niedziela, 18 października 2015

Rozdział XX

                W sobotę w domu Hopkinsów zapanował istny harmider. Nagle dom dla zaledwie pięciu osób wydawał się za mały, a każdy miał pełne ręce roboty. Co prawda nie rozumiałem dlaczego musimy tak dokładnie sprzątać śladowe ilości kurzu, lecz nie wypowiadałem swoich słów na głos, aby nie denerwować trzech kobiet znajdujących się w moim otoczeniu.
                Po umyciu wszelkich powierzchni płaskich, a nawet karniszy lamp w pokojach, otarłem spocone czoło. Nabiegałem się po domu, a co chwilę któraś z pań mówiła, w który kąt powinienem zajrzeć. W tym samym czasie Lils z Irmą przyrządzały wigilijne potrawy, a Laura zajmowała się czyszczeniem dywanów, podłogi oraz okien, w których myciu miałem jej pomóc, lecz widząc smugi na szklanych powierzchniach wszystkie trzy panie zgodnie stwierdził, że to zadanie przewyższyło moje umiejętności.
                Na moje szczęście wujek wrócił z pracy i zgarnął mnie do samochodu, aby odebrać zakupioną choinkę. Tym samym ubieranie drzewka przypadło męskiej załodze, lecz była to najprzyjemniejsza z prac jaką mogłem sobie wybrać - zakładanie łańcuchów, światełek i bombek na ślicznie pachnącą choinkę na dobre wprowadziło mnie w klimat Świąt. Nawet kolędy puszczone w radiu nie nastroiły mnie tak jak ubieranie drzewka.
                Moja pomoc zakończyła się na rozkładaniu tu i ówdzie świątecznych ozdób, a resztę pracy przejęły panie. Musiałem przyznać, że przyjemnie siedziało się na krześle w kuchni i obserwowało jak każda z nich gotuje, a co najważniejsze jak świetnie ciocia dogadywała się ze swoimi córkami, bo choć czasami podniosła głos to i tak widać było jak czerpie przyjemność ze spędzanego czasu wraz z Lily oraz Laurą. Irma cały czas była uśmiechnięta i jej radość udzieliła się także mi.
                Następny dzień zapowiadał się spokojniej, ponieważ już poprzedniego wieczora większość rzeczy była gotowa. Wszyscy oczekiwaliśmy tylko dwudziestego czwartego grudnia, który miał nastąpić za paręnaście godzin. Uwielbiałem tę otoczkę Bożego Narodzenia, która w tamtym momencie była wspaniała i powodowała u mnie dobry humor.
                Oglądałem jeden z popularniejszych świątecznych filmów równocześnie zajadając się soczystymi mandarynkami, gdy drzwi trzasnęły - ciocia wróciła z krótkich zakupów, ponieważ brakowało jej paru składników do ciasta.
                - Teo. - Usłyszałem jak spokojnie mnie zawołała, więc ściszyłem głos w telewizorze i odpowiedziałem:
                - Tak, ciociu?
                Poczłapałem do przedpokoju, gdzie kobieta ściągała wysokie kozaki. W międzyczasie wepchnąłem sobie do ust dwa kawałki owocu, a sok prysnął na moją bluzkę, choć i tak się tym nie przejąłem.
                Widząc nieco przygasłe spojrzenie cioci, spoważniałem. Irma chodziła w wyśmienitym humorze, więc tak nagła zmiana nie zwiastowała niczego dobrego.
                - Chodź, kochanie. Usiądźmy na kanapie - zakomenderowała. Westchnęła jeszcze, a ja spojrzałem na białą kopertę, którą dzierżyła w dłoni. - Teo, przed chwilą spotkałam się z twoją mamą. Anna poleciła mi to ci przekazać i życzyć Wesołych Świąt od rodziców.
                Nie miałem zamiaru ryczeć z tego powodu, ale jak najbardziej zrobiło mi się przykro, a oczy nieco zwilgotniały, ale tylko na trochę - natychmiast odpędziłem wszelkie łzy. Spojrzałem się w bok i dopiero po głębokim wdechu byłem w stanie się odezwać.
                - Rozumiem - mruknąłem.
                Ciocia podała mi trochę grubą kopertę, a widząc jej zatroskany wzrok szybko podziękowałem i poszedłem do „swojego pokoju”.
                Gdy rozerwałem biały papier pierwsze co rzuciło mi się w oczy to ilość gotówki - na oko tyle pieniędzy mogłoby mi starczyć do kwietnia bądź maja. Wywnioskowałem z tego tyle, że nawet w moje urodziny rodzice nie zaplanowali kontaktowania się ze mną.
                W kopercie znajdowała się także ładna kartka świąteczna. W środku były gotowe życzenia, a poniżej pochyłym pismem rodzicielki zostały dopisane dwa słowa „życzą rodzice”. Nic więcej - nawet miejsca i daty, a mimo to postawiłem kartkę na stoliku i wpatrywałem się w obrazek ukazujący Maryję z małym Jezusem w żłobku.
                Patrząc na kartkę bożonarodzeniową nagle cały czar Świąt prysł jak bańka mydlana. Straciłem wszelką radość, która zakłócała odczuwanie negatywnych emocji - smutku, melancholii i żalu, więc te wróciły, dołując mnie jeszcze bardziej i smucąc. Zacząłem odczuwać je jeszcze dotkliwiej niż zazwyczaj. Nie chciałem jednak nic po sobie pokazać, więc schowałem pieniądze i wróciłem do oglądania filmu, choć tak naprawdę myślami dryfowałem daleko od tematu głupiej, świątecznej komedii.

***

                Wigilijny dzień był całkowicie spokojny. Po nakryciu stołu, - wtedy też przemyciłem pod choinkę prezenty dla Hopkinsów - siedzieliśmy wszyscy razem i rozmawialiśmy. Starałem naturalnie się uśmiechać i nie ukazywać jak bardzo chciałbym siedzieć u siebie w domu wraz z rodzicami. Nawet jeśli tam było drętwo to miałem przeczucie, że właśnie w swoim domu powinienem się znajdować.
                - Teo, a co z jutrzejszym dniem? - zapytała Lils. Widziałem, że jest zatroskana - kolejna osoba, która tak bardzo się o mnie martwiła.
                - Nie martw się o mnie, przeżyję. Naprawdę, możecie jechać do dziadków, a ja bez problemu zostanę tutaj - zapewniłem ją po raz setny.
                Szczerze mówiąc to nawet cieszyłem się z odrobiny samotności w Święta. Dzięki temu mogłem odczuć dokładnie odrzucenie ze strony rodziców, a chyba tego potrzebowałem.
                - Ale Teo - jęknęła. - Sam? W świąteczny dzień?
                - Spokojnie, Lils. Nie zachowuj się jakbym był małym dzieckiem, bo jestem od ciebie starszy - powiedziałem. Nie wspomniałem o fakcie, że jestem starszy o trzy miesiące.
                - Może starszy tak, ale niekoniecznie mądrzejszy. - Usłyszałem jak pod nosem wymruczała to Laura. Tylko z powodu Wigilii nie rozpocząłem walki na poduszki - wszyscy byliśmy odświętnie ubrani, a klimat panujący w domu niezbyt sprzyjał takim wybrykom.
                - Laura - syknąłem na dziewczynę. - I serio, Lils, możesz mnie zostawić samą na jeden dzień - zapewniłem po raz sto pierwszy.
                Moja przyjaciółka dalej nie wyglądała na przekonaną moimi słowami, lecz kiwnęła głową na zgodę - Wreszcie! - i rozpoczęliśmy rozmowę na zupełnie inny temat. Dopiero słowa Laury przerwały naszą debatę o muzyce:
                - Możemy zaczynać! Pierwsza gwiazdka na niebie.
                Dziewczyna poderwała się z kanapy i ruszyła do jadalni.
                Najzwyczajniej w świecie spędzałem Wigilię wraz z rodziną mojej przyjaciółki. Złożyliśmy sobie wzajemnie życzenia podczas których zapanowała nieco ckliwa atmosfera, a potem skosztowaliśmy przepysznych potraw przez których zapach mój żołądek już od dłuższego czasu wywijał fiołki.
                Nastąpiło rozdanie i rozpakowywanie prezentów, z których wszyscy byli zadowoleni. Czas mijał nam najzwyczajniej w świecie tak jak powinien mi mijać w domu z rodzicami. Czterdzieści minut przed północą Hopkinsowie zaczęli się zbierać.
                - Teo, idziesz z nami? - zapytał wuja.
                - Tak - przytaknąłem krótko.
                Już wcześniej postanowiłem, że pójdę na pasterkę. Potrzebowałem porozmawiać z duchownym, więc ubrałem się i pojechałem do kościoła.
                Przez całą mszę próbowałem się skupić, lecz podświadomie tworzyłem listę pytań, które mógłbym zadać księdzu. Jednakże starałem się słuchać, a szczególnie odgoniłem myśli podczas kazania, gdzie młody kapłan mówił naprawdę zrozumiale na temat rodziny.
                Nie przyjąłem komunii świętej, jednak ze spokojem przyglądałem się ludziom, którzy ją przyjmowali. Czy naprawdę byli dobrzy? - zastanawiałem się w myślach. Przecież to czy ktoś uczestniczy we mszy świętej nie czyni go lepszym. Dopiero w momencie, gdy wierzy w Boga i czyni tak jak On nakazał, wtedy staje się lepszy. Jednak czy wiara tych ludzi była prawdziwa? Ja wierzyłem, że gdzieś znajduje się Stwórca i chciałem wierzyć, że On wcale mnie nie potępia. Miałem nadzieję, że mogę siedzieć na tej ławce i patrzeć na wizerunki Jego syna.
                Po mszy mruknąłem do Lily, że wrócę pieszo - kościół znajdował się niedaleko domu Hopkinsów, lecz pojechaliśmy samochodem ze względu na mróz, który w szczególności dokuczałby damskiej części rodziny Hopkinsów ubranej w spódniczki.
                Stanąłem na chodniku, niedaleko wyjścia z zakrystii i czekałem aż wyjdzie stamtąd których z kapłanów.
                Po chwili obok mnie przeszedł jeden z księży. Zawahałem się, lecz w końcu wydusiłem z siebie:
                - Proszę księdza – zacząłem.
                Mężczyzna odwrócił się ku mnie. Dopiero teraz zauważyłem jego surowy wyraz twarzy i ciemne brwi ściągnięte w geście skupienia. Choć nie powinienem go oceniać po pierwszym wrażeniu to nie mogłem oprzeć się temu, że wyglądał na człowieka surowego, co mnie nieco przestraszyło. Jednak skoro zacząłem to musiałem także skończyć.
                - Słucham? – zapytał.
                Podszedłem bliżej.
                - Mam pytanie do księdza – kontynuowałem. – Co ksiądz sądzi o osobach homoseksualnych? Czy tacy ludzie mogą dalej wierzyć w Boga? – spytałem, choć nie byłem do końca pewny konstrukcji moich pytań. Jednak właśnie takie miałem obawy, które teraz niechybnie wypowiedziałem na głos.
                - Geje i lesbijki nie powinni wchodzić do Domu Bożego – zagrzmiał jego głos, zdecydowanie chłodniejszy od tego, którym wypowiedział słowo „słucham”. – Jeśli praktykują oni taki styl życia, tym samym nie przestrzegają Prawa Bożego. Homoseksualizm nie powinien istnieć, bo Bóg stworzył ludzi tak, aby to mężczyzna był z kobietą, a nie dwaj mężczyźni razem bądź odwrotnie – dwie kobiety razem. To są wybryki natury – żachnął.
                Skinąłem głową. Ksiądz odszedł, a ja stałem dalej w samym miejscu. Mimo wszystko pragnąłem usłyszeć inną odpowiedź – pozytywną, bo co ja mogłem za to jaki jestem? Za to, że to w Nikodemie się zauroczyłem?
                Krzyknąłem i nie na żarty wystraszony obróciłem się za siebie, aby spojrzeć na osobę, która w momencie mojego zamyślenia położyła mi rękę na ramieniu. Uspokoiłem się, gdy zobaczyłem kapłana, który na pasterce wygłaszał kazanie.
                - Przepraszam, nie chciałem cię wystraszyć – powiedział, lekko się uśmiechając.
                - Nic się nie stało. Zamyśliłem się – mruknąłem, chcąc powoli oddalić się w stronę domu Hopkinsów. Zatrzymały mnie słowa mężczyzny.
                - Słyszałem twoje pytania. Zapytałeś dość specyficznego księdza, niestety. Nie sądzę, abyś musiał martwić się jego odpowiedzią. Ja uważam, że jeśli ktoś kogoś kocha, nawet mężczyzna mężczyznę, to Bóg zrozumie. Jest to grzech, owszem, lecz jak najbardziej nawet homoseksualista może wierzyć w Boga. Każdy może, wręcz powinien.
                Staliśmy chwilę w milczeniu. Nie byłem pewny, która wersja odpowiedzi na moje pytanie była poprawna, lecz zdecydowanie lepszą właśnie otrzymałem. Podniosło mnie to trochę na duchu, więc podziękowałem i odszedłem spod kościoła, nadal o tym myśląc.
                Dopiero w połowie drogi przypomniałem sobie o telefonie, którego przez cały dzień nie ruszałem. Otrzymałem dwie wiadomości z życzeniami – od pani Evans oraz od Nikodema. Do pani psycholog szybko wystukałem odpowiedź, również przepraszając za opóźnienie, a do Nika zadzwoniłem. Blondyn odebrał po trzecim sygnale.
                - Halo? – Usłyszałem.
                - Hej, Nik. Mam nadzieję, że cię nie obudziłem? – zapytałem. Dopiero w tym momencie uświadomiłem sobie, że jest pierwsza w nocy. Czasami nie mogłem uwierzyć w swoją głupotę, lecz z drugiej strony miałem wewnętrzną potrzebę po usłyszeniu pozytywnej odpowiedzi od kapłana, teraz usłyszeć głos Cartera.
                - Nie, prawdę mówiąc to czekałem aż odpiszesz – odparł beztrosko, a ja znów poczułem to przyjemne uczucie. – Pewnie byłeś na mszy?
                - Mhm – potwierdziłem. – Tobie też jeszcze raz życzę Wesołych Świąt.
                - Dziękuję. Udana Wigilia, Teo? – zapytał.
                - Tak, uwielbiam klimat Bożego Narodzenia. A jak u ciebie?
                - W miarę. Wszyscy interesują się moją siostrą i jej nowym chłopakiem, więc nie mam niepotrzebnych pytań przy stole.
                Zaśmiałem się do słuchawki. Spojrzałem na uliczkę do domu Hopkinsów.
                - Hm, ja już jestem pod domem, więc będę kończył – odparłem.
                - To ja idę spać.
                - Dobranoc, Nik – szepnąłem, wchodząc do domu i od razu zamykając za sobą drzwi na klucz.
                - Dobranoc. – Usłyszałem na koniec ziewnięcie, a potem blondyn przerwał połączenie.

***

                Dni mijały mi na słodkim lenistwie. Mogłem do woli spać, czytać książki, prać swój mózg przy głupich serialach i nikt nie wypominał mi tak przykrego obowiązku jak chodzenie do szkoły. Z pewnością świat stałby się lepszy, gdyby każdy mógł przychodzić do tego przeklętego budynku na późniejszą godzinę, bo w sumie uczyć się lubiłem – nauka zawsze mnie fascynowała, a zdawało mi się, że jest ze mnie dość dobry uczeń, w końcu moje ambicje sięgały w przyszłości studiowania medycyny.
                Z Nikodemem pisałem prawie cały czas, a w którejś z kolei wiadomości blondyn zaprosił mnie do siebie na Sylwestra – szykował drobne spotkanie i chciał, abym ja także przyszedł. Nie powiem, było to miłe, szczególnie, że nie posiadałem żadnych planów na ten dzień. Zamiast siedzieć na kanapie i obżerać się chipsami, trzydziestego pierwszego grudnia poszedłem do domu Cartera. Nie miałem możliwości wnieść na spotkanie żadnego alkoholu, więc chcąc nie chcąc udałem się z pustymi rękami.
                - Wchodź. – Usłyszałem na powitanie.
                Dopiero w środku, gdy zdjąłem zbędne odzienie, otrzymałem całusa w policzek.
                - Dobrze, że jesteś – mruknął Nik, ale zaraz potem odsunął się do mnie. – W sumie to są tylko Gabriel, Fabian, Damian i Nina.
                - Czyli symboliczna impreza – podsumowałem.
                - Mhm.
                Weszliśmy do salonu, gdzie siedzieli wszyscy wymienieni goście – najwidoczniej ja przybyłem ostatni. Na stole stały różne trunki i przekąski, choć na tę chwilę wszystko było ignorowane na rzecz żywiołowej rozmowy. Gab paplał o czymś wesoło z Niną, a Fabian z Damianem także dyskutowali i cała czwórka nawet nie zauważyła, że wszedłem do salonu.
                - Cześć – powiedziałem i dopiero w tym momencie cała grupa spojrzała na mnie.
                - O, Teo, już jesteś. – Wyszczerzył się w moją stronę Gab. – Siadaj.
                Blondynek przysunął się do Fabiana, a ja usiadłem we wskazanym miejscu. Nik rozsiadł się na miękkim dywanie, a ja zacząłem z nim rozmawiać o ostatnio obejrzanym filmie, który mi polecił.
                - Gabriel, to ten Sylwester spędzisz grzecznie? – Fabian zapytał chłopaka na tyle głośno, że przykuło to moją uwagę i oderwało na chwilę od rozmowy. Gab sięgał właśnie po szklankę, do której uprzednio nalał tylko soku.
                - Taa – mruknął blondyn niewesoło. – Nie mam zamiaru powitać Nowego Roku przyczepiony do muszli i rzygający jak kot.
                Pokręciłem tylko głową, a gdy złapałem kontakt wzrokowy z Nikodemem, posłał mi on rozbawione spojrzenie. Jakoś nie byłem w stanie wyobrazić sobie tak uroczą istotę pijaną do takiego stanu… To wręcz kłóciło się z wyglądem Gabriela!
                Pięć minut przed północą wyszliśmy na dwór. Każdy z nas miał w ręce kieliszek, a Damian trzymał szampana.
                Spojrzałem na niebo, które tej nocy było niezwykle przejrzyste – gwiazdy błyszczały, a księżyc był dobrze widoczny.
                Słychać było sąsiadów, a na chodnikach niektórzy postanowili ustawić fajerwerki gotowe do wystrzelenia, gdy Nowy Rok miał nastąpić.
                Zaczęło się głośne odliczanie. Uśmiechnięty, także krzyczałem każdą cyfrę: dziewięć, osiem, siedem, sześć, pięć, cztery…
                Poczułem jak od tyłu ktoś mnie obejmuje. Trzy…
                Spojrzałem na profil Nikodema, a on także spojrzał na mnie. Uśmiechnęliśmy się do siebie. Dwa…
                Dostałem całusa w policzek. Jeden…
                - Szczęśliwego Nowego Roku, Teo! – szepnął mi przy uchu, a ciepły oddech owiał mój policzek.
                Damian otworzył szampana, a ja zamierzałem odpowiedzieć blondynowi, lecz ten odsunął się ode mnie i ruszył ku przyjacielowi.
                Chwyciłem Cartera za rękę i przyciągnąłem z powrotem do siebie. Sam się zdziwiłem swoją siłą, a tym bardziej zdziwił się nią blondyn. Nie pozwoliłem mu jednak na długi czas zastanowienia, a tym bardziej nie pozwoliłem sobie myśleć, tylko działałem. W ułamku sekundy, gdy fajerwerki zaczęły błyszczeć na niebie, stanąłem na placach i zaplatając ręce na szyi Nikodema, pocałowałem go. Zdobyłem się na to resztą swojej odwagi, która gdzieś we mnie drzemała. Nie złączyłem naszych ust ani gwałtownie, ani namiętnie. Zrobiłem to delikatnie, ściskając mocniej w jednej dłoni kieliszek, w obawie, aby mi nie wypadł. Musnąłem swoimi wargami jego usta, a potem pomyślałem o tym, że przecież Nik także może mnie odrzucić, odepchnąć.
                Westchnąłem, gdy po chwili bez reakcji, w końcu jego ręce ułożyły się na moich biodrach, przyciągając do siebie jeszcze bliżej i nieco unosząc. Nik schylił się też do mnie, ale przede wszystkim oddał pocałunek. Poczułem niesamowitą ulgę i radość, gdy zdominował moje usta, na co bez problemu pozwoliłem. Nagle poczułem te głupie motylki w brzuchu, ponownie całym ciałem zawładnęło niezwykłe ciepło i rumieńce wkroczyły na moje policzki. To było takie niezwykłe, zupełnie inne od tych nielicznych pocałunków, które miałem w całym swoim życiu. Teraz moje wargi stykały się z wargami Nikodema – osoby, która była moim zauroczeniem. To z nim ciągle pisałem, to na jego widok uśmiechałem się jak głupek.
                Kiedy przerwaliśmy pocałunek, wziąłem głęboki oddech i stanąłem normalnie, dzięki czemu wtuliłem się bardziej w jego klatkę piersiową. Blondyn także mnie objął, cieszyłem się, że nie mógł zobaczyć mojego uśmiechu, bo z pewnością był on jeszcze głupszy niż zazwyczaj.
                - Wreszcie – mruknąłem.
                Nik zaśmiał się cicho.
                Ochłonąłem nieco i podniosłem wzrok, momentalnie zawstydzając się. Cała czwórka wpatrywała się w nas, pijąc szampana. Wyglądali na niezmiernie rozbawionych tym widowiskiem, więc uznałem, że najlepiej będzie, gdy ponownie wtulę się w Cartera.
                Za plecami usłyszałem dźwięczny śmiech Gabriela.
                - Czyli rozumiem, że mamy nową gejowską parkę? – zaświergotał wesoło.
                Odsunąłem się nieco od Nikodema, patrząc na niego i wymieniając porozumiewawcze spojrzenia. Przecież niekoniecznie ten pocałunek musiał znaczyć, że blondyn stał się moim chłopakiem… Partnerem…
                - Tak – odpowiedział Nik, a ja powstrzymałem się, aby nie wyszczerzyć się głupio.
                - Gratuluję w takim razie – powiedział Gab.
                Damian nalał nam szampana, a potem wzniósł toast:
                - Za Nowy Rok i tę tutaj parę.
                - Szczęśliwego Nowego Rok – powiedzieliśmy wszyscy razem.
                Wypiłem nalany mi alkohol, choć nie przepadałem za nim. Specyficzny smak został na moim języku, lecz nie narzekałem.
                Mój wzrok prześlizgiwał się z każdej osoby po kolei. Nikodem u mojego boku wyglądał na bardzo szczęśliwego i zadowolonego – zapewne taki sam obrazek przedstawiałem ja, Gabriel był zwyczajnie radosny, a Nina z Damianem mimo promili, promieniowali podobną wesołością co Gab. Natomiast Fabian stanowił dla mnie zagadkę. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, wcale nie wyglądał na zadowolonego ani szczęśliwego. Nie odzywał się za wiele, a w szczególności do mnie – przez cały wieczór tylko z nim nie udało mi się wymienić parę zdań. Nie miałem zamiaru przejmować się akurat nim, przecież nie każdy musiał mnie lubić.
                Dłoń Nikodema z powrotem objęła mnie w talii, a ja odwróciłem się do niego.
                - Szczęśliwego Nowego Roku – mruknąłem.
                Tym razem zamiast w policzek, moje usta spoczęły na chwilkę na jego wargach. Uśmiechnęliśmy się do siebie, a potem znów zeszliśmy na ziemię, skupiając uwagę na wesołej dyskusji prowadzonej przez Gaba.
                Z wrażeń wirowało mi w głowie. Nawet nie spojrzałem na fajerwerki, więc z lubością patrzyłem jak te ostatnie rozpryskują swoje kolory na ciemnogranatowym niebie, zasłaniając gwiazdy.
                Miałem ochotę cały czas szczerzyć się jak głupek i nawet nie udawało mi się nad tym zapanować. W tamtej chwili za bardzo byłem szczęśliwy – w końcu od dłuższego czasu poczułem się nieco lżej, mając świadomość, że Nikodem nie odrzucił mnie tak jak moi rodzice. Nik w pewien sposób mógł mi zapełnić pustkę w sercu zostawioną przez matkę i ojca, a w Nowy Rok jak najbardziej ta dziura została nieco połechtana świadomością, że on mnie chce. Gdybym nie do końca dowierzał temu, że tak jest, ręka Nika przez większość czasu trzymała mnie w objęciu, nie pozwalając, abym myślał o rodzicach. W tamtej chwili był tylko Nikodem – mój Nikodem.  


***

Witam!
               W sumie to ten rozdział miał się pojawić za tydzień, ale sama byłam tak niezdrowo podekscytowana wydarzeniami, że rzuciłam wszystko i pisałam :D To opowiadanie nigdy nie było dla mnie zwykłym opowiadaniem, więc teraz czuję się trochę jakbym powoli wypuszczała swoje dziecko z domu rodzinnego. Jednak tak naprawdę to zaledwie ułamek wszystkiego co ma być... Ale cii, już nic więcej nie zdradzę :)
               Chcę też napisać parę słów odnośnie gifa, ponieważ pewnie zauważyliście, że żaden z ruchomych obrazków nie pojawia się tutaj bez przyczyny. Ten też nie. Piosenka Hozier - "Take me to church" to największa inspiracja muzyczna tego opowiadania, a cytat znajdujący się na gifie, moim zdaniem, idealnie oddaje odczucia Teodora. Wiem, pojawiła się krytyka odnośnie tego, że główny bohater nazywa siebie chorym, a z drugiej strony akceptuje siebie. Ten gif też mówi o tym - z jednej strony urodzili się chorzy, ale kochają to :)
               Cieszę się jak małe dziecko z nowej zabawki, ale cóż... Moi chłopcy w końcu są razem!
Pozdrawiam,
Malina

21 komentarzy:

  1. kurde! rezerwuje sobie miejsce, więcej napisze jutro! *-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam, witam!
      No nie wiem, czy mnie jeszcze pamiętasz, a;e kiedyś na początku coś tam u Ciebi komentowałam, hejtowałam. A potem zniknęłam.
      Ogółem bywam baaardzo leniwym człowiekiem i tak też się stało, że nie chciało mi się czytać ani ogółem nic. I w końcu myśle sobie tak: "cały czas obserwujesz tego bloga, ale nei czytasz. a podobało ci się! rusz dupę, laire, i podejmij jakąś decyzję". To przeczytałam. Jeszcze raz, wszystko. I umarłam.
      A potem odrodziłam się na nowo.
      Nienawidzę siebie za swoje lenistwo. Żałuję, że tylko zwklekałam i się opieprzałam i w ogóle przepraszam. Bo byłam taką niemą czytelniczką.
      No i tak się od pięciu rozdziałów zbieram, żeby skomentować. Miałam to zrobić dziś, pod poprzednim rozdziałem. Co za niespodzianka, kolejny rozdział. hehe, mnie to cieszy :DD
      Nareszcie ten KISS! Ale się cały czas bałam, że Nik go doepchnie czy cuś. Ale nieee i dobrze, o tak Taka podjarka, oni tak do siebie pasują! A Fabian do Gabriela, ekhem. Czy to jasne?
      Ten pierwszy ksiądz był dziwny. Specyficzny, co? Obawiam się, że wkraczenie na tę tematykę kościoła może być trochę trudne. To nie tak, że uważam, że nie podołasz. Ale jestem osobą wierzącą, nawet bardzo, prawdę mówiąc, i trochę się obawiam, że mogą się pojawić zgrzyty pomiędzy mną a Twoim opowidaniem. No ale cóż, może martwię sie na zapas!
      Wiesz co mnie zastanawia? Czy dla Ciebie nie jest trudne takie pisanie o Świętach, kiedy nie ma Świąt? Jeju, ja bym nie dała rady chyba odwzorować tego klimatu, no.
      POCAŁOWALI SIĘ! no kocham ich normalnie <33 wiem, że już się tym jarałam, ale po prostu nie mogę. Takie słodziaki c:
      Mam pytanko do szablonu. A konkretniej chłopaka na obrazku. Oglądasz American Horror Story? Bo to są chyba sceny z pierwszego sezonu...
      Anyway, dużo weeeeny i czasu. I więcej buziaków, aaa *-*
      Ach, no własnie. Nie obiecuję, że będę komentować pod każdym rozdziałem, bo jakby nie patrzeć nadal jestem leniwym człowiekiem xD
      Czekam na następny rooooozdziaaaaał!

      Usuń
    2. Zdecydowanie pamiętam :) Zaczynając od faktu, że często wracam do Twojego bloga, kończąc na tym, że Ty wypomniałaś mi mój największy błąd, którego nikt nigdy mi nie wytknął :P Nadal nie potrafię ogarnąć się z czasami! :(
      Jej, cieszę się! I dlatego, bo Ci się podoba i dlatego, bo skomentowałaś. A komentarze motywują i to bardzo!
      Fabian do Gabriela? Nic mi o tym nie wiadomo ;) W każdym razie odnośnie tych bohaterów pojawią się dodatki, po zakończeniu opowiadania. I Fabian będzie miał swoje pięć minut, i Gabriel. Na pewno nie zostawię ich bez dopisania historii o jednym i o drugim. Jednak to tak dalekosiężne plany...
      Zgadzam się, tematyka religii jest trudna. Bardzo trudna i niewiele osób decyduje się o niej pisać, bo po co? A ja chcę. I choć pierwszy ksiądz jest specyficzny to jak najbardziej realny. Na temat homoseksualizmu rozmawiałam z wieloma osobami, opowiadanie nie jest wyjęte też tylko z mojej głowy, ale staram się wszystko przedstawić jak najbardziej realistycznie. Sama jestem osobą wierzącą w Boga.
      Nie, pisanie o Świętach w momencie, gdy lubię ich klimat, bardzo łatwo mi jest go wyobrazić i przenieść do opowiadania :)
      Uwierz mi na słowo - ja także ekscytuję się tym pocałunkiem! Samo pisanie o tym było dla mnie wspaniałe :D
      Nie wiedziałam! Dziękuję za informację. No cóż, nigdzie nie znalazłam informacji o tym. Jednakże teraz wychodzi jak zielona jestem we wszelkich serialach :v
      Dziękuję bardzo i będę czekać na kolejne Twoje komentarze! :D

      Usuń
    3. Serio masz problemy z czasami? Opcje są takie: albo bardzo dużo to sprawdzasz i poprawiasz przed publikacją, albo jest znaczna poprawa, ponieważ ja nic nie zauważyłam. Ewentualnie po prostu zgłupiałam i już tego nei dostrzegam, ale nie sądzę, bo bardzo mnie to irytuje. Nic tylko gratulować, bo te czasu to już dobrze się przedstawiają według mnie :)
      Fabriel! <3 Ja ich kurczę shippuję odkąd u Ciebie skomentowałam po raz pierwszy. Nie ma tak, że Fabian sam i Gabriel sam. Nie ma.
      Jak zakończysz to opowiadanie (nie żeby mi się spieszyło) to oprócz pisania dodatków, proponuję zacząć pisac kolejne. Chętnie przeczytam xD
      To dobrze, że przedstawiasz realne fakty, szczególnie że bierzesz się za coś trudniejszego ;) Fajnie że się przygotowałaś do tego 9nawet jeśli wyszło Ci to przypadkiem xd)
      Mam nadzieję, ze w kolejnym rozdziale będzie dużo pocałunków xD
      A co do American'a, to stanowczo polecam, jeśli kiedykolwiek byś sie zastanawiała nad obejrzeniem. Warto :D
      Postaram sie więcej komentować, obiecuję! :D

      Usuń
    4. I jedna, i druga odpowiedź jest poprawna. Zdecydowanie jest poprawa, bo sama ją widzę - po prostu trzeba było mi to wytknąć, abym zwracała na to uwagę. A tekst przed publikacją sama sprawdzam wiele razy, aby zlikwidować jak najwięcej błędów...
      Nie mogę nic zdradzić! Ani w jedną, ani w drugą stronę. Nawet jakbym chciała ogólnikowo ostrzec Cię przed shippowaniem kogokolwiek to i tak napisałabym za dużo :/
      To opowiadanie będzie miało jeszcze sporo rozdziałów. Nie potrafię nawet stwierdzić czy jesteśmy w połowie, choć z pewnością przez pewną część przebrnęliśmy ;)
      Mam w planach stworzenie kolejnego bloga, a nawet dwóch, w zależności czy zdecyduje się pewną historię rozwinąć. Jednak na razie nie chcę o tym myśleć, a skupić się na tym tekście!
      W sumie to nie tyle co przygotowałam, tyle co gadanie niektórych księży, z którymi się spotkałam, natknęło mnie do napisania PZ. Ileż to ja się nasłuchałam... Potem kolejne czynniki, inspiracje i w końcu powstał prolog "Pięknie złamanego" :D
      Jak będę miała czas... Kiedyś... Będę musiała nadrobić wszystkie seriale, filmy!
      Naprawdę z całego serducha dziękuję za komentarz!

      Usuń
  2. AAAAAAAAAAA!!W KONCU POCALUNEK!!!!AAAAA!!!!! TAK PIEKNE GO OPISALAS
    O MOJ BOSE KOCHANY
    JA CIE PIERDXIELE
    KUUUUUUURCXAKIIIII!!!!!!!!!!
    JAJZJXISISAAXBSHSHAHHA
    K
    O
    C
    H
    A
    M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A pomyśleć, że chciałam tę chwilę trochę opóźnić... :D
      Jednakże cieszę się, że opis uznany jest za dobry.
      Dziękuję za komentarz!

      Usuń
  3. wow, tak szybko zaczęłaś dodawać rozdziały! Cieszę się :D i czekam na więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chcę zapeszać, ale prawdopodobnie rozdziały będą teraz pojawiać się zdecydowanie szybciej niż kiedykolwiek ;) Nie obiecuję, że co tydzień, lecz na pewno nie będzie miesięcznej przerwy, ponieważ mam za dużo weny i chęci do pisania, aby tego nie robić!
      Dziękuję za komentarz c;

      Usuń
  4. Mnie się bardzo podoba umieszczanie gifów na końcach rozdziałów - to jedna z najtrudniejszych części, kiedy właśnie musisz znaleźć jeden głupi obrazek, który cię usatysfakcjonuje.
    Zaintrygowała mnie sytuacja z Fabianem i nie mogę doczekać się jej wyjaśnienia, ponieważ nie jeztem pewna pod jakim kątem mam o niej myśleć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zdecydowanie jest to najtrudniejsza część. Czasami zajmuje mi to więcej czasu niż pisanie rozdziału! :( Jednak zawsze z gifów dodanych do rozdziałów jestem zadowolona, więc szukanie się opłaca c:
      Wszystko w swoim czasie. Dziękuję bardzo za komentarz! :)

      Usuń
  5. Wrócę tu! Rany, ale mam zaciesz z tego rozdziału!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Well, well, well... - tutaj przedrzeźniam moją panią od angielskiego, której ostatnio nienawidzę, gdyż z nudów zaczęła zadawać nam full pracy domowej. Ale nie będę teraz pisać o moim życiu prywatnym, którego... tak w prawdzie nie mam, bo wszyscy z zewnątrz czegoś ode mnie chcą :T
      Rozdział był z pewnością zaskakujący. Nie spodziewałabym się, że TO JUŻ TERAZ będzie cmok-cmok. Jeszcze większym zaskoczeniem było jawne przyznanie się Nika do zawarcia nowego związku. Oba te szokujące zdarzenia wywarły bądź, co bądź dobre emocje. Podobało mi się to spore niedopowiedzenie. Hm, aczkolwiek powoli zaczynam odbierać, że to taka mała cisza przed małą burzą. Za gładko poszło... ale możliwe, że to tylko moja asertywna natura nie pozwala mi myśleć inaczej.
      Ostatnio pod moim komentarze zawarłaś w odpowiedzi, że, jakby to ująć, dużo Ciebie jest w tej treści. Postanowiłam też trochę siebie przelać na mój komentarz. Uwierz mi, to nic specjalnego, jednak pomyślałam sobie, że możesz to przyjąć z choć drobnym uśmiechem na twarzy.
      Nie wiem, jak to jest być odrzuconym przez rodziców, dlatego mam wrażenie, że mocniej odczuwam emocje z tego tekstu - są dla mnie nowe, mój umysł reaguje żywiej na coś, co widzi/czyta/czuje po raz pierwszy. Czytając np. Harry'ego Pottera, wiadomo, Harry był sierotą. Ale tutaj sprawa wygląda nieco inaczej. W HP te emocje grały naprawdę maluteńki procent, jak nie promil, całej fabuły. Oczywiście jest to wynikiem tego, iż Harry w ogóle nie znał swoich rodziców. Tutaj, powtórzę, sprawa wygląda inaczej. Podejrzewasz mnie o wyolbrzymianie... no cóż, poza tym, że zawsze jestem szczera do bólu, to jednak mam skłonność do lekkiego wyolbrzymiania, a przynajmniej tak to nazywają ludzie. Otóż nic, a nic nie wyolbrzymiam tak jak się innym wydaje. Po prostu piszę komentarze w momencie kumulacyjnym, w momencie, w którym dokładnie analizuję tekst i pochłaniam wszystkie emocje w nim zawarte, by potem oddać je w komentarzu. Według mnie tak właśnie powinno się robić, by jak najlepiej nagrodzić czytelnika. W takich sytuacjach przydaje się też duży zasób słów, gdyż nie posiadając go zapewne pisałabym komentarze typu "Omgggg ale zajebisteeee, więcej, więcej, pliska, kochane, cudowne, aaaaa". Najbardziej przerażające jest to, że kiedyś takie pisałam *wzdryg*
      A wracając do rozdziału - na pewno już wspominałam o tym, że lubię zimową, świąteczną atmosferę. Prawie bym zapomniała! Bardzo podobał mi się fragment z kapłanami, on również był lekkim zaskoczeniem. Nie spodziewałam się, że Teo będzie chciał się to zapytać.
      No a tak na koniec jeszcze napiszę, że jestem niesamowicie szczęśliwa, że chłopcy są już ze sobą. Teraz na pewno dodasz do opowiadania trochę słodyczy. Mam nadzieję, że Nik okaże się dobrym i solidnym oparciem dla Teosia. Rozdział stanowczo 10/10! Pozdrawiam najcieplej, życzę weny i czasu na pisanie :)

      Usuń
    2. *by jak najlepiej nagrodzić autora ;---;

      Usuń
    3. Łączę się z Tobą w bólu, bo moje życie prywatne także w ostatnimi czasy umiera.
      Sama siebie zaskoczyłam, bo rozdziały nieco się rozciągnęły, a potem chciałam akcję przesunąć na później... Miałam wielki dylemat, ale po rozpatrzeniu sprawy, wybrałam taki moment na buziaka... No i jest. I po komentarzach widzę, że dla czytelników też jest to ulga. Pocałunek, wyznanie - wszystko publicznie, bo w gronie przyjaciół. I mogę tylko zapewnić, że opowiadanie nie będzie "Modą na sukces", więc nastąpi punkt kulminacyjny (?), czyli określenie ciszy przed burzą jest w pewnym stopniu trafione :)
      Drobny uśmiech? Ja po przeczytaniu komentarzy, a w tym Twojego, mam typowego "banana" na twarzy, bo inaczej tego nazwać nie idzie.
      Jak widać w opowiadaniu, najlepiej idzie mi opisywanie uczuć. Staram się je przekazać jak najlepiej i cieszę się, że to mi wychodzi. Skoro Ty oraz inni potrafią wczuć się w psychikę Teo... W sumie to nigdy nie spodziewałabym się, że uda mi się tak pisać, ale to już sprawa mojej samooceny i braku wiary w siebie :x
      Co do pisania komentarzy - każdy jeden jest dla mnie wyróżnieniem. W porównaniu do liczby wyświetleń, komentarze dodawane są bardzo rzadko, więc każdy - bez wyjątku - cieszy mnie. Jednak analizy rozdziałów są przeze mnie jeszcze bardziej pożądane, szczególnie w tym opowiadaniu, gdzie ukazuje emocje i muszę wiedzieć jaki wątek wyjaśnić, aby wszystko było jasne. Dlatego cieszę się, że komentujesz :)
      Wspomniałam kiedyś, że poruszę tematy religijne. Może nie jest to jakoś wybitnie opisane, ale o wątek zahaczyłam i sądzę, że gdzieś jeszcze go pociągnę.
      Wiem, że nadużywam czasownika "cieszyć się", ale jak ja mogę inaczej wyrazić swoją radość? Jakoś to oddaje najlepiej to, co czuję. Bo cieszę się, skaczę z radości, jestem szczęśliwa... W każdym razie, Twoje komentarze są czynnikiem tego "banana" na twarzy! :D I dziękuję bardzo za to, bo każdy komentarz to dla mnie naprawdę taki kopniak, dający motywację :) Naprawdę dziękuję!

      Usuń
  6. Zaintrygowałaś mnie, więc chyba przeczytam całość. Zwłaszcza ujęłaś (?) mnie wspomnieniem o religii, a to temat omijany lub głupio traktowany. Zanim się wypowiem, poznam twoją opinię.
    Co do Twojej dziwacznej choroby, może byłabym w stanie jej zaradzić? Jeśli jesteś zainteresowana, napisz:
    ratajewska.k@interia.pl
    Trzymaj się, powodzenia.
    _________________
    cordragon.blogspot.com
    upadly-marzyciel.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozumiem uciekania od tematu religii przy tego typu opowiadaniach. Sądzę, że takie osoby też w pewnym stopniu się z tym tematem zmierzają, więc chcę chociaż troszeczkę, aby ta religia pojawiła się w moim opowiadaniu.
      Napiszę.
      Cieszę się, że mój tekst (?) Ci się podoba. W każdym razie dziękuję za komentarz!

      Usuń
  7. NAJSJEJDBEJWBSKQJQLWIFOCNXBBDDJEEJWJJWHSKSJDKBDJDNEJDKSNJSJSJZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    OMFG!!!!
    Oh God!!!!
    Czytam to o północy starając się nie wrzeszczeć z podekscytowania!!!! Starając się nie skakać po łóżku lub dywanie!!!!
    O Boże!!!
    Czy ty to widzisz? Boże!
    To się stało!
    Nareszcie!!!
    Nsndndjd!!!
    Jestem teraz jak chore psychicznie dziecko, które powinno się zamknąć w czterech ścianach bo wygląda na obłąkane!!!
    Mam wielki uśmiech na mojej Twarzy... Oczy się świecą, jak zawsze gdy mam wielki atack fangirlingu... ;)
    Jesteś genialna!
    Jak zawsze zresztą... :)
    Ale... No... Ty wiesz ile na to czekałam?! Ile?! Długo!
    Boże...pamiętam jak znalazłam ten blog... Wtedy był chyba 3 rozdział...
    Ile się zmieniło!!!
    Teo i Nik!
    "Razem"!
    Aaaaaaa!!!!!

    Pozdrawiam serdecznie i życzę weny...!
    PS. Wgl... Nwm dlaczego ale Gab kojarzy mi się z Michaelem Cliffordem... Takim kotkiem, przymilnym, roześmianym członkiem 5SOS... :) tyle opowiadań o nim przeczytałam, że po prostu On mi się n Nim kojarzy nooo...! :)
    PS2. Przepraszam, że tak długo tu nie zaglądałam, ale za to masz mój nie za bardzo ogarnięty komentarz :) (co się dziwić, ludzie po 22 gdy chcą ze mną złapać kontakt lub ze mną porozmawiać na poważne tematy to, to się nie udaje bo zachowuję się jak świruska... Zmęczenie chyba wtedy jest górą i wgl... ;) i/albo muszą wziąć tabletki na uspokojenie lub mieć tak bardzo zrytą banie jak ja ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak, skąd ja znam tę reakcję? Sama wariowałam pisząc to ;) Spokojnie, ja także czekałam. Może to i głupie, ale gdy ma się wizje jakiejś sceny i musi się czekać do napisania jej, jest to także bardzo uciążliwe... No, ale w końcu jest!
      W sumie Michael zdaje się mieć taką aurę jaką ma Gab, jednak nie znam go na tyle, aby ocenić czy mój bohater mógłby się wpasować w niego...
      Najważniejsze, że mam ten komentarz! :D
      Dziękuję bardzo! c;

      Usuń
  8. Hej,
    przykro mi, te słowa księdza mnie bolą, Nikodem odwzajemnił pocałunek mmm...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, rozmawiałam z wieloma księżmi i zdecydowana większość źle wypowiadała się na temat homoseksualizmu.
      Dzięki za komentarz :>

      Usuń

Obserwatorzy