środa, 11 listopada 2015

Rozdział XXII

                Do domu Hopkinsów wróciłem koło południa, gdy słońce nieprzyjemnie świeciło mi po oczach.
                Od progu przywitała mnie ciocia, której sztywna postawa i surowy wyraz twarzy nie wróżył nic dobrego. Irma cechowała się dobrocią, troskliwością i opiekuńczością, czyli cechami typowymi dla matek, ale także potrafiła pokazać, że tu rządzi ona.
                - Dzień dobry, ciociu - przywitałem się z niepewnością w głosie i zacząłem ściągać buty.
                - Dzień dobry - odparła. - Myślałam, że wrócisz szybciej.
                Zatrzymałem się w pół ruchu i spojrzałem na nią przepraszającym wzrokiem.
                - Śniadanie się nieco przedłużyło. Przepraszam!
                - Ale pijany nie jesteś? - zapytała i spojrzała na mnie czujnie.
                - Nie, ciociu. Nawet zmęczony nie jestem - odpowiedziałem zgodnie z prawdą i uśmiechnąłem się lekko.
                - Cieszę się, że chociaż ty wykazujesz dozę odpowiedzialności i rozumu. Chociaż mogłeś mi napisać ile zostaniesz na tej imprezie! Wyobraź sobie, Teo, że Natan odprowadził Lily nad ranem i to całkowicie pijaną - mówiła z przejęciem, a mi aż głupio było patrzeć na nią jak bardzo zmartwiona oraz zestresowana jest zachowaniem mojej przyjaciółki.
                - Ciociu, Lily teraz śpi, tak? - Kobieta kiwnęła głową. - To niech ciocia wypije herbatę i położy się spać. A przynajmniej niech się ciocia uspokoi.
                Irma westchnęła, ale znów potakująco kiwnęła głową i po chwili ciszy, wyszła z przedpokoju.

***

                Około godziny piętnastej, gdy bezczynnie siedziałem w salonie, do pokoju weszła moja najdroższa przyjaciółka z butelką wody w rękach. W ciszy usiadła obok mnie na kanapie i spojrzała na ekran telewizora, gdzie leciał właśnie jeden z głupszych seriali.
                - Pierwszy i ostatni raz, Teo - jęknęła i zaczęła masować skronie.
                - Po co żeś chlała bez opamiętania? - prychnąłem i spojrzałem na nią z ukosa. Miała rozczochrane włosy, rozmazany makijaż i wyglądała jak zombie.
                - Po prostu się bawiliśmy - odparła buńczucznie.
                - I przy okazji musiałaś wypić tyle, aby teraz być w takim stanie? - Pokręciłem głową z dezaprobatą. - Wiesz jak ciocia się martwiła, paskudo jedna? - Pacnąłem ją w czoło, a ona zajęczała i szybko pomasowała uderzone przeze mnie miejsce.
                - Przecież mówię, ze pierwszy i ostatni raz to był.
                - Tyle dobrze, że Natan nie był na tyle pijany i bezpiecznie odstawił cię tutaj. Jednak sądzę, że ciocia będzie się na niego boczyć za to, że przyprowadził cię w takim stanie - stwierdziłem.
                - Mhm - mruknęła. - A jak ty się bawiłeś, Teo?
                Westchnąłem. W pierwszym momencie nie chciałem jej nic mówić, bo na mnie także źle wpłynął fakt, że Lily upiła się do stanu stracenia kontaktu ze światem. Nie tyle martwiłem się, że mogło coś jej się stać - wierzyłem, że Natan z pewnością by ją przypilnował. Co jak co, ale nie chciałem, aby w jakiś sposób po alkoholu Lils się skompromitowała odwalając coś głupiego, a o to było łatwiej niż o niebezpieczeństwo. Nat byłby bezradny w chwili, jakby ktoś nakręcił filmik z Lily w roli głównej, gdy ta chociażby rzyga jak kot. Dlatego też z dezaprobatą przyjmowałem stan przyjaciółki, jednakże nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, w końcu dziewczyna siedziała koło mnie cała i zdrowa.
                - Bardzo dobrze - mruknąłem. - W sumie to... - zmierzwiłem swoje włosy - Chyba mogę mówić, że mam chłopaka.
                Gdy tylko wypowiedziałem ostatnie słowo, reakcja Lils była natychmiastowa. Pisnęła i rzuciła mi się na szyję, tuląc, a potem odsunęła się ode mnie - dziwnym trafem zapominając o bólu głowy - i zasypała pytaniami:
                - Jesteś z Nikodemem? Jak to się stało? Co tam się działo? Opowiadaj! - nalegała.
                Zaśmiałem się, czując znowu tę namiastkę szczęścia. Wziąłem głęboki wdech i odpowiedziałem:
                - No tak wyszło... O północy jakoś tak... Więc się pocałowaliśmy... W sensie ja go pociągnąłem...
                Szatynka przewróciła oczami.
                - Że ty go pocałowałeś o północy? O Boże, Teo, ty amancie!
                Poczułem rumieńce wpełzające na moje policzki.
                - Tak wyszło - powtórzyłem.
                - Ale podobał ci się ten pocałunek, co? - zapytała, a na jej ustach pojawił się zadowolony uśmiech. - Chwila! A gdzie ty spałeś?
                - U Nikodema w domu - wyjaśniłem oszczędnie.
                - U niego w pokoju!
                - Skąd takie przypuszczenia? - zapytałem, starając przybrać pokerową minę.
                - Hy! U niego w pokoju! Jeśli by tak nie było to byś zaprzeczył! - Zaśmiała się wesoło, a ja naburmuszyłem się jak małe dziecko. - Jejku, jak łatwo cię rozgryźć, Teoś. Coś jeszcze masz mi do opowiedzenia? - zaświergotała, mrugając w moją stronę, nieco za często, rzęsami.
                - Podobno głowa cię boli - przypomniałem jej.
                - Ta wiadomość jest ważniejsza od bólu - stwierdziła. - Ale cieszę się, że się zgraliście. Pasujecie do siebie.
                Prychnąłem w odpowiedzi i utkwiłem wzrok w końcówce odcinka serialu, który oglądałem przed przyjściem mojej przyjaciółki. Notabene po zakończeniu tematu, Lily znów zaczęła narzekać na ból głowy i wszystkie dolegliwości wróciły, a ja tylko przypatrywałem się jak Lils cierpi z własnej głupoty.

***

                Rozbrzmiał dzwonek telefonu stacjonarnego, więc oderwałem wzrok od czytanego tekstu i czekałem, aż ktoś odbierze, aby ten irytujący dźwięk nie denerwował mnie jeszcze bardziej oraz pozwolił mi skupić się na czytaniu. Jednakże telefonu nikt nie odebrał, a ten na moment zamilkł, aby po chwili znów rozbrzmieć swoim denerwującym dźwiękiem.
                Poszedłem w stronę dzwoniącego narzędzia, nacisnąłem zielony przycisk i odezwałem się:
                - Halo?
                - Halo? – Usłyszałem po drugiej stronie zdezorientowany głos. Był na tyle zniekształcony, że mogłem tylko oszacować, że należał do kobiety.
                - Z kim mówię? – zapytałem, gdy osoba połączona ze mną za pomocą telefonów milczała.
                - Teo? – Usłyszałem zdziwienie w głosie kobiety. – Tu mama.
                Zapadła chwilowa cisza podczas której starałem się spokojnie oddychać.
                - Dlaczego Irma nie odbiera komórki? – zapytała niemalże szeptem.
                - Ciocia jest w ogrodzie. Pewnie nie wzięła telefonu.
                - Mhm. Powiedz, że dzwoniłam – poprosiła. Już chciałem odłożyć słuchawkę na miejsce, gdy zatrzymał mnie jej głos: - A… Teo?
                - Tak?
                - Co u ciebie?
                Sam dziwiąc się sobie, nie odpowiedziałem. Odłożyłem słuchawkę na miejsce i rozpłakałem jak małe dziecko, siadając na podłodze, podpierając plecy o ścianę i podciągając kolana pod brodę. Przecież miałem wymazać rodziców ze swojego życia, prawda? Dlaczego więc teraz moja rodzicielka dała mi złudną nadzieję, że interesuje ją mój los?

***

                Po rozmowie przez telefon z matką niezbyt miałem humor, aby gdziekolwiek wychodzić. Jedynie uśmiechałem się, gdy co chwilę przychodziła kolejna wiadomość od Cartera, z którym byłem w ciągłym kontakcie.
                Zaśmiałem się z kolejnego SMS-a od blondyna, po czym usłyszałem prychnięcie.
                - Księżniczka śmieje się do telefonu. – Usłyszałem zgryźliwy komentarz Daviesa.
                - Też miło mi cię widzieć – przywitałem go. – Lily nie ma.
                - Wiem. Moja wspaniała dziewczyna znów się o ciebie martwi, zgredzie. Znowu. Ona martwi się o ciebie bardziej niż o mnie – poskarżył się. – Więc rusz dupę w troki, idziemy na spacer.
                - Po co? – zapytałem autentycznie zdziwiony.
                - Dawno nigdzie nie wychodziliśmy, a może przy okazji nieco poprawi ci się humor, bo jak znów będę słuchał pół godziny biadolenia Lily o tym jaki jesteś dziwnie smutny to nie wytrzymam. – Westchnął.
                - Zimno jest.
                - Od razu ci nic nie odpadnie – zaśmiał się ze mnie, a ja skrzywiłem się.
                - Boże, Davies… - jęknąłem tylko, kręcą z zażenowania głową.
                Jednakże nie miałem wyboru. Chłopak mojej przyjaciółki, w sumie też mój przyjaciel, wyciągnął mnie na spacer.
                - Pewnie nie powiesz mi o co chodzi? – zapytał, przerywając milczenie.
                Biały kłębek dymu wylatywał z każdym oddechem z moich ust, a gdy westchnąłem wyleciało go jeszcze więcej.
                - Niezbyt.
                - Problemy miłosne? – dopytał. – Lils opowiadała, że ty z Carterem chodzicie. To prawda?
                - To dopiero początek, ale no, chodzimy – odparłem, nieco skrępowany.
                - Ale z nim wszystko okej?
                - No tak, wszystko dobrze. Nie musicie się tak wszyscy o mnie troszczyć, poradzę sobie. Nawet jestem od ciebie i Lily starszy.
                - My się tylko martwimy, stary – odpowiedział, podkreślając ostatnie słowo. – Jednak jak coś to zawsze możesz się do niej lub do mnie zwrócić, wiesz o tym?
                Przewróciłem oczami.
                - Wiem, Nat.
                - To dobrze – stwierdził. – A jak tam z Carterem?
                I wtedy przypomniało mi się jedno pytanie, na które nigdy nie uzyskałem odpowiedzi. Olewając pytanie Natana, sam zapytałem:
                - A tak w ogóle dlaczego ty i Nik się nie lubicie?
                - Długa historia. - Wzruszył ramionami. – Lepiej mów o tobie i o nim – zagadnął, zmieniając temat.
                Miałem ochotę zazgrzytać zębami ze złości. Ani jeden, ani drugi nigdy nie chciał wyjaśnić mi o co chodzi, tłumacząc to „długą historią”. A przecież mieliśmy czas, prawda? Mogli wszystko mi opowiedzieć, więc jasny był fakt, że po prostu nie chcieli, a ja nie miałem zielonego pojęcia, dlaczego tak jest.

***

                Po powrocie ze spaceru długo walczyłem z chęcią wypytania o „długą historię” Lily. Jednak nie byłem do końca przekonany, że ona mogłaby zostać w tę historię wtajemniczona. W sumie nie wiedziałem nic, a ani jeden, ani drugi nie chcieli się z tego wytłumaczyć. Ciekawość mnie zżerała, przezwyciężając zdrowy rozsądek i kierując mnie w stronę pokoju przyjaciółki.
                Zapukałem i nie czekając na pozwolenie, wparowałem do środka. Pomieszczenie nie charakteryzowało się niczym zwyczajnym, ot, pokój szesnastoletniej dziewczyny. Panował w nim lekki bałagan, ale dało się spokojnie przejść, nie musząc lawirować pomiędzy stertami rzeczy. Szczególnie zagracone było biurko pełne papierów oraz kosmetyków.
                - Co, Teo? – mruknęła, podnosząc wzrok znad ekranu telefonu.
                - A nic… - odparłem, tchórząc.
                Lils podniosła brew do góry i przyszpiliła mnie niecierpliwym, pełnym powątpienia wzrokiem.
                - A tak serio?
                Westchnąłem i usiadłem obok niej. Materac ugiął się pod moim ciężarem, a ja pogładziłem go, czując opuszkami palców jego przyjemną strukturę.
                - Zastanawiałem się czy wiesz coś o relacji Natana i Nikodema? – wypaliłem.
                Cały czas patrzyłem na dziewczynę, która w tamtej chwili ściągnęła brwi.
                - A dlaczego pytasz? – zapytała, a ja miałem ochotę sapnąć z irytacji na to, że odpowiedziała pytaniem na pytanie.
                - Po prostu chciałbym wiedzieć bez wyjaśnień, że jest to „długa historia”. Jak długa by nie była, chciałbym ją poznać.
                - Jesteś ciekawski.  
                - No tak.
                - Ale, Teo, nie zawsze można wiedzieć wszystko – stwierdziła filozoficznie.
                - Jednak Nik to mój chłopak, a Nat przyjaciel – burknąłem. – Mam prawo znać tę „długą historię”. Nawet ty ją znasz, prawda?
                Dziewczyna chwilę nie odpowiadała. Usiadła prosto, pokręciła się chwilę, odwlekając moment odpowiedzi o kolejne sekundy.
                - Teo, to sprawa między nimi – jęknęła.
                - Czyli ty też mi nie powiesz? – warknąłem.
                Milczenie, które uzyskałem tylko przekonało mnie w tym, więc gwałtownie wstałem i wyszedłem z jej pokoju, trzaskając drzwiami.
                Nie rozumiałem fenomenu „długiej historii”. Przecież nie mogła ona kryć nic aż tak strasznego, prawda?

***

                Stałem przy ławce w parku i czekałem na uroczego blondyna, który spóźniał się już dziesięć minut. A ten dzień wcale nie należał do najcieplejszych i mimo wielu warstw ubrań, wiatr smagał mnie po policzkach i nosie, który zdawało mi się, że lada chwila odpadnie.
                W końcu po piętnastu minutach, gdy zacząłem chodzić w tę i z powrotem, na horyzoncie pojawił się Gabriel.
                - Przepraszam za spóźnienie – powiedział. – Nie mogłem się wyrobić.
                - No dobra – mruknąłem. – To chodźmy stąd, bo za chwilę zamarznę.
                Gab zaśmiał się, lecz zgodził się udać w stronę najbliższej pizzerii.
                - A co tak nagle do mnie napisałeś? Jest jakaś sprawa? – zagadnął od razu na wstępnie.
                - W sumie tak – zacząłem. – Chodzi mi o Nikodema i Natana Daviesa. Wiesz coś na temat ich relacji? – zapytałem.
                Blondynek przez chwilę milczał, wyraźnie zastanawiając się nad odpowiedzią. Nie posiadałem żadnych nadziei, że on będzie skłonny wyjaśnić mi cokolwiek, lecz moja ciekawość nie pozwoliła mi go nie zapytać – był ostatnią osobą, do której byłem skłonny się zwrócić z tym pytaniem. Nawet jakby ciekawość naprawdę zżerała mnie od środka, co groziłoby mi śmiercią, nie zwróciłbym się z tym do Fabiana, który także niewątpliwie mógł coś na ten temat wiedzieć. Jednak chłopak za mną nie przepadał, a nasze oziębłe stosunki na pewno nie sprzyjałyby rozmowie.
                - No nie lubią się…
                - Tyle to też wiem – parsknąłem. – Ale dlaczego?
                - To jest…
                - …długa historia, wiem – przerwałem mu. Gab skrzywił się lekko i spojrzał na mnie z wyrzutem.
                - Nie powinieneś być wścibski, Teo – oświadczył. – Jakbyś miał wiedzieć to byś wiedział.
                - Ty też mi nic nie powiesz? – jęknąłem zrezygnowany, aż zatrzymując się przez uczucie sfrustrowania i przygaszenia.
                Gabriel pokręcił przecząco głową.
                - Przepraszam, Teo, ale to naprawdę długa historia i nie jestem odpowiednią osobą, aby o niej mówić – stwierdził.
                Skoro blondynek nie powinien opowiadać o tej sprawie to jasne dla mnie było, że Natan i Nikodem byli jedynymi uprawnionymi do rozmowy na ten temat. Jednakże wiedziałem, że ani jeden, ani drugi mi nic nie powie.
                - Dobra, chodźmy na tę pizzę.
                Przyspieszyliśmy kroku, po chwili dochodząc do budynku niewielkiej pizzerii.

***
                Uśmiechnąłem się szeroko, a od czasu do czasu śmiejąc się wraz z Nikodemem. Najzwyczajniej w świecie chodziliśmy bez celu po mieście, odwiedzając różne sklepy, żartując i rozmawiając. Nie przeszkadzała mi nawet minusowa temperatura ani śnieg sypiący się z nieba. Ważne było dla mnie, że to z nim w tym momencie jestem, a to czy mój nos przypominał nos Rudolfa traciło znaczenie.
                - Nik? – zagadnąłem, gdy szliśmy we względnej ciszy, a pod podeszwami skrzypiał biały puch.
                - Hm?
                - A pamiętasz co mówił mi Gab? Wtedy, pierwszego stycznia? – zapytałem. – To była prawda?
                - Niestety Gabriel ma tendencje do paplania, ale jak już mówi to jest to prawda – potwierdził, uśmiechając się. Prawie stanęliśmy, bardziej skupiając się na patrzeniu na siebie niż na przebieraniu nogami. I tak nie mieliśmy celu naszej podróży, więc bez problemu mogliśmy stanąć na środku wąskiego chodnika przy jednej z pobocznych dróg. – Naprawdę miałem szczęście, że znalazłeś się u nas w szkole.
                - Cholerne szczęście – potwierdziłem. – Nie miałem w planach tutaj iść – przyznałem, przypominając sobie, że przecież ta szkoła to kara za mój homoseksualizm. Miałem ochotę zaśmiać się – czy to nie brzmiało absurdalnie?
                - A dlaczego jednak tutaj poszedłeś? – dopytał, zaciekawiony. – Nie dostałeś się gdzieś indziej?
                - Tak wyszło.
                Wzruszyłem ramionami.
Cały czas utrzymywałem wzrok nieco podniesiony na jego przystojną twarz. Zdecydowanie za długie, złote włosy całkiem zabawnie ją okalały, a kosmyki aż zachęcały, aby wsunąć w nie dłoń i nawinąć na palec.
                Czułem wielką ochotę, aby pocałować Nikodema i bez wątpienia on też tego chciał. Ocucił nas dopiero przechodzień, który potrącił mnie w ramię. Znajdowaliśmy się na chodniku, a każdy mógł nas w końcu zobaczyć. To nie było rozsądne posunięcie, zważywszy na fakt, że miasto nie należało do największych, a ludzie szybko mogliby zacząć plotkować, choć i tak bardziej obawiałem się przejawów nietolerancji.
                Nadal nosiłem w sobie ogromny strach w tym kierunku – nie dowierzałem, że inni mogą mnie akceptować, skoro rodzice tego nie zrobili. Zdawało mi się to być tak absurdalne jak moja kara za orientację. Po prostu nie mogłem tego zrozumieć. Nie miałem wiary w ludzi, choć obok siebie miałem grupę wspierających, troskliwych osób.
                Za bardzo pamiętałem krzywdę wyrządzoną mi przez matkę i ojca. Tę krzywdę, o której starałem się zapomnieć. Wyrządzoną przez tych ludzi, o których chciałem zapomnieć. I dopiero w momencie, gdy udałoby mi się wymazać oba punkty z pamięci, prawdopodobnie przestałbym być takim niedowiarkiem i z większą łatwością pojąłbym fakt, że nie każdy człowiek jest zły. Jednak najpierw musiałem przebrnąć przez trudniejszą rzecz – zostawienie niewyleczonych ran, zapomnienie o nich i o sprawcach całego zamieszania. Gdyby mi się to udało, wiedziałem, że moje życie zmieniłoby się o sto osiemdziesiąt stopni. Wtedy mógłbym wystartować bez złych wspomnień, które ciągle mnie nawiedzały. Mógłbym być wolny od przeszłości i brnąć w stronę lepszej przyszłości.


***

Hej!
                Cóż, przede wszystkim wyjaśniam, że dodanie rozdziału przesunęło się o jeden dzień, ale wczoraj po napisaniu go, po prostu nie miałam siły, aby sprawdzić błędy. Przynajmniej jest on nieco dłuższy od poprzedniego i dopracowałam go tak, aby być z niego zadowoloną :)
                Chętnie przeczytałabym Wasze teorie na temat "długiej historii" :) No i przyznaję, że właśnie ten rozdział rozpoczyna już dążenie do punktu kulminacyjnego opowiadania. Jednakże spokojnie, jeszcze trochę brakuje do tego, ale już nic więcej nie zdradzam! Za dużą paplą jestem, normalnie jak Gabriel :D 
Pozdrawiam,
Malina

20 komentarzy:

  1. Ja strzelam, że między Nikiem a Natanem coś kiedyś było. Coś, o romantycznym podłożu :3 Świetny rozdział, tak w ogóle <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za miłe słowa oraz swoją teorię ;) Oczywiście dopiero za jakiś czas dowiesz się czy może udało Ci się zgadnąć :)

      Usuń
  2. myślę że ta"długa historia" to pewnie że nat chodził z nikodemem. albo jeden drugiemu odbił chłopaka. albo nat był zakochany w theo. Nie wiem co XD ale z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział i życzę weny :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzy możliwe teorie :) Pożyjemy, zobaczymy czy jakaś się zgadza!
      Dziękuję!

      Usuń
  3. Strzelam, że Nat chodził z Nikiem, ale tylko po to, żeby sprawdzić jak to jest być z chłopakiem, skądś się musiały wziąć blizny Nikodema i to, że Nik wiedział, że Nat zaczał chodzić z Lily dwa lata temu i bronił się przed związkiem (jak to myślał Teo)... lub coś z nietolerancyjnym Natem.... chociaż ich [Nata i Nika] pierwsze spotkanie w tym opowiadaniu nie pasuje mi do żadnego z dwóch powyższych, więc jestem strasznie ciekawa co wymysliłaś :D I też ciekawa co z Fabianem i kiedy Teo powie wszystko Nikowi. Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością w opowiadaniu jest małe powiązanie ze sobą informacji :) Dobrze, że już jest dostrzegalne!
      Twoja teoria tak jak innych jest prawdopodobna ;)
      Dziękuję bardzo za komentarz!

      Usuń
  4. omg czemu ja pomyslalam o tym, ze nat byl z nikodemem i sie okazalo, iz sa bracmi. Mozgu...co ty odjebujesz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, za dużo twincestów! :D
      Co nie oznacza, że nawet tak teoria nie mogłaby być prawdopodobna :)
      Dziękuję za przedstawienie swojej teorii, nawet jeśli uważasz ją za niemożliwą :D

      Usuń
  5. Skomentuję jutro :D
    PS chyba szykuje się długi komentarz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cholerka jasna. Po każdym rozdziale mam wielką ochotę Cię mocno uściskać i z szacunkiem poklepać po plecach. Naprawdę doceniam to, że tak trafnie rozmieszczasz rodzaje akcji. Tak, wiem, wspominam to w każdym komentarzu, ale zawsze wszystkie w Twojej twórczości jest w sam raz. Idealna porcja cukru, idealna porcja goryczy i smutku i idealna szczypta humoru. To sprawa, że naprawdę lekko i dobrze się to czyta; nie ma uczucia ciężkości, czy też znudzenia, dlatego do dziś tak pilnie i z takim zapałem czytam oraz komentuję każdy Twój rozdział. Swoja drogą, to już dwudziesty drugi rozdział! Cholibka, kiedy to minęło? Podziwiam to, że tak długo wytrwałaś, bo mojego bloga nie dałam rady prowadzić po chyba osiemnastym rozdziale. Taa, prowadziłam kiedyś bloga, na innym koncie, ale wolę o tym teraz nie pisać.
      Moment, w którym dzwoniła mama Teo... Nosz cholera jasna. W tamtym momencie tak okropnie posępniała mi twarz; za bardzo wczułam się w bohatera. Okropnie jak na razie wygląda ich relacja, jestem niesamowicie ciekawa (i trochę przerażona) jak będzie to wyglądać potem.
      Bardzo cieszy mnie fakt, iż masz jakiś kulminacyjny moment, do którego powoli się zbliżamy. Szczególnie mnie to cieszy, gdyż nie mam pojęcia czego ten moment będzie dotyczył. Tak, jest ta cała zagadka z "długą historią", aczkolwiek wątpię, by to wokół niej kręciła się cała akcja. Ah, skoro już tutaj jestem, to powiem szczerze, że nie mam żadnych teorii jej dotyczących. Gdy tylko wyobraziłam sobie co mogło zadziać się pomiędzy nimi, by aż tak zniekształcić ich relacje, jedynie pojawiały mi się w głowie marne i mało oryginalne wizje typu 'nieudany związek', 'nie dotrzymanie jakiejś tam obietnicy'. Przez to doszłam do wniosku, iż wolę o tym nie rozmyślać. Chcę mieć niespodziankę i liczę na duże zaskoczenie.
      Oh, zapomniałam wspomnieć, że upita Lily to musiała być niezła sprawa :D Wyobrażałam ją sobie raczej jako osobę z mocną głową, jeśli o alkohol chodzi.
      No cóż, nie wiem, czy komentarz wyszedł tak długi, jaki chciałam, aby wyszedł, aczkolwiek jestem zmuszona go kończyć. Zapewne gdybym miała więcej czasu, to rozpisałabym się bardziej, aczkolwiek za chwilę głowa opadnie mi na klawiaturę ze zmęczenia.
      Życzę dużo weny, dużo czasu na pisanie i jak najwięcej pozytywnych komentarzy! + jak zwykle ten rozdział bardzo mi się podobał.
      Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
    2. No widzisz, Ty chciałabyś mnie wyściskać za każdy rozdział, a ja Ciebie za każdy komentarz pod rozdziałami ;)
      W sumie akcję rozmieszczam według własnego widzimisię. Piszę na spontanie, jedyne co to mam zaplanowane, że w danym tekście ma się znaleźć to i to. Zapewne to dobrze wróży, skoro uważasz, że potrafię dobrze rozmieścić akcję... Cieszę się, naprawdę, choć nie idzie tego przenieść w słowach do komentarza!
      Taak, ja też jestem dumna, że wytrzymałam tak długo i chcę dalej pisać! Chyba się uzależniłam od tego, a dodatkowo moje własne opowiadanie mnie wciągnęło. Czasami mam wrażenie jakby wymyśleni bohaterowie naprawdę istnieli, choć to jest głupie ;)
      Pewne jest to, że coś z tymi relacjami musi się stać do końca opowiadania, bo aktualnie są one niezamknięte. Takie momenty mnie także bardzo bolą, w sumie miałam bardziej rozpisać to jak Teo płacze, ale chyba niezbyt byłam w stanie.
      Nie wiem czy ten moment będzie jakiś "wow", ale z pewnością go planuję. Aby on był tym wyjściem, po którym może, ale niekoniecznie wszystko się ułoży. Nie wiem także czy "długa historia" Cię zaskoczy. Wszystko jest na tę chwilę możliwe, niczemu nie zaprzeczam ani nie potwierdzam. Coś tam kiedyś wymyśliłam i do tego dążę od samego początku.
      Może w przyszłości, gdy opowiadanie będzie zakończone to pojawi się krótki one-shot odnośnie Lily, Natana i właśnie tego Sylwestra... Ale to kieeedyś.
      Nawet jeśli Ty nie jesteś zadowolona z długości komentarza to ja jestem! Dziękuję bardzo! :)

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Teo szledzi xd Ale to jak najbardziej uzasadnione. Chyba tylko ja nie mam żadnego swojego wyjaśnienia co do 'długiej historii' i czekam na gotowca :'))
    Ciekawi mnie jednak, co się stało, że mama Teo nagle przypomniała sobie o synu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością za jakiś czas wszystko się wyjaśni, choć z moim zorganizowaniem to nie mam zielonego pojęcia kiedy... Jednakże na pewno trochę rozdziałów jeszcze przed nami c:
      W sumie nie wyjaśniłam czy ona jest nim szczerze zainteresowana. Padło proste, podstawowe pytanie - nic więcej :)
      Dziękuję za komentarz!

      Usuń
  9. Uwielbiam Twojego bloga. Moim zdaniem między Nikiem,a Natanem kiedyś coś było,albo Natan wysmiewał się z orientacji Nika,przez co Nik poczuł się urażony. Z niecierpliwością czekam na następny post. Masz ogromny talent do pisania kochana! Chciałabym żebyś powiedziała mi co sądzisz o moim blogu,dopiero zaczęłam gotować prowadzić,ale chciałabym wiedzieć czy to ma sens,bo powstał w sumie dzięki Tobie:) http://nieszczesliwy-usmiech.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teorie jak najbardziej prawdopodobne :)
      Następny rozdział dodam prawdopodobnie w weekend!
      I zaprzeczam słowu "talent" - w żadnym wypadku! To jak piszę na pewno nie jest talentem!
      Dziękuję bardzo!
      PS Odnośnie Twojego bloga - nie potrafię się tak wypowiadać, szczególnie, że napisałaś tylko króciutki prolog. Jednak jak czujesz, że chcesz pisać - pisz. Nikt Ci tego nie zabroni :)

      Usuń
  10. Hej,
    długa historia, mam podejrzenia, że mogło iç kiedyś coś łączyć, choć z drugiej strony mogło to być coś innego...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy