środa, 19 sierpnia 2015

Rozdział XVI

                 Wstąpiłem do kwiaciarni i kupiłem żółtą różę. Ten kolor był tak ciepły i całkowicie nie pasował do pogody, która panowała już od pewnego czasu. Biały puch osadził się na chodnikach, tworząc śnieżną otoczkę wokół wszystkiego, co napotkał na swojej drodze. A róża swoim kolorem rzucała się w oczy i przypominała słońce, lato. Bo moja babcia kochała lato i kolor żółty.
                Dokupiłem jeszcze jeden znicz dla dziadka i udałem się wolnym krokiem w stronę cmentarza. Wiedziałem, że kwiat zamarznie, lecz mimo to chciałem go położyć na ich grobie, czułem się winny, że dawno nie odwiedzałem cmentarza.
                Odgarnąłem śnieg z kamiennego pomnika pod którym leżały dwie osoby. Jedna mi nieznana - mój dziadek, ojciec mojej matki, który zmarł siedemnaście lat temu i moja babcia, która wychowywała mnie przez osiem lat.
                Położyłem różę na grobie, a knot wkładu zapaliłem od innego znicza. Potem wszystko ustawiłem i spojrzałem na złote litery, puste informacje o dwóch osobach.
                Wierzyłem, że babcia Helena przepowiedziałaby do rozumu moim rodzicom. Oni zawsze jej słuchali i przy niej stawali się jak małe dzieciaki. Słuchali jej reprymend ze spuszczoną głową i brakowało tylko tego by obiecywali poprawę. A babcia by mnie zaakceptowała, zrozumiałaby homoseksualizm. Przecież ona wiedziała, że gdzieś tam jest nasza „druga połowa”. Dlaczego moja „druga połowa” nie mogłaby okazać się mężczyzną?
                O dziadku nie wiedziałem wiele. Babci trudno było o nim opowiadać, a rodzice rzadko kiedy ze mną rozmawiali. Widziałem tylko zdjęcia, które układały się w najwspanialsze wspomnienia z ich życia. Wtedy był to wysoki, przystojny mężczyzna z czarującym uśmiechem, a z biegiem czasu zmieniał się, mizerniał, stawał się coraz starszy i schorowany. A moja babcia zawsze zdawała się być w pełni sił i nigdy nie narzekała na swoje zdrowie ani potem nie mówiła nic o samotności, a żyła jako wdowa osiem lat. Powtarzała mi tylko, że kiedyś znajdzie się wśród aniołów i tam będzie czekać na nią dziadek. Miłość, którą moja babcia darzyła swojego męża była dla mnie wzorem do naśladowania. Wierzyłem, że ktoś mnie tak pokocha, a moje życie nie będzie wyglądało tak jak moich rodziców.
                Minęło tyle lat, a mądrości babci zostały zapisane w moim sercu. Pamiętałem je dalej i lubiłem je wspominać, bo wszystko co wiązało się z babcią było takie radosne. Beztroskie dzieciństwo, opowieści, mądre rady i słowa, które dzieciak taki jak ja chłonął niczym gąbka.
                Śnieg zaczął delikatnie prószyć z nieba, a ja uśmiechnąłem się lekko. Bynajmniej nie zamierzałem rozmawiać z zimnym, kamiennym grobem. Jednakże pomyślałem o tym jak babcia narzekałaby na śnieg, bo przecież zawsze razem czekaliśmy na wiosnę, a następnie na lato.
                Aniołki, dacie trochę słoneczka? - zapytałem w myślach, chociaż wiedziałem, że jest to głupie. Jednak babcia często zwracała się do aniołów, a kiedy wyjeżdżałem do domu rodzinnego zawsze żegnała mnie słowami, że teraz mój Anioł Stróż będzie mnie pilnował.
                Więc gdzie jesteś, Aniele? Dlaczego przestałeś mnie pilnować?
                Westchnąłem, strzepując biały puch z kurtki. Spojrzałem jeszcze raz na grób, litery oraz żółtą różę przyprószoną śniegiem i odszedłem w stronę bramy, aby wrócić do domu Hopkinsów.

***

Otaksowałem wzrokiem nagi tors mojego fotografa, a potem, z rumieńcem wpełzającym na policzki, spojrzałem na jego twarz.
- Wchodź - zaprosił mnie do środka. - Jesteś nieco wcześniej i nie zdążyłem wyprasować bluzki - usprawiedliwił się, choć widok jego ciała bynajmniej nie był niemiły.
- Przepraszam w takim razie...
- Spokojnie, tylko chwilę poczekaj, okej? - zapytał, a ja kiwnąłem głową.
Po paru minutach Demetrio wrócił już ubrany z dwoma kubkami w ręce, z czego jeden podał mi.
- Herbata - wyjaśnił. - Powiem ci trochę o dzisiejszej sesji. Potrzebuję twoich portretów, ale żeby nie było za prosto to musisz być pobrudzony farbami. - Uśmiechnął się krzywo.
- Dobra. - Wzruszyłem ramionami. - Możemy jechać.
- Świetnie, Teo. Jesteś wspaniałym, początkującym modelem - powiedział i wstając, zmierzwił mi włosy.
Na planie ubrano mnie w zwykłe, czarne spodnie i trzy kobiety zajęły się tym, aby artystycznie umazać mnie farbą. Następnie Demetrio robił mi zdjęcia, a ja grzecznie pozowałem. Głupio mi było się przyznać, lecz nigdy nie zgodziłbym się na te sesje, gdyby nie kwestia gotówki, które za nie dostawałem. Nie czułem się na swoim miejscu, gdy Demetrio cały czas kazał mi się odwracać, patrzeć we wskazane miejsca i wykonywać określone gesty.
Kolejne słowa fotografa zagłuszył dzwonek wiadomości.
- Idź zobacz kto do ciebie się dobija, zrobimy krótką przerwę - oznajmił Salerno, a ja podszedłem do mojego telefonu, aby wyświetlić SMS-a.
            Uśmiechnąłem się do wyświetlacza, gdy zobaczyłem treść i nadawcę. Dosłownie zobaczyłem nadawcę. Nikodem wysłał mi swoje zdjęcie, na którym idzie po wybiegu – jak dowiedziałem się z opisu była to próba do pokazu. Szybko wystukałem odpowiedź, wysłałem ją i już wyciszony telefon odłożyłem na miejsce.
            - I co tam? Już gotowy do kontynuowania? – zapytał fotograf, a ja kiwnąłem głową i stanąłem w wyznaczonym miejscu, pozując tak jak oczekiwał ode mnie fotograf.

***

                Leżałem na łóżku i patrzyłem się bez sensu w sufit. Był cały biały i gładki. Patrzyłem, a moje powieki zaczęły mi ciążyć, gdy usłyszałem skrzypienie drzwi. Spojrzałem w tamtą stronę, gdzie na progu stała Lily.
                Uśmiechnąłem się do niej, a ona odpowiedziała tym samym i przysiadła się na skraj łóżka.
                - Co się tak lenisz? – zapytała zaczepnie, aby zacząć rozmowę.
                - Nie mam nic innego do roboty – burknąłem. – Lekcje odrobiłem, mamusiu.
                - Dobrze, synku – odparła i zawahała się. Ten drobny gest wystarczył, abym usiadł obok niej i wyostrzył wszelkie zmysły.
                - Lily, co jest?
                Dziewczyna dalej wahała się, a aby uzyskać czas na odpowiedź, poprawiła włosy. Po chwili jednak wyjaśniła mi, o co chodzi.
                - Zastanawiam się, Teo, nad jednym. No, bo – rzuciła mi krótkie spojrzenie – wiem, że do Świąt daleko – westchnęła. – Ale, Teo, jak będą wyglądać twoje Święta? Co z twoimi rodzicami? Martwię się o ciebie – dodała.
                Całkowicie ją rozumiałem. Już od pewnego czasu zastanawiałem się nad Bożym Narodzeniem. Tegoroczne Święta zapowiadały się smutno i choć w gronie bliskich mi osób to nie najbliższych. Mimo wszystko mając rodziców to z nimi powinienem siedzieć przy wigilijnym stole.
                Jednak musiałem pogodzić się z tym, że moi rodzice mnie nie akceptują i Święta, które powinny być rodzinne dla mnie takie już nie będą. Dodatkowo zastanawiałem się nad Pasterką. Kusiło mnie, aby iść i porozmawiać potem z księdzem odnośnie homoseksualizmu. Choć dalej obawiałem się przekroczyć próg Świątyni Bożej, tak wiedziałem, że w ten jeden dzień muszę sobie na to pozwolić.
                - Spędzę Święta z wami. Nie sądzę, abym miał do czego wracać, Lils. – Zmierzwiłem jej włosy przez co wydały jęk niezadowolenia.
                - Nie masz zamiaru porozmawiać z nimi? Podobno w Boże Narodzenie zapomina się o wszelkich sporach.
                Uśmiechnąłem się do niej smutno.
                - Nie o takich, moja naiwna optymistko – mruknąłem, spuszczając wzrok i uśmiechając się kwaśno sam do siebie. Lily przytuliła mnie, a ja miałem okazję powąchać jej włosy, które pachniały czekoladą. Chwyciłem jedno pasemko do ust i mlasnąłem. – Czekolada.
                Lils po chwili zorientowała się o co mi chodzi, wybuchła śmiechem i odepchnęła mnie od siebie.
                - Głupek – skomentowała, tym samym rozładowując dziwną atmosferę.
                Na moich ustach dalej gościł uśmiech, który zdawał się być wesoły. Nie chciałem, aby ktokolwiek się o mnie martwił. Nikogo nie chciałem obarczać swoimi problemami i sam przyjmowałem je na swoje barki nie dzieląc się nimi. Po prostu one były moje i sam musiałem je udźwignąć. Nie myślałem nawet o tym, że kiedyś mogą okazać się zbyt ciężkie.

***

                Szybkim krokiem przemierzałem białe uliczki miasta. Z bliska śnieg wcale nie wyglądał tak przyjemnie, gdy zmieniał się w błotnistą breję przez którą trzeba się przedrzeć na drugi koniec miasta.
                Nie narzekałem tylko szybkim krokiem zmierzałem ku swojemu celu. Stałem już prawie pod domem fotografa, gdy mój telefon zawibrował w kieszeni. Otrzymałem prostego SMS-a od pani Evans z pytaniem czy ostatni dzień listopada pasuje mi na spotkanie z nią. Wypadało to w piątek, więc odpisałem zwyczajne „Pasuje” i zadzwoniłem dzwonkiem do domu fotografa.
                Była to już moja trzecia, a zatem przedostatnia sesja przed jego obiektywem. Dostałem już część zaliczki i byłem zadowolony z tego, że tak łatwo wybrnąłem z drobnego, pieniężnego problemu.
                Tym razem obyło się bez oglądania gospodarza bez koszulki i niezręcznego rumieńca, a od razu przeszliśmy do pracy. Demetrio wytłumaczył mi co i jak, a potem udaliśmy się do niewielkiego studia, gdzie odbyła się moja poprzednia sesja. Dina dała mi ubrania, które przymierzyłem i wstępnie przygotowała mi moją fryzurę oraz makijaż. Nic więcej nie zrobiła, gdyż jechaliśmy kawałek za miasto do starego dworku, aby zdjęcia miały ciekawy klimat.
                - Obróć się trochę w lewo i opuść ramiona – dyrygował mną Demetrio, a ja starałem się spełniać jego warunki.
                Podczas przerw przebierałem się z jednego stroju w drugi, a Dina poprawiała mi włosy oraz makijaż. Miałem z pięć lub sześć stylizacji, wszystko szło topornie, a fotograf nie wydawał się zbytnio zadowolony.
                - To jest jakaś kolekcja? – zapytałem, marszcząc brwi, gdy ubierałem kolejną parę spodni.
                - Tak, kolekcja jednej z sieciówek, nic takiego – odparła blondynka.
                Ta sesja dłużyła mi się niemiłosiernie. Coraz bardziej odczuwałem, że modeling wcale nie jest moją pasją, a wręcz stał się dla mnie przymusem. Jednak zacisnąłem zęby i pozowałem, aby mieć w końcu to za sobą.
                Po dwóch godzinach męczarni, Demetrio wypowiedział długo wyczekiwane słowa:
                - Na dziś to koniec.
                Pognałem do auta i przebrałem się w swoje rzeczy, z przyjemnością czekając aż Dina i Demetrio przyjdą do samochodu.
                - Wstąpisz do mnie na herbatę, Teo? – zapytał fotograf, gdy już jechaliśmy ośnieżoną drogą w stronę miasteczka.
                - Nie, dziękuję – odmówiłem, pamiętając ostatnie niemiłe spotkanie w pizzerii.
                - To podwiozę cię do domu – oznajmił.
                Nie oponowałem, gdyż nienawidziłem zimna, a na dworze panował siarczysty mróz, który tak nieprzyjemnie szczypał po policzkach i zamieniał oddech w białą parę. Wystarczyło, że część sesji Demetrio postanowił zrealizować przed dworkiem, żeby zdjęcia miały też zimowy klimat.
                Podwieźliśmy Dinę w wyznaczone miejsce, a następnie podałem fotografowi adres do domu Hopkinsów. Dziesięć minut później znajdowaliśmy się już przed średniej wielkości domkiem.
                - Dziękuję za podwózkę – mruknąłem.
                - Nie ma za co. Do zobaczenia – dodał, gdy wysiadłem z auta.
                Odpowiedziałem to samo i już po chwili rozkoszowałem się ciepłym powietrzem. Wujek zadbał o to, aby cały budynek był solidnie ogrzany.
                Gdy wszedłem do salonu, napotkałem znaczące spojrzenie Laury, więc zatrzymałem się i nawet nie musiałem czekać, aby zaczęła temat:
                - A kto cię podwiózł? – zapytała niby niewinnie, lecz z miną małego diabła.
                - Nieważne – fuknąłem, w głębi duszy naśmiewając się z jej nieposkromionej ciekawości.
                Przeszedłem w głąb domu, do kuchni, aby przywitać się z ciocią i Lily, a następnie udałem się do „swojego” pokoju i zmęczony, padłem na łóżku.
               
***

                Przeszliśmy pod salę od matematyki i wraz z Glorią, Sarą oraz Edwinem usiadłem na ławce. Felton jadł kanapkę, a dziewczyny paplały o czymś beztrosko, więc nikomu nie przeszkadzało, że się zamyśliłem.
                Trudno mi było się przyznać, ale tęskniłem za Nikodemem. Przyzwyczaiłem się do jego obecności w moim życiu, do tego jak mnie odprowadzał i do naszych rozmów. Minęły ponad trzy tygodnie od jego wyjazdu, a ja zacząłem dostrzegać jak bardzo mi go brakuje. Próbowałem zepchnąć te myśli na boczny tor i powtórzyć materiał z ostatnich lekcji matematyki, lecz akurat przede mną stanął Gabriel.
                - Hejka – przywitał się.
                - No hej – odpowiedziałem, a uśmiech automatycznie zagościł na mojej twarzy.
                - Co tam, Teo? – zapytał, poprawiając plecak przewieszony przez jedno ramię.
                Spojrzałem na niego uważnie. Nie byłem pewny czy to pytanie może mieć drugie dno…
                - Nic – mruknąłem. – Właśnie powtarzam na matmę.
                - Wiesz, – spojrzał na mnie uważnie i przegryzł wargę – słyszałem, że masz jakieś sesje…
                - Salerno ci powiedział? – zapytałem i wykrzywiłem usta.
                - Nie, ale teraz już wiem u jakiego fotografa masz te sesje – odparł. – Dowiedziałem się od Diny.
                - Och – westchnąłem. – To ją też znasz?
                - Tak… - zaczął, lecz dzwonek oznajmiający koniec przerwy zagłuszył jego wypowiedź. Jęknął zdenerwowany i dodał tylko: - Pogadamy później.
                I odszedł w stronę swojej klasy.  
                Gdy wychodziłem ze szkoły, dokładnie rozejrzałem się wokoło, lecz nie trafiłem na Gaba. Odetchnąłem z ulgą i udałem się do domu Hopkinsów. Nie chciałem z nim rozmawiać, o czymkolwiek miała być ta rozmowa. A tym bardziej nie chciałem się tłumaczyć. Właśnie z tego powodu starałem się omijać Gabriela szerokim łukiem, aż do czasu, gdy sesje się skończą, a ja na pytanie „Dlaczego brałeś w tym udział?” będę mógł odpowiedzieć „Sesje są skończone, więc temat też” i tyle. Żadnego tłumaczenia.

***

                - Dzień dobry – mruknąłem, gdy zobaczyłem postać fotografa stojącego w otwartych drzwiach.
                - Hej, Teo – odpowiedział z szerokim uśmiechem. – Chodź, dziś sesja w domu.
                Kiwnąłem głową i wszedłem do środka, od razu zdejmując przy wejściu buty i kurtkę. Na dworze dalej było okropnie zimno, więc z ulgą przyjąłem, że domek fotografa jest ogrzany i panuje w nim przyjemne ciepło, które od razu rozpełzło się po moich skostniałych dłoniach i stopach.
                Usiadłem na kanapie, a Demetrio podał mi gorącą herbatę. Upijając pierwszy łyk, poparzyłem sobie język, ale i tak rozkoszowałem się ciepłem w żołądku.
                Wziąłem kolejny haust słodkiego napoju, gdy Salerno zapytał:
                - Teo, może pozowałbyś dzisiaj do aktu?
                Oczywiście zachłysnąłem się herbatą, a część wyplułem przed siebie. Kaszlnąłem parę razy, a oczy zaszły mi łzami, które szybko wytarłem.
                - P-Przepraszam – wycharczałem.
                Wyciągnąłem z kieszeni chusteczki i jedną posprzątałem bałagan, który narobiłem. Następnie już uspokojony, spojrzałem na fotografa.
                - To co? – dopytał, jakby moja reakcja nie była idealną odpowiedzią na tę propozycję.
                - A… A nie możemy zrobić innej sesji? – zapytałem, czerwieniąc się. – No, bo… ja? I a-akt?
                Fotograf spojrzał na mnie z pewnością siebie wymalowaną na twarzy.
                - Oczywiście, że pasujesz do takiej sesji, Teo – mruknął i uśmiechnął się delikatnie.
                - Jednak wolałbym coś innego – odparłem, pewny swego. Nigdy nie stanąłem przed nikim nago, przecież to było krępujące, szczególnie, gdy miałem świadomość, że Salerno jest gejem.
                Mężczyzna westchnął jakby zawiedziony, po czym zaproponował:
                - A w białej koszuli i bokserkach? Chociaż tak na początek? Potem mógłbyś się odważyć dalej…
                Przegryzłem wargę i zacząłem rozważać jego propozycję.
                - A do czego jest ta sesja?
                - Moja własna do portfolio. Może mi się do czegoś przyda – zaśmiał się i spojrzał na mnie wyczekująco.
                Nie mając większego wyboru, zgodziłem się na jego warunki. Ubrałem o rozmiar za dużą koszulę i zostałem tylko w niej oraz bieliźnie. Czułem jak pieką mnie policzki, a ze stresu moje serce zaczęło bić jeszcze szybciej. Rękoma nerwowo skubałem skrawek białej tkaniny, aż w końcu stanąłem przed obiektywem.
                Na początku czułem się tak jak przy zdjęciach próbnych. Wstyd, zdenerwowanie i stres zjadały mnie od środka, nie pozwalając się wyluzować przed aparatem. Jednak w pewnej chwili pomyślałem, że przecież, do diabła, jestem w koszuli i bokserkach, a Demetrio zaznaczył, że jak nie będę chciał to nic nie zdejmę, więc czym ja się stresowałem? Przed obiektywem już stałem, Demetrio mnie widział i chciał, abym pozował, więc to robiłem. Coraz pewniej patrzyłem na fotografa, słuchając jego poleceń i wypełniając je, najlepiej jak potrafiłem.
                W pewnej chwili Demetrio odszedł od aparatu i podszedł do mnie, a następnie przeczesał swoją ręką moje włosy.
                - A Dina nie przyjdzie? – zapytałem. Całkowicie zapomniałem o blondynce, a przecież uczestniczyła w każdej sesji na której byłem.
                - Nie, dzisiaj nie – mruknął i przysunął się bliżej, a ja zrobiłem krok w tył. – To co, Teo, odepniesz guziczek?
                Spojrzałem na niego, myśląc, że żartuje, ale Demetrio mówił całkowicie poważnie. Stał blisko mnie i dotykał górnego guzika koszuli. Czułem jego perfumy, a gdy mówił, ciepłe powietrze owiewało mój policzek. Sam nie wiedziałem co mną kieruje, ale kiwnąłem głową i fotograf sprawnie rozpiął nie jeden, ale dwa guziki. Odwróciłem wzrok i chwyciłem dłoń fotografa, ściągając ją z kolejnego okrągłego guzika.
                - Kontynuujemy? – zapytałem.
                - Jasne – odpowiedział, ale czułem jak dokładnie mi się przygląda.
                Parę minut pozowałem, ale czując na sobie wzrok fotografa, krępowałem się. Gdy spojrzałem na podłogę, była to chwila, gdy Demetrio znów stanął blisko mnie i bez pytania czy jakiejkolwiek zgody, rozpiął moją koszulę.
                - Tak lepiej – skomentował i położył dłonie na moich biodrach, a następnie je pogłaskał.
                Ten ruch zadziałał na mnie jak kubeł zimnej wody. Nagle dla mnie stało się jasne, czego spodziewa się po tej sesji Demetrio i wiedziałem, że mu na to nie pozwolę. Odsunąłem się od niego, spychając z siłą jego ręce.
                - Chyba tyle zdjęć wystarczy, prawda? – warknąłem.
                - No co ty, Teo – mruknął i znów próbował się do mnie zbliżyć.
                Obszedłem go i choć chwycił mnie za ramię to z impetem go odepchnąłem. Szybko zgarnąłem swoje ubrania i nałożyłem je na siebie, rzucając w kąt białą koszulę.
                Demetrio przyglądał się moim poczynaniom z krzywym uśmiechem, a ja tylko posłałem mu wściekłe spojrzenie.
                - Jeszcze reszta kasy – przypomniałem.
                - Za dzisiejszą sesję powinienem ci zapłacić mniej, bo myślałem, że będzie bardziej ciekawie – skomentował, a ja już nie odezwałem się ani słowem tylko przyjąłem gotówkę i wyszedłem z jego domu bez pożegnania.
                Wzdrygnąłem się, gdy zimne powietrze uderzyło w moje rozgrzane policzki. Nagły chłód podział kojąco na moje zdenerwowanie, więc wziąłem głęboki oddech, delektując się nieprzyjemnym uczuciem w płucach i ruszyłem zaśnieżonymi uliczkami, aby wrócić do wujostwa.

***

                Usiadłem naprzeciwko pani Evans i spojrzałem na nią, zastanawiając się nad jednym:
                - Czy nie uważa pani, że to nie fair, że oszukuje pani moich rodziców i bierze za to pieniądze? – zapytałem.
                - Owszem, nie jest to dobre posunięcie, ale lepszego na ten moment nie ma, Teodorze. Gdybym ja odmówiła to twoi rodzice płaciliby komuś innemu, kto podjąłby się terapii, a tego bym dla ciebie nie chciała – odpowiedziała, z pełną powagą. – Jednak wróćmy do ciebie. Wszystko dobrze u ciebie, Teodorze? – zapytała, a ja starałem się nie skrzywić na jej pytanie. Słowo „dobrze” w mojej sytuacji było pojęciem względnym.
                - Tak jak zwykle – burknąłem, niepocieszony. Chciałem, aby cokolwiek zmieniło się na lepsze, a teraz dodatkowo nie było przy mnie nawet Nikodema.
                - A co z Bożym Narodzeniem? – dopytała.
                - Nic szczególnego. Spędzę ją w gronie ludzi, którzy mnie na swój sposób kochają i akceptują. – Wzruszyłem ramionami. – Kupię prezenty, ubiorę choinkę i pomogę w kuchni. Wszystko tak jak w domu – dodałem, bez szczególnej radości.
                - Zadzwonisz do rodziców? Spotkasz się z nimi, aby złożyć życzenia? – Pani Evans jak zwykle zadawała same pytania, a ja starałem się nie wywrócić oczami, po usłyszanych słowach.
                - Napiszę SMS-a. Tyle starczy. A jak chcą większego kontaktu to niech sami go zainicjują – odparłem.
                Akurat, gdy wypowiedziałem ostatnie słowo i pani Lucy już chciała zbombardować mnie kolejnymi pytaniami lub śpiewką odnośnie czegokolwiek związanego z rodzicami, przyszła wiadomość.
                - Przepraszam, nie wyciszyłem komórki – mruknąłem ze skruchą.
                - Spokojnie, odpisz, może to coś ważnego.
                Spojrzałem w wiadomość i uśmiechnąłem się szeroko. Mój humor od razu się poprawił i poczułem coś ciepłego w żołądku. To pewnie przez łyk herbaty, którą zaparzyła pani Evans.

Od: Nikodem
„Wracamy! Do zobaczenia jutro!”



***
Hej!
Ten rozdział pisało mi się wyjątkowo długo i trudno, ponieważ nie dość, że się w nim trochę dzieje to jeszcze jest to najdłuższy rozdział tego opowiadania. ;) 
Dodam tylko, że po prawej stronie pojawiła się zakładka "Polecani". Jednak jeśli chcecie, abym zobaczyła Waszego bloga to podeślijcie link w "Spamie" na Opowiadania - Harry Potter. :)
Pozdrawiam,
Malina

15 komentarzy:

  1. Od poczatku mialam zle przeczycie co do tego fotografa..
    Ahhhh
    Znowu bedzie cxekac trzeba zanim nikus wroci
    Uwielbiam to opowiadanie!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikodem wraca już w następnym rozdziale, więc nie jest źle! :D
      Miło mi. Dziękuję bardzo! c;

      Usuń
  2. Hej! Tak na dobry początek - bardzo udany rozdział :D
    Naprawdę sporo zadziało się w tym rozdziale, co niesamowicie mi się spodobało. Scena z fotografem niesamowita, od początku wiedziałam, że brudne rzeczy chodzą mu po głowie!
    Ugh, kocham to opowiadanie! Tak długo trzymałam sobie te głośne i energiczne uczucia, którymi darzę tego bloga, jednak teraz wybuchłam. Dziewczyno, ten blog jest genialny! Nawet to, że rzadko są rozdziały, kompletnie mi nie przeszkadza. Najbardziej liczy się dla mnie treść, przekaz, akcja. To, co piszesz, jest niesamowite, błagam, nie przestawaj!
    Nawet jeśli pisało Ci się ten rozdział ciężko, to musisz wiedzieć, że wyszedł świetnie. Długość idealna, fajnie, że od czasu do czasu dodajesz jednak nieco dłuższe rozdziały.
    NIKODEM WRACA <3 Taaak, ja też się za nim nieźle stęskniłam. Mam nadzieję, że jak teraz Nikuś wróci to coś pomiędzy chłopakami się stanie.
    Ano, prawie bym zapomniała. Nawet lubię tą panią Evans. Jej podejście do sprawy i chęć PRAWDZIWEJ pomocy jest naprawdę wspaniałe. Okej, okej, bierze kasę za coś innego, ale walić to XD Mój komentarz jest inny, niż poprzednie jakie pisałam, ale to dlatego, że jak wcześniej pisałam moje emocje wybuchły przy tym rozdziale :D
    Aha, znalazłam jeden błąd! Nieważne razem :P
    "- A kto cię podwiózł? – zapytała niby niewinnie, lecz z miną małego diabła.
    - Nie ważne – fuknąłem, w głębi duszy naśmiewając się z jej nieposkromionej ciekawości."
    To by było na tyle. Jeszcze raz wspomnę, że rozdział jak najbardziej udany. Czekam niecierpliwie na następny! Pozdrawiam i życzę masy weny ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku! No co ja mogę odpisać? ^-^ No kurczę, taki miły komentarz daje tyle motywacji i radości, że uśmiech sam pcha mi się na usta oraz mam ochotę tańczyć. Twoje słowa dodają mi skrzydeł... Jestem osobą, która potrzebuje kopniaków, a Ty dałaś mi wielkiego kopniaka z motywacją... Często tracę wiarę w siebie i w swoje opowiadanie, więc takie słowa są mi potrzebne. A gdy czytam, że jest osoba, która uważa, że nie powinnam przestawać pisać to od razu myślę "Hej! Muszę pisać dalej, bo to ma jakiś sens!". I niestety trzeba mi przypominać, że to co robię ma sens. :)
      Cieszę się, że rozdział, ba, opowiadanie Ci się podoba!
      Szczerze mówiąc ja też tęskniłam za Nikodemem. Jakoś wyobrażenie złotowłosego przystojniaka dobrze działało na moją motywację do pisania. c;
      Zawsze boję się odpowiadać na komentarze, żeby przypadkiem czegoś nie zdradzić... Jednak z drugiej strony potrzebuję takich krótkich odczuć/opinii, właśnie tak jak Ty napisałaś, że lubisz panią Evans. To także pomaga mi rozwijać historię, więc dziękuję bardzo za komentarz - choć podziękowania brzmią tak sucho i formalnie to ja naprawdę dziękuję, bo mam za co. Gdyby nie takie osoby jak Ty to pewnie już rok temu przestałabym pisać. ;)
      Ach, oczywiście racja odnośnie błędu. Wiedziałam, że dobrym pomysłem nie jest sprawdzanie rozdziału w nocy, gdy jestem zmęczona... :x
      Jeszcze raz dziękuję bardzo!

      Usuń
  3. Nie, ja nie mogę tego czytać xD Za każdym razem, kiedy pojawia się słowo 'bene' widzę przed nosem kabanosy, których nienawidzę. Przepraszam za zbyt szczere opisywanie odczuć podczas czytania twojego opowiadania :'))
    Tyntyntyntyn, coś dużo tych sesji było, miałam przeczucie, że Demetrio nie będzie tylko się tak przewijał i przewijał. "Moja własna do portfolio. Może mi się do czegoś przyda" - hm, ciekawe do czego?
    Mam nadzieję, że na tym nie skończy się przygoda z fotografem. Czekam na przyjazd Nikodema!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia skąd takie skojarzenie...? :o Jednak jest ono całkiem ciekawe. :'D
      No cóż, ten rozdział był w mojej głowie już tak ułożony, że sesje musiały się tak przeplatać. Z resztą dzięki temu Nikodem tak szybko wraca. ;)
      Hm, swoje największe wejście Demetrio już ma za sobą. A co będzie z nim dalej? Pożyjemy, zobaczymy, może gdzieś się jeszcze pojawi...
      Dziękuję bardzo za komentarz!

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma to jak pomylenie komentarzy, i wstawenie Ci tu komentarza na innego bloga XD Przepraszam za problem i w ogóle. Ba ja nie ufam bloggerowi i pisze sobie komki w Wordzie, a potem je tylko wklejam ;> No nic. AWWWWWW <3 Nikodem wraca <3 No nareszcie, tęskniłam za nim. No i nie tylko ja... <3 Ależ ten Demetrio jest bezczelny! No ale, jakbym ja miałą takiego Teo... Nic nie mówiłam. Pisałam, raczej ;3 Lubię to opowiadanie, naprawdę. Podoba mi się całe. Ta atmosfera, nib taka smutna otoczka, ale jednak ma w sobie promyczki słońca. ;> No i masz ogromny talent, nawet nie zaprzeczaj! Chyba nadużywam "No i". To nic ;***
      Całuję i życzę mnóstwa weny!
      Catherine
      http://piata-pora-roku.blogspot.com/

      Usuń
    2. Nie ma sprawy. :D Każdy ma prawo się pomylić. ;)
      Już za chwilę dodam rozdział, gdzie Nikodem już wrócił... Ale tak, przyznaję Ci rację, że Demetrio jest bezczelny. Niby odgrywa krótką rolę w opowiadaniu, ale niefajna z niego postać.
      Mam wrażenie, że moje opowiadanie albo niektórzy bardzo lubią, albo nienawidzą ze względu na atmosferę. Jednakże cieszę się, że Tobie ona przypadła do gustu. c;
      Ech, ale jak ja mam nie zaprzeczać jak moim zdaniem ja nie mam talentu? Te wypociny na blogach moim zdaniem w ogóle nie są przejawem żadnego talentu. D: Mogłabym wymieniać pełno autorów, którzy talent posiadają, a gdzie ja przy nich...?
      Dziękuję bardzo!
      PS Przepraszam za powtórzenia słowa "talent", ale żaden synonim nie oddaje znaczenia tego wyrazu. ;)

      Usuń
  5. O,ludzie...!
    Nik Wraca!!!! Yeah!
    Dawno tu nie wchodziłam za co przepraszam ...
    Co do rozdziału to... Amazing!!
    Coś czułam, że fotograf coś odwali naszemu kochanemu Teo.
    Nie zawiodłam się na Tobie, że zrobisz z Tego niesamowity wątek... :)
    Jestem ciekawa co Gabriel chciał powiedzieć Teodorowi...
    Ale pewnie dowiemy się za niedługo... ;)
    Twoja twórczość mnie powala...
    Piszesz tak niesamowicie, że można tylko zazdrościć talentu jaki posiadasz.
    Czekam na następny.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę weny!
    ~ Benefactor.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też tęskniłam za tym przystojniakiem i tak, w końcu wraca. ;)
      No cóż, w końcu musi się coś dziać w tym opowiadaniu! Cieszę się, że ten pomysł z fotografem się udał. c;
      A co do Gaba - za chwilę wrzucę kolejny rozdział to wszystko się wyjaśni. ;)
      Talent? Naprawdę uważam, że to zbyt wielkie słowo. Nigdy w życiu nie uznałabym siebie za osobą z talentem do pisania... Posiada go wielu innych autorów, ale ja im do pięt nie dorastam, naprawdę.
      Jednak dziękuję za miłe słowa, bo strasznie się cieszę, że to opowiadanie podoba się tylu ludziom i przede wszystkim, że Tobie się podoba! ;)

      Usuń
    2. To nie jest za wielkie słowo. Masz talent i zdania nie zmienię... :)
      Pozdrawiam serdecznie i życzę weny!
      ~ Benefactor.

      Usuń
    3. Miło mi to słyszeć, choć ja tak nadal nie uważam i nie wiem co by musiało się stać, abym tak zaczęła sądzić. ;)
      Jeszcze raz dziękuję!

      Usuń
  6. Hej,
    chyba Gabriel chciał ostrzec Theo właśnie przed taką sesją, dobrze, że do niczego więcej nie doszło...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie Gab chciał go ostrzec ;)
      Dziękuję za komentarz!

      Usuń

Obserwatorzy