wtorek, 7 lutego 2017

Rozdział XXXV / epilog

                – Chcesz coś do picia? – zapytałem.
                – Nie, dzięki – odparł Edwin, ściągając buty.
                Spojrzałem na niego i od razu uśmiechnąłem się szeroko, widząc jego naburmuszoną minę.
                – No tak, tragedia. Edwin Felton piątkowe popołudnie musi poświęcić na projekt z matematyki – powiedziałem zgryźliwie. Szatyn prychnął, patrząc na mnie z odrazą.
                – To ty mnie w ten projekt wpakowałeś – odpyskował, idąc za mną do mojego pokoju.
                Spojrzałem przez ramię na Edwina i uniosłem brew.
                – A to ty chcesz wyjść na trzy z matmy, więc siedź cicho – burknąłem, patrząc na niego z dezaprobatą. Po chwili jednak obydwoje zaczęliśmy się cicho śmiać, a ja pokręciłem głową z niedowierzaniem: – Dobra, nie marudźmy, zrobimy to i będziemy mieć jeden problem z głowy.
                W towarzystwie tego chłopaka czułem się naprawdę swobodnie. Właściwie Felton był całkiem miłą niespodzianką, jeśli chodzi o reakcje po moim powrocie. Nie było go dwa tygodnie, ponieważ najzwyczajniej w świecie był chory. Ale gdy już przyszedł to po prostu uśmiechnął się do mnie (jak się okazało w międzyczasie ściągnął aparat na zęby i tym samym poraził mnie swoim hollywoodzkim uśmiechem) i usiadł, tak, jakby temat mojej orientacji w ogóle nie istniał. I chyba takie zachowania lubiłem najbardziej, bo miałem wtedy wrażenie, że wszystko jest normalne i na swoim miejscu.
                I tak minęły mi prawie dwa miesiące chodzenia do szkoły, a w tym czasie Felton starał się wyjść na trzy z matematyki. Przez swoją nieobecność jego oceny drastycznie się obniżyły, więc jako dobry kumpel podsunąłem pani profesor temat projektu i tym właśnie sposobem znaleźliśmy się w moim domu, robiąc ten projekt. I chociaż Edwin marudził to wiedziałem, że miał nadzieję dzięki tej pracy wyciągnąć się o ocenę wyżej, a ja… Cóż, starałem mu się w tym pomóc, a przy okazji nie śmiać się z niego, gdy gubił się w zapisywaniu wyników zadań, które mieliśmy podać klasie jako przykłady.
                Uwielbiałem tę normalność. I chociaż to słowo nagminnie pojawiało się w mojej głowie, ale było dla mnie takie miłe oraz kojące, że nawet nie chciałem go wyrzucać. Nie mogłem przestać się cieszyć z tego, że wracam zmęczony po szkole, mam dużo lekcji, pogodziłem tego dnia dwie koleżanki – to wszystko mogłem zebrać do teczki podpisanej „codzienność” i jak głupi radować się z niej, chociaż przecież to nie było nic wielkiego. Zwykłe, nudne życie. A mi sprawiało taką ogromną radość, bo wcześniej zapomniałem i nie potrafiłem go doceniać. I dopiero teraz, gdy to zauważyłem, czułem, że mogę dążyć do tego, aby to życie było szczęśliwe.

***

                Usiadłem na drewnianej belce, zapewne specjalnie zamocowanej dla wędkarzy, i spojrzałem na szybko płynący nurt rzeki. Po drugiej stronie zakwitły drzewa, a słońce nad nimi raziło mnie oraz miło grzało w twarz. Było naprawdę ciepło i czułem już lato, choć tak naprawdę kalendarz wskazywał połowę maja.
                Otworzyłem książkę, którą przywlokłem ze sobą, aby móc w ciszy czytać, odrywając się myślami od codziennego biegu.
                Ale nie mogłem tak po prostu czytać – teraz, gdy w szkole zabrakło trzeciej klasy, czułem się melancholijnie. Gabriel zaraz po egzaminach wyjechał i nawet nie wspomniał o terminie powrotnym, a cała ich grupa rozpierzchła się. To nie oni stanowili główną ekipę moich znajomych, ale bez nich w szkole czułem pewną pustkę.
                Wiedziałem, że nie jestem jeszcze gotowy na rozmowę z Nikodemem, a mimo wszystko przez jego brak na szkolnych korytarzach odkryłem, że tak naprawdę przez ostatni czas wodziłem za nim wzrokiem. To zawsze jego złotej czupryny szukałem w tłumie, wypatrywałem go wśród klasy i czekałem, aby móc go zobaczyć, wiedząc, że ma lekcje obok mnie. Coraz częściej pojawiał się w moich myślach i nie budził już we mnie niepokoju oraz dziwnego uczucia, które nazwałbym zaprzeczeniem poczucia bezpieczeństwa. I powoli przyzwyczajałem się do myśli, żeby się do niego odezwać.
                Ale miałem czas. Jeśli on na mnie czekał – a miałem taką nadzieję – to miałem jeszcze czas, aby dojrzeć do tej decyzji i w końcu stanąć z nim oko w oko, pogodzić się oraz zaufać.
                Spojrzałem na stronę książki, którą przez myśli plączące się w głowie, nie za bardzo zrozumiałem. Wróciłem wzrokiem do samej góry i zacząłem ponownie czytać pierwszy akapit, licząc na to, że nic mnie nie rozproszy i uda mi się dokończyć tę powieść zanim zrobi mi się za ciepło od siedzenia na pełnym słońcu.

***

                Drzwi trzasnęły za mną, a ja skrzywiłem się na huk, który sam stworzyłem.
                – Od razu słychać, kto przyszedł! – Krzyknęła do mnie ciocia Irma, ale nie mogłem zidentyfikować, gdzie się znajduje. Prawdopodobnie pichciła w kuchni kolejne ciasto, ponieważ dom wypełniony był przyjemnym zapachem świeżo pieczonego placka.
                – Dzień dobry i przepraszam! – odparłem.
                – Mój pokój! – Usłyszałem i przewróciłem oczami. Lily nawet nie chciało się wyjść mnie przywitać.
                Wszedłem do jej pokoju i uniosłem do góry brwi, widząc ją, Laurę i Natana siedzących na ziemi i grających w grę, której nie znałem.
                – Hej – powiedziałem, dłużej zatrzymując wzrok na Daviesie. Następnie spojrzałem pytająco na Lily, ale ta tylko wskazała mi miejsce obok.
                – No cześć. Zagrasz? – zagadała do mnie młodsza z Hopkinsów.
                Zerknąłem jeszcze raz na Nata, z którym nie miałem żadnego kontaktu od momentu bójki w szkole. Chłopak ewidentnie mnie unikał, a ja nie kwapiłem się do rozmowy z nim.
                – Mhm – mruknąłem. – A na czym to polega?
                – Gra nazywa się Ego. Jedna osoba czyta pytanie odnośnie siebie lub swojego zdania na jakiś temat i trzy odpowiedzi, reszta odpowiada oraz obstawia żetony od jednego do trzech, zależy jak bardzo jest się pewnym odpowiedzi. Kumasz? – zapytała, a przytaknąłem.
                – Masz, twoje żetony i krążki, aby obstawiać odpowiedzi. – Lils podała mi te rzeczy, a ja obejrzałem je i wzruszyłem ramionami.
                – Zaczniesz, Teo? – spytał Natan, tym samym odzywając się pierwszy raz od mojego przyjścia. Uniosłem na niego wzrok i uśmiechnąłem lekko, a on odwzajemnił uśmiech.
                – Jasne – odparłem, chwytając przypadkową kartę. Uniosłem jedną brew, czytając pytanie: – Który język brzmi najdziwniej? Czeski, chiński czy arabski?
                Już po chwili siostry dyskutowały, która tak naprawdę ma rację, a ja z Natanem tylko obserwowaliśmy je z rozbawieniem, co jakiś czas wtrącając parę słów.  Musieliśmy jednak przyznać, że sióstr Hopkins nie dało się przegadać.
                – Co tam u ciebie? – Usłyszałem, gdy dziewczyny wdały się w kolejną dyskusję, nie zwracając na nas uwagi.
                – Lepiej. – Odchrząknąłem. – Tak normalnie. A u ciebie?
                – Dobrze. Tylko nie gadaliśmy jeszcze… – urwał, a ja kątem oka zauważyłem jak Lily szturcha swoją siostrę.
                – Pójdziemy po picie i ciasto – zaoferowała Lils, a ja podążyłem za nimi wzrokiem, gdy te szybko czmychnęły z pokoju.
                – Chciałbym przeprosić za to, że przeze mnie wszyscy trzymali to w tajemnicy. Zdecydowanie muszę zacząć zwalczać swój egoizm – zaśmiał się gorzko.
                – Wiesz co? – zapytałem, a chłopak mruknął pytająco, unosząc na mnie spojrzenie. – W sumie to ciebie najbardziej rozumiałem. I od początku mój żal do ciebie był jakby mniejszy niżeli do Nikodema czy Lily, co było w sumie absurdalne. Ale tak było. – Westchnąłem. – To wszystko jest za mną, Natan. I może nie będę w stanie wam wszystkim tak szybko zaufać, bo czasami dalej mam chwile zawahania, ale chcę, aby wszystko było ułożone. Nie mam zamiaru do końca życia chować do ciebie urazy, więc możesz przestać mnie unikać – zakończyłem swoją wypowiedź, uśmiechając się cwaniacko. Davies wyraźnie zakłopotał się moimi słowami, otworzył usta i je zamknął, nie wiedząc jak to skomentować.
                – No ej, Teo. Ja tu poważnie – resztę zdania dokończył machaniem dłońmi, a ja zaśmiałem się z jego nieporadności znalezienia słów.
                – Już, dobra. Zawołam je, że ta poważna rozmowa się zakończyła – burknąłem, przewracając oczami.
                Wstałem i mozolnym krokiem ruszyłem do kuchni, gdzie zastałem dziewczyny gadające na temat jakiegoś piosenkarza.
                – Dajcie ten placek i chodźcie – powiedziałem.
                Jeszcze przed powrotem do pokoju, złapałem kontakt wzrokowy z moją przyjaciółką i uśmiechnąłem się do niej, dając znak, że wszystko w porządku. Bo dokładnie tak było – w porządku.

***

                Dziewiętnasty dzień czerwca wypadał w środę. Rok szkolny zmierzał ku końcowi, a słońce dawało się każdemu we znaki, przypominając o nadchodzących wakacjach. Naprawdę przyjemnie się spacerowało, szczególnie, że lekcje nie były już tak męczące, a nauczyciele skupiali się na zapięciu ocen na ostatni guzik.
                – …i wtedy ona stwierdziła, że w sumie jej to nie przeszkadza. Teo? – Usłyszałem, wychodząc ze stanu zamyślenia.
                – Ech, przepraszam, Edwin, nie słuchałem cię – powiedziałem, zerkając na szczęśliwego chłopaka.
                – Opowiadałem o… Z resztą nieważne. – Machnął ręką. – Myślisz jeszcze więcej niż zazwyczaj. Czyżbyś odpłynął przez swojego ego, jakim wspaniałym kolegą jesteś, pomagając mi wyjść na trzy z matmy? – zapytał, szczerząc się. Wywróciłem oczami, ale mimo to uśmiechnąłem się lekko.
                – Tak, właśnie to jest powodem mojego zamyślenia – odparłem ironicznie. – Serio tak bardzo cieszysz się tą oceną?
                – No jasne – przytaknął od razu. – To nie ciebie mama odcięłaby od kieszonkowego w wakacje, gdybyś skończył z dwóją.
                – Dobra, ale nie skończyłeś.
                – I dlatego się cieszę, więc idziemy na pizzę – tymi słowami zakończył temat.
                Szliśmy przez chwilę w ciszy, którą przerwało pogwizdywanie Feltona.
                – Staram się zagłuszyć te twoje myśli, ale one naprawdę dudnią – skomentował, a ja prychnąłem.
                – Możesz prosto z mostu zapytać, co się dzieje, wiesz? – spytałem, patrząc na niego nieco krytycznie, ale lekki uśmiech nie pozwalał mi być do końca poważnym. – Po prostu dzisiaj są urodziny Nikodema.
                – I?
                – Powinienem się do niego odezwać? – ni to spytałem, ni stwierdziłem. Mój ton jednak zabrzmiał bardziej jako pytanie, ponieważ Edwin odparł:
                – Skoro nad tym tyle myślisz, to zaryzykuj.
                – Mhm – mruknąłem nieprzekonany. – To gdzie idziemy na tę pizzę?

***

                Po wyjściu z pizzerii teoretycznie miałem iść prosto do domu, ale w praktyce postanowiłem powłóczyć się po mieście. Zanim się zorientowałem, kierowałem się w stronę domu Nikodema. Nie miałem zielonego pojęcia, czy zastanę go w domu i co mam mu powiedzieć. Dla uspokojenia wmawiałem sobie, że na pewno pojechał ze znajomymi świętować i gdy się głębiej zastanowiłem to nie chciałem, aby to okazało się prawdą. Nareszcie odważyłem się z nim spotkać i w końcu poczułem, że ta przeszłość nie ma już znaczenia.
                Nacisnąłem guzik i czekałem zniecierpliwiony aż ktoś otworzy drzwi. A w tej sekundzie, gdy się uchyliły, moje serce podeszło do gardła. Stałem przed Nikodemem, który patrzył zdziwiony na mnie, tak jakby zobaczył ducha.
                – Hej – zacząłem nieporadnie. Kompletnie zapomniałem, co miałem mówić, ale starałem się przyprowadzić siebie do porządku i trzeźwego myślenia. – Nie wiedziałem, czy będziesz… W każdym razie wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. Dużo zdrowia, spełnienia marzeń… – zaciąłem się, czując się bacznie obserwowanym. – Po prostu wszystkiego dobrego, Nik.
                – Dziękuję – wydukał, a na chwilę zapanowała między nami cisza. – Wejdziesz do środka? – zapytał, a ja bez wahania kiwnąłem potakująco głową. – Do mojego pokoju – polecił, a ja ponownie przytaknąłem.
                Przez ten czas nic się nie zmieniło w wystroju jego domu, a pokój także pozostał taki sam. Ogarnąłem wzrokiem całe pomieszczenie, a gdy mój wzrok zatrzymał się na ramce z naszym zdjęciem i misiu, które zajmowały honorowe miejsce na biurku. Podszedłem do nich i dotknąłem pluszaka, którego futerko było niesamowicie miękkie.
                – Dużo się zmieniło od tamtych Walentynek, hm? – mruknąłem, nie odwracając się do Nikodema.
                – Dużo – zgodził się ze mną. Był wyraźnie zestresowany i chyba to dodawało mi jeszcze większej odwagi, którą nie wiadomo skąd byłem w stanie wykrzesać.
                – Wyciągałeś te zdjęcie z ramki? – spytałem.
                – Nie. Dlaczego pytasz?
                – Na odwrocie zdjęcia napisałem, że cię kocham – powiedziałem, odwracając się do niego. W końcu byłem w stanie spojrzeć mu w oczy. – Nie byłem pewien, czy będę ci to w stanie powiedzieć.
                – Ale powiedziałeś.
                – Moje słowa są dalej aktualne. A co z twoimi?
                Nik wziął głęboki oddech, tak jakby przez cały ten czas nie miał odwagi oddychać. Możliwe, że podzielił się nią ze mną, bo nie spodziewałem się, że tak szybko i prosto powiem to, co czuję. Niezauważalny moment zajęło mu przemierzenie odległości, która nas dzieliła i przytulił mnie. Dzięki temu mogłem poczuć, że jego serce bije równie mocno jak moje oraz jak bardzo tęskniłem za nim.
                – Kocham cię – zapewnił mnie, gdybym przypadkiem się nie domyślił. Zaśmiałem się z tego, ale i tak przytuliłem się do niego jeszcze mocniej. – Strasznie mi ciebie brakowało.
                – Mi ciebie też – odpowiedziałem, a gdy już uścisk zelżał, dodałem: – Ale musiałem to wszystko sobie poukładać i się z tym pogodzić.
                – Wiem, rozumiem. Nie musisz tłumaczyć się z niczego – powiedział, a ja odsunąłem się od niego, aby spojrzeć mu w twarz.
                – Teraz najważniejsze jest, abyśmy dużo rozmawiali.
                – Pytaj o co chcesz – powiedział, rozkładając na boki ręce.
                Zaśmiałem się pod nosem, ale wzrokiem dalej śledziłem jego twarz. Także się uśmiechał, a oczy Nikodema błyszczały. Nie wyparłby się tego, że w tej chwili jest szczęśliwy. I ja też się taki poczułem – ostatni brakujący fragment wrócił na swoje miejsce.
                Stanąłem na palcach i nareszcie, po czterech miesiącach, pocałowałem go. A kiedy on przytrzymał mnie w pasie, schylił się do mnie i oddał pocałunek, a ja mogłem wpleść dłoń w jego włosy, cieszyłem się jak głupi, że odważyłem się pójść do Nika. Może to były jego urodziny, ale to ja czułem się tak, jakbym dostał najlepszy prezent, bo w końcu miałem przy swoim boku osobę, którą kochałem. Tą rozłąką przestałem nas ranić i to było najbardziej kojące uczucie, jakiego kiedykolwiek doznałem. I wierzyłem, że odbudujemy nasz związek, bo już nic nie stało nam na przeszkodzie.

***

                – Wziąłeś ręcznik? – zapytała mama, a ja przytaknąłem. – Okulary? Pieniądze?
                – Mamo, jadę tam tylko na parę godzin – zamarudziłem, ale rodzicielka od razu spojrzała na mnie srogo. – Mam wszystko – odparłem.
                – No mam nadzieję, że niczego nie zapomniałeś. Nie chcę słyszeć, że spaliłeś się na słońcu – powiedziała, a ja wywróciłem oczami.
                Chwyciłem torbę i wyszedłem z domu, kierując się prosto do samochodu, w którym siedziała trójka moich przyjaciół oraz Nikodem za kierownicą.
                – Hejka – przywitałem się, wrzucając torbę do bagażnika. – Sorki, że tak długo, ale mama mnie przepytywała.
                – Przecież jedziemy tylko nad jezioro – zanegowała Lily, a ja spojrzałem na nią z bólem w oczach.
                – Pięćdziesiąt kilometrów stąd, a za kółkiem siedzi młody kierowca! – krzyknąłem dramatycznie, a Nat, Laura i Lils zaśmiali się. Nik jedynie uśmiechnął się pobłażliwie i cmoknął mnie w policzek, gdy usiadłem na miejscu obok niego.
                – Jestem świetnym kierowcą – powiedział, a ja tylko mruknąłem potakująco i podkręciłem głośność radia, w którym leciała jedna z lubianych przeze mnie piosenek. 
                Najzwyczajniej w świecie jechałem z bliskimi mi osobami nad wodę, aby dobrze spędzić kolejny dzień wakacji. I takie chwile napawały mnie spokojem. Śpiewająca Lily, Laura krzycząca, że mam nie wpuszczać ciepła przez otwarte okno, ponieważ działa klimatyzacja, Natan pytający, czy jest coś do jedzenia, Nikodem skupiony na drodze i co jakiś czas trącający moje kolano – wszystko było takie zwyczajne, a mi sprawiało radość.
                I wiedziałem już, że życie jest dobre. Ono ma sens i nawet jeśli jeszcze go nie widzimy to powinniśmy w nie brnąć, aby ten sens odnaleźć. Miłość, przyjaźń, radość, smutek, ból – wszystko składa się na nasze życie i nas kształtuje, ale my nie możemy się poddawać. Nie należy też żałować tego, co było kiedyś i choć patrząc na moje blizny myślałem o tym jaki byłem głupi – to było moje załamanie, ale przeżyłem je i dało mi ono nowe doświadczenie. Bycie krok od śmierci nauczyło mnie lepiej zwracać uwagę na drobiazgi i całkiem zwykłe chwile, które wiedziałem, że trzeba doceniać oraz zapamiętywać.
                A Bóg? Po próbie nie wiedziałem jak pokazać się przed Jego obliczem, ale skoro On jest wszędzie to nie wątpiłem, że mną przez ten czas się zainteresował. Przestałem martwić się tym, że według religii nie trafię do Nieba. Skoro nie mogę w nim być sobą – nie chcę go. Jednakże wierzę, że Niebo istnieje i Bóg przyjmie mnie takim, jakim jestem. W końcu to On mnie stworzył i wystawił na próbę, czy dam radę.
                Dałem radę. I nie wiedziałem, czy interpretować to jako znak, ale skoro żyłem to powinienem żyć dalej, póki mogę i póki mam na to siłę.
Sądzę, że po takich problemach, które miałem, to, że idę z Nikodemem za rękę świadczy o jednym – udało mi się. I jak bardzo nie byłbym pięknie złamany, jak bardzo nie musiałbym walczyć, to dam radę. W końcu mam po co żyć, prawda?



***

Hejka!
Nie będę ukrywać, że naprawdę trudno było mi pisać to zakończenie. Gdy podsumowałam dwa lata swojego pisania, poleciały mi łzy, choć tak naprawdę nie jestem specjalnie wrażliwą osobą. Ale to właśnie jest koniec "Pięknie złamanego" i może trochę posłodziłam, ale stwierdziłam, że teraz mogę. 
Mam także pomysł na dodatek do opowiadania, ale czy on kiedykolwiek powstanie - zobaczę, dotyczyłyby Gabriela i jego wyjazdu, o którym wspomniałam w tym rozdziale. 
Czy będę coś pisać? Przede wszystkim chciałabym wrócić na bloga o Harrym Potterze i to będzie teraz mój priorytet, ale mam masę pomysłów na opowiadania yaoi i yuri. Jednak abym zaczęła coś publikować, muszę napisać przynajmniej połowę tego, aby nie powtórzyć tych żenująco długich przerw. Także jakbym nagle wyskoczyła z nowym blogiem - zawsze znajdziecie tutaj informację o tym.
W planach mam także poprawienie opowiadania i zmienienie imion oraz nazwisk na polskie.
Chciałabym z całego serca podziękować wszystkim, którzy to czytają! A już szczególnie tym cudownym osóbkom od komentarzy, bo to mnie naprawdę motywowało. Dziękuję!
Pamiętajcie, że nie gryzę, więc śmiało możecie pisać do mnie na maila, bo zawsze chętnie odpisuję :D
Jeszcze raz dziękuję, 
Malina

8 komentarzy:

  1. No cóż... Epilog przeczytałam podajże w nocy (jak się w nocy budzę, to zwykle coś tam sobie poczytam i pójdę znowu spać) albo późnym wieczorem. Byłam tak śpiąca, że nie byłam w stanie poprawnie trafiać w literki na klawiaturze, no i przede wszystkim miałam taką pustkę jeśli chodzi o treść komentarza.
    Poruszyłaś temat religii, co w opowiadaniach gdzie główny bohater jest homoseksualny, występuję tak rzadko jak u nas na obiad zupa rybna (czyli chyba nigdy, bo mało kto to je). No czasem ktoś coś wspomni, ale to jest temat na rozdział, ewentualnie dwa w swoim opowiadaniu. Oczywiście, nie mówię, że w ogóle nie ma takich tematów, tylko, że ja się mało z tym spotykam. I to jeden z tych większych plusów u Ciebie. Poruszasz te tematy, za które mało kto się bierze.
    No i ta rzeczywistość jest u Ciebie taka... realna? Bohaterowie zachowują się jak normalni ludzie, opisy tego, jak Nikodem rozmawia z psychologami po próbie, bądź jego przygotowania do powrotu do normalności. Masz to wszystko. Dawałaś tutaj rzeczy, których prawie nie na w tego typu opowiadaniach.
    No i ich (jak to się, kurdebele, nazywało? Chwila na myślenie) zejście się (ha! mam to słowo!). Nie rzucają się sobie w ramiona po tym wszystkim, a Teodor ma te wątpliwości co do uczucia w stosunku do Nikodema. A ich zejście? Jest ładnie opisane i uroczę.
    No i Edwin! Przyznam szczerze, że o nim zapomniałam. A jak sobie go przypomniałam, to kojarzył mi się z tym chłopakiem co śpi na lekcjach.
    Nie czytałam tego opowiadania na bieżąco. Czytałam od... sama nie wiem, muszę kiedyś zobaczyć, gdzie dałam swój pierwszy komentarz. Może to było gdzieś z rok temu koło walentynek? Chyba tak. Ale Twój pierwszy blog czytałam już wcześniej. Może z dwa lata już jestem tak jakby "stałym czytelnikiem". I mimo, iż Harry Potter jest już dla mnie przeszłością, nadal tam zaglądam i czytam miniaturki.
    No i cóż, co ja mogę jeszcze napisać? Że strasznie podobało mi się Twoje opowiadanie? To chyba wiesz. Rzadko komentuję na blogerze, gdyż jest to dla mnie niewygodne, bo używam Anonima, a wolę Wattpada. Czuj się trochę zaszczycona, bo komentowałam Twoje opowiadanie mimo lenistwa i tej... pracochłonności wymagającej tego? Nie no, żart. Ale serio, może kiedyś dodaj swoje opowiadanie na Wattpad. Tam takich trochę brakuje.
    Dodatkowy rozdział! Teraz sobie przypomniałam! Strasznie się cieszę z tego powodu! Lubiłam Gabriela (mam 4-miesięcznego kuzyna o tym imieniu, i jest on przeuroczy jak ten tutaj Gabryś). Był fajny, i fajnie by było przeczytać co się u niego dzieje. Mam nadzieję przeczytać ten dodatek jeszcze w tym roku, hehe (sorka, żarty mi nie wychodzą!).
    Ale jednym mnie zawiodłaś... nie dałaś mpregu! A taką mam ostatnio fazę na ten mpreg, a ty go nie dałaś! Wisisz mi jakiś szocik z mpregiem za te komentarze i podnoszenie liczby wyświetleń!
    Ale skoro to realne opowiadanie, to mpreg byłby tutaj trochę.. dziwny, no nie?
    Chyba się troszku rozpisałam, ale to nic. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze napiszesz jakiegoś podobnego dobrego yaoica. Ale już może bez samobójstwa, ok?
    Do zobaczenia!
    Ps. Jeśli kiedykolwiek w przyszłości moje dzieci będą narzekały na swoje imiona (Teodor i Nikodem), to wiedz, że będziesz brała za to odpowiedzialność!
    Przesyłam wenę i magię, płynącą z mojej linijki szkolnej (z serii co robi Oliwia, kiedy baba od Niemca tłumaczy jak zaznaczać odpowiedzi na sprawdzianie za pomocą krzyżyka i kółka)!
    ~megg/MialoTakByc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie temat religii jest raczej omijany, bo bardzo łatwo urazić kogoś, pisząc o tym. Mam jednak nadzieję, że ja nikogo nie obraziłam i właśnie ten motyw był ciekawym dodatkiem do całej akcji. A skoro twierdzisz, że jest to plus, wierzę Ci na słowo :D
      Co do realności – może nie wszystko wyszło tak realnie, ale starałam się, żeby tak było. No i zawsze chciałam, aby to opowiadanie miało coś więcej z naszej szarej rzeczywistości, o której w sumie teraz zaczyna się mówić coraz więcej – nietolerancja, problemy psychiczne, wizyty u psychologa. Przede wszystkim chciałam pokazać, że właśnie to jest normalne i realne, a nie jakaś fikcja literacka, która nie ma nic wspólnego z dzisiejszą młodzieżą.
      Cieszę się, że nikt nie wściekał się o to, że Teodor miał tyle wątpliwości, bo obawiałam się, że takie późne zejście się chłopców może być dla niektórych za późne. Jednakże nikt nie negował mojej decyzji, więc jest oki.
      O Edwinie także zapomniałam XD Tutaj zadłużyłam się wdzięcznością u osóbki poniżej.
      Mimo wszystko czuję się zaszczycona! Bo wiem jak to jest komentować cokolwiek, ciężko to człowiekowi przychodzi. I wiem też jaką radochę sprawiasz mi takimi komentarzami :D
      Żart wyszedł, przekaz dotarł i może zaakceptuję tę opcję. A tak serio – raczej z tęsknoty napiszę ten dodatek jeszcze w 2017, tylko boję się jak on może się rozrosnąć!
      Popłynęłaś z mpregiem, haha. W każdym razie nie czuję się na siłach, aby pisać coś tak ciężkiego do ogarnięcia.
      Postaram się, aby następne opowiadanie było weselsze, ale nic nie obiecuję! A dzieci nie będą miały na co narzekać, bo to przeurocze imiona są! I dziękuję tak bardzo, bardzo za te wszystkie komentarze i ten powyższy ♥

      Usuń
  2. Witam znowu!
    Epilog, ech. No dobra, więc gratuluję Ci zakończonego opowiadania! Bo to zawsze jest sukces :D
    Byłam tutaj niemalże od samego początku, więc możesz mi wierzyć, ale mi przy końcówce też się zakręciła łezka w oku. Ale wszystko co ma swój początek, powinno też mieć swój koniec. No, może z wyjątkiem półprostej XD
    Cieszę się, że poszłaś w pozytywne zakończenie, bo jakby miało być smutne, po tym wszystkim, co się wydarzyło w tym opowiadaniu, to chyba bym straciła wiarę w jakiekolwiek dobro na świecie. I popadłabym w mega deprechę.
    Tymczasem zakończenie jest bardzo delikatne i optymistyczne, a na mojej twarzy cały czas malował się uśmiech, gdy je czytałam.
    Więc Edwin tylko chorował, co? Już ja znam prawdę o tej zagubionej postaci! xD Ale dobrze, że chociaż teraz go wspomniałaś, bo bardzo go lubię :3
    Teo i Nik się pogodzili :o W sumie całkiem łatwo im to przyszło, ale rozumiem, że to świadczy do sile ich uczucia. Dobrze, że Teo się nie poddał. A Nikodem na niego czekał. Swoją drogą, oni są bardzo uroczy. I życzę im szczęścia, nawet jeśli to opowiadanie już się zakończyło. Ale oni zasługują na pozytywne zakończenie.
    W ogóle życie Teo tak bardzo zaczęło się układać, ale nie mogę pozbyć się wrażenia takiej lekkiej paranoi u niego. Pewnie trochę się doszukuję jakiś schiz, ale on prawie za każdym razem myśli, że jest normalnie i że to jest dobre. Znaczy, ja nie twierdzę, że to jest złe, ale widzę w tym jego życiu taką jakby paranoję, że ciągle zwraca uwagę na te wszystkie normalne rzeczy. Może to dobrze, może po prostu przesadzam. Piszę, co myślę. Ale, żeby nie było, to nie jest żadne negatywne stwierdzenie. Po prostu trochę się martwię o Teo xD
    Ta refleksyjna końcówka o życiu, biorąc pod uwagę wszystko, co się dzieje u mnie teraz i mój cały zaburzony światopogląd, trochę mnie dobiła. Nie wiem, czy wizja sensu życia i świata do mnie trafia. Ale ten gif, ten gif stanowczo do mnie trafia. Więc jeśli Teo przekazuje to, co gif, to przyjmuję jego słowa.
    No nic, cieszę się, że mogłabym czytelniczką tego opowiadania, przeżyłam z nim naprawdę wiele :D I nawet przerwy nie były takie złe ;)
    Życzę Ci wytrwałości w poprawianiu, bo mnie przy takich rzeczach zawsze kurwica bierze xD
    O Gabrielu poczytam chętnie. Szczególnie jeśli będzie z Fabianem. Ale tę moją opinię już znasz xD
    Jeśli chodzi o HP, to raczej nie poczytam, bo mój czas w życiu, gdy jarałam się ff już minął. Choć kto wie, może wróci. Ale nic nie obiecuję. Chętnie poczytam za to jakieś yaoi. Yuri zresztą też. Im szybciej napiszesz tym lepiej. Po prostu, nie zapominaj o nas. Masz już jakiś pomysł na jakieś nowe opowiadanie, czy wszystko od zera będzie szło? :3
    Wszystkiego dobrego, masę weny, do przeczytania już niedługo, mam nadzieję <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ogromny sukces, zważając na… mnie. Moje lenistwo, zapał do pracy i inne takie.
      Opowiadanie od początku miało mieć szczęśliwe zakończenie. Osobiście, jeśli chodzi o pisanie, preferuję nieszczęśliwe, dramatyczne zakończenie, ale wiem, że kończenie takiego opowiadania na smutno byłoby zbyt ciężkie.
      Hm, zagubiona postać? Nic o tym nie wiem ( ͡° ͜ʖ ͡°) A tak naprawdę dziękuję, że go odnalazłaś!
      No ileż mogłam ich maltretować tym rozstaniem? I masz rację, że zasługują na to pozytywne zakończenie, bo także uważam, że urocza z nich para (chyba podbiega to trochę pod egoizm, bo ja ich stworzyłam, ale cóż…).
      To raczej kwestia zachowania i zmiany patrzenia na świat. I naprawdę żyłoby nam się o wiele lepiej, jakbyśmy potrafili tak banalnie wszystko doceniać. Może to trochę podkolorowałam, ale sens jest jeden.
      Gif oraz to, co myśli Teo – jest to ułamek mojego światopoglądu, więc do nie każdego musi przemawiać. W każdym razie jeśli choć trochę do Ciebie to dotarło, to fajnie, a jeśli nie – nie ma w tym nic złego.
      Tak jak napisałam wyżej w odpowiedzi: postaram się napisać dodatek jeszcze w 2017, ale nie wiem jak on się rozrośnie.
      Mam parę pomysłów i nie potrafię zdecydować, który jest tym dominującym. Spróbuję ogarnąć jakąś fabułę i dopiero wtedy wybrać, co będzie ciekawsze do pisania oraz czytania. Chciałabym, aby było to coś innego, więc dołożę sobie tym trochę pracy. Jednak jak wymyślę już coś ostatecznego, to będę informować o tym na bieżąco!
      Ja natomiast strasznie się cieszę, że mogłam czytać Twoje komentarze. Baaardzo Ci za nie dziękuję!
      PS Aż z ciekawości odszukałam Twój pierwszy komentarz (z 5 marca 2015 r.), żeby się upewnić, ale tak – to Tobie zawdzięczam wytknięcie błędu z czasami, z którym dalej się zmagam, ale teraz zwracam na to uwagę. Tak więc naprawdę dzięki! ♥

      Usuń
  3. Po przeczytaniu tego opowiadania mam pewne mieszane uczucia, bo nie do końca mam takie poglądy jak Ty, droga autorko. Mimo wszystko kocham Twój styl pisania. Przeszukuję Internet godzinami,aby znaleźć coś na miarę tego bloga, i na razie poszukiwania okazały się bezowocne (; Mam nadzieję, że niedługo opublikujesz coś na blogu o Harrym Potterze, przez ten cały czas liczyłam na to, że czasem tam zajrzysz. Dziękuję Ci za te opowiadanie, szczególnie podobał mi się wątek Boga i homoseksualizmu, chyba po raz pierwszy się z nim zetknęłam w takim wydaniu. Pisz dalej (;
    Pozdrowienia i multum weny życzę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, że tak późno odpowiadam.
      Rozumiem i nie jest to nic złego :)
      Miło mi, że podoba Ci się jak piszę! Możliwe, że pojawi się tam coś, ale nie wiem kiedy...
      Dziękuję!

      Usuń
  4. Opowiadanie jest cud miód mało jest takich i również mam pytanie na blogu o Harrym Potterze nie pojawiają się miniaturki i zastanawiałam się czy bym mogła opublikować je na wattpad oczywiście za twoją zgodą i i oczywiście była byś tam jako autorka miniaturek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo.
      Nie, nie wyrażam zgody na publikowanie moich opowiadań. Jeśli będę chciała je zamieścić na Wattpadzie, sama je tam zamieszczę.

      Usuń

Obserwatorzy