. Czekam z ogromną niecierpliwością na kolejny rozdział. Masz naprawdę duży talent, serio. Widać to tu, w autorskiem opowiadaniu, jak i w twoich ff. o Harry' m Potterze (nawiasem mówiąc - je też uwielbiam ^>^)
    Pozdrawiam.
    Catherine z http://i-came-back-bitches.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie wiedzieć, że są czytelnicy, którzy odwiedzają obydwa blogi. ;)
      Następny rozdział, niestety, nie pojawi się tak szybko, bo jestem na wakacjach.
      I naprawdę, nie należy mówić, że ja mam talent. To nie jest talent. Nigdy nie biorę pod uwagę, że to co tutaj piszę może być talentem. Jestem zwykłą autorką, która amatorsko coś tam duka i klika na klawiaturze. A to, że komuś się to podoba jest naprawdę miłe, ale nie jest to talent. ;)
      Dziękuję bardzo! c;

      Usuń
  6. Wrr, kilkanaście prób przewinięcia strony na marne, teraz trzeba czekać idiotko, skoro wzięłaś się za nieskończone opowiadanie x3 A kiedy taoie zaczynam, to coś znaczy, bo mam zasady, że nie czytam nieukończonego, bo mam kiepską pamięć. Ale mnie cholernie korciło no i...
    Opowiadanie jest bardzo urocze, sądziłam, że wpadnę na coś o wiele bardziej okrutnego, sądząc po prologu. Ale to nie znaczy, że jest źle!
    Początkowo nie ogarniałam imion bohaterów (skutek czytania paru rzeczy naraz), ale teraz już jest ok. Relacja Teo i Nikodema jest bardzo urocza. Nikodem taki typowy facet, kurteczki podaje, odprowadza pod domek... x3
    Nie wiem dlaczego Wielka Czwórka skojarzyła mi się z chłopakami z Ouran High School Host Club (wcale nie obejrzałaś tylko jednego odcinka), jakoś Gabriel szczególnie z tym małym tam xD Kocham ich, to takie cztery divy-nie-divy.
    Tylko nadal nie wiem kto to Edwin. Matko. Powinnam nauczyć się czytać ze zrozumieniem, może zdążę przed kolejnym rozdziałem :')))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli mamy takie same zasady, bo ja także próbuję unikać nieskończonych opowiadań. Niestety parę razy się tak wkopałam, że autor stwierdził, że zabawnie będzie jak przez pół roku nic nie doda. ;x Jednak mimo, że ja też często nie dodaję nowych rozdziałów to jakoś żółwim tempem piszę kolejne teksty.
      Imiona są w miarę normalne, tak mi się wydaje... Ale co do Nikodema to masz rację - jest z niego taki opiekuńczy facet.
      Nigdy nie oglądałam, ale zaciekawiłaś mnie i trochę poczytałam o tym. Może rzeczywiście mój pomysł jest podobny do tego? Zbieg okoliczności. c;
      Edwin Felton jest to kolega z klasy Teodora. Bardzo gadatliwa z niego osóbka.
      Dziękuję bardzo za komentarz! ;)

      Usuń
  7. Hej,
    i się Teo zdecydował na tą sesję zdjęciową, co za fotograf... flirtował z nim...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy