poniedziałek, 1 lutego 2016

Rozdział XXVII

                Dwa tygodnie wolności. Odetchnąłem z ulgą na myśl, że nie muszę już zaglądać do podręczników. Miałem dość i byłem zmęczony, a cały wtorkowy dzień spędziłem w łóżku, śpiąc bądź bezczynnie leżąc. Nikt nie był w stanie mnie wyciągnąć na spacer – ani Lily, ani Nikodem. Leżałem, nic nie robiłem i leniłem się przez cały boży dzień, jak na nastolatka przystało.
                Starałem sobie wmówić, że brak odpowiedzi na wiadomość wysłaną do matki, wcale mnie nie smuci. Przecież nie spodziewałem się niczego innego po swojej rodzicielce.
                Miałem świadomość, że dwa dni pod rząd spędzone na wyłączeniu z życia to za dużo, ale naprawdę nie chciało mi się wstawać, przebrać z ubrań, w których sypiałem i wyjść gdziekolwiek. Oczywiście z pomocą przyszedł mi Nikodem.
                Otworzyłem drzwi i wpuściłem chłopaka do środka. Mój zdrowy rozsądek wcześniej nakazał mi nałożyć na tyłek spodnie i dobrze, że mój mózg funkcjonował poprawnie nawet w wolne dni. Sama myśl o wystąpieniu przed Nikiem w bokserkach i bluzce z krótkim rękawem, zawstydzała mnie.
                – Zabierz tego lenia na spacer – wtrąciła swoje zdanie Laura, gdy tylko zobaczyła, że jednak ktoś po mnie przyszedł.
                Nik zaśmiał się uroczo i obiecał, że wyciągnie mnie z domu. Skurczybyk, udało mi się dotrzymać słowa.
                Chcąc nie chcąc musiałem się ogarnąć i wyszedłem na dwór, wdychając do płuc sporą ilość świeżego powietrza.
                O dziwo, luty zapowiadał się na całkiem ciepły miesiąc. Nie wziąłem ze sobą szalika i idąc z Nikodemem u boku, rozpiąłem kurtkę, bo najzwyczajniej w świecie zrobiło mi się ciepło.
                – Masz jakieś plany na resztę ferii? – zapytałem, zaintrygowany. Oczywiste było, że ja nie miałem co planować, aczkolwiek Nik wraz z rodzicami mógł gdzieś wyjechać.
                – Moi rodzice w drugim tygodniu robią sobie romantyczny wypad na pięć dni w góry. – Wywrócił oczami. – Ale ja nigdzie nie jadę.
                – Pięć dni? – zagwizdałem. – Uważaj, abyś czasem nie miał młodszego rodzeństwa.
                Nik zatrzymał się i spojrzał na mnie z pobłażaniem w oczach.
                – Serio, Teo, serio? – parsknął, kręcąc głową.
                – No, byłbyś kochanym starszym braciszkiem – stwierdziłem.
                Swoimi słowami zamknąłem dyskusję.

***

Od: Mama
„Dziękuję”

                Wiadomość została dostarczona po godzinie dwudziestej, w środę. Patrzyłem na nią dobre pół godziny, a mój dobry humor po spotkaniu z chłopakiem wyparował.
                Dlaczego ona mi dziękowała? Dlaczego nie robił tego ojciec? Dlaczego nie mogła skłamać, napisać w liczbie mnogiej, robiąc mi złudną nadzieję, że Robert też jest wdzięczny?
                Dlaczego to wszystko tak działało na mnie?
                Zakryłem twarz dłońmi, ukrywając przed światem, że moje oczy znowu zrobiły się wilgotne. Znowu chciało mi się wyć z bezsilności. Znowu miałem dość swojej rodziny. Czy my kiedykolwiek tworzyliśmy prawdziwą rodzinę?
                Ojciec, gdyby mnie zobaczył, cieszyłby się, że jestem prawdziwą ciotą, bo jedna głupia wiadomość od matki potrafiła spowodować, że rozpłakałem się jak małe dziecko.
                Wstydziłem się tych łez. Wstydziłem się swojego emocjonalnego podejścia do tematu, choć był on już nużący i wlokący się za mną od ponad pół roku. Wstydziłem się swoich rodziców.
                Nie miałem wyrzutów sumienia, gdy trzy razy kliknąłem ikonkę kosza – usunąłem wiadomość od matki, jej numer oraz numer ojca.

***

Spojrzeliśmy na Nika, gdy na ekranie laptopa pojawiły się napisy końcowe.
– O Boże, dla Angeliny Jolie, szczególnie w tej roli, mógłbym zmienić orientację – westchnął, trochę za bardzo rozmarzony.
Dałem mu kuksańca w bok. Wcale nie z zazdrości, przecież nie mogłem być zazdrosny o aktorkę, prawda?
– Dobrze, że gust w chłopakach masz lepszy – burknąłem, a Nikodem w odpowiedzi zaśmiał się na moje słowa.
Potem zostałem obdarowany całusem w kącik ust. Uśmiechnąłem się delikatnie, puszczając w zapomnienie jego słowa o Angelinie Jolie.
„Przerwaną lekcję muzyki” w formie książkowej przeczytałem wcześniej, ale i tak film zrobił na mnie ogromne wrażenie. Uwielbiałem ten specyficzny klimat lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, którym to dzieło było przesiąknięte.
– Jednak postać Lisy jest świetna – dodałem. Właśnie tę postać grała Jolie. – Najbardziej podobały mi się sceny w domu Daisy i to jak Lisa swoimi słowami pomogła jej się zabić – stwierdziłem, a Nikodem od razu spojrzał na mnie poważniej. Powiedziałem za dużo.
- Myślisz, że ona miała prawo wywołać w niej takie emocje, żeby ją popchnąć do samobójstwa? Uważasz to za dobre? – zapytał.
Przed oczami stanął mi letni dzień, w którym się poznaliśmy. Prawa ręka Nikodema, na której znajdowało się dużo blizn i na której zawsze miał pełno różnych bransoletek zasłaniających ślady po dawnej próbie. Dlaczego? Nigdy go nie zapytałem, ale byłem świadomy, że gdyby chciał to opowiedziałby mi o tym więcej. Nie chciałem zmuszać go, aby musiał myśleć o przeszłości. Dlatego też, mimo ciekawości, nie pytałem. I w tamtej chwili także nie chciałem poruszać tego tematu.
                Jednak zastanawiało mnie jaki powód mógł mieć Nikodem, aby chcieć się zabić. Ja podałbym swój bez wahania – rodzice. Jednak to, co wtedy niepokoiło Cartera, musiało minąć, bo nie zauważałem żadnej rzeczy czy osoby, która mogłaby wywołać w nim chęć do zabicia siebie samego.
                Ale to zrobił. W przeszłości był moment, gdy pragnął przestać oddychać. A gdyby mu się udało…
Wtuliłem się mocniej w jego bok, przeczesując palcami złote kosmyki. Nie chciałem myśleć, co by było, gdyby Nik nigdy nie pojawił się w moim życiu.
– Nie nazwałbym tego dobrym, ale na pewno pomocnym. Ona chciała się zabić, nie była w stanie żyć – wyjaśniłem niechętnie. Rozmowa o samobójstwie pomiędzy mną a Nikiem to nie był dobry pomysł.
– Mhm – mruknął tylko, pewnie nie chcąc się kłócić czy dalej mówić na ten temat.
Wyciągnął z kieszeni swoją komórkę i odblokował ekran, a ja zerknąłem na wyświetlacz.
– Ojacie – powiedziałem, patrząc na jego tapetę. – To… – zacząłem, ale nie dokończyłem, ponieważ Nik zreflektował się i zasłonił mi usta swoją dłonią.
Spojrzałem na niego z oburzeniem.
                – Nie komentuj – poprosił, odsłaniając mi usta.
                – Ale dlacze… - spróbowałem kontynuować temat, ale miernie mi to poszło, bo Nikodem mnie pocałował. – No dobra – fuknąłem, gdy ta drobna pieszczota dobiegła końca.
                Jednak fakt, że Nikodem miał na tapecie moje zdjęcie z Hagą było strasznie miłe i urocze. Kurczę, schlebiało mi to. Niestety, nie mogłem mu tego powiedzieć, bo jego karcący wzrok… A w sumie zawstydzenie tego wielkoluda było dla mnie przyjemnością.
                – To jest naprawdę urocze – skomentowałem. Nik posłał mi karcące spojrzenie, choć efekt popsuł głęboki rumieniec, który oblał jego policzki. – Ale naprawdę to miłe.
                Nik tylko skrzywił się, odchrząknął i powiedział, zmieniając temat:
                – Gab pisał. Jakiś znajomy zaprasza go z jego grupką, czyli z nami, do klubu na imprezę. Co prawda tylko dla pełnoletnich, ale uda nam się ciebie przemycić. Chcesz iść?
                – W ten weekend? – dopytałem, a on kiwnął potakująco głową. – Akurat Hopkinsowie wyjeżdżają do rodziny i mam cały dom dla siebie. Nie wiem czy powinienem…
                – No dalej, Teo! Nie możesz spędzić życia przy książkach – zaczął mnie namawiać.
                – Ale ja nie pasuję na takie imprezy.
                – Jak będziesz się źle bawił to zdążymy na najpóźniejszy pociąg i wrócimy do domu – zapewnił mnie solennie.
Zacisnąłem usta w wąską linię, chwile myśląc nad odpowiedzią.
                – A co jeśli do tego czasu się upijesz? W ogóle to gdzie teoretycznie mamy nocować?
                – U tego znajomego. No to co, Teo? – dopytał, patrząc na mnie swoimi złotymi ślepiami, które błyszczały jeszcze bardziej. Doprawdy, jak u szczeniaczka. Słodkiego i kochanego szczeniaczka.
                – Ech – westchnąłem. – Dobra.
                Nikodem wyszczerzył się we wspaniałym uśmiechu, którego żaden producent pasty do zębów by się w swojej reklamie nie powstydził.

***


                Teodor Nelson w klubie. To zdanie brzmiało w mojej głowie i zdawało się być czystą abstrakcją. Oczywiście, nie byłem w żaden sposób aspołeczny. Po prostu niezbyt widziałem siebie w miejscu, gdzie alkohol leje się strumieniami, a w kątach stoją obmacujące się pary. Jednak nie stchórzyłem, dzielnie udałem się do domu Cartera, skąd mieliśmy pójść na dworzec.
                Drzwi otworzył mi Damian.
                – Siemka. Są do góry – poinformował mnie na wstępie.
                – Hej – odpowiedziałem, a na informację skinąłem jedynie głową.
                Wszedłem po schodach i miałem już wchodzić do pokoju (Damian w międzyczasie poszedł po picie), gdy usłyszałem strzępy rozmowy. Ja naprawdę nie podsłuchiwałem! Po prostu…
                – Weź go pilnuj. Przecież nie może się do mnie kleić. – Głos należał do mojego chłopaka.
                – Tylko ty nie odwal czegoś głupiego – pouczył go Gabriel.
                – Odezwał się mądry – burknął.
                Nie byłem pewny o kim może mówić Nik, aczkolwiek moją pierwszą myślą był Fabian. Jak bardzo nie chciałem być o bruneta zazdrosny, tak bardzo mi to nie wychodziło . I byłem pewny, że po tej imprezie czeka mnie i Nikodema rozmowa na ten temat, ponieważ Fabian zaskakująco blisko trzymał się z moim chłopakiem. Aż za blisko, skoro nie przeszkadzało mu łamać bariery przyjaźni i go całować. Jednak nie mogłem być zły za coś, co działo w przeszłości, gdy nasza znajomość dopiero się rozwijała – jeszcze tyle zdrowego rozsądku mi zostało w głowie.
                Wziąłem głęboki oddech i zapukałem, dając im czas, aby zmienili temat rozmowy i dopiero wtedy otworzyłem drzwi.
                Przywitałem się z Gab i Nikiem, tego drugiego całując krótko w usta.
                – Gotowy na imprezę? – zapytał mnie Aniołek. Zdawał się być całkiem podekscytowany.
                – Nie, ale niech się dzieje, co ma się dziać – westchnąłem, a Carter wyszczerzył się do mnie.
                Wywróciłem oczami, ale koniec końców odpowiedziałem uśmiechem.

***

                Kolorowe światła, spocone, tańczące ciała i specyficzny zapach przytłaczały mnie, gdy tylko przekroczyłem próg. Wszystko było takie intensywne i specyficzne. Muzyka dudniła w uszach, a większość ludzi była rozluźniona dzięki procentom serwowanym przy barze. Czułem się zagubiony, ścisnąłem więc dłoń Nikodema, a on oddał uścisk.
                Damian z Fabianem oddalili się od razu w prawą stronę, mając na celu zakupienie alkoholu. Gabriel pognał w stronę panelu didżeja.
                – Ten znajomy Gaba to didżej?! – zapytałem Nika, starając się przekrzyczeć muzykę.
                – Nie! Menadżer! – odpowiedział, a ja kiwnąłem potakująco głową, choć wątpiłem, aby ten gest był przez niego zauważony. – Tańczysz?!
                Wzrok blondyna spoczął na mnie, więc tym razem widział jak kiwam głową na boki, oznajmiając, że nie mam najmniejszych chęci wpadać w tłum spoconych, podpitych ludzi.
                Nikodem uśmiechnął się uroczo.
                Po chwili znajdowałem się właśnie w tym tłumie, mając u boku Nikodema. Tańczyłem niezdarnie, próbując naśladować ruchy co lepszych tancerzy, których miałem w polu widzenia. Nie było to trudne, choć mój początek był zdecydowanie drętwy i nieciekawy. Natomiast Nikodem radził sobie perfekcyjnie. Nie wiedziałem czy mam być dumny, że mam tak wspaniałego chłopaka, czy zazdrosny o dziewczyny, które co jakiś czas zbliżały się do niego, próbując dołączyć do tańca.
                Kolorowe blaski migały mi przed oczami – tę część imprez zawsze lubiłem. Było w tym coś magicznego, a jak byłem mały to na weselu ciotki goniłem te światełka, tak jak gonią je koty. Oczywiście teraz to wszystko nadawało klimatu imprezie, gdzie bawiła się masa młodych ludzi.
                Po paru piosenkach miałem dość, więc z trudem zdołałem poinformować Nikodema, żebyśmy udali się w stronę baru.
                Kiedy dotarłem na miejsce i przysiadłem się do Damiana, Nika już za mną nie było. Pokręciłem tylko głową z dezaprobatą.
                Przy barze było nieco ciszej.
                – Zgubiłeś Cartera? – zapytał retorycznie.
                – Na to wygląda. Pewnie poszedł w druga stronę baru – odpowiedziałem, rozglądając się po tłumie ludzi. Nigdzie nie widziałem złotej czupryny.
                – Pewnie zaraz się znajdzie. Może spotkał kogoś znajomego – zbagatelizował problem. – Jak się bawisz?
                – Jest fajnie.
                – Postawić ci piwo? – wypalił, a ja spojrzałem na niego. Uśmiechnąłem się.
                – Nie wiem czy Nikodem byłby zadowolony, że mnie o to pytasz – odparłem, powstrzymując śmiech, a Damian zmieszał się nieco. Musiałem mieć naprawdę dobry humor, skoro pozwoliłem sobie na tak denny żart…
– Ale..! To nie w takim… sensie, no – burknął.
                – Dobra, rozumiem – zaśmiałem się. – Jakbyś mógł.
                Oho, Teo, szalejesz – skwitował mój umysł. Aczkolwiek od jednego piwa nikt jeszcze nie padł. W każdym razie tak mi się wydawało, że jest to za mało alkoholu, aby ktokolwiek miał kaca.
                Po chwili przede mną stanęło piwo, więc popijając je, zacząłem neutralną rozmowę z Damianem. Czas leciał, a ja nawet nie zauważyłem, kiedy wypiłem całą szklankę złocistego napoju. Czułem po nim przyjemne rozluźnienie i było mi jeszcze weselej, co zdawało mi się naprawdę niezwykłe.
                – Jeszcze jedno? – zapytał.
                Odmówiłem. Kto jak kto, ale ja nie zamierzałem się upijać. Taki przyjemny stan mi wystarczał, a i tak byłem świadomy swojej słabej głowy – nie często kosztowałem napojów procentowych, a wręcz prawie wcale nie miałem z nimi styczności.
                – Idę do łazienki – poinformowałem Damiana. – Może po drodze znajdę moją zgubę.
                Ruszyłem żwawym krokiem w stronę toalet, co chwilę przeciskając się pomiędzy grupkami ludzi. Wszyscy głośno rozmawiali, śmiali się i większość zdawała się być w tak dobrym humorze jak ja.
                W drzwiach od łazienki prawie minąłbym się z moim chłopakiem.
                – Nik, jesteś wreszcie – mruknąłem.
                – Teoś! Szukałem cię, ale potem… - zaciął się na chwilę. – Potem Gaba znalazłem! I piliśmy – powiedział. Miał problem ze składaniem zdania, a jego oczy potwierdzały moją tezę, która mówiła o tym, że Nikodem wypił już trochę za dużo. Westchnąłem.
                – A teraz gdzie masz Gabriela i… Fabiana? – zapytałem.
                – Gab został wyrwany przez jakiegoś kolesia, a Fabian – wzruszył ramionami – gdzieś polazł chyba. Wracamy do ciebie? Masz wolny cały dom, nie-e?
                Pijany Nikodem był naprawdę uroczy, ale i upierdliwy. Wywnioskowałem to już po paru minutach rozmowy.
                – A jak chcesz wrócić do domu, skoro najpóźniejszy pociąg już odjechać? – zapytałem, ciekawy odpowiedzi.
Chłopak chwilę nad nią myślał, zanim cokolwiek odpowiedział.
                – Taksówką. To dobry pomysł, Teoś! Jedziemy taksówką. Mam pieniądze jak coś – poinformował mnie całkiem rzeczowo.
                – Trzeba będzie powiedzieć komuś…
                – Tak, tak, powiedz.
                Spojrzałem tylko na rozradowanego Nikodema i parsknąłem śmiechem. On był naprawdę kompletnie uroczy. A najzabawniejsze w tym wszystkim wydawało mi się to, że kompletnie nie będzie pamiętał tego, co mówił, a ja dalej będę miał z niego niezły ubaw.

***

                Wstałem dość późno, ale i tak obudziłem się wtulony w bok śpiącego Nikodema, który nie miał zamiaru przerywać snu. Na szczęście chłopak w nocy nie obudził się, a wręcz spał jak zabity, pochrapując cicho. Byłem pewny, że jak tylko otworzy oczy to będzie męczyć go chociażby lekki kac. Jako wzorowy chłopak uszykowałem wodę i zabrałem się za robienie jajecznicy, na którą moje możliwości kulinarne pozwalały.
                Blondyn przebudził się idealnie w momencie, gdy zakończyłem gotowanie i chciałem go budzić. Spojrzał na mnie zdezorientowany, a potem głosem z przyjemną poranną chrypą zapytał:
                – My jesteśmy u Hopkinsów? Jak się tu znaleźliśmy?
                – Tak, jesteśmy u Hopkinsów. Nalegałeś, abyśmy tu wrócili taksówką. Nie miałem po co się kłócić – mruknąłem, wzruszając ramionami. – Chcesz wody? Właśnie zrobiłem śniadanie.
                – O Boże, tak, jeśli byłbyś łaskawy dać mi wody – jęknął.
                – Czuję się jak żonka zajmująca się swoim mężem, który lubi popić – burknąłem pod nosem.
Nikodem zaśmiał się, ale zaraz jęknął z bólu i chwycił się za skronie. Podałem mu butelkę wody.
                – Leki przeciwbólowe też mamy – poinformowałem go. – Ale to po śniadaniu.
                – Dobra – zgodził się, wstając z łóżka. Spojrzał z niezadowoleniem na swoje ubranie. – Pozwoliłeś mi spać w ciuchach? – westchnął, próbując wygładzić koszulę.
                – Zasnąłeś zanim zdążyłem poprosić cię o jakąkolwiek pomoc w ich ściąganiu. Nie miałem zamiaru siłować się ze śpiącym tobą. Z resztą śpiących nie macam – odparłem.
                Nikodem znów się zaśmiał i znów po chwili zaczął mruczeć pod nosem o bólu głowy.
                Gdy usiedliśmy przy stole i podałem śniadanie, usłyszałem tylko rozmarzone westchnienie:
                – Boże, ty jesteś aniołem.
                Poczułem się niezwykle przyjemnie. Tak, jakbym dalej był rozluźniony po tym jednym piwie.
                Cieszyłem się, że mogłem spędzać tyle czasu z Nikodemem, obudzić się przy nim i zaopiekować się nim. Coraz bardziej odczuwałem pozytywne skutki związku i coraz bardziej odczuwałem to, ile jestem w stanie zrobić dla osoby, którą kocham.
                Gdy poczułem przysłowiowe motylki w brzuchu, miałem ochotę zaśmiać się wesoło. Jedyne co to uśmiechnąłem się do Nika, który siedział naprzeciwko mnie i kończył jeść śniadanie.
                Przyjemnie było zapomnieć chwilowo o wszelkich problemach i poczuć się tak, jakby ich nie było. To tak jakby ktoś nagle zdjął z moich ramion ogromny ciężar, który zawadzał mi przy każdej okazji. Ten balast zawsze był moim „ale” – ciągle w podświadomości miałem rodziców, problem z nimi i całą tę szopkę. Natomiast przebywając z Nikodemem zapominałem o problemach i potrafiłem się uśmiechnąć, tak prawdziwie się uśmiechnąć, poczuć motylki w brzuchu i radość.
                O Boże, ja poczułem się przez chwilę odrobinę szczęśliwy. Tak odrobinę, ale ja to poczułem.
                Gdy to sobie uświadomiłem, wstałem i poszedłem wtulić się w Nikodema, ukrywając w zgięciu jego szyi szeroki uśmiech. Przez chwilę naprawdę było dobrze.


Gif z "Przerwanej lekcji muzyki"

***

Hejka!
                I oto kolejny rozdział, tym razem zdecydowanie weselszy od poprzedniego. Jeśli znajdziecie jakieś rażące błędy (lub po prostu błędy) to śmiało możecie mi je wytknąć. Nie mam siły sprawdzać dokładniej tego rozdziału, przepraszam. 
                Mam nadzieję, że ktoś czyta ten dopisek, ponieważ potrzebuję Waszej opinii. Niedopracowaniem (z którym od pewnego czasu walczę i co zaczęło mnie bardzo denerwować) z mojej strony są angielskie nazwiska bohaterów i chciałabym to zmienić. Poszperałam trochę i wymyśliłam, aby poprawić w opowiadaniu na takie imiona/nazwiska: Teodor Naturski, Nikodem Kadłucki, Lilianna Nadejewska, Łucja Pomogierska. Przy okazji miejsce bliżej nieokreślone w opowiadaniu będzie można określić jako "gdzieś w Polsce". Chciałam to zrobić, gdy tekst dobiegnie końca, ale uświadomiłam sobie ile będzie z tym roboty... Myślicie, że to dobry pomysł? 
                Chciałabym wprowadzić te zmiany jeszcze przed kolejnym rozdziałem, lecz muszę wiedzieć, co Wy o tym sądzicie. 
Do następnego!
 Malina

15 komentarzy:

  1. mysle, ze to zly pomysl, poniewaz wielu osobom bedzie sie mylic, kiedy napiszesz same nazwisko

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow, ten rozdział nawet nie był smutny! Cały czas wszystko pięknie trzyma się shounen-ai i mój mózg chyba zaraz wybuchnie. Ja chcę yaooooi!~
    Ale dobra, będę żyć. Chyba xd
    Mówiłaś, że planujesz coś takiego, więc grzecznie poczekam :>>>
    Co do nazwisk to jest to tylko i wyłącznie Twój wybór. Fakt, może na początku się trochę mylić, ale myślę, że ostatecznie cała historia wyglądałaby lepiej. Bardziej profesjonalnie, hehe.
    Swoją drogą, zaczęłam tłumaczyć ficka, jestem taka dumna z siebie :v
    Ehh, nie mam jakoś dzisiaj weny na napisanie dłuższego komentarza, wybacz. ;-; Za to Tobie życzę jej mnóstwo przy tworzeniu kolejnego rozdziału

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Specjalnie pisałam go w momencie, gdy w moim życiu pojawiło się trochę radości, aby przekazać ją opowiadaniu ;)
      Nie wiem czy jestem w stanie zrobić z tego yaoi, naprawdę! Obawiam się, że stchórzę, gdy nadejdzie ten moment. Pożyjemy, zobaczymy.
      Co do nazwisk to już mam decyzję, a wszystko dzięki Waszym opiniom ;)
      Dziękuję bardzo za komentarz i nieważne czy długi, czy krótki - mnie każdy cieszy :)

      Usuń
  3. Przyzwyczaiłam się do starych nazwisk, ale wybor należy do ciebie. Szczerze mówiąc, nawet nie zauważyłam, że nie pasują ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za opinię, teraz wiem już co zrobić z tą usterką ;)

      Usuń
  4. Jeej, ten rozdział był super. Cieszę się, że Teo znalazł sobie kogoś kto choć na chwilę odciągnie go od rozmyślania o swoich problemach. Czuję, że jest taki kruchy oraz że nie zasługuje na to, co go spotkało. Uśmiecham się z każdą chwilą szczęścia w jego życiu.
    A co do zmieniania nazwisk na bardziej polskie to jestem za :) zapewne każda zmiana będzie dobra w Twoim wykonaniu ^^
    Pozdrawiam cieplutko oraz życzę dużo weny i czasu <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, jak miło :D Sądzę, że nikt mnie zasługuje na takie traktowanie i takie problemy.
      Dziękuję bardzo za opinię i ogólnie miłe słowa! ;)

      Usuń
  5. O Mateńko to było cudowne.
    Osobiście zostawilabym nazwiska takie, jakie są. Chyba, że widzisz wielką potrzebę zmiany, to nie mam z tym problemu.
    Pełny komentarz napisze jutro, buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo!
      Teraz już wiem, co zrobić z tymi nazwiskami c:

      Usuń
  6. Widzę, ze podjęłaś już decyzję, ale i tak się wypowiem xD
    O ile dobrze pamiętam, byłam jedną z tych osób, która zwróciła Ci na to uwagę. O miejsce, w którym dzieje się akcja itd. Nie wiem, czy to moje słowa wpłynęły na Twoją decyzję, ale cieszę się, że postanowiłaś coś z tym zrobić, że poświęciłaś czas, aby o tym trochę pomyśleć. Wiem, że traktujesz swoje opowiadanie poważnie :)
    Co do tego, co powinnaś z tym zrobić, to co tylko zechcesz. To Twoje opowiadanie, więc tak naprawdę jesteś jedyną osobą, która ma nad nim jakąkolwiek kontrolę. Aczkolwiek, ja już się przyzwyczaiłam do obecnych i nawet jeśli w tekście pojawia się jakaś nieścisłość, to możesz po prostu gdzieś z boku napisać jakąś informację i przykleić ją na blogu. W każdym razie, decyzja należy do Ciebie :D
    Co do samego rozdziału, jestem miło zaskoczona tym, jak rozwija się relacja Teodora i Nikodema. To absolutnie słodkie, że Nik ma zdjęcie Teo na tapecie *-*
    Trochę przeraża mnie jednak ta impreza. Czemu cały czas mam wrażenie, że coś się wydarzyło podczas zniknięcia Nikodema? Mam naprawdę złe przeczucia w tej sprawie. I w sprawie Fabiana. Fabriel forever <3
    Mam wrażenie, że ostatnio zagubiłaś trochę Natana. Jego postać coraz mniej się pojawia. Oczywiście, jestem świadoma, że on nie jest tu najistotniejszy, ale z drugiej strony... Czy to że go tak mało to jakaś cisza przed burzą?
    Jakiś czas temu (pod którymś z rozdziałów) pytałaś, co naszym zdaniem wydarzyło się pomiędzy Nikiem a Natanem. Kilka osób uważało, że może mieli jakiś nieudany związek/podrywali się czy coś. Moim zdaniem, jest to zbyt banalne jak na Ciebie. Ta próba samobójcza Nika i Natan jakoś mi się ze sobą łączą. Nie wiem czemu, ale czuję że coś w tym jest. Czuję że zgotowałaś nam (czytelnikom) prawdziwy szok w tej sprawie. A to że Natan chwilowo zniknął, mam nadzieję, oznacza że ta sprawa niedługo zostanie rozwiązana :DD
    Sprawa Teo i rodzice idzie w coraz gorszym kierunku i nie spodizewam się, żeby kiedykolwiek się pogodzili. Podoba mi się jednak decyzja Teo z tego rozdziału o usunięciu ich numerów. To się może wydawać niewiele, ale takie drobne kroki doprowadzą do tego, że Teo przez to przebrnie i da sobie radę. Mam nadzieję, że Nikodem będzie go wspierał caly czas <3
    Nawiązując od komentarza osoby powyżej i tego, że Twoje opowiadanie to bardziej shounen-ai, to wiedz że mi to nie przeszkadza :D Delikatniejsze opowiadanie skupiające się na emocjach i uczuciach też są piękne. Poza tym w Twoim opowiadaniu jest coś więcej niż tylko romans, a także jakaś fabuła, więc związek chłopców nie musi być tu najistotniejszą kwestią ;)
    Życzę duuużo weny i czasu :D
    Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie m.in. dzięki Tobie zaczęłam się nad tym zastanawiać, ale nie mogłam dojść do decyzji. Myślałam, myślałam i w końcu wymyśliłam ;)
      Wiadomo - nie mogę nic zdradzać, ale cieszę się, że w komentarzu zamieszczasz swoje przemyślenia na temat fabuły, bo wtedy wiem na ile czytelnik jest w stanie odgadnąć, co siedzi mi w głowie.
      I racja, zgubiłam Nata. Z jednej strony powinnam coś tam o nim wspomnieć, aby nie było, że nagle pojawi się całkiem zapomniana postać, a z drugiej strony... No cóż, muszę zamilknąć.
      Sprawa z rodzicami jakoś zakończyć się musi. Czy wyjdzie źle, czy dobrze to się okaże.
      W najbliższym czasie wyjdzie na jaw czy stchórzyłam i nie napisałam takiego fragmentu, czy jednak podjęłam się wyzwania :)
      Dziękuję za komentarz i przepraszam, że tak późno na niego odpisuję!

      Usuń
  7. Witam~
    Szczerzę mówiąc czyta mi się lepiej to opowiadanie, gdy widzę tu angielskie nazwiska. Nie uważam, że polskie nazwiska są złe, ale gdy tak patrzę na polskie nazwiska bohaterów, to nie za bardzo czuję ich. Jest to może kwestia przyzwyczajenia, ale twierdzę, że mi jest lepiej wyobrazić sobie to miasto, ich życie gdy wiem, że nie dzieje się to w Polsce. Wtedy mogę wyobrażać sobie te miejsca jak chce, wiedząc, że nie będzie to w typowych polskich miastach. Jest to twoja decyzja o zmianie, jednak ja stoję murem za tą wersją nazwisk i innym.
    Bloga nie czytam od początku. Szczerzę mówiąc yaoi i shonen-ai zaczęłam czytać na poczatku września. Zaczęło się od Shingeki no kyojin, potem i nadal, słynne z dużej ilości parringów fanek Kuroko no basuke a obecnie Kuroshitsuji.
    Od około 5-10 miniaturki jestem u Ciebie na drugim blogu. I Pięknie Załamanym słyszałam i zajrzałam tutaj, ale wczesniej mnie tu nie ciągnęło. Teraz jestem zadowolona, że wczesniej mnie tu nie ciągnęło, gdyż mogę przeczytać sobie więcej rozdziałów w ciagu jednego dnia niż jakbym czekała na kolejny rozdział ileś tam czasu ( jestem nieświadomie sprytna).
    ~megg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Angielskie nazwiska pojawiły się własnie dlatego, bo nie mogłam zdzierżyć polskich, miałam wrażenie, że one odbierają "to coś" bohaterom. Dziękuję za Twoje zdanie, decyzję podjęłam i pod następnym rozdziałem napiszę, co z tym niedopracowaniem zrobię.
      Cieszę się, że jednak czytasz moje blogi. To naprawdę miłe :D
      Dziękuję za komentarz!

      Usuń
  8. Hej,
    coś mi się wydaje, że Nikodem i Fabian byli kiedyś razem, no no Theo szalejesz :)pijany Nikodem uroczy...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy