poniedziałek, 22 lutego 2016

Rozdział XXVIII

                Czytałem właśnie kolejną książkę, a gdy dotarłem do całkiem emocjonującego momentu, Lily hukiem drzwi oznajmiła swoje przybycie do domu. I ten huk wcale nie był przypadkowy, bo ewidentnie wskazywał na zdenerwowanie mojej przyjaciółki. Postanowiłem więc wyjrzeć spoza cztery ściany pokoju, kierując się w stronę twierdzy Lils.
                Zapukałem i nie czekając na pozwolenie, wszedłem do środka. Dziewczyna siedziała na krześle i miętosiła w dłoniach materiał bluzy, wyraźnie czymś wybitnie poirytowana.
                – Pokłóciłam się z Natanem – oznajmiła, gdy tylko mnie zauważyła. A ja już po tych słowach widziałem jak bardzo potrzebuje teraz mojego pocieszenia, więc zmieliłem w ustach jęknięcie, że to tuż przed Walentynkami. Postanowiłem po prostu ją przytulić.
                – O co poszło, mała? – zapytałem, bawiąc się jej włosami. Na szczęście nie płakała, więc wnioskowałem, że nie było aż tak tragicznie.
                – Kumulacja ostatnich tygodni – wymamrotała ponuro.
                Milczałem, czekając na dalsze wyjaśnienia. Byłem pewny, że prędzej czy później będzie musiała to z siebie wyrzucić.
                – Po prostu zauważyłeś, że ostatnio mało Natana tutaj i ogólnie, prawda? Ostatnio nie mamy dla siebie w ogóle czasu. Choć tego nie mówi to wiem, że zrzuca to na moją szkołę i te dojazdy. Nawet ty się teraz z nim nie widujesz, nie? – zapytała.
                Miała rację. Ostatnio tyle miałem na głowie, że zapomniałem o Natanie, chociaż chodziliśmy do jednej szkoły i czasami widywałem go na przerwach. Wymienialiśmy parę zdań, ale ostatnimi czasy nasze kontakty uległy pogorszeniu.
                – No nie – przytaknąłem jej, aby mogła kontynuować.
                – Właśnie. Zaczynam żałować, że nie wybrałam jednak tej szkoły – burknęła. – A teraz nagle Nat ma nową koleżankę. I już pominę fakt, że jest ładna, szczupła i z pewnością mu się podoba, ale jakiś czas temu napisał mi, że jest zajęty, a teraz okazało się, że jego zajęciem było spotkanie z nią.
                – Lils, chyba nie myślisz, że Natan to taki debil… – upomniałem ją.
                – Nic nie poradzę na to, że jestem zazdrosna. No i mnie okłamał! – dodała na swoje usprawiedliwienie.
                – Co racja to racja – westchnąłem. – Jak ochłoniecie to musicie porozmawiać.
                – Wiem – mruknęła. – Teo, nie wyobrażam sobie zerwania z nim.
                – Świat straciłby cudowną parę zakochańców – przyznałem.
                – Ja naprawdę go kocham – dodała cicho.
                A ja kocham Nikodema – pomyślałem i uśmiechnąłem się do Lily, a jej markotny wyraz twarzy rozpromienił się nieco. I ja, i ona wiedzieliśmy, że będzie dobrze.
               
***

                Dokładnie w środę wypadało jakże komercyjne święto za jakie uznawałem Walentynki. Sklepy wręcz rzucały nam w twarze różowe i czerwone serduszka, przesłodkie misie czy czekoladki. Tak jakby ludzie nie powinni okazywać sobie miłości w inne dni… Jednak doceniałem to, że Walentynki stały się pretekstem do uroczystego spotkania z drugą połówką czy podarowania symbolicznego prezentu. Z pewnością cała otoczka miłości wokół tego święta dodawała niepowtarzalnego klimatu, którego brakowało w inne dni. W końcu to Walentynki.
                Dlatego też dzień wcześniej umówiłem się z Gabrielem, prosząc go o drobną przysługę.
                Postanowiliśmy spotkać się w pizzerii. Chwilę czekałem za blondynkiem, a gdy ten się zjawił, od razu uśmiechnął się do mnie uroczo.
                – Cześć. Masz? – zapytałem na wstępie.
                – Hejka. A mam – powiedział dumnie i podniósł w swojej dłoni prostokątnego, nieco zabrudzonego, ale dalej białego pendrive’a. – Wszystkie, które znalazłem. Jesteście tacy uroczy – westchnął na koniec, a ja zarumieniłem się lekko na te słowa, przyjmując urządzenie od Gaba.
                – Dzięki.
Ponieważ mój wrodzony sentymentalizm ostatnimi czasy przypomniał mi o fotografiach zrobionych przez blondynka na jego urodzinach, postanowiłem niecnie wykorzystać je jako prezent dla Nikodema. Dlatego też otrzymałem ów pendrive od Gabriela.
Pomysł był prosty – miałem tylko wywołać zdjęcia, najładniejsze włożyć w ramkę i wszystko zapakować wraz z tabliczką białej czekolady (uwielbianej przez Nika) w ozdobny papier. Nie byłem pewny czy taka niespodzianka spodoba się mojemu chłopakowi, ale w końcu były to nasze zdjęcia.
                W fotografiach zawsze widziałem coś magicznego. Zatrzymanie chwili na obrazku miało w sobie coś fantastycznego i zawsze, gdy oglądałem stare zdjęcia, uśmiechałem się jak głupi. Zdawać by się mogło, że fotografia to wspomnienie zapisane w nieco inny sposób, za pomocy jednego przycisku w aparacie. I gdy wywoływałem nasze wspólne zdjęcia z Nikodemem, także się uśmiechałem. Bo one też miały w sobie nutę magii, wtedy, gdy spojrzeliśmy na siebie, nieświadomi tego, że za ponad miesiąc staniemy się parą. A jednak już wtedy takim drobnym gestem można było uznać, że mamy się ku sobie, choć pewnie gdyby wytknął mi to Gab to zaprzeczyłbym, czerwieniąc się niczym pomidor. Jednak taka była prawda – już wtedy między nami zaiskrzyło.
                Wieczorem zabrałem się za pakowanie prezentu. Wybrałem najładniejsze zdjęcie i już miałem umieścić je w ramce, gdy coś mnie tknęło i dopisałem na odwrocie „Kocham cię”. Dopiero wtedy spokojnie zapakowałem ramkę, resztę zdjęć i czekoladę w całkiem ładny (jak na mój gust) papier, z którym męczyłem się dobre pół godziny. Ostatecznie trzymałem w dłoniach średniej wielkości pakunek, który nawet nieźle wyglądał.
                Zadowolony, odłożyłem paczuszkę na stolik i wziąłem do ręki drugą kopię fotografii, tych samych, które chwilę wcześniej zapakowałem na prezent dla Nika. Obejrzałem je kolejny raz, zastanawiając się czy nie przyczepić ich w widocznym miejscu. Uznałem to jednak za przesadę i jedynie odłożyłem zdjęcia obok prezentu, a następnie poczłapałem do salonu, skąd słyszałem odgłosy serialu i dyskusję wujostwa.
                Nie mogłem doczekać się pierwszych Walentynek. Szczególnie, że nic nie wróżyło jakoby ten dzień miał być nieudany, a wręcz odwrotnie – czułem, że spędzę go miło w towarzystwie Nikodema.

***

                – Teo, otwórz! – Usłyszałem krzyk Lily, który dochodził z łazienki, gdy dzwonek rozbrzmiał ponownie. Oczywiście za pierwszym razem ja ani myślałem, aby wstać i otworzyć drzwi, a jak się okazało Lily była zajęta.
                – Już, już – mruknąłem pod nosem i zwlokłem się z łóżka z nieszczęśliwą miną. Nie chciało mi się ruszać, ale skoro musiałem…
                Otworzyłem drzwi, a przede mną pojawił się Natan. Zmierzyłem go wzrokiem, który od razu przeniosłem na trzymane przez niego czerwone róże. Podniosłem brew w wysublimowanym geście, ale nie uczepiłem się tematu – dobrze wiedziałem po co mu te kwiaty.
                – Cześć. Jest Lily? – zapytał, zaglądając do środka, a ja odsunąłem się, wpuszczając go.
                – Jest w łazience – oznajmiłem.
                Nat westchnął ciężko, starając się za bardzo nie miażdżyć kwiatków w rękach. Doliczyłem się piętnastu czerwonych róż i przez myśl przemknęło mi pytanie czy ta liczba to przypadek, czy ma głębsze znaczenie.
                – Myślisz, że będzie dalej zła? – zapytał, przerywając ciszę.
                – Myślę, że się dogadacie – odparłem.
                Natan skinął głową, a ja słysząc kroki Lils, zostawiłem ich samych i przemknąłem do „swojego” pokoju. W tej chwili zawibrował też mój telefon i zabrałem się za odpowiadanie Nikowi, który miał wpaść po mnie za dwie godziny.

***

                Tym razem, gdy dzwonek zadzwonił, sam pognałem do drzwi, omal nie wywracając się o leżący pod nogami plecak. Jesteś taki żałosny – parsknął głosik w mojej głowie, a ja uśmiechnąłem się uroczo. To była cholerna prawda.
Odruchowo poprawiłem koszulę, podciągnąłem spodnie i dopiero potem przekręciłem klucz, wpuszczając Nikodema do środka.
                Blondyn wyszczerzył się do mnie, a dopiero potem schylił się, żeby mnie pocałować. Jego policzki były nieco zaróżowione zapewne od dość mroźnego wiatru.
                – To gdzie idziemy? – zapytałem po chwili, gdy Nik zakończył nasze powitanie.
                – Do mnie – oznajmił.
                Jedyne co to przytaknąłem ruchem głowy i wróciłem do pokoju po podarunek. Nik spojrzał na mnie, wyraźnie zainteresowany paczuszką.
                – Dopiero u ciebie – mruknąłem, a on zgodził się cichym „mhm”.
                Szliśmy do domu Carterów, cały czas rozmawiając i wygłupiając się. W końcu zima odpuszczała, a w powietrzu czuć było wiosenny klimat. Jedynie wiatr od czasu do czasu smagał nas po twarzach nieco chłodnymi powiewami.
                – Ja nie jestem aż tak niski – burknąłem w odpowiedzi na słowa Nika.
                – No za wysoki też nie jesteś – drażnił się ze mną dalej.
                – Ale nie jestem niski – warknąłem.
                Nikodem stanął przede mną, zatrzymując mnie. Rozejrzałem się dookoła – staliśmy w pobliżu parku, w którym spacerowały pary bądź rodziny z dziećmi. Słyszałem stłumione z oddali krzyki matek, które upominały swoje pociechy i śmiechy dzieciaków, które beztrosko gnały przed siebie, uciekając rodzicom.
                Spojrzałem z dołu na blondyna. W sumie nie przeszkadzało mi to, że byłem od niego o tyle niższy. Po prostu Carter drażnił się ze mną, najeżdżając na moje ego. A kiedy stanął przy mnie na palcach i dzięki temu był jeszcze wyższy, spojrzałem na niego niezadowolony. On, w odróżnieniu ode mnie, uśmiechał się ciepło w moim kierunku, tak, że niedługo byłem w stanie utrzymać grymas na twarzy.
                Nik stanął normalnie, delikatnie schylając się w moją stronę. Zrozumiałem przekaz jego postawy – jeśli chciałem, mogłem sięgnąć po pocałunek. Przygryzłem wargę, sekundę się zastanawiając.
                – Ale… – mruknąłem cicho, spoglądając w lewą stronę, gdzie znajdowała się czteroosobowa rodzina.
                – To są obcy ludzie. Krótki całus, tamte pary mogą, a my nie? – zapytał, a ja westchnąłem.
                To nie był wyczynowy pocałunek, trwał moment i dla mnie był słodki, choć tak naprawdę był to tylko krótki całus przy okazji którego chwyciłem Nikodema za szyję, zahaczając trzymanym w rękach prezentem o kaptur jego kurtki. Jednak zaraz potem puściłem go, rumieniąc nieznacznie.
                Gdy spojrzałem w prawo, mój wzrok napotkał wgapiającą się w nas parę siedzącą na ławce. Dziewczyna patrzyła się na nas nieco zbyt natrętnie, ale nie byłem pewny czy w jej oczach był przebłysk obrzydzenia.
                – Patrzą się – szepnąłem speszony.
                – Nie przejmuj się, Teo. Nie warto – dodał i tylko na chwilę zerknął na obserwującą nas parę.
                Skinąłem głową, a ciepła dłoń Nika ścisnęła moją lewą rękę, w której nie niosłem paczuszki, a potem od razu puściła.
                Uśmiechnęliśmy się do siebie w tym samym momencie.

***

                – Ekhm, Teo – zaczął Nik, gdy już chciałem zmierzać w stronę jego pokoju. – W sumie to mnie Lena namówiła i tak wyszło, że pomogła mi ugotować obiad. To… zjemy razem? – zapytał, nieco tracąc fason.
                – Jasne! – zgodziłem się chętnie. – Chciałbym cię widzieć jak gotujesz.
                Nikodem wywrócił oczami, ale widziałem, że moje słowa dodały mu otuchy.
                Musiałem przyznać, że Nik się postarał. Stół był już nakryty dla naszej dwójki, włączyliśmy także jedną z płyt muzyki klasycznej, której fanką okazała się być pani Carter. Sam nie miałem za dużo do robienia, bo mój chłopak zabronił sobie pomagać, więc jedyne co to grzecznie czekałem, a potem skonsumowałem przyrządzony przez niego obiad.
                Nawet zaszalałem i posiłek popijałem lampką wina, które tylko trochę uderzyło mi do głowy. Gdy wypiłem ostatni łyk, Nik spojrzał na mnie wyczekująco.
                – Od teraz będziesz musiał częściej gotować, bo to było pyszne – oznajmiłem. – Skoro zjedliśmy to… Wszystkiego najlepszego z okazji Walentynek, Nik – dodałem, stojąc już naprzeciwko niego i podając mu mały podarunek.
                Przyjął go, a ja nieco skrępowany, czekałem na wyrok. Blondyn nieco brutalnie rozdarł ozdobny papier i wyciągnął upominek, od razu uśmiechając się na widok naszych podobizn na fotografiach.
                - Dziękuję. Łał, zupełnie zapomniałem o tych zdjęciach. Będę musiał posprzątać biurko, aby postawić ramkę – powiedział, a mi kamień spadł z serca. Nie byłem pewien jakiej reakcji oczekiwałem, ale liczyłem właśnie na ten uśmiech, który był widoczny nawet w tych złotych oczach.
                - Nie ma za co – mruknąłem, po czym zostałem obdarowany całusem w czoło.
                - Ja mam też coś dla ciebie. Znaczy, to głupie, ale… - zaciął się, a jego policzki oblał rumieniec.
                Podszedł do komody, w której zdawało mi się, że znajdują się tylko ozdobne talerze – jednak to właśnie stamtąd wyciągnął prezentową torbę i podał ją mi.
                Zajrzałem do środka i ku mojemu zdziwieniu znalazłem tam… misia. Całkiem sporego, beżowego misia z brązową kokardką na szyi. Zaśmiałem się cicho, ale właśnie czułem się jak dziecko podczas Bożego Narodzenia.
                – Znaczy, bo… Kiedyś mówiłeś, że miś i… - jąkał, a ja zaśmiałem się wesoło, bez nuty kpiny.
                – Już, nie stresuj się. To miłe i urocze. Dziękuję – powiedziałem. – Co prawda nie jest tak duży jak ty i tak ciepły, ale będę miał do kogo tulić się w nocy – dodałem, po czym przytuliłem Nikodema, dalej trzymając w dłoniach misia.
                – Czyli jest okej? – dopytał, trochę nie dowierzając.
                – Oczywiście, że jest okej – zapewniłem go, dalej tuląc.
                Nikodem odsunął się nieco ode mnie, aby schylić się po pocałunek. Obydwoje byliśmy nieco zarumieni ze skrępowania, a teraz, gdy ono powoli ustępowało, czułem jedynie radość.
                – Kocham cię – mruknął Nik, a ciepłe powietrze owiało mój policzek. Moje serce załomotało mi w klatce piersiowej, a żołądek wywinął fikołka.
                I znowu jego usta odnalazły moje, naparły na nie i mocno pocałowały, tak jakby na potwierdzenie tych dwóch słów. Oddałem pocałunek z tą samą pasją, ale on był inny. W nim kryło się więcej uczuć niż tylko miłość, to było coś niezwykłego i magicznego, coś, czego nigdy przedtem nie doświadczyłem.
                Wcałowałem się mocniej w jego wargi, rozchylając je i pozwalając, by pocałunek nabrał jeszcze więcej namiętności. Nikodem złapał mnie za biodro i przyciągnął do siebie, a ja miałem chwilę, aby odetchnąć głębiej. Czułem jak moje serce bije w mojej piersi w szaleńczym rytmie, a gdy położyłem dłoń na klatce Nika, także poczułem łomotanie jego serca.
                – Teo, to zmierza… – zaczął, ale nie pozwoliłem mu skończyć. Złożyłem kolejny pocałunek na jego ustach, który oznaczał dla nas przepustkę na  krok dalej. – Chodźmy na górę.
                Po drodze do jego pokoju, co jakiś czas byłem obdarowywany pocałunkami, a Nik prowadził mnie za rękę, tak jakbym miał mu za chwilę uciec. Bynajmniej nigdzie się nie wybierałem, chciałem być z nim w tym momencie i chciałem się z nim kochać.
                Gdy tylko drzwi od jego pokoju zamknęły się za nami z hukiem, znów pocałowaliśmy się. Nigdy nie sądziłem, że ta pieszczota może mieć tak różnie smakować – wtedy czułem żądzę, namiętność, miłość i chęć poznania naszych ciał.
                Dość śmiało sięgnąłem dłonią pod bluzkę Nika, gładząc i badając jego brzuch. Gdy przejechałem palcem po sutkach, blondyn zadrżał, a mięśnie jego brzucha spięły się na moment.
                Po chwili poczułem jak Nikodem odpina coraz to kolejne guziki mojej koszuli, aż w końcu rozpiął ją do końca i zsunął z moich ramion, przy okazji gładząc je. Nie pozostałem mu dłużny i pociągnąłem za jego koszulkę, a on pomógł mi ją zdjąć z siebie. Pocałowałem go w miejscu, gdzie sięgałem ustami – blisko miejsca, w którym biło jego serce.
                Zetknięcie nagich klatek piersiowych było elektryzującym uczuciem. Ciepło jego ciała było jeszcze bardziej wyczuwalne, a dłonie gładziły mnie po plecach aż przeszył mnie dreszcz i zadrżałem. Nie mogłem wyobrazić sobie momentu, gdy nagość zagości w całej swej odsłonie, ale… po co miałem sobie wyobrażać?
                Nasze usta znów na siebie natarły, a ja czułem jak krew szybko krąży w moich żyłach, jak serce mocno łomocze mi w klatce i jak ciepło oraz przyjemność ściskają mnie w podbrzuszu.
                Klamra jego paska wydała charakterystyczny dźwięk, gdy ją odpiąłem, a zaraz po niej guzik i zamek od spodni. W tej chwili to Nikodem mnie zatrzymał i dłonią popchnął w stronę łóżka, na którym mimowolnie usiadłem i wsunąłem się dalej. Nik zawisł nade mną i pocałował, a jego pocałunki zaczęły schodzić coraz niżej. Zacisnąłem wargi, aby nie jęknąć, gdy ciepły oddech musnął okolice pępka. Dłonie blondyna sprawie poradziły sobie z moimi spodniami i ten cofnął się, ściągając je ze mnie.
                Wplotłem dłoń w złote kosmyki, przyciągając go do pocałunku. I wtedy Nik zaczął rysować wyimaginowane wzory na moich udach, a ja jęknąłem cicho, odchylając głowę do tyłu i przerywając pocałunek.
                W momencie, gdy chciałem podnieść  się i przejąć inicjatywę, aby i Cartera pozbawił choć części dolnej odzieży, ten nie pozwolił mi, przyciskając do materaca swoim ciałem. Jęknąłem ponownie, gdy jego biodra otarły się o cienki materiał moich bokserek.
                Pocałunki, którymi zostawałem obdarowywany, zdawały zostawiać po sobie wręcz ogniste ślady i nie sądziłem, że ta pieszczota może być tak przyjemna i stymulująca, szczególnie, gdy jego usta muskały nie tylko moje wargi, ale także szyję i obojczyki, czasami zahaczając skórę zębami, prawdopodobnie zostawiając po sobie charakterystyczne ślady.
Dłonie Nikodema badały moje ciało, delikatnie sunąc przez moje boki aż po uda. W pewnym momencie kciuk zahaczył o moje bokserki, a ich gumka strzeliła. Westchnąłem nieco niecierpliwie.
Gdy Nik ponowił swoje pocałunki, wplotłem dłoń w jego włosy, delikatnie masując skórę głowy. Nasze spojrzenia skrzyżowały się w chwili, gdy jego usta zsunęły się na moje bokserki i przez nie pocałowały mojego penisa. Ponownie wydałem z siebie kompromitujący jęk, więc zasłoniłem twarz dłońmi.
Nikodem podciągnął się znów nade mnie i jedną ręką odsłonił moją zaczerwienioną twarz.
– Nie zasłaniaj się – mruknął mi do ucha, chwytając jego płatek w zęby.
Dłońmi przejechałem po całej długości jego pleców. Delikatnie badałem opuszkami palców jego skórę, aż zjechałem ku spodniom i nie czując protestu, zsunąłem je jak najniżej mogłem.
Nikodem położył się na plecach, obracając mną tak, że usiadłem na jego biodrach. Właśnie wtedy poczułem niesamowite ciepło, które buchało z jego ciała i zapach… Przejechałem wargami po jego klatce piersiowej, czując jego niesamowity zapach i zaciągając się nim, całkowicie zauroczony.
                Zahaczyłem palcami po obu bokach jego bokserek i zawahałem się. Podniosłem się nieco, a Nik uniósł biodra, abym jednym ruchem pozbawił go jedynego odzienia.
Przygryzłem wargę na widok przed sobą. Nikodem patrzył na mnie natrętnie, a ja pozwoliłem sobie na chwilę podziwiania jego idealnego ciała. Szerokie ramiona, wysportowana sylwetka, mocne uda, na których siedziałem i penis, obrazujący podniecenie Cartera… Poczułem drgnienie we własnych bokserkach i jeszcze silniejsze ciepło w podbrzuszu.
                Jedno pytanie przeszło mi przez myśl i postanowiłem sam na nie odpowiedzieć. Nachyliłem się w stronę penisa Cartera, a odurzający zapach, tam był jeszcze intensywniejszy. Dotknąłem go niepewnie i przejeżdżając po długości dłonią, pocałowałem w czubek. Słyszałem jak Nik wciągnął trochę za głośno powietrze. Nie odważyłem się na nic więcej, jedynie ustami cmoknąłem podbrzusze Cartera i jak najszybciej podniosłem się, aby wpić w jego usta.
                Nik w chwili pocałunku przeniósł mnie ponownie pod siebie, co jakiś czas ruszając coraz mniej cierpliwie biodrami. Sam zacząłem głośno i urywanie oddychać.
                Nikodem dobrze wyczuł, że przez ruch bioder jestem coraz bliżej szczytu, więc przestał i sięgnął ręką do szafki.
                – Jesteś pewien? – dopytał, a ja spojrzałem na niego morderczo. Wątpię, aby przy mojej zarumienionej twarzy ten wzrok wyszedł tak, jak chciałem.
                –  Boże, Nik, nie zadawaj takich pytań – jęknąłem żałośnie.
                Blondyn zaśmiał się krótko, a następnie… O mój Boże.
                To co się działo ze mną, podniecenie i wszystkie uczucia, które we mnie buzowały… W końcu pojąłem dosłowne znaczenie słów uprawiać miłość.
                To co czułem od początkowego bólu do późniejszej niesamowitej przyjemności zdawało się pozostawać nie do opisania. To były chwile podczas których z Nikodemem zbliżyliśmy się do siebie najbardziej jak mogliśmy – fizycznie i psychicznie, złamaliśmy wszelkie bariery i opory, nasze nagie ciała się dotykały, drżałem i jęczałem jak głupi z przyjemności, którą to Nik mi dawał.
                Z mojego gardła wyrwał się zdławiony jęk, a dłonie zacisnąłem na pościeli, gdy doszedłem. Przetarłem spocone czoło i zafalowałem biodrami, czując ostatnie ruchy Nikodema w sobie, aż w końcu i on szczytował z głośnym sapnięciem.
                Ciężar ciała blondyna przyjemnie przygniótł mnie do łóżka, a zapach jego ciała po seksie dotarł do moich nozdrzy i ponownie zawrócił mi w głowie. Dopiero po chwili Nik położył się obok, wysuwając ze mnie i ściągając prezerwatywę, owijając ją w jakieś chusteczki i kładąc gdzieś obok łóżka.
                Westchnąłem cicho i wtuliłem się w niego.
                – To było niesamowite – mruknął mi do ucha, a mnie skręciło w środku ze wstydu. Rumieniec ponownie zagościł na moich policzkach.
                – Nie mów tak – jęknąłem, chowając twarz jeszcze bardziej w jego piersi. – Dziękuję – wymamrotałem.
                Nikodem chwycił moją twarz oburącz i spojrzał mi w oczy. Na początku próbowałem się wyrwać, ale w końcu dałem za wygraną i patrzyłem w jego złote tęczówki.
                – Nie ty tu powinieneś dziękować – powiedział.
                Chwilę zapatrzyłem się w jego oczy.
                – K-Kocham cię – wydukałem, a on uśmiechnął się szeroko i puścił mnie, a ja natychmiast wtuliłem twarz w zgięcie jego szyi.
                Nikodem zaśmiał się wesoło, a ja jedynie co to parsknąłem śmiechem, dalej odrobinę skrępowany, ale i troszeczkę szczęśliwszy.


Luke Pritchard z The Kooks na tym gifie wygląda tak cudownie jak Teoś w mojej wyobraźni c:
Nie mogłam tego tu nie wstawić

 ***

                O mój Boże.
                Nie wierzę do końca w to, że to publikuję. Chociaż moim zdaniem wszystko wygląda tu dobrze i wyszło tak jak chciałam (uczucia ponad czynności) to obawiam się, że tylko ja będę tak uważać. Jednakże tak wyszło i jestem ciekawa, co o tym sądzicie.
                Nawiązując do pytania spod poprzedniego rozdziału. Postanowiłam, że na tę chwilę zostawię nazwiska i nic nie będę kombinować, ale po zakończeniu opowiadania pojawi się zmiana ich na polskie odpowiedniki. Marzy mi się, aby także wtedy poprawić „Pięknie złamanego” z betą, a dopiero potem dalej realizować moją wizję tego tekstu (czyli krótki drugi tom bądź dodatek – jak kto woli to nazwać).  
                Jeśli ktoś czytał notatkę po lewej stronie bloga to informowałam o tym, że mam małe problemy – w sumie nie do końca wiem jak nazwać to, co się dzieje teraz u mnie, ale jest to powód przez który ponad tydzień nie miałam czasu, siły i weny na poprawę tego rozdziału. I choć ten rozdział miał być prezentem walentynkowym dla Was to nie wyszło… A piszę to też dlatego, aby z góry przeprosić za prawdopodobną dłuższą nieobecność, która może wystąpić, ale nie musi (można nawet uznać, że już nastąpiła, bo trochę mnie nie było). W sumie często wspominam o braku czasu/siły/weny, ale teraz czuję się już całkowicie wyczerpana życiem.
Przepraszam i do następnego,
Malina

24 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie.
      Co do rzadkiego dodawania postów - jak najbardziej rozumiem. No cóż, nie dało mi się ukryć rozczarowania, gdy przez ponad dziesięć dni nie widziałam nowego rozdziału, aczkolwiek nie dałam się zwieść i pokładając w Tobie dużo wiary odwiedzałam Twojego bloga codziennie, z nadzieją na nowy wpis. I doczekałam się. Mało tego! Doczekałam się czegoś iście fenomenalnego.
      Powiem szczerze, że długo czekałam na TEN moment w tym opowiadaniu. Rozmyślałam w jaki sposób to opiszesz, czy to będzie nagłe, spontaniczne, czy słodkie, kochanie, ale namiętne. I nawet po przeczytaniu tej sceny ciężko mi było ją konkretnie określić. Nie zrozum mnie źle - scena wyszło Ci fantastycznie, tutaj to raczej ja popełniłam błąd. Po prostu nie mogę znaleźć słów, zapomniałam jak się ich używa. Czułam te wszystkie emocje, widziałam to wszystko jakby rozgrywało się to przed moimi oczami. Genialnie to opisałaś, możliwe, że nie każdemu się spodoba, ja jednak jestem pod wielkim wrażeniem. O, słowo, które by bardzo pasowało do tego opisu seksu, to miłość. Tak, zdecydowanie dało się to wyczuć. Tak delikatnie, nie nachalnie, ale grunt, że było czuć. Wspaniały walentynkowy rozdział (ja mam walentynki codziennie, a co mi tam). Bardzo, bardzo, bardzo mi się podobało. Było super. Jak najbardziej 10/10 :D Pozdrawiam i życzę duuużo weny i więcej czasu na pisanie! Trzymam też za Ciebie kciuki, że uda Ci się wszystko poukładać w życiu, nie daj się złamać.

      Usuń
    2. Pisanie samo w sobie jest dla mnie przyjemnością, ale gdy to, co napiszę, zostaje docenione to mam z tego jeszcze większą radochę. To tak na wstępie, aby wyrazić jak bardzo cieszę się na wszelkie komentarze, a już tym bardziej na Twoje.
      Co do wstawiania rozdziałów to jest to nieco problematyczne, szczególnie teraz, ale postaram się, aby moje życie aż tak nie wpływało na to opowiadanie.
      Starałam się jak mogłam, aby to nie było tylko zaspokojenie potrzeb, ale aby ten pierwszy raz Teo niósł za sobą to coś. I na podstawie komentarzy mogę wywnioskować, że jest dobrze. Gusta są różne, niektórym nie podoba się całość tego opowiadania, innym nie spodoba się to, że nie dążyłam do opisania całości sceny seksu. Jednak ogólny odbiór mnie zadowala, widzę, że Ty także zrozumiałaś to, co chciałam okazać w tym rozdziale.
      Dziękuję bardzo za tyle miłych słów. Śmieję się do ekranu i w sumie jest mi nieco lżej, bo chociaż tu nie zawaliłam ;)
      I przepraszam, bo chyba ta odpowiedź jest jeszcze bardziej chaotyczna niż zwykle.

      Usuń
  2. Rozdział był (JAK ZWYKLE, ZRESZTĄ) cudowny. :"))
    Cóż, sama tez mam problemy, tez mam zawieszki w pisaniu, wiec doskonale Cię rozumiem. Wiem jak (nawet te błahe) problemy potrafią wykończyć. Nie ma sie na nic ochoty… i myśle, ze nie powinno sie do niczego zmuszać. Wiec my - jako czytelnicy - nie powinnismy narzekać na długi odstęp miedzy dodawaniem rozdziałów, skoro czujesz się źle.
    Każdy z nas jest człowiekiem i każdy ma gorsze dni!
    Trzymaj się, kochana, "do następnego" <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że rozdział Ci się spodobał! :D
      Dziękuję za wyrozumiałość i komentarz. To bardzo miłe i dodające siły, aby jednak pisać c:

      Usuń
  3. Odważnie.
    Naprawdę podjęłaś bardzo odważną decyzję, żeby napisać coś takiego. Nawiązuję oczywiście do tej sprawy z nazwiskami xD A tak serio. Początek opisu sceny seksu był bardzo porządny i dokładny, skupiałaś się na szczegółach, jeśli natomiast chodzi o samo połączenie ciał to było ono bardziej symboliczne. Ale mi się bardzo podobało. To sprawia że Twoje opowiadanie jest yaoi, a jednak taką bardziej delikatną wersję, ale już nie shounen-ai.
    Co do nazwisk, to cieszę się, że podjęłaś decyzję i nie porzuciłaś sprawy. Widzę, że dbasz o swoje dzieło i swoich bohaterów, tak ma być! Xd Jeśli natomiast mam się wypowiedzieć o Twojej decyzji, to mi to jak najbardziej pasuje. Cokolwiek byś nie zdecydowała tak naprawdę będzie dobre, ponieważ to Twoja decyzja.
    Walentynkowy prezent – no fabuła tego rozdziału wiele wyjaśnia xD Ale nawet jeśli pojawił się trochę później, to przecież jest w porządku. Pamiętam, że przecież dodawałaś rozdziały o Świętach przed Świętami i się zastanawiałam, skąd brałaś ten klimat xDDD
    Mam tylko wrażenie, czy ten rozdział jest trochę krótszy? Niemniej jednak bardzo mi się podobał. Bliskość między chłopakami i ich rozwijające się uczucia są takie urocze <3 Fantastycznie się o tym czyta. No i ten pocałunek podczas spaceru ♥ W ogóle, nie wiem, czy to był celowy zabieg, ale w tym rozdziale bardzo dużo jest pocałunków. Tak romantycznie xd
    No i Natan się pojawił. Moje przemyślenia na jego temat:
    „– Po prostu zauważyłeś, że ostatnio mało Natana tutaj i ogólnie, prawda?” To ja to zauważyłam. Heloł, Lily, mylisz osoby xD
    No i życzę im, żeby się pogodzili. Pasują do siebie.
    Gif jest fantastyczny. Wygląda jak prosto z tumblera, a nawet jeśli jest z innego źródła, to jest godny tumblera xD Ściągnę go sobie i chyba ustawię na tapetę xD
    Tak z innej beczki. Czytając Twoje opowiadanie dzisiaj (ten rozdział, mam na myśli xd) miałam takie przemyślenia, a propos tego, jak bardzo zmienił się od początku Twój styl pisania. I muszę przyznać, że różnica jest ogromna i oczywiście w pozytywnym znaczeniu. Od dłuższego czasu pamiętam, nie ma mowy o mieszaniu czasów, błędów prawie żadnych, zdarzają się raczej drobne literówki i coś z niedopatrzenia niż samej niewiedzy. No i te bardziej rozbudowane opisy totalnie trafiają do mojego serducha. Rozwinęłaś swoje umiejętności, masz prawdziwy potencjał, nie zmarnuj tego i rozwijaj się dalej. Trzymam za Ciebie w kciuki w każdej sprawie.
    Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko się ułożyło albo przynajmniej zmierza w dobrym kierunku. Życzę Ci wszystkiego dobrego, no i może trochę odpoczynku, co? Odpoczynek zawsze się przydaje :)
    Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdział *-*
    Buziaki ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, narratorem opowiadania jest Teo i nie wyobrażam sobie, aby przy takiej narracji scenę seksu opowiadać wulgarnie (?), więc zdecydowałam się właśnie na taką formę ze symbolicznym punktem i cieszę się, że Ci się to podoba c:
      Ani myślę, aby nie dbać o to opowiadanie. W końcu moje blogi to takie trochę moje dzieci, które muszę pielęgnować! :D
      Oj tam, ostatecznie wyznali sobie, że się kochają. A to, że kochali się dosłownie tylko umacnia walentynkowe przesłanie rozdziału...
      Jest to złudne wrażenie, ponieważ ten rozdział jest chyba najdłuższym rozdziałem opowiadania :)
      A kto nie lubi całusów? Wszyscy lubią, a ja nie mogę oprzeć się temu, aby ich nie wpychać do opowiadania. Cokolwiek by nie robili, mam ochotę pchać ich ku sobie. A dodatkowo rozdział pisany w klimacie Walentynek, więc zupełnie odpłynęłam.
      W sumie tak, masz swój wkład w opowiadanie, bo trochę od Ciebie ściągnęłam słowa Lily :D
      Wszystkie gify pochodzą z tumblra, choć nie jestem w stanie wymieniać z jakich, musiałabym ich poszukać w odmętach Internetu... W sumie jestem trochę takim złodziejem, ale chyba to wiadome, że te obrazki nie są moją własnością tylko zostają pożyczone na potrzeby rozdziałów c:
      Zdecydowanie mój styl pisania uległ ogromnej zmianie i jest lepiej, chociaż ten blog obrazuje tylko rok tych zmian - w miniaturkach o Harrym Potterze, które piszę od dwóch lat, widać to jeszcze bardziej. Jestem z tego bardzo zadowolona, choć jeszcze przede mną dużo pracy. A co do czasów - nie wiem jak w tym opowiadaniu, ale w miniaturkach one jeszcze leżą i kwiczą. Chociaż PZ staram się cały czas utrzymać w czasie przeszłym :/
      Dziękuję bardzo, bardzo, tak z całego serducha!

      Usuń
    2. W ramach dbałości o opowiadanie - nie ubieraj chłopaków w bluzki, bo w ten sposób robisz z nich transwestytów albo fetyszystów.
      "Bluzka jest tylko damska, a koszula to część garderoby przedstawicieli obu płci – tak określają zakres znaczeniowy tych wyrazów słowniki współczesnego języka polskiego. Kształt dzisiejszych damskich bluzek jest także bardziej różnorodny niż koszul, które mają tylko prosty krój (bluzkę o takim fasonie określamy jako koszulową), chociaż nie zawsze tak było, ponieważ dawniej również męskie koszule mogły być bogato zdobione."
      Płeć męska, niezależnie od orientacji seksualnej, nosi koszule, koszulki, podkoszulki, bokserki, T-shirty, ale na pewno nie nosi bluzek. Bluzki noszą ewentualnie chłopcy trans i jest to jeden z elementów, który upodabnia ich do płci przeciwnej.
      Poprawiając opowiadanie (gdzieś zaznaczyłaś, że będziesz to robić po zakończeniu) przebierz swoich bohaterów w odpowiednie stroje, zdejmując z nich wcześniej bluzki.
      Niestety to częsty błąd dziewczyn piszących o płci męskiej.

      Usuń
    3. Racja, czytając różne opowiadania często spotkałam się z określeniem, że chłopak ubrany jest w bluzkę. I zostałam wprowadzona tym w błąd, bo użyłam tego jako skrótu myślowego odnośnie koszulki.
      Cieszę się, że wytknąłeś mi ten błąd. Dziękuję bardzo, bo chyba sama bym na to nie wpadła!

      Usuń
  4. Jejuś <3 piękne, cudowne, aż miło się czytało. To jest boskie po prostu *-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! :D
      Cieszę się, że Ci się spodobało! c:

      Usuń
  5. Rozdział niesamowity *-*
    Na początku twojego opowiadania niecierpliwie czekałam na TEN moment. W trakcie jakoś przestałam i cieszyłam się małymi rzeczami typu krotkie niewinne buziaczki xd aż tu nagle z takim czymś wyskakyejsz xd
    W sumie dobrze, że nie było rozmyślania Teo nad tym jak to by było przez 4 rozdziały :D
    I nie martw się odnośnie opóźnionego dodawania rozdziałów. Kochamy-poczekamy ^^
    Pozdrawiam i życzę, żeby wszystko u ciebie i twojej pary było jak najlepiej ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do sceny seksu - do chwili opublikowania nie byłam pewna, czy to dobry pomysł. Jednak stwierdziłam, że same całusy nie wystarczą i to opowiadanie potrzebuje takiej sceny...
      Dobrze wiedzieć, że jeśli przerwę na dłuższą chwilę to i tak znajdą się czytelnicy. To bardzo miła świadomość i chyba dzięki niej mam jeszcze większą ochotę pisać :)
      Dziękuję bardzo!

      Usuń
  6. Przeczytałem i jestem pod ogromnym wrażeniem... Nie wiem od czego zacząć. Może od przyznania, że bardzo rzadko pozostawiam swoje komentarze gdziekolwiek, a jeszcze rzadziej ich treść bywa pochlebcza.
    Wiem, ze strony autora to straszliwa wada, ale przeważnie po prostu teksty, na które trafiam są utartą kopią kopii, która jest kopią kopii kopii... i szkoda poświęcać czas na opinie. Tutaj natomiast wszystko wydaje się idealnie wyważone: poczucie humoru, lekkość pióra, stosunek dialogów do opisów... Dawno niczego nie czytało mi się równie gładko i przyjemnie. I największa zaleta: autentyczność. Twoi bohaterowie są niczym żywcem przeniesieni z kart oryginalnej historii do nietuzinkowej fabuły zrodzonej w niebanalnej wyobraźni autorki. Chylę czoła i na pewno tu powrócę po więcej!
    hermiona-hagrid.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja jestem pod wrażeniem Twojego komentarza. Bardzo mi nim kadzisz i strasznie przyjemnie jest czytać tak pochlebne słowa.
      Cieszę się, że jest coraz więcej osób, którym to opowiadanie się podoba. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że mimo tak przychylnych słów, czeka mnie jeszcze dużo pracy nad stylem pisania i nad błędami, które dalej znajdują się w opowiadaniu.
      Dziękuję bardzo za komentarz!

      Usuń
  7. Seksy, seksy, seksy i seksy~ Awww >/////<
    Teoś i Nikuś razem się sekszili (≧▽≦) * kawaii*
    Yaay~ Nowy rozdział, ale się cieszę :D Walentynki to bardzo fajne święto, jeśli ma się drugą połówkę z którą spędza się je... Ja niestety Walentynki spędziłam siedząc w domu i czytając yaoice lub książki, ale mnie tam wszystko jedno *koleżanka wysłała mi walentynkę xd*
    Czekam z utęsknieniem na kolejne rozdziały~
    ~megg
    Ps. Czy jest jakakolwiek szansa na pojawienie się tu mpreg'a? *(/'ω')/*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam wstawić ten rozdział w Walentynki, aby właśnie poprawić humor niektórym osobom, ale cóż... Nie udało się.
      Niestety lub stety nie ma najmniejszej możliwości na mpreg'a. To opowiadanie ma być autentyczne, a ja także nie przepadam za męską ciążą...
      Dziękuję!

      Usuń
  8. Nie wiem, jak to się stało, że jeszcze nie skomentowałam D:
    Jeśli dobrze pamiętam, to pierwszy raz opisywałaś scenę zbliżenia, tak? Brawo za odwagę! :D Ostatecznie wyszło Ci to nawet nieźle :>
    Szkoda, że mój "krasz" mieszka ode mnie tak daleko. No nic, to były samotynki jak dla mnie xd
    Ech, wyjątkowo nie mam pomysłu na komentarz (może dlatego, że czytałam już jakiś czas temu).
    W każdym razie, życzę dużo weny c:
    /Adelaide

    P.S
    Za to ja odważyłam się w końcu opublikować coś swojego (pisałam wcześniej, ale jakoś nigdy nie mogłam się zabrać za udostępnianie). Zapraszam Cię cieplutko! :D
    http://je-subis-cette-cacophonie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie nie pisałam pierwszy raz takiej sceny, ale w tym opowiadaniu jest ona wyjątkowa. No i bałam się, że popsuje klimat opowiadania, a to byłaby totalna porażka. Miło mi, że jest ona przez Ciebie przyjęta pozytywnie ;)
      Dziękuję bardzo! A na bloga postaram się zajrzeć jak znajdę czas, bo aktualnie to u mnie nie jest najciekawiej.

      Usuń
  9. Wyszło Ci fantastycznie. Szczerze, lepiej tak aniżeli opisywałabyś całą scenę łóżkową. W ten sposób zachowałaś ten swój klimat i wszystko zakręciło się wokół uczuć. Lubię to, naprawdę ♥
    Pozdrawiam i życzę Ci dużo weny twórczej jak i ustabilizowania życia prywatnego :)
    Marcel

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że tak uważasz! Obawiałam się, że właśnie te uczucia się nie przyjmą, więc miło mi, że znalazły się osoby, którym się to podoba :) Dziękuję bardzo!

      Usuń
  10. Jestem ciekawa kiedy kolejny rozdział (/'ω')/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miał być w środę, ale nastąpiły małe komplikacje. Mam nadzieję, że dodam go dzisiaj, tj. w czwartek. Muszę go porządnie sprawdzić, bo znalazłam parę nieścisłości w tekście. Przepraszam za to opóźnienie!

      Usuń
  11. Hej,
    brak słów, całą scenę opisałaś cudownie, czuć bylo te wszstkie emocje, uczucia, pięknie pomprostu...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy