sobota, 29 października 2016

Rozdział XXXIII

                Tygodnie mijały w zastraszająco szybkim tempie, a ja dalej musiałem siedzieć, wałkować temat mojej psychiki i leczyć się w szpitalu. Jasne ściany budynku zaczęły mnie przytłaczać i ucieszyłem się, gdy w końcu terapeuta stwierdził, że następnego dnia mogę opuścić to miejsce. To tak jakbym dostał zezwolenie, aby w końcu zamknąć pewną część rozdziału za sobą i powoli zacząć tworzyć podwaliny nowego etapu życia, bo nareszcie mogłem wrócić do domu.
                Świat wcale nie czekał na mój powrót i nawet jeśli wcześniej wydawało mi się, że dalej na dworze będzie panowała zima to wcale tak nie było. Ciepłe wiosenne powietrze miło owiewało moją twarz, a promienie słońca muskały skórę, rażąc w oczy. Rozejrzałem się dookoła, gdzie roślinność zaczęła budzić się do życia i miałem wrażenie, że przeniosłem się w czasie tak jakby te tygodnie w szpitalu były jednym dniem. A jednak nie, to były prawdziwe tygodnie.
                Wszedłem za matką do domu, w którym panowała przerażająca cisza. Pachniało kwiatami, które rodzicielka poustawiała do wszelkich wazonów stojących na szafkach czy komodach. Dzięki nim budynek nabrał wiosennych barw, ale dalej czułem się nieswojo. Minąłem salon, w którym znajdowały się pudła. Dojrzałem na nich drukowane litery napisane markerem: ubrania, buty, na strych. Rzeczy mojego ojca gotowe były do przeniesienia w inne miejsce bądź wydania, a ja przystanąłem, patrząc na nie. Właśnie to zostało po moim ojcu – parę kartonów wypełnionych przedmiotami i okropne wspomnienia.
                Matka chyba wyczuła, że nie zmierzam za nią do swojego pokoju i przystanęła przed schodami, obracając się do mnie.
                – Nie zdążyłam ich jeszcze wydać – powiedziała.
                – Możemy je jutro gdzieś zanieść – odparłem, wzruszając ramionami. Było mi to obojętne, gdzie te rzeczy powędrują, byle znajdowały się z dala ode mnie.
                Mój pokój nie zmienił się ani trochę. Dalej panował w nim lekki nieporządek i tylko pościel została zmieniona oraz równo ułożona. Podszedłem do okna, otwierając je. Widziałem z niego podwórko sąsiadów jak i nasz ogród, w którym przeważała trawa, bo nikt w tym roku nie zadbał o to, aby posadzić warzywa. Wiśnia powoli zamieniała się w piękne, kwieciste drzewo, a jakiś ptak usiadł na jej gałęzi i zaczął pośpiewywać.
                Osobliwie czułem się wracając do domu. Domu, w którym nie ma już ojca, a jest za to matka, która powoli próbuje się ze mną porozumieć. Psychiatra mówił mi, że reszta zależy ode mnie i moja kolej na poukładanie wszystkiego. W sumie chciałem mu wierzyć, bo fajnie brzmiało to, że wreszcie coś jest zależne ode mnie.
                – Zjesz obiad? – Usłyszałem za sobą. Matka stała oparta biodrem o framugę drzwi i jej wyraz twarzy był zupełnie łagodny, mógłbym stwierdzić, że malował się na nim lekki uśmiech.
                Kiwnąłem głową, a jej kąciki drgnęły jeszcze bardziej i teraz nie miałem wątpliwości, że naprawdę się uśmiechała.

***

                W nocy spałem niewiele. Od pewnego czasu miałem problemy ze snem, ponieważ towarzyszyły mi koszmary. Tym razem także obudziłem się zlany potem. Zegar wskazywał paręnaście minut po czwartej, a ja nie miałem co ze sobą zrobić.
                Postawiłem stopy na podłodze, a następnie jak najciszej ubrałem się i zabierając ze sobą telefon, udałem się do drzwi wyjściowych.
                Zacząłem szukać klucza, lecz nigdzie go nie zauważyłem. Nie znajdował się w zamku, nie leżał na szafce ani nie było go w kuchni.
                I wtedy zapaliło się światło, a ja zmrużyłem oczy, zakrywając je dłońmi.
                – Teo? Co ty robisz? – zapytała, a w jej głosie pobrzmiewało zdenerwowanie.
                Co ja robiłem? W sumie sam nie wiedziałem. Chciałem po prostu wyjść, nieograniczony niczym i przez myśl przemknął mi pomysł udania się na grób ojca.
                – Chciałem iść na spacer – oznajmiłem jakby to było jasne jak słońce.
                Matka westchnęła, a ja dopiero po tej chwili przyzwyczaiłem się do światła i spojrzałem na nią. Była zrezygnowana, zła i niewyspana.
                – Czy ty… – zaczęła i zawahała się. Widać było, że nie wie jak to ubrać w słowa.
                – Co ja? – dopytałem, chcąc usłyszeć, co chodzi jej po głowie.
                – Czy właśnie chciałeś ponownie iść i… – urwała, patrząc uparcie na kafelki. Widać było jak ta myśl ją boli i przybija.
                – Co? Nie! – zaprzeczyłem szybko, mrugając zaskoczony. – Nie! Ja tylko nie mogłem spać i chciałem iść na spacer! Naprawdę – dodałem, starając się, aby moje słowa brzmiały szczerze. Sam w nie do końca nie wierzyłem, bo nie wiedziałem, co wpadłoby mi do głowy podczas spaceru po odwiedzinach u tatusia. Przez ostatnie tygodnie pojąłem, że nie do końca sam siebie rozumiem i potrafię przewidzieć reakcję mojej psychiki na różne bodźce.
                – Nie masz klucza. Co więc zrobiłbyś w tej sytuacji, nie mogąc wyjść przez drzwi? – zapytała całkiem ostro, ale ton jej głosu wynikał po prostu ze zdenerwowania sytuacją. Rozumiałem ją, sam pewnie też bym tak się zachowywał na jej miejscu.
                – Wyszedłbym przez okno, – przełknąłem głośniej ślinę, po wypowiedzeniu swoich myśli na głos – ale ja chciałem iść na cmentarz.
                Matka spojrzała na mnie przenikliwie, a następnie skinęła głową.
                – Dobrze, więc pójdźmy na spacer – powiedziała. – Daj mi tylko chwilkę – poprosiła i wyszła z pokoju w stronę swojej sypialni.
                Dopiero wtedy dotarło do mnie, że moje dłonie są całe spocone, a ja zestresowany stałem na środku kuchni, nie wiedząc co więcej powiedzieć, więc po prostu usiadłem na krześle i poczekałem aż matka przebierze się, abyśmy mogli iść na spacer oraz odwiedzić grób mojego ojca, a jej męża.

***

                Słońce powoli wschodziło, gdy dotarliśmy na miejsce. Rozejrzałem się dookoła, patrząc na nieznane nazwiska wyżłobione w bardziej lub mniej drogich kamieniach. Nagrobek ojca był skromny i nie wyróżniałby się niczym od pozostałych, gdyby nie całkiem spora ilość kwiatów, która jeszcze została po pogrzebie.
                Skupiłem się na zniczach, które rozświetlały cmentarz i stały nie tylko przy grobie ojca. Było ich całkiem sporo i po nich można było stwierdzić, które groby są częściej odwiedzane.
                – Dużo osób było na pogrzebie?  – zapytałem cicho. Nie poruszaliśmy tego tematu, a przez całą drogę to pytanie ciekawiło mnie i chciałem znać na nie odpowiedź.
                – Niedużo – odparła matka. – Ten dzień był deszczowy, chłodny i ponury.
                Skinąłem głową, choć nie byłem pewien czy matka patrzyła na mnie, czy tak jak ja utkwiła wzrok w imieniu oraz nazwisku ojca, jego dacie urodzenia i śmierci oraz krótkim napisie pożegnalnym.
                On naprawdę nie żył. Leżał pod ziemią i możliwe, że jego dusza tkwiła teraz w piekle. I nie miałem do tego człowieka ani grama współczucia, nie czułem potrzeby, aby spróbować mu wybaczyć, a już tym bardziej nie zamierzałem się za niego modlić. Zobaczyłem jego grób i byłem pewien, że już tam nie wrócę. Zamierzałem z czasem zapomnieć o tym jak wyglądał jego nagrobek i chciałem sprawić, aby fakt, że miałem ojca stał się dla mnie niejasną rzeczywistością taką, jaka dotyka człowieka po obudzeniu się z bardzo realistycznego snu.
                To było moje pierwsze zderzenie z przeszłością – to najłatwiejsze, bo martwy ojciec nie mógł mnie już zranić. Dlatego też wracając do domu wraz z matką rozmawiałem o banalnych sprawach, choć w podświadomości wiedziałem, że teraz czas na rozprawienie się z resztą żywych osób, z którymi już tak prosto nie będzie. Ich słowa będą mogły ranić, a ja wiedziałem o tym i bałem się tego, ale w końcu na coś miała zdać się ta cała terapia i musiałem w końcu skończyć to wszystko, co miało miejsce przed szpitalem. I to, że musiałem sprawiało, że bałem się jak diabli.
                Ale musiałem dać sobie radę, przecież innego wyjścia nie miałem.

***

                Chciałem po prostu zjeść śniadanie. Zrobić zwyczajne kanapki, na których rozsmarowałbym Nutellę, którą przyuważyłem w jednej szafce. Jednak nigdzie nie znalazłem noży, a jedna z półek miała wmontowany zamek.
                Walnąłem ręką w blat i poczułem jak ból rozprzestrzenia się w niej, ale mimo to uderzyłem ponownie. I pewnie ten huk zwołał moją matkę, która stanęła przy wejściu i spojrzała na mnie zdziwiona.
                – Czy ty myślisz, że ja dalej chcę się zabić?! Ja pierdole! – wrzasnąłem.
                – Teo, uspokój się… – powiedziała spokojnie. – Terapeuta zalecił, abyś w domu nie miał pod ręką żadnych ostrych narzędzi.
                – Nie jestem wariatem, rozumiesz?! – syknąłem. – Jestem normalny! Jestem w domu i mogę użyć noża, aby zrobić sobie pierdolone kanapki bez twojej zgody! Maszynkę do golenia i temperówkę też mi zabierzesz?! Nie mogę wyjść na spacer, nie mogę użyć noża!
                – Teodor! – krzyknęła, chcąc mnie uciszyć. – Nie przeklinaj i uspokój się! Terapeuta…
                – …jest popierdolony! – warknąłem. – Przecież jestem zdrowy!
                – Teo, ja wiem… – zaczęła spokojnie, podchodząc do mnie, ale ja odsunąłem się.
                – Wyciągnij te noże – warknąłem i ruszyłem żwawym krokiem do pokoju, uważając aby nie potracić przy okazji matki.
                Byłem wściekły o to, że terapeuta polecił takie rzeczy, a do tego moja matka myślała, że ja dalej chcę spróbować. Przecież jakbym chciał się zabić to już dawno zrobiłbym ponownie, nawet w szpitalu. Ale starałem się to zwalczyć i zapłacono mi za to totalnym brakiem zaufania. Skoro mnie wypuścili to nie mogłem być wariatem.
                Jednak najgorsze było to, że po godzinie, słysząc, że matka jest u siebie w pokoju, wyszedłem do kuchni. I z ciekawości sprawdziłem, czy noże znajdują się na swoim miejscu. I owszem, matka włożyła je ponownie do tej szafki, a ja chwyciłem najmniejszy z nich i dotknąłem jego koniec koniuszkiem palca, naciskając. Pociągnąłem trochę to nacięcie, myśląc o tym jak mało krwi wypływa teraz w porównaniu z tamtą próbą, gdzie byłem w niej skąpany.
                I cholera jasna ten popierdolony terapeuta miał najwidoczniej rację. Otrząsnąłem się z odrętwienia i umyłem szybko nóż, odkładając go na miejsce. Krew powoli krzepła, a rana dalej piekła, więc odpuściłem myśl robienia śniadania i poszedłem przemyć nacięcie, dalej wracając wspomnieniami do tamtego zimowego dnia, gdy upust czerwonego płynu był dla mnie tak zbawienny.

***

                Czytałem podręcznik od chemii, robiąc skrupulatne notatki. Miałem sporo materiału do nadrabiania, ale nie było tak źle, ponieważ podczas leczenia też miałem czas na naukę. Jednak dalej pozostawałem w tyle, a nie mogłem sobie na to pozwolić.
                Pukanie do drzwi przerwało mi w połowie zdania. Odłożyłem długopis i mruknąłem „Proszę”, a do środka weszła moja matka.
                – Teo, ktoś do ciebie – powiedziała.
                Przez myśl przebrnęły mi wszystkie znajome twarze i nie miałem zielonego pojęcia, kto odważył się przyjść.
                – Nikogo nie zapraszałem – mruknąłem.
                – Wiem, ale chyba już czas, abyście porozmawiali, hm? Teo, minął już tydzień, a twoi przyjaciele chcą się z tobą widzieć – powiedziała, patrząc na mnie nieco zatroskana.
                – Po tym wszystkim mam opory nazywać ich przyjaciółmi, ale niech będzie – westchnąłem.
                Mama wyszła, a ja ułożyłem książki, notatki i przybory, a następnie zwróciłem się ku drzwiom, czekając aż ktoś przez nie wejdzie.
                Spodziewałem się Lily, więc gdy kroki były coraz głośniejsze, a do pokoju wszedł Nikodem, zrobiłem niemądrą minę wyrażającą szok, zupełnie nieprzygotowanie na rozmowę z nim i złość, że pozwoliłem, aby on przyszedł.
                – Mogę? – zapytał, a ja miałem ochotę westchnąć, gdy usłyszałem jego głos. To nie tak, że już go nie kochałem. Oczywiście, darzyłem go jakimś uczuciem, ale w tamtej chwili zamknąłem się w swojej skorupie, która miała mnie chronić przed ponownym zranieniem.
                – Siadaj – odparłem, przyglądając mu się. Jak zwykle był schludnie ubrany, a jego włosy były znacznie dłuższe niż normalnie nosił.
                – Chciałbym ci wszystko wytłumaczyć – zaczął i spojrzał na mnie, a ja nie odwróciłem wzroku. Złapałem z nim kontakt wzrokowy i nie wątpiłem, że nasze spojrzenia to ogień i lód – on patrzył na mnie łagodnie, z nadzieją, a ja przeszywałem go chłodnym wzrokiem, nie chcąc ukazywać zanadto uczuć.
                – Myślisz, że jest co tłumaczyć? – zapytałem.
                – Ostatni raz, gdy cię widziałem, byłeś cały we krwi… Teo, nie chcę, aby to kończyło się takimi wspomnieniami i żebyś oddzielił się od nas wszystkich przez to, co usłyszałeś.
                To było oczywiste, że to on mnie znalazł, bo nikt więcej nie wiedział o tym miejscu. I zastanawiało mnie to, kto znalazł Nikodema w takiej samej sytuacji oraz gdzie on to zrobił. Z drugiej strony nie chciałem słuchać jego historii, ale chyba w tamtym momencie nie miałem już nic więcej do stracenia.
                – To, co usłyszałem, doprowadziło mnie do szpitala. I nie chcesz, aby to kończyło się na niedopowiedzeniu wyjaśnienia tajemnicy, więc okej, możesz powiedzieć więcej, ale zastanów się nad sensem tego, co mówisz – odparłem, a mój głos nie drgnął w żadnym momencie, z czego byłem dumny.
                – Wszystko, co wiesz po tamtej wymianie zdań z Natanem to prawda. I zdrada, o której poinformował mnie Davies, trafiła na nieciekawy okres czasu. Tak jak teraz wydaje ci się, że jestem popularny i większość chce się ze mną kolegować, tak wcześniej byłem całkiem nijaki i znalazła się grupka, która skutecznie uprzykrzała mi życie. Dodatkowo miałem nieciekawe relacje z rodziną i nie dogadywałem się z siostrą, co mnie dobijało. Wiem, że brzmi to dość głupio, ale wtedy oparciem był dla mnie Fabian, który też wystawił mnie na lodzie i potem zdarzyło się to, co się zdarzyło i tyle – mówił, a ja miałem wrażenie, że oboje mieliśmy bardzo podobny powód do chęci stracenia życia.
                – Kto cię znalazł i gdzie to zrobiłeś? – wypowiedziałem pytanie, które chodziło mi po głowie.
                – Siostra, w łazience. – Uśmiechnął się smutno. – W sumie ona znacznie więcej się potem leczyła niżeli ja.
                – Dlaczego nikt mi tego wcześniej nie powiedział? Ty, Natan i Lily milczeliście jak zaklęci, choć nie wątpię, że chodziło wam to po głowie – wytknąłem mu, chcąc, aby jakoś to usprawiedliwił.
                – Davies chciał, aby nikt się więcej o tym nie dowiedział. Pewnie wstydził się po prostu tego, że jako totalny gówniarz dał dupy, a ta mała teraz z nim i tak jest. Nie jest to też aspekt mojego życia, gdzie powiedziałbym ci to między słowami, co robiłem wczoraj, a co będę robić jutro.
                Uśmiechnąłem się szeroko, choć nie było mi do śmiechu.
                – Nie wierzę, że tak bardzo to zlewasz i że nie chciałeś nawet spróbować otworzyć się przede mną – mruknąłem, kręcąc z niedowierzaniem głową.
                – To wcale nie jest takie łatwe, Teo – stwierdził.
                – No jasne, łatwiej było mi mówić, że mnie kochasz i ignorować całą swoją przeszłość – parsknąłem cicho niewesołym śmiechem.
                – Kocham cię, Teo – powiedział, a ja poczułem ukłucie w sercu.
                – Ale ja ciebie nie umiem kochać – odparłem, patrząc na niego i widząc grymas, który pojawił się na jego twarzy.
                – W tak krótkim czasie stałeś się dla mnie kimś najważniejszym… Wiem, że powinienem ci był to powiedzieć szybciej niż tamtego dnia, wiem! – krzyknął, zrywając się z łóżka i przechodząc parę kroków w stronę okna. Przeczesał dłońmi włosy i chwycił się za kark, stojąc tyłem do mnie. – Nie tylko Davies się wstydzi tego, co miało miejsce. Żenująca jest dla mnie moja głupota i fakt, że wakacji zeszłego roku Fabian potrafił mną manipulować. To jest skomplikowane, bo wiem, że on mnie kocha i nienawidzi jednocześnie, a ja dopiero po poznaniu ciebie zerwałem to ostatecznie. I to jest takie głupie, że mimo wszystko chciałem jego bliskości, choć byłem ciągle zraniony.
                – Nikodem, twoje wyjaśnienie nie zmieni moich uczuć do ciebie. Nie chciałem cię nawet widzieć, więc jak sobie wyobrażasz to, że mielibyśmy stworzyć jakikolwiek związek? – zapytałem, odwracając wzrok.
                Nie chciałem widzieć emocji, które zdominowały po moich słowach twarz, a przede wszystkim oczy, Nikodema. Byłem pewien, że to go boli, ale ja także czułem gulę w gardle, a moje serce biło niespokojnie. Mnie też w pewnym sensie bolało to, ale wiedziałem, że na daną chwilę to jest najlepsze. Nie wyobrażałem sobie być z nim, tulić się do niego czy całować go, choć tych wszystkich rzeczy pragnąłem. Przecież nie zapomniałem jak moje serce mocno łomotało w klatce piersiowej na jego widok i dalej pamiętałem smak miłości, ale to wszystko było dla mnie zbyt gorzkie do przełknięcia, więc zmazywało mi jej smak. Potrzebowałem czasu, aby wylizać się z ran, które spowodowała ta tajemnica.
                Czułem na sobie jego wzrok i słyszałem kroki, którymi zbliżył się do mnie.
                – Naprawdę nie mam możliwości na drugą szansę, Teo? – szepnął błagalnie.
                Pokręciłem przecząco głową, dalej nie podnosząc wzroku. Nie miałem takiej odwagi, aby powiedzieć mu to, patrząc prosto w jego oczy.
                – Na pewno nie teraz.
                Kiedy zamknął za sobą drzwi, łzy stanęły mi w oczach i następnie popłynęły po policzkach. Nie wiedziałem, czy zrozumiał i na mnie poczeka, ale skoro sam nie wiedziałem ile czasu potrzebuję to jak mogłem wymagać od niego, abym za parę miesięcy dalej dla niego tyle znaczył? Dlatego lepiej było puścić go wolno i żeby sam zdecydował jak ważny dla niego byłem.
                Liczyłem, że jeszcze kiedyś zaznam miłości. Jeśli nie ze strony Nikodema, to od nowej osoby, która zaakceptuje moją historię i będzie dla mnie oparciem. Lecz takie myślenie wydawało mi się odległe w czasie, bo ostatnie zranienie było natomiast zbyt bliskie. Jeszcze nie do końca przystosowałem się do nowej sytuacji. Nie przyzwyczaiłem się do tego, że leżę w swoim łóżku i we własną poduszkę wsiąkają moje łzy. Posiadałem w sobie tyle sprzecznych uczuć, że nie wiedziałem jak je uporządkować. I tak jak terapeuta mówił – zależało to ode mnie jak je posegreguję i którą opcję wybiorę. Dlatego chciałem odetchnąć, porozmawiać z resztą niegdyś ważnych dla mnie osób i dać sobie czas na decyzje oraz działanie.
                Wyciągnąłem plik zdjęć, zrobionych – jak mi się wydawało – dawno temu. A minęło tylko parę miesięcy od tamtego czasu, a zmieniło się całkiem wiele. Patrząc jak z Nikodemem pozowaliśmy w kierunku obiektywu i nie byliśmy świadomi, że będziemy parą, poczułem jeszcze większy smutek. Miałem świadomość, że teoretycznie nasz związek dobiegł końca, jednak czułem, że na tę chwilę była to słuszna decyzja.
                Wytarłem łzy i schowałem zdjęcia. Spojrzałem na podręczniki i postanowiłem wrócić do bardziej przyziemnych spraw oraz oderwać się od tych myśli, które huczały mi w głowie, zastępując je chemią, biologią czy innymi przedmiotami. Była to całkiem desperacka próba odciągnięcia siebie od Nikodema i tęsknoty, która zaczęła się wkradać do mojego serca, gdy coraz bardziej uświadamiałem sobie, że to koniec.




***

Cóż, chyba nadszedł czas, abym poinformowała Was o tym, że do końca tego opowiadania zostały dwa lub trzy rozdziały + epilog. Wstępnie to, co chcę jeszcze napisać, rozdzielam na dwa rozdziały, ale może wyjść tego za dużo, więc zawsze może powstać jeszcze jeden fragment. Dziwnie czuję się z świadomością, że to opowiadanie jest już niemalże na końcówce... Ale nie będę się teraz nad tym rozklejała, w końcu jeszcze troszeczkę przed nami.
Chcę też poinformować, że marzy mi się zakończenie opowiadania do stycznia 2017, czyli do jego drugich urodzin, ale nie jestem pewna czy mi się to uda.  
I mam nadzieję, że teraz zauważacie rozciągnięcie w czasie, które nie było zauważalne w poprzednim rozdziale, przez co myśli Teo wydawały się zbyt radosne.
A na gifie Ed Sheeran z wersem z "Give me love". 
To tyle, więc do następnego, 
Malina

16 komentarzy:

  1. Jutro wrócę i napiszę komentarz.
    ~MialoTakByc/megg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tok myślenia Teodora jest naprawdę odpowiedni. W niektórych opowiadaniach na Internecie dziewczyny/chłopacy odrazu rzucają się swoim drugim polówkom na szyję przy takich okolicznościach w jakich Nikodem odwiedził Teodora. A ja sądzę, że wtedy byłoby jeszcze za wcześnie. Chłopak musi sobie wszystko w głowie poukładać, wrócić do swojego toku życia przed próbą samobójczą. Na prawdę uwielbiam to, że jako Autorka tego bloga oddajesz te sytuacje w jak najbardziej realny sposób.
      Mam wiele pytań, ale nie zadam ich wszystkich. I tak dowiem się odpowiedzi na nie w niedalekiej przyszłości. Jednym z nich, jest to, kiedy Teodor wróci do szkoły? Czy będzie gdzieś fragment jego powrotu do tego budynku i radzenie sobie z trudnościami związanymi z tym?
      Oczywiście mam też sporo pytań dotyczących spotkania Teodora z przyjaciółmi. Ale wiem, iż i ta niedługo to będzie i nie ma po co zadawać na ten temat pytań.
      Jestem ciekawa, czy Teodor nadal ma depresję, czy już powoli z niej wychodzi?
      Dziękuję za trud, pracę i czas poświęcony na ten rozdział!
      Do następnego rozdziału,
      ~MialoTakByc/megg
      PS. Nie chcę być nachalna, ale kiedy można spodziewać się rozdziału? Chcę po prostu wiedzieć, aby codziennie nie wchodzić parę razy i nie czekać jak na swój ślub z Tabim (który nie będzie miał nigdy miejsca).
      Do zobaczenia!

      Usuń
    2. Zawsze staram się jak najlepiej oddać realność zdarzeń, więc cieszę się, że jest to zauważalne. Nie mam nikogo, kto mógłby przeczytać rozdział przed opublikowaniem, więc mogę polegać tylko na swoim odczuciu, czy to, co napisałam, jest realistyczne. Miło wiedzieć, że tak :)
      Szkoła i przyjaciele pojawią się w następnym rozdziale/następnych rozdziałach.
      I Teodor zdecydowanie wychodzi z depresji.
      A co do następnego rozdziału - nie mam pojęcia, kiedy go napiszę. Wiem, co chcę w nim zawrzeć, ale nie za bardzo mam czas, aby pisać. Postaram się w ten weekend napisać chociaż część, potem w następnym tygodniu dokończyć... Fajnie byłoby opublikować kolejny post do połowy listopada. O moich postępach będę informowała po lewej stronie bloga - tak jak zawsze :)
      Dziękuję za komentarz!

      Usuń
  2. Świetne. Jak zawsze. Mam nadzieję, że Teo w końcu pogodzi się z przyjaciółmi, bez nich to ff nie ma zbytniego sensu. Podobało mi się to pojednanie Teodora z matką i scena wycieczki na cmentarz. Scena z nożem była trochę psychiczna, ale w tym rozdziale dobrze się komponowała z tłem.
    Życzę weny i pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewniam, że w najbliższym czasie wszystko się wyjaśni i postaram się odpowiedzieć na wszelkie pytania, kończąc tekst.
      Dzięki! Cieszę się, że rozdział Ci się spodobał ;)

      Usuń
  3. Jestem osobą niecierpliwą, i muszę to napisać >_<
    Jak tam z rozdziałem? Jestem strasznie ciekawa za ile będzie :>>>
    ~MialoTakByc/megg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety jestem jeszcze daleko w polu z nowym rozdziałem :( Przepraszam, ale naprawdę nie mam zielonego pojęcia, kiedy go dodam.

      Usuń
  4. Jak tam z rozdałem? Jeśli nie masz weny czy coś, to nie pisz na silę >^<
    ~MialoTakByc
    PS. Zastanawiałaś się kiedyś czy nie opublikować tego opowiadania na Wattpadzie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdział piszę, ale też ciężko mi się jakkolwiek pospieszyć z nim. Bardzo ciężko mi się go pisze, więc naprawdę proszę o troszeczkę więcej czasu :<
      Ani do Wattpada, ani do Wordpress nie umiem się przekonać. Może kiedyś jak poprawię to opowiadanie...

      Usuń
  5. Co tam? Jak tam?
    ~MialoTakByc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, że tak późno odpisuję, ale dalej bez zmian.

      Usuń
    2. Jeśli do 2020 nie zobaczę tutaj na blogu nowego rozdziału, to zadzwonię na policję aby Cię zabrali do więzienia.
      Nie żartuję.
      ~MialoTakByc

      Usuń
    3. W więzieniu jeszcze nie jestem, a nowy rozdział już od tygodnia jest na blogu :D

      Usuń
  6. Witaj!
    Jestem wielką fanką tego bloga. Cieszę się, że jednak wiemy co dzieje się u głównego bohatera po próbie. Baaardzo chciałabym wiedzieć co dalej.
    Tak w ogóle, to wesołych Świąt wsyzstkim!
    Wiesz może, kiedy coś dodasz?
    W wolnej chwili zapraszam do mnie? Mam nadzieję, że nie uznasz tego za spam, jeśli jednak będzie inaczej - z góry przepraszam
    http://worldofsuicidegirl.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że lubisz te moje wypociny. Nowy rozdział już jest, a teraz czeka nas tylko końcówka opowiadania :D
      Możliwe, ze zajrzę, ale nie obiecuję, że będę coś komentować.

      Usuń
  7. Hej,
    och tak, tor myślenia Teodora jest odpowiedni, chociaż mam nadzieję, że jednak będą razem z Nikodemem, jak Teo upora się ze wszystkim, a Nikodem będzie czekał...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy