piątek, 25 marca 2016

Rozdział XXIX

                Moje ciało wybudzało się ze snu. Czułem się wypoczęty, a gdzieś w tle mojej świadomości byłem także zadowolony z poprzedniego dnia, który zdawał się być tak idealny. Jedyne, co psuło wyjątkowość tego poranka, to dzwonek do drzwi, który, zagłuszony zamkniętymi drzwiami do pokoju Nikodema, rozbrzmiewał w domu.
                Przetarłem twarz dłonią i zmieniłem pozycję na półsiedzącą, a kołdra zsunęła się nieco ze mnie, odkrywając część mojego ciała. Poczułem ciepło uderzające w moje policzki, gdy tylko pomyślałem o tym, co działo się poprzedniego dnia, jak następnie wspólnie z Carterem wziąłem prysznic i siedzieliśmy jeszcze jakiś czas, rozmawiając. A teraz blondyn spał, odwrócony twarzą do mnie. We śnie wyglądał spokojnie i równocześnie całkiem zabawnie z rozchylonymi wargami. Pochrapywał co jakiś czas uroczo, a ja miałem ochotę roześmiać się na ten widok.
                Nie miałem serca budzić Nika, więc ześlizgnąłem się z łóżka, a po ubraniu się, zszedłem na dół. Dźwięk dzwonka na chwilę ustał, ale był to moment, aby następnie rozdzwonić się długim dźwiękiem. Dziwiłem się, że na górze jest on tak dobrze przytłumiony, przez co Nikodem dalej mógł spać w ciepłym łóżku, gdy ja udałem się sprawdzić kto stoi po drugiej stronie drzwi.
                Spojrzałem przez wizjer i zamrugałem ze zdziwienia, widząc tam burzę cherubinowych włosów. Zawahałem się, ostatecznie przekręcając klucz w zamku i otwierając wrota do posiadłości państwa Carter.
                – No nareszcie! – krzyknął Gabriel, całkowicie ignorując wszelkie formy grzecznościowe. – Ileż można się do was dobijać? – zapytał, a ja zapatrzyłem się na niego z bezmyślnym zdumieniem wypisanym na twarzy.
                – Ale… o co chodzi? – mruknąłem, nie rozumiejąc.
                – Czy wy wiecie co się dzieje? – dopytał.
                – Co? – palnąłem, wpatrując się w niego jak ciele w malowane wrota.
                – Zdjęcie. Facebook. Nic nie wiesz? – zadał retoryczne pytanie. Po mojej minie oczywiste było, że nie byłem niczego świadomy.
                Następnie Gab wyciągnął swoją komórkę i pokazał mi profil Cartera, gdzie znajdowało się opublikowane nasze wspólne zdjęcie, które poprzedniego dnia otrzymał w wywołanej wersji w ramce. Dodatkowo w opisie znajdowało się serduszko, które pozbawiało człowieka wszelkich niejasności.
                Czułem jak bladnę i krew odpływa z mojej twarzy, a ręce zaczynają trząść się ze zdenerwowania. Poprawiłem nerwowo włosy i wziąłem głęboki oddech.
                – Ale to niemożliwe, aby dodał to Nik – szepnąłem. Byłem pewny, że to nie on, ponieważ cały czas spędziliśmy razem, a z resztą on by tego nie zrobił. W takim razie kto i po co?
                – Tak też myślałem. Obudź go, niech to usunie jak najszybciej, choć i tak niewiele to da… – burknął z kwaśną miną.
                Poczułem kołatanie w sercu. Strach ścisnął mi żołądek na widok miny Gabriela.
                – Gab… – zacząłem ostrożnie. – Coś jeszcze?
                – Dzwonił do mnie Ed i mówił, że wszyscy pracownicy dostali to zdjęcie na służbowego e-maila z jakimś głupim dopiskiem. Twój tata też, Teo.
                Jeśli wcześniej pobladłem to teraz moja twarz musiała przypominać kartkę papieru. Chciałem jak najszybciej pobiec do Nika i powiedzieć mu wszystko, ale moje nogi były jak z ołowiu. Nie byłem w stanie się ruszyć, zszokowany bezczelnością osoby, która z buciorami wpakowała się do mojego życia. Jak rybka w wodzie poruszałem ustami, nie potrafiąc wydać z siebie dźwięku oprócz zduszonego dźwięku zaskoczenia.
                Próbowałem przetrawić tę wiadomość – z jednej strony dlaczego miał mnie obchodzić mój ojciec? A z drugiej obawiałem się piekła ze strony tego człowieka na widok mnie szczęśliwego z drugim chłopakiem. Przełknąłem głośno ślinę i jak obudzony z letargu, pobiegłem na górę do Nikodema.
                Drzwi trzasnęły za mną, więc blondyn poruszył się niespokojnie, otwierając oczy i uśmiechając się do mnie nieco maślanie z zamglonym wzrokiem. Widząc jednak moją minę, jego uśmiech zelżał.
                – Teo? – wychrypiał. – Coś się stało?
                – Wstawaj. Gabriel jest na dole – mruknąłem.
                – Po co? – Zmarszczył brwi, czekając na wyjaśnienia i jednocześnie wstając, aby się ubrać.
                – Na twoim profilu zostało dodane nasze zdjęcie. I zostało ono też rozesłane… dalej – powiedziałem, nie zdając sobie sprawy jak drżę z emocji. Jakaś cholera zmusiła mnie do publicznego przyznania się do homoseksualizmu, choć tego nie chciałem! Nie teraz, myślałem, nie teraz, gdy wszystko zdawało się układać.
                Nikodem dopadł telefon i usunął to nieszczęsne zdjęcie, ale komentarze pod nim… Znalazło się parę dziewczyn, które zachwyciły się jak to uroczo wyglądamy, ale dalej nastąpiło zmieszanie nas z błotem. Prym w durnych wpisach wiódł zupełnie nieznany mi z nazwiska człowiek, któremu niczym nie zawiniłem, a i tak razem z Nikiem zostaliśmy wyzwani całą wiązanką przekleństw.
                Zeszliśmy na dół do Gaba.
                – Usunięte – rzucił Nikodem, gdy go zobaczył.
                Blondynek kiwnął głową.
                – Tylko nie wiadomo, gdzie jeszcze zostało wysłane… – mruknął markotnie.
                – Ale dlaczego i kto to rozesłał? – zapytałem, patrząc na pozostałą dwójkę.
                Nikodem przygryzł wargę, a Gabriel nie zdawał się być skłonny do odwiedzi.
                – Nie wiem – burknął mój chłopak.
                – Jednak to zdjęcie było na twoim pendrive’ie, Gab. Tylko ty i ja mieliśmy do niego dostęp czy ktoś jeszcze? – spróbowałem jeszcze raz zagaić temat. Oni coś wiedzą, przemknęło mi przez myśl.
                – Niestety nie – powiedział i spojrzał na nas wzrokiem zbitego psa. – Parę osób wiedziało, że mam tam zdjęcia fajnej pary. Tylko tyle! Nie sądziłem, że ktoś mógłby chcieć je sobie zgrać…
                – Nawet jeśli to ta osoba jakimś cudem dodała to na konto Nika… No i wiedziała, gdzie wysłać… – Spojrzałem na dziwnie milczącego Cartera. – Nik? Coś wiesz, prawda? – rzuciłem, nie zważając na fakt, że oskarżanie się wzajemnie o takie rzeczy może jeszcze bardziej pogorszyć sytuację.
                – Wiem tyle, co ty, Teo – skłamał. Nie potrafił spojrzeć mi w oczy, bo łgał perfidnie, wiedząc, kim jest sprawca całego zamieszania.
                – Do cholery, Carter! – wrzasnąłem na niego, a on jakby się ocknął i spojrzał na mnie zblazowanym wzrokiem.
                – Nic nie wiem – powiedział, a tak jak na początku czułem otępiający strach, tak teraz krew wrzała mi w żyłach i miałem ochotę kogoś uderzyć. Nikodem nie ułatwiał sprawy, odwracając się na pięcie i wychodząc z pokoju.
                Spojrzałem butnie na Gabriela.
                – Ty też coś wiesz – powiedziałem. Nie zaprzeczył tyko stał ze wzrokiem wbitym w podłogę, jakby tam coś, do cholery jasnej, ciekawego było. – Pierdolcie się wszyscy – fuknąłem.
                Ubrałem buty, zgarnąłem kurtkę i wyszedłem, oznajmiając to głośnym trzaskiem drzwi.

***

                Gdy wyszedłem wściekły z domu Carterów, nie wiedziałem gdzie iść. U Hopkinsów prawdopodobnie Lily i Laura chciałyby mnie pocieszać, a ja… Ja po prostu kipiałem gniewem, nagle zły na wszystko i wszystkich wokół. Nigdy w życiu nie czułem tak silnej agresji w stosunku do świata, który oskarżałem w tamtej chwili o całe zło. I tak, jak na ogół byłem spokojnym i delikatnym Teodorem, tak wtedy czułem, że moje rozjuszenie to kumulacja prawie roku życia, w którym odczuwałem jedynie smutek i melancholię. A w tamtej chwili miałem wrażenie, że jeszcze trochę i wybuchnę, bo coś ewidentnie mnie mijało… Jakaś prawda, którą Nik ukrywał przede mną.
                Idąc chodnikiem w bliżej nieokreślonym kierunku, poczułem się nagle źle ze świadomością, że poprzedniego dnia wszystko było tak dobrze… Na Boga, oddałem swoje ciało pod władanie Cartera! A on nie ma odwagi powiedzieć mi prawdy. Jak miałem się z tym czuć? Jeszcze poprzedniego dnia usłyszałem, że mnie kocha, a jednak najwyraźniej nie ufał mi na tyle, by powiedzieć to, co wie.
                Kopnąłem kamień, który też zawadził mi na drodze. Poleciał na ulicę, a chwilę później przejechało po nim rozpędzone auto. Przygryzłem wargę, myśląc jak banalne byłoby skoczenie pod taki samochód i zabicie siebie. Proste pozbycie się problemu, prawda?
                Zapatrzyłem się na kolejny przejeżdżający pojazd i przełknąłem ślinę. Nie miałem takiej odwagi, aby to zrobić. W podświadomości obiła mi się myśl, że brak mi także odpowiedniej motywacji, aby zniknąć z tego świata. Racja, moja wściekłość nie mogła być powodem, przez który odebrałbym sobie ostatnie tchnienie. To musiałoby być coś znacznie gorszego. I zapewne innym sposobem niżeli wypadkiem samochodowym, w końcu w swoją śmierć nie chciałbym mieszać innych osób, a tym bardziej z zaskoczenia odbierać im ten jakże cenny, a często uciążliwy dar.
                Zamrugałem oczami w geście zdziwienia. Właśnie w tamtej chwili uświadomiłem sobie, że naprawdę byłbym w stanie odebrać sobie życie. Wcześniej nie brałem swoich myśli na poważnie, a w tamtej chwili do mojej świadomości dotarło jak bardzo psychicznie zostałem zniszczony. Prychnąłem pod nosem, myśląc o tym, że to wszystko dzięki moim wspaniałym rodzicom.

***

                Przetarłem  twarz dłonią, zaraz potem podnosząc wzrok na panią Evans. Ona nie spuszczała ze mnie sondującego spojrzenia, w którym dostrzegałem nieco współczucia. Jednak kobieta tłumiła to uczucie, ponieważ z pewnością nieprofesjonalne byłoby, aby ubolewała nad moim losem. Nie potrzebowałem w tej chwili też żadnej litości, jedynie czułem potrzebę porozmawiać z osobą rozważną i bezstronną. Chcąc nie chcąc wyszło, że to pani psycholog nadaje się najlepiej, aby przy niej dać upust swoim emocjom.
                – Co mam z tym zrobić? – zapytałem bezradnie. Czułem się jak dziecko błądzące we mgle. 
                – Czyli nie wiesz jeszcze nic odnośnie reakcji ojca? – dopytała, a gdy zaprzeczyłem ruchem głowy, kontynuowała: - Przede wszystkim musisz na to zwrócić uwagę, Teo. Jeśli twój ojciec zareaguje agresywnie to może czasami nie być wyjścia i będziesz zmuszony nawet zadzwonić po policję. A rówieśnicy muszą przywyknąć. Oczywiście powinieneś spodziewać się z chłodniejszym podejściem większości z nich, ale… Nie możesz dać się złamać, Teo. Rozumiesz?
                – Nie wiem czy tak to wyjdzie – wymamrotałem.
                – Teodorze, jeśli cokolwiek by się działo to dzwoń lub przyjdź do mnie – odparła poważnym tonem.
                – Nawet w środku nocy? – zapytałem, posyłając w jej stronę grymas, który miał w sobie coś z uśmiechu.
                – Nawet w środku nocy – potwierdziła.
                – Dziękuję.
                – Jeszcze nie masz za co dziękować, Teo. Póki co masz jedynie pamiętać, że możesz się do mnie zwrócić o pomoc. Nie duś nic w sobie, bo to nigdy nie wychodzi na dobre – dodała.
                Przez chwilę milczeliśmy, a pani Evans posłała mi pokrzepiający uśmiech.
                – To ja już będę się zbierał – oznajmiłem.
                Lucy przytaknęła głową.
                – Dobrze, w takim razie odprowadzę cię do drzwi.

***

                Nie czułem potrzeby i nie chciałem wrócić do Hopkinsów. Już wcześniej wpadłem na głupi pomysł wyłączenia komórki i jakoś niespecjalnie zależało mi na tym, aby uruchomić ją ponownie. W mojej podświadomości pojawiła się myśl, że zapewne ktoś martwi się o mnie, ale nie miałem ochoty zdradzać nikomu, gdzie się znajduję.
                Spacerowałem po lesie, z przyjemnością obserwując wracającą do życia przyrodę. Co prawda niekoniecznie było zielono i kwitnąco, ale po śniegu nie zostało śladu, a rośliny nie były pokryte szronem. Dodatkowo słońce coraz bardziej raziło mnie w oczy i w zimowej kurtce zrobiło mi się za ciepło, więc postanowiłem ją rozpiąć.
                Szedłem tymi samymi drogami jak zwykle, a pod butami czułem miękkość ściółki. Ciałem spacerowałem po lesie, lecz duchem znajdowałem się zdecydowanie dalej od tych terenów, myśląc o tym, co się zdarzyło i co prawdopodobnie się wydarzy, gdy tylko w poniedziałek wrócę z Nikiem do szkoły.
                Bałem się. Byłbym skłonny przyznać, że mój strach podpadał pod panikę. Nie wyobrażałem sobie zostać tak wyobcowanym i niezaakceptowanym jak zrobili to wcześniej ze mną rodzice. Nie chciałem stać się kimś obrzydliwym dla wcześniej obojętnych mi ludzi. Nie miałem ochoty słuchać głupich komentarzy. Wszystko szło znowu nie tak jak powinno. A ja czułem się dalej zagubiony, wystraszony i osamotniony, bo Carter zdawał się nie mieć najmniejszej ochoty na wyjawienie mi prawdy, choć coś ewidentnie wiedział.
                Nie rozumiałem tego, że ktoś tak perfidnie chciał nas wyoutować. Osoba, która to zrobiła, rzuciła nas na głęboką wodę, mają zapewne świadomość, jaką burzę wywoła gejowską parą w małej mieścinie. Może i Gabriel był otwartym homoseksualistą, ale on zdawał się też być z nieco innego świata i obracać się w nieznanych mi branżowych kręgach. Inni uczniowie starali się traktować go neutralnie, ale nie raz byłem świadkiem, gdy za Gabem poleciało parę słów niemiłego komentarza. I wcale mi się to nie podobało. Wolałem pozostać niezauważonym, a nie wytykanym palcami i rozpoznawalnym dzięki temu, że kocham chłopaka.
                Jednak teraz było za późno i jedyne co mogłem to poprosić Boga, aby wszystko nareszcie się ułożyło. W końcu kiedyś musiało się ułożyć.

***

                Wracając do domu mojej przyjaciółki, postanowiłem wejść do kościoła. Zatrzymałem się na chwilę przed progiem, lecz szybko uświadomiłem sobie, że Bóg kocha każdego – dlaczego ja w Jego oczach miałbym być gorszym?
                Usiadłem w ostatniej ławce, nie mając odwagi podejść bliżej ołtarza. Uklęknąłem, przeżegnałem się i zacząłem swoją rozmowę z Nim.
                Nie widziałem powodu, aby On miał mnie za gorszego i opublikowanie tego zdjęcia mógłbym rozumieć jako kolejną próbę. Nie potrafiłem jednak racjonalnie zrozumieć, dlaczego ja miałem być królikiem doświadczalnym i  zostałem tak brutalnie potraktowany przez los. Nauka Jezusa głosiła, że jeśli ktoś uderzy cię w jeden policzek to powinieneś nadstawić drugi, ale czy to naprawdę w tej sytuacji by zadziałało? Tak wielka pokora i znoszenie głupich wyzwisk bez żadnej reakcji – czy to w szkole by się na coś zdało? Obawiałem się, że znajdą się osoby, które tym bardziej będą pragnęły mnie zniszczyć. Ich celem stanie się złamanie mnie, zepsucie mojej psychiki i okaleczenie mojego ciała. Byłem pewien, że znajdzie się ktoś, kto mnie uderzy, ktoś kto mnie obrazi i ktoś, kto będzie chciał zatruć mi życie tylko z powodu mojego homoseksualizmu.
                Człowiek odwiecznie walczy sam ze sobą. Ta walka polega na ciągłym przezwyciężaniu dobra nad złem, lecz w sytuacji, gdy to zło wygrywa i opanowuje człowieka… Właśnie wtedy szerzy się nienawiść, agresja i wszystko, co ma negatywny wydźwięk. Trudno być dobrym człowiekiem i byłem tego w pełni świadomy – sam nie byłem idealny, chociażby w momencie, gdy nie starałem się na spokojnie porozmawiać z Nikiem i Gabem, lecz krzykiem pragnąłem uzyskać odpowiedź.
                Nie byłem też czysty. O ile drugiego mężczyznę mogłem kochać, tak miłość cielesna była grzechem, dla mnie zupełnie niezrozumiałym, szczególnie, że poprzedniego dnia doświadczyłem jej i zdawała mi się… dobra. Nie tylko w znaczeniu zaspokajania mojej i Cartera potrzeby, ale wtedy czułem bliskość i niezwykłą więź z blondynem, więc dlaczego to było grzechem? Tylko dlatego, bo z naszej miłości nie mogło zrodzić się dziecko? Zdawało mi się to być istnym absurdem, ale i tak wierzyłem w Boga i byłem pewny, że On mnie rozumie i przychyla się do miłości pomiędzy dwoma osobami tej samej płci, tylko dlaczego, aby szerzyć miłość, która nie ma ograniczeń. Miałem nadzieję, że moje wierzenie nie jest głupim zamydleniem oczu i naprawdę jest tak jak myślę, że to moi kaci będą bardziej potępieni niżeli ja, niewinny tego, że nie potrafię pokochać jakiejś dziewczyny.
                Trudno było mi podnieść wzrok na wizerunek Syna Bożego i pomyśleć, że jestem w pełni akceptowany przez Niego i kochany. Dziwną myślą zdawało się to, że mimo naszych niedoskonałości, Bóg to toleruje i właśnie dzięki temu jest tak niesamowity, bo tylko on potrafi uszanować każdego człowieka, nawet tego zbłąkanego, który zszedł na złą drogę.
                Tylko pragnąłem, aby w końcu zawitał u mnie spokój i przyjemna rutyna życia. Miałem dość tego wszystkiego, a gdy tylko wydawało mi się, że jest dobrze, działo się coś, co temu zaprzeczało.
                Usłyszałem kroki i spojrzałem w stronę drzwi bocznych, gdzie wszedł właśnie kapłan. Rozpoznałem w nim tego, u którego uzyskałem pozytywną odpowiedź w okresie Świąt Bożego Narodzenia. Mężczyzna rozejrzał się po kościele i zauważając mnie, uśmiechnął się lekko i ruszył w moim kierunku.
                Usiadł obok mnie, a ja zakończyłem modlitwę znakiem krzyża i wyprostowałem się w ławce.
                – Szczęść Boże.
                – Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus – odpowiedział. – Wszystko dobrze, chłopcze?
                – Niespecjalnie, proszę księdza – odparłem, zgodnie z prawdą.  – Dlatego przyszedłem tu na chwilę, aby do końca zebrać swoje myśli.
                – Rozumiem. Mam nadzieję, że nie przeszkodziłem? – zapytał, chyba dopiero zorientowany, że mógł przerwać moją modlitwę. Uśmiechnąłem się lekko.
                – Nie, właśnie zamierzałem wychodzić.
                – Ja jak byłem w twoim wieku nie myślałem, aby przychodzić do Niego i rozmawiać z Nim o swoich problemach – powiedział, zagajając rozmowę.
                – Naprawdę? Myślałem, że księżmi zostają osoby, które od najmłodszych lat chodzą do kościoła… – odpowiedziałem. – Co sprawiło, że ksiądz został… no, księdzem?  
                – Boga zrozumiałem dopiero w momencie, gdy moja siostra miała wypadek i przez trzy tygodnie leżała w śpiączce. Wtedy poszedłem do kościoła pierwszy raz od trzech lat. Wyspowiadałem się, przyjąłem komunię i zrozumiałem cały sens Wspólnoty. Było to w ostatniej klasie szkoły średniej, więc akurat w czas, aby wybrać studia i zdecydować się na kapłaństwo. A ty, chłopcze, odkryłeś już swoje powołanie?
                Kiwnąłem głową na znak, że rozumiem i chwilę zamyśliłem się nad odpowiedzią na pytanie.
                – Nie wiem do końca, co będę robić. Na pewno nie pasuję na duchownego. Prawdopodobnie pójdę w kierunek związany z biologią i chemią, a medycyna to moje nieco większe marzenie – wyjaśniłem, nieświadomie uśmiechając się na myśl, że może mi się uda.
                – Będę się modlił, aby ci się udało. – Uśmiechnął się przyjaźnie.
                – Dziękuję – odparłem. – Jednak teraz muszę iść, ponieważ pewnie moja przyjaciółka martwi się o mnie.
                – Rozumiem, chłopcze. Powiedz mi tylko jedno: jak masz na imię? – zapytał.
                – Teodor, proszę księdza.
                – Dominik. Pamiętaj więc, Teodorze, że będę się o ciebie modlił. Z Bogiem – dodał.
                – Bóg zapłać – odpowiedziałem.
                Spojrzałem ostatni raz w stronę ołtarza, mając nadzieję że moja wiara w Niego jest prawdziwa i On nie potępia mnie tak, jak  moi rodzice.

***

                Ostatecznie musiałem wrócić do Hopkinsów. Przełknąłem głośniej ślinę, zdenerwowany tym, co może mnie spotkać w domu przyjaciółki. Czy widzieli? Czy Lily rzuci mi się w ramiona w wyrazie współczucia? Czy Irma i Adam na pewno nie zrażą się tym, że przez to zdjęcie wszyscy wiedzą?
                Nawet nie było aż tak późno, gdy nacisnąłem klamkę drzwi wejściowych i jak najciszej wsunąłem się do środka domu. Zdjąłem buty i odwiesiłem kurtkę. Chciałem czmychnąć do „swojego” pokoju, lecz na korytarzu stanęła ciocia. Spojrzała na mnie, wyraźnie poddenerwowana i pełna emocji, które nijak mogłem odczytać.
                – …Dobry wieczór – wydukałem.
                – Dobry wieczór, Teodorze – odparła kobieta, a potem odetchnęła… z ulgą? Chyba tak, to była oznaka, że kamień spadł jej z serca. – Dzwoniliśmy. Masz wyłączoną komórkę.
                – Przepraszam – odparłem i aby nie stać bezczynnie, wziąłem telefon do ręki, włączając go. 
                Moim oczom pojawiła się informacja o dwudziestu pięciu nieodebranych połączeniach od różnych osób. Irma, Lily, Nikodem, Gabriel, ale także na ekranie pojawił się komunikat, że nieznany numer próbował się ze mną skontaktować dwukrotnie. A ja znałem ten numer na pamięć, usunięcie go z komórki nic nie dało – moja matka do mnie dzwoniła.
                Moje ręce zadrżały ze jeszcze większego zdenerwowania. Po co dzwoniła?
                – Wszyscy się martwiliśmy, Teo – dodała. – Dobrze, że jesteś cały i zdrowy. Gdzie byłeś?
                – Przepraszam – powtórzyłem. – Byłem w wielu miejscach… Pewnie ciocia już wie, co musiałem przemyśleć?
                – Tak, Lily poinformowała mnie o tym, co się stało. Dlaczego to zdjęcie pojawiło się w sieci? – zapytała, zatroskana.
                – Nie wiem – burknąłem. – Ani ja, ani Nik nie chcieliśmy tego dodawać.
                Ciocia pokiwała głową ze zrozumieniem, a potem podeszła i przytuliła mnie.
                – Anna dzwoniła – powiedziała cicho. – Prosiła, aby ci przekazać, że chce się z tobą skontaktować. I spotkać także.
                Zastygłem na moment w ramionach Irmy, nie wiedzieć czemu zaskoczony jej słowami. Miały przecież tak przyjemny wydźwięk, a podświadomie wyczuwałem, że za nimi kryje się piekło.




***


Hej!
Przepraszam, że zrobiłam małe zamieszanie, jeśli chodzi o opublikowanie tego rozdziału. Miał ukazać się w środę i zadeklarowałam, że tak będzie, ale nie udało mi się go sprawdzić. Z resztą jak zaczęłam go sprawdzać to pewna część mi się nie spodobała i musiałam trochę poprzekształcać, by ostatecznie tekst moim zdaniem nadawał się do dodania. I oto jest.
Odnośnie gifu - nie jestem fanką rapu, ale te słowa do mnie trafiają. Są prawdziwe i chyba pasujące do rozdziału.
Malina

16 komentarzy:

  1. Szczerze? Chciałabym napisać taki mega emocjonalny komentarz, jako odpowiedź do tego co właśnie przeczytałam, ale chyba nie potrafię. Ciężko mi się wypowiedzieć, nie wiem, co napisać.
    Teo został skrzywdzony. I co mnie najbardziej martwi, Nik maczał w tym palce. Nie wiem czemu, co tej całej sprawy pasuje mi Fabian i ta jakaś niewyjaśniona rozmowa po pijaku. Może dramatyzuję, ale po tym kolesiu spodziewam się najwięcej jeśli chodzi o to opowiadanie.
    W ogóle chciałam Ci pogratulować. Pojawiły się drobne literówki, co prawda, ale przecinki wszystkie na swoich miejscach, bardzo ładnie *-* Tak trzymać! :D
    NO i opisy. Ten rozdział wygrał mnie tymi opisami. Gdy Teo myślał nad tym, co zrobić. Jak Nik go oszukał i inne. Te opisy tak bardzo do mnie przemawiały, były takie naturalne, nie wymuszone, brzmiały, jak należy. I w końcu. Bo ja ciągle pamiętam, jak kiedyś tam na początku czepiałam się o te emocje związane z samobójstwem... Tym razem wszystko było jak należy. Choć, oczywiście, samobójstwo nie jest dobrą rzeczą, to jednak ten fragment był najbardziej udany według mnie. To, jak zdał sobie sprawę ze swojego stanu, było takie prawdziwe, tak to właśnie wygląda, tak nagle, nawet nie wiedział kiedy, to się dzieje. Mam szczerą, delikatną nadzieję, że pociągniesz to dalej tak psychiką i on spróbuje. Nie wiem, czemu, ale tak mi to pasuje. Wow. Najlepszy był ten opis, serio. Fantastyczny <3
    Co do reszty - dobrze, że ma wsparcie Hopkinsów. Przynajmniej nie jest sam. Nie jestem pewna, czy dobrze pamiętam imię tego chłopaka ze szkoły - Edwin? - jestem ciekawa jego reakcji na to zdjęcie.
    A tymczasem, dużo dobrego i weny Ci życzę <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, że odpisuję po takim czasie... Powinnam to była zrobić już dawno temu, ale nie byłam w stanie.
      Miesiąc temu jak przeczytałam Twój komentarz to skakałam z radości. Jest mi bardzo miło i cieszę się, że piszesz o swoich domysłach, bo dzięki temu mogę ocenić na ile wydałam się z dalszą częścią historii.
      Mam nadzieję, że te przecinki naprawdę są na miejscu - byłoby miło przestać walczyć z interpunkcją :D
      Muszę też przyznać, że najbardziej lubię pisać opisy, więc także cieszę się, że one mi wychodzą!
      Dziękuję z całego serducha za komentarz i obiecuję, że postaram się dodać coś nowego jak najszybciej!

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Cholera, a ja już myślałam, że wszystko się u nich ułoży. Tak, byłam taka naiwna i liczyłam na to, że powoli, powolutku wszystko zacznie się układać. Ale nie. Nie. Bo ktoś oczywiście musiał to wszystko spieprzyć. OSOBIŚCIE UZNAJĘ, ŻE JEST TO TEN TYPEK, KTÓRY NA JAKIEJŚ TAM IMPREZIE POCAŁOWAŁ NIKODEMA W ŁAZIENCE (Niezmiernie przepraszam, że zapomniałam imienia. Ale nie polubiłam typa, więc chciałam go jak najszybciej wymazać z pamięci) Obstawiam, że to on. Nie wiem, czy dobrze obstawiam, ale tak mi się wydaje. Ogólnie muszę przyznać, że mnie zaskoczyłaś. Nie spodziewałam się, że ktokolwiek będzie mógł tak bezczelnie zepsuć ten moment. I też nie podoba mi się fakt, że Nikodem najprawdopodobniej wie o co chodzi. Martwi mnie to, w jaki sposób myśli Teo. I do tego ta jego matka... Cholera, nie wiem, co się dzieje, ale trzymam najmocniej kciuki, aby wreszcie się wszystko ułożyło i współczuję ogromnie głównemu bohaterowi. Bardzo wczuwam się w tą całą akcję tego opowiadania i czasami aż przerywam czytać, aby zaczerpnąć oddech/uderzyć się w czoło/westchnąć głęboko i spojrzeć się wymownie w sufit wzrokiem pt. "Cholera, znowu coś się pieprzy?". Oczywiście to nie tak, że mam za złe Ci ten smutny tok akcji, gdyż biorę odpowiedzialność za to, co czytam i dobrze wiedziałam, iż jest to w dużej części dramat. Podoba mi się ta tematyka, fabuła i akcja, tylko po prostu bardzo się nią przejmuję.
      Bardzo dobry rozdział. Był pełen emocji i był zaskakujący. Pozdrawiam i życzę dużo weny!

      Usuń
    2. Tak jak przepraszałam wyżej, tak i Ciebie przepraszam, że odpisuję po takim czasie. I także zapewniam, że postaram się dodać coś nowego jak najszybciej.
      Miło mi bardzo, że mogę wrócić do opowiadania i przeczytać pod tym rozdziałem tak motywujący komentarz ;)
      No cóż, chciałabym pisać, że jest wszystko dobrze, ale niestety plan jest inny. A ten typek to Fabian i cieszę się, że piszesz swoje domysły, bo teraz mogę ocenić, ile czytelnik wywnioskował z poprzednich części.
      Bardzo (bardzobardzobardzo) dziękuję za komentarz! ;)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że wrócisz przy następnym rozdziale! ;)

      Usuń
  4. Gdzie się podziałaś Autorko? Ja czekam na rozdział i codziennie wchodzę na bloga sprawdzić czy może został dodany.
    Pozdrawiam i życzę Weny.
    Ps. Piszesz świetnie i rozdział był tak ciekawy, że nie mogę doczekać się na ciąg dalszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę się zgubiłam. Tak w różnych aspektach życia (?) się pogubiłam. Postaram się to jakoś wyjaśnić pod następnym rozdziałem, który... nie mam pojęcia kiedy się pojawi. Aktualnie zajmuję się miniaturką na bloga HP, bo tam nic nie wstawiałam od ponad trzech miesięcy.
      Cieszę się, że ktoś tu został i ciężko mi prosić o jeszcze trochę cierpliwości, bo pewnie mi by się ona dawno skończyła. Przepraszam za to wszystko i postaram się wrócić jak najszybciej! Aktualnie siedzę zmotywowana i piszę tę miniaturkę, a potem zabiorę się za rozdział...
      Dziękuję za miłe słowa ;)

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Nie wiem czemu, ale po przeczytaniu po raz kolejny w rozdziału, czytając tekst pani psycholog, z tym, że Teodor może do niej przychodzić w każdym momencie, to mam takie wrażenie. Myślę, że niedługo coś się stanie, np. W szkole zaczną mu dokuczać przez to zdjęcie z Facebookaa. Albo, że matka i ojciec coś zrobią co nim wstrząśnie tak jakby. Albo pokłóci się z Hopkinsami. I myślę, że przez właśnie jakieś z tych rzeczy pójdzie właśnie tak do pani psycholog. Mam też teorię, że niedługo coś noże się stać i Teoś będzie np. Próbował popełnić samobójstwo...
      Ale to tylko moje teorie lub domysły:)
      Wysyłam wenę,
      ~megg

      Usuń
    2. Przepraszam, że dopiero teraz odpowiadam.
      Wszystko możliwe haha :D Nie mogę zdradzać fabuły, choć korci mnie, aby coś napisać :)
      Dziękuję za Twoje spostrzeżenia!

      Usuń
  6. Tęsknię za Teosiem :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nowy rozdział już w tym tygodniu.
      Przepraszam, że odpisuję dopiero teraz i przepraszam za brak rozdziałów, ale wszystko wyjaśnię w notce pod najnowszym tekstem :)

      Usuń
  7. Hej,
    a już było tak pięknie, nie targnoe się na swoje życie Theodor? czyżby miał to być Fabian? no i właśnie trafiło to do pracy jego ojca...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy