wtorek, 3 listopada 2015

Rozdział XXI

                Weszliśmy do domu, gdy ostatnie fajerwerki przestały rozbłyskiwać na niebie. Nieco zmarzłem, ale i tak te wydarzenia, które miały miejsce, były warte skostniałych palców oraz czerwonego nosa. Co ja chciałem porównywać? Czułem się w tym momencie tak szczęśliwy. Gdzieś w środku mnie rozlało się takie ciepło, kiedy wymieniłem z Nikodemem uśmiechy, a nasze palce co chwilę splatały się...
                Zdjąłem kurtkę i buty, udając się do środka domu Cartera. Ze mną podążyła pozostała czwórka.
                - Nikuś, a może nas przenocujesz? - zaproponował Gab.
                - W sumie mógłbym. Rodzice wrócą dopiero popołudniu.
                Wzruszył ramionami.
                Przegryzłem wargę, zastanawiając się nad tym jak miałaby wyglądać ta nocka. Czy dostałbym oddzielny pokój, a może Nik pozwoliłby mi spać u siebie? Uśmiechnąłem się sam do siebie na tę myśl. W końcu miałem do tego pełne prawo - tulić się z nim, całować, ponieważ był mój. W tamtej chwili nie docierało to do mnie, byłem nieco pijany szczęściem.
                - To ja napiszę do cioci, aby wiedziała, że zostaję - mruknąłem i w tej samej chwili wystukałem na telefonie krótką wiadomość do mamy mojej przyjaciółki. Byłem pewny, że jakbym nie wrócił na noc, kobieta martwiłaby się o mnie. No cóż, tym różniła się od mojej matki.
                - To my się już zwijamy do pokoju - zakomunikował Damian wraz z Niną.
                Potem Fabian burknął coś o tym, że jest zmęczony i także udał się do sypialni. Najbardziej zaskakującym dla mnie faktem było to, że oni wszyscy wiedzieli gdzie iść - Gab także ruszył do pokoju, tak, jakby wracał do siebie.
                - Oni wszyscy wiedzą gdzie mają spać? - zapytałem, zdziwiony.
                - Moi rodzice często wyjeżdżają i tak wyszło, że podzielili się pokojami, gdy nocują u mnie - odparł, niewzruszony.
                - Mhm - mruknąłem.
                Spojrzałem na Nika. To było naprawdę krępujące, gdy miałem świadomość, że w tej chwili nasza znajomość obrała całkowicie inny tor. Z przyjaciół staliśmy się parą, a sam niezbyt byłem to na przygotowany. Ba! Ja nie spodziewałem się tego. Gdyby ktoś parę godzin wcześniej powiedział mi, że odważę się pocałować Nikodema - wyśmiałbym go.
                - A ja? - zapytałem.
                Nik posłał mi spojrzenie pełne niezrozumienia.
                - Gdzie mam spać?
                Pytanie zawisło w powietrzu.
                - A chcesz osobny pokój? - odparł pytaniem na pytanie, co mnie niezmiernie zdenerwowało. Odbił piłeczkę i zostawił mi decyzję odnośnie tego, gdzie miałem spać. Nienawidziłem zostawać postawionym przed takimi wyborami.
                - Noo... Znaczy... Ja bym chciał spać... No z tobą - bąknąłem pod nosem, czując jak moje policzki zaczerwieniają się.
                Nik zaśmiał się, a jego śmiech być ciepły i miły dla ucha, lecz posiadając świadomość, że śmieje się ze mnie, nagle zrobiło mi się jeszcze bardziej głupio.
                - Jejku, Teo! Doprowadzanie cię do takich rumieńców będzie moim hobby - stwierdził, patrząc na mnie rozbawiony.
                Nawiązując z nim kontakt wzrokowy widziałem w jego oczach takie niezwykłe ciepło. Cały Nik zdawał się emanować ciepłem i nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że jest ono całe dla mnie.
                Jęknąłem w odpowiedzi, zakrywając dłonią oczy i zawstydzając jeszcze bardziej. Jedynie poczułem jak blondyn się do mnie przysuwa, a następnie jego dłoń chwyciła mój nadgarstek i ściągnęła ją z oczu. Moje serce znów zaczęło bić szybciej, kiedy Nik schylił się ku mnie i pocałował.
                Złączenie naszych ust może nie było najdłuższym pocałunkiem świata, lecz wystarczyło, abym był pewien, że po następnym zejdę na zawał. Przytuliłem się do niego, czując jego serce bijące w równie szaleńczym rytmie co moje. Uśmiechnąłem się na to i westchnąłem, leniwie przesuwając palcami po jego szyi, gdzie owinąłem swoje ręce.
                - Chodźmy spać - mruknąłem, czując jak moje powieki zaczynają mi ciążyć.
                Weszliśmy do jego pokoju, gdzie panował względny porządek.
                - Chcesz iść się myć pierwszy? - zadał retoryczne pytanie. - Ręcznik znajdziesz w szafce, niestety nie posiadam dodatkowej szczoteczki.
                - A pożyczysz mi jakąś bluzkę do spania? - zapytałem.
                - Mhm.
                Nik otworzył szafę, w której nie było nawet względnego porządku i podał mi wybraną przez siebie bluzkę z krótkim rękawem.
                - Dzięki – powiedziałem i poszedłem do łazienki.
                Dopiero po kąpieli spojrzałem na pożyczone ubranie. Czarny, zwykły T-shirt z numerkiem jako nadrukiem wisiał na mnie, będąc z pewnością o dwa lub trzy rozmiary za duży. Powąchałem jeszcze koszulkę, lecz ta przesiąknięta była tylko zapachem proszku do prania.
                Złożyłem swoje rzeczy i zostawiłem na szafce, stwierdzając, że nie ma sensu zabierać je z powrotem do sypialni.
                Wróciłem do pokoju, gdzie Nik leżał na dużym, dwuosobowym łóżku, a telewizor cicho grał przez co w pomieszczeniu nie panowała zupełna cisza. Chłopak nie odwrócił się w moją stronę gdy wszedłem, a dopiero po chwili zorientowałem się, że najzwyczajniej w świecie zasnął.
                Wgramoliłem się na posłanie, starając się go nie obudzić. Zasnął w miarę wygodnym ubraniu, więc dałem spokój i nie budziłem go, choć z pewnością chciał iść się myć.
                Przysunąłem się do blondyna tak, aby czuć jego perfumy. Cmoknąłem go jeszcze w skroń i z błogim uśmiechem zamknąłem oczy, aby oddać się w objęcia Morfeusza.

***

                Przebudziłem się, ale jeszcze nie otwierałem oczu tylko leżałem i rozkoszowałem się przyjemnym ciepłem, odczuwalnym za plecami. Dopiero po paru minutach na palcach wszedłem do łazienki i zwinąłem swoje spodnie, przywdziewając je na tyłek. Wyszedłem z pokoju, a ponieważ orientowałem się nieco w planie domu to w miarę szybko znalazłem kuchnię.
                Zakładając, że wszyscy śpią, zrobiłem sobie płatki z mlekiem, bo jak na złość chleba nigdzie nie znalazłem. W sumie wielce prawdopodobne było, że po prostu ten artykuł nie znajdował się wtedy w domu Cartera.
                - Dobry. – Usłyszałem głos za swoimi plecami, gdy akurat wpakowałem do ust kolejną łyżkę płatków. Szybko spojrzałem się za siebie, dostrzegając stojącego w drzwiach Gabriela.
                - Dzień dobry – mruknąłem, uśmiechając się lekko. W sumie ciężko było mi pozbyć się tego uśmiechu z twarzy.
                - I jak się spało? – zapytał, z podejrzanym błyskiem w oczach. – Nikuś nie chrapał, prawda?
                Moje brwi powędrowały do góry, w geście zdziwienia.
                - Dlaczego zakładasz, że spałem z Nikodemem? – odparłem pytaniem na pytanie.
                Gab zaśmiał się.
                - Masz jego bluzkę na sobie. Jakbyś spał sam – dźgnął mnie palcem w żebro, a ja jęknąłem cicho – to byś spał bez ubrań.
                Znów poczułem jak moje policzki stają się czerwone, a przecież nie miałem powodu do wstydu. Po prostu coś takiego jak związek w tamtej chwili było dla mnie czymś nowym i nieznanym, a tym bardziej zwykłe, grzeczne spanie w jednym łóżku z chłopakiem, bo przecież nigdy wcześniej nie miałem osoby, z którą mógłbym być tak blisko – oczywiście nie wliczałem w to Lily.
                - No dobra – burknąłem. – Dobrze się spało.
                - Świetnie – stwierdził Gab. – Cieszę się, że w końcu jesteście razem.
                - Pewnie wiedziałeś, że tak będzie? – zapytałem, czując się nawet tym skrępowany.
                - Jasne! – potwierdził dość żywiołowo. – Teo, przecież jak Nikodem cię poznał to nie gadał o nikim innym. – Zaśmiał się na własne wspomnienia. – A widziałbyś ten dramat, gdy okazało się, że nie masz konta na żadnym z portali społecznościowych! To był chyba cud, że jednak znalazłeś się w naszej szkole.
                Po słowach blondyna pozwoliłem sobie na szeroki uśmiech, a gdy chciałem mu odpowiedzieć, usłyszałem kroki i ziewanie.
                - Gabrielu, wszystko słyszałem – powiedział na przywitanie Carter. – Możesz przestać o wszystkim paplać? – jęknął i podszedł do mnie, zwyczajowo targając moje włosy tak jakby nie były już w wystarczającym bałaganie. – Hej, Teo.
                - Cześć.
                Wymieniliśmy się spojrzeniami. Jak mógłbym opisać te uczucia, które tak zwykły gest u mnie wywołał? Mogłem śmiało stwierdzić, że uwielbiam patrzeć w oczy Nikodema i widzieć z jaką łagodnością oraz dozą ciepła spoglądają na mnie. To wszystko dalej było bombą emocji, pełną radości, dziwnego, wewnętrznego spokoju oraz zauroczenia.
                - Nikuś, ale ja mówię samą prawdę – odparł butnie blondynek.
                - Boże, Gab – prychnął pod nosem Nik i pokręcił głową w geście zrezygnowania. – I też nie nazywaj mnie „Nikusiem”. Tak mówiła do mnie mama, gdy miałem trzy latka.
                - Ale marudzisz – skwitował jego słowa Gabriel.
                - Chcecie kawę? – zapytał, zmieniając temat, zapewne uważając poprzedni za zakończony.
                Podczas ich wymiany zdań tylko przyglądałem się dwójce blondynów i ich relacji. Przyjemnie słuchało mi się przekomarzań mojego chłopaka – to słowo dalej było dla mnie nieco dziwne – i przyjaciela. W sumie mógłbym być zazdrosny o więź, która ich łączyła, ale byłem w pełni świadomy, że Nikodem mnie wybrał, więc automatycznie czułem się na bezpiecznej pozycji.
                - Nie, dzięki – mruknąłem, dalej jedząc płatki.
                - A mi zrób. – Wyszczerzył się w naszą stronę. – Zaraz wrócę, gołąbeczki, więc się nie rozpędzajcie – dodał i ruszył żwawym krokiem w stronę drzwi. Czy wspominałem kiedyś, że naprawdę podziwiam jego pokłady energii?
                W czasie, gdy kroki Gabriela cichły, Nik nastawił wodę. Dopiero potem podszedł do mnie i całkiem z zaskoczenia, chwycił moją brodę i skierował twarz ku swojej, a potem pocałował. Łyżeczka, którą trzymałem w dłoni, stuknęła głośno o miskę, gdy spadła do niej. Carter uśmiechnął się tylko, co bardziej poczułem niż zobaczyłem i całował mnie dalej, pociągając do góry, abym wstał.
                - No, teraz dzień dobry. – Zaśmiał się Nik, a ja również parsknąłem śmiechem, niezbyt odsuwając się od niego. Staliśmy na tyle blisko, że czułem jego oddech na swoim policzku.
                - Zdecydowanie – zgodziłem się.
                Liczyłem na krótką pogawędkę z blondynem, ale jak na złość kolejna osoba wparowała do kuchni. Odsunęliśmy się od siebie i spojrzeliśmy na osobę winną przerwania tak miłego momentu.
                Fabian zmierzył nas chłodnym wzrokiem.
                - Dzień dobry.
                Kiwnąłem tylko głową i ponownie usiadłem do swojego śniadania, które męczyłem już tyle czasu. Musiałem wytrzeć łyżeczkę, całą mokrą od mleka, a Nik po krótkim „cześć”, podszedł do czajnika.
                - Fabian, chcesz kawy? – zapytał, zalewając czarny napój dla siebie i Gabriela.
                - Poproszę – mruknął. Gdy podniosłem wzrok zauważyłem, że szykuje jajecznicę.
                Gabriel wrócił do kuchni i od razu sięgnął po swoją kawę, upijając parę dużych łyków.
                - Gabi, może zjesz jajecznicę?  
                - Jasne, dzięki! – odparł jak zwykle żwawo i z zapałem usiadł przy stole, czekając na śniadanie.
                Potem atmosfera zrobiła się jeszcze bardziej przyjemna, gdy Nina z Damianem dołączyli do nas. Wszyscy coś jedli bądź pili, rozmawiając przy tym.
                Czułem się naprawdę dobrze pomiędzy tymi ludźmi. Pozytywne uczucia nie odstępowały mnie na krok, a nic nie burzyło mojego pogodnego nastroju. Nie myślałem o niczym negatywnym, a nawet zapomniałem zameldować się cioci, że u mnie wszystko świetnie.
                - Teo, a co ty o tym sądzisz? – Moje rozmyślania przerwane zostały przez pytanie Gaba. Uśmiechnąłem się do niego i odpowiedziałem, czując się całkowicie zrelaksowanym.

***

                Nowy Rok zawsze pociągał za sobą postanowienia. Jedni chcieli schudnąć, drudzy obiecywali sobie, że rzucą nałóg.
                Zawsze postanowienia noworoczne uważałem za fajny pomysł. Jeśli ktoś potrafił spełnić zobowiązanie, którego się podjął, jak najbardziej pierwszy stycznia był odpowiednim dniem, aby coś sobie postanowić.
                Mogłoby to być cokolwiek. Jednak co mogłem w rok zrobić ja? Nie zamierzałem obiecywać sobie czegokolwiek związanego ze sportem, bo wiedziałem, że rzucę to w cholerę po tygodniu. Nie czułem potrzeby zaczynania zdrowego stylu życia ani postanowienia lepszej organizacji. Nie potrzebowałem lepszych ocen. Teoretycznie miałem prawie wszystko, prawda?
                Postanowiłem odciąć się od rodziców. Dokładniej od dręczących myśli, wyrzucenia z domu, uderzenia, pieniędzy w kopercie. Żałowałem tylko, że nie mogę wyrzuć obrazu rodziców ze swojej świadomości. Wiedziałem, że zawsze będę pamiętać jak oni wyglądają i jak bardzo jestem do nich podobny. Jednak musiałem przerwać tę nić, która coraz ciaśniej splątywała mnie i obezwładniała. Była moim ciężarem, który ciągnął mnie w dół i musiałem się tego wyrzec, póki nie było za późno.
                Jednak rozdział rodziny nie był zamknięty.
                Nie byłem nawet pełnoletni. Za paręnaście dni miałem skończyć dopiero siedemnaście lat, a Anna i Robert mieli pełne prawda do decydowania o mnie. Gdyby tylko chcieli, nie byłbym w stanie uciec od nich. Ale oni nawet nie chcieli mnie widzieć, nie chcieli się mną interesować. Oni w ogóle nie chcieli mnie.
                Zdawało mi się więc, że takie postanowienie jest dobre. Zamknąć rozdział w połowie i nigdy go nie dokończyć.
                Ja tylko chciałem żyć dalej. Czy naprawdę tak wiele pragnąłem?
                Musiałem znaleźć sposób, aby zapomnieć o istnieniu matki i ojca. Wymazać z pamięci wszelkie niemiłe chwile, a nawet te przyjemne schować do najdalszej szuflady pamięci i nigdy jej nie otwierać. Rozdrapywanie ran to bolesny, bezsensowny proces.
                Musiałem zapomnieć. Znaleźć rodzinę w Hopkinsach, mieć oparcie w Nikodemie i pomoc ze strony Gabriela. Od myśli powinien odrywać mnie Edwin swoim wesołym paplaniem. I myślałem, że jeśli otrzymam tylko albo aż tyle od nich to zapomnę o rodzicach i uda mi się żyć spokojnie, podążyć za swoimi marzeniami i nie napotkać więcej przeszkód.
                Liczyłem na tak niewiele.


***

Hej!
               Znów odbiegłam od systematyczności wstawiania rozdziałów, jednak i tak dodaję trochę częściej, więc mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe :)
               Co do tego fragmentu opowiadania - wiem, że jest krótszy, lecz jak na moje możliwości jest on bardzo słodki, a zdaje mi się, że takie fajne momenty też by się przydały w opowiadaniu. No i z pewnością przyda się trochę tego lukru, skoro ciągle piszę dość smętnie. A i tak nie mogłam się powstrzymać, aby nie zakończyć rozdziału myślami Teo! :D No cóż, jakby nie patrzeć naprawdę lubię opisywać uczucia, a w szczególności te negatywne. 
               Mam nadzieję, że rozdział Wam się spodobał :)
Malina

12 komentarzy:

  1. No krótko krótko. Bee!
    Czytając ten rozdział, zwracałam szczególną uwagę na te nieszczęsne czasy, ale znalazłam dwa miejsca, gdzie pojawiłą się co najwyżej niepewność i można by na ten temat dyskutować, zatem widać, że dużo pracujesz. Gratuluję i powodzenia w dalszym dążeniu do doskonałości ;)
    Trochę zauważyłam braki przecinków. Ale to takie pojedyncze, da się przeżyć xD
    Znów króóótko. Ej serio, było mało fabuły, troszkę rozmyślań, więc też ciężko konkretną opinię napisać. Ale cieszę się, że Gab wydał trochę zachowanie Nika. I na zawsze najbardziej będzie do mnei trafiać ta akcja, że Teo nie ma fejsbuka. Mistrzostwo. (w sensie to z jaką subtelnością poprowadziłaś ten temat, a nie to, ze on po prostu nie ma fb xD)
    Fabriel <333
    To moje postanowienie noworoczne kurcze xD
    "Nie zamierzałem obiecywać sobie czegokolwiek związanego ze sportem, bo wiedziałem, że rzucę to w cholerę po tygodniu." Bratnia dusza. Mam tak samo xD
    "Zamknąć rozdział w połowie i nigdy go nie dokończyć." A któż powiedział, że to połowa? Tak naprawdę, on sam może zadecydować, kiedy nastąpi jego koniec.
    Liczę, że nie zrezygnujesz z pisania. I czekam też na kolejne opowiadania i tak dalej. Chętnie czytam dużo od dobrych autorów/autorek xD
    No nic. Weny i wszystkiego dobrego! :)
    Czekam na kolejny rozdział, buziaki ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się nie myśleć o czasach, bo im więcej myślę, tym więcej psuję. Jednak jeśli naprawdę tego nie widać to super c:
      Przecinki to zło. Małe cholery, które spieprzają, gdy tylko poniesie mnie wena :(
      Wiem, malutko wszystkiego, ale starałam się tak ładnie podsumować wydarzenia, aby nic nie było zmącone. No i jest jakieś pociągnięcie wszystkiego dalej!
      W sumie pisząc drugi rozdział w ogóle nie pomyślałam, że jedno końcowe zdanie tak bardzo trafi do potencjalnych czytelników. Przyznam, że cała akcja z brakiem Facebooka wyszła naprawdę przez przypadek i cieszę się, że taki przypadek okazał się być fajny :D
      Teo to pośrednik moich myśli i słów, więc pewnie się nie zdziwisz jak napiszę, że ja także mam tak ze sportem, że to po prostu nie wyjdzie :c
      Hm, zdaje mi się, że nie do końca. Teo jest jeszcze zbyt zależny od rodziców i innych ludzi (tj. Hopkinsów), a aby zamknąć rozdział o rodzicach musiałby mieć 100% pewności, że nie będzie mieć z nimi kontaktu, a on przecież dalej ma na to nadzieję, której musi się wyzbyć.
      Nie ma opcji, abym zrezygnowała z pisania! Chociaż nie zawsze mam na to czas to PZ doprowadzę do końca, a potem zobaczę.
      Dziękuję bardzo ;)

      Usuń
    2. Jeśli masz takie problemy z przecinkami, to może jakieś poczytanie zasad Ci pomoże? (mi nie pomnogło tak szczerze, ale warto próbować xD). Ewentualnie dobrym rozwiązaniem jest też jakaś beta. Nie wiem, czy masz czy coś, ale taka pożądna beta Ci wszystko wygarnie :)
      Ja tego fejsbuka będę wspominać do końca moich dni i już zawsze będzie to taka trochę etykietka dla Twojego bloga. Ale pozytywna jak najbardziej xD
      Hahhahah, łączmy się w bólu anty-sportowców. Ja po prostu najbardziej w świecie nienawidzę wuefu, nie mówiąc o tym, że boję się pani od wf, a to moja wychowawczyni, masakra jakaś ;-;
      Z tymi rodzicami nadal bym dyskutowała xD Tak naprawdę to wszystko zależy od niego. Skoro ma nadzieję na jakiś kontakt, to oczywiście wszystkie te sytuacje będą na niego wpływać i będą go ranić, ale jeśli tylko zgarnąłby dupę w troki i powiedział jedno stanowcze NIE, to rozdział zostałby zakończony i kropka nienawiści dla rodzicow na do widzenia. Taka moja opinia xd (oczywiście, nie twierdzę, że to łatwe)
      a tak mniej więcej, jeśli można wiedzieć, ile rozdziałów planujesz?

      Usuń
    3. Nawet jakbym znała na pamięć zasady to z pewnością jeszcze bardziej był się zakręciła w tym wszystkim. Aktualnie rozmawiam z pewną osobą o betowaniu tego opowiadania - zobaczymy co z tego wyjdzie :)
      Hahah, miło mi w takim razie, że ten blog nie będzie zapamiętany tylko jako smutne, wręcz depresyjne opowiadanie!
      Ech, ja naprawdę nie lubię sportu. Do żadnej dyscypliny się nie nadaję, o, najwyżej potrafię i uwielbiam jeździć na rowerze. Pływać też umiem i nawet trochę lubię.
      W sumie to ciekawe, że chcesz dyskutować z autorką, która wie jak to się zakończy :D Jednak odnosząc się do Twoich argumentów - Teo może jest w pewien sposób silny, że dalej sobie radę bez rodziców, ale nie na tyle, aby zakończyć rozdział z nimi i żyć osobno. Jednakże ten stan nie może się długo ciągnąć, więc jak pewnie się domyślasz jakoś to musi się skończyć :)
      Nie mam zielonego pojęcia. Z pewnością w 50 się zmieszczę, nie chcę tego jakoś przeciągać, ale też nie chcę streszczać akcji. W sumie to wszystko się różnie przesuwa (a tu akcja musi się podzielić na dwa rozdziały albo gdy planuję dwa rozdziały wychodzi, że mieszczą się w jednym...). W każdym razie może jeszcze tak z 20? Naprawdę trudno mi to oszacować. W sumie to dopiero teraz opowiadanie zaczęło się na dobre.
      Jak to mam w zwyczaju - naprawdę dziękuję bardzo za komentarz!

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. No cholerka, no! Strasznie, ale to strasznie cieszę się, że chłopcy już są razem. Te wszystkie emocje, to jak Teo reaguje nawet na najkrótsze spojrzenie, opisałaś niesamowicie. W niektórych momentach aż sama czułam to przyjemne ciepełko rozchodzące się po plecach! Tak, masz rację - ten rozdział był dość lukrowy, aczkolwiek moment, w którym Teo stwierdził, że jego ciocia martwi się o niego z pewnością bardziej, niż jego matka, był nieźle przygnębiający, jednakże prawdziwy. I niezwykle cieszy mnie fakt, że pomimo zejścia się chłopaków nie skupiasz się tylko i wyłącznie na cukrze - ciągle pamiętasz o czym jest ten blog i w jaki sposób go prowadzisz. A dla mnie coś takiego byłoby raczej trudnością. Jestem osobą, która pisząc coś takiego od razu po zejściu się głównych bohaterów rzuciłaby fabułę w las i poczęła wymyślać słodszą, nową. Dlatego też cieszę się, że Ty tego nie zrobiłaś.
      Moja teoria co do Fabiana się nie zmieniła - na 100% jest zazdrosny o Nikodema. I w sumie martwi mnie to, gdyż przewiduję, że będzie z nim jakiś wątek i ktoś podczas tego może ucierpieć. Wiem co zazdrość może wyrządzić i szczerze nie życzę tego nikomu - ani w świecie prawdziwym, ani w opowiadaniu.
      Rozdział bardzo, bardzo mi się podobał, choć czekałam na niego sporo czasu i był krótki. No cóż, różnie bywa z długościami rozdziałów, więc czepiać się nie będę. Liczy się treść, a nie liczba zdań.
      Czekam NIECIERPLIWIE na następny rozdział, życzę zapasów weny i więcej czasu na pisanie. Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
    2. Hah, ja także się cieszę, bo nie mogłam się doczekać opisywania tych rozdziałów :D
      No i odetchnęłam z ulgą, że pozytywne uczucia także udaje mi się przekazać w miarę znośny sposób, skoro Ci się podoba! Bałam się, że jak przyjdzie co do czego to wyjdzie, że potrafię pisać tylko negatywnie...
      W tej kwestii się różnimy, bo mi trudno zacząć w ogóle taki lukrowy temat. Na początku myślałam o tym, aby w ogóle nie pojawił się tutaj wątek zauroczenia/miłości... Jednakże chwała Bogu, że jednak zdecydowałam się na umieszczenie tu Nika :)
      Z rozdziału na rozdział coraz bardziej korci mnie, aby w końcu wyrzuć z siebie, co się stanie w następnych rozdziałach, ale przecież nie mogę ;-;
      Wiem, że ten nie pojawił się szybko, ale też nie był to największy odstęp czasowy! I tak już lepiej się wyrabiam z pisaniem, więc nie jest źle!
      Ten rozdział dłuższy być nie mógł, bo już naprawdę nie potrafiłam pisać dalej słodyczy. Za dużo tego dobrego.
      Tak, tak, postaram się dodać nowy rozdział szybciej!!
      Dziękuję bardzo ;)

      Usuń
  3. Troszkę takiej słodyczy w sam raz przed jutrzejszym dniem... Idealnie, nie lubię czwartków ;-;
    Fajnie, że chcesz nam dać rozdział, nawet jeżeli jest taki króciutki. Wszystkich łapie jesienna chandra, tylko ja czuję, że brak słońca dział na mnie odżywiająco xD
    Zastanawiam się, co dalej z rodzicami Teo. Masz plusik za to, że nagle u ciebie ten wątek nie zniknął, jak to czasem bywa w innych opowiadaniach. Liczę na rozwiązanie sprawy :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdział króciutki, ale pełen słodyczy. Może nie jest jej jakoś dużo, bo wiem, że da się więcej, ale jak na mnie jest to niemalże poziom maksymalny.
      Pogoda za oknem sprzyja mojej chęci ciągłego spania... Jednak pasuje też do klimatu opowiadania, więc nie mam na co narzekać, o ile nie zasnę na klawiaturze laptopa.
      Och, z pewnością temat się nie utnie :) W sumie opowiadanie zaczęłam głównie prowadzić ze względu na temat rodziców niż miłości i chcę wszystko opisać, a nie unikać tego co złe i zatopić się w słodyczy miłości.
      Dziękuję bardzo za komentarz :D

      Usuń
  4. Tonę w słodkościach tego rozdziału. Oni są tacy uroczy, że nie potrafię przestać się szczerzyć :)
    Czekam na następne rozdziały! Mam nadzieję, że pojawią się w miarę szybko! :D
    Pozdrawiam,
    Marcel.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, że potrafię pisać słodko. Naprawdę bałam się, że słodycz w moim wykonaniu może okazać się porażką.
      O ile dobrze pójdzie to dziś w nocy go skończę, a jutro prawdopodobnie się pojawi!
      Dziękuję bardzo :)

      Usuń
  5. Hej,
    dobrze, że Gabriel wydał trochę zachowania Nikodema, teraz i on będzie tam częstym gościem, a to powochąnie koszulki... bosko....
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy